K2, Bielecki, urubko, krzysztof wielicki

Lodowi wojownicy walczą na K2: „Wiatr zdmuchnął mnie na drugą stronę grani”. Zobacz NIESAMOWITE VIDEO Bieleckiego i Urubki! [VIDEO]

Polscy wspinacze podczas ostatniego wyjścia na K2 osiągnęli wysokość 7400 metrów i przespali dwie noce w obozie na wysokości 7200 metrów. Ze względu na zbliżające się załamanie pogody Adam Bielecki i Denis Urubko zeszli do bazy i teraz mogą podzielić się swoimi wrażeniami.

 

Bielecki i Urubko póki co jako jedyni osiągnęli taką wysokość w czasie narodowej wyprawy na K2. Nie jest to zbyt optymistyczna okoliczność, biorąc pod uwagę, że przecież na miejscu mamy jeszcze kilku innych himalaistów.

 

Z drugiej strony – warunki są naprawdę trudne. Widać to na filmie opublikowanym na Twitterze, a obraz świetnie uzupełniają słowa Adama Bieleckiego, który udzielił wywiadu portalowi wspinanie.pl:

 

„Do 7000 m z wiatrem 40 km/h, przy podmuchach do 70 km/h, da się działać, jeśli są większe wartości to już jest ciężko. My na zejściu mieliśmy podmuchy na pewno powyżej 80 km/h, a nawet dochodzące do setki.[…] Np. podczas zjazdów wiatr przerzucił mnie z poręczówką na drugą stronę grani, a ja kompletnie nic nie mogłem zrobić, bo nie miałem żadnego punktu zaczepienia. Mogłem po prostu tylko dać się potarmosić, poczekać aż ten podmuch ucichnie i spróbować przetrawersować z powrotem do linii zjazdów.”

 

 

Jak widać Adam Bielecki po raz kolejny miał sporo szczęścia. Ale nie tylko tym jednym razem – Duet Bielecki-Urubko znalazł w czasie wspinaczki dwie rolki nowej, świetnej jakości koreańskiej liny wspinaczkowej. To znalezisko umożliwiło im pokonanie trudności w miejscu, gdzie stare liny poręczowe były pozrywane.

 

Mimo to podchodzimy z coraz większą rezerwą do szans Polaków na zdobycie w tym sezonie zimowym K2. O tym, że nawet nasi dwaj najlepsi wspinacze działają na granicy wytrzymałości świadczą najlepiej te słowa Bieleckiego:

 

„Miałem dzisiaj taką refleksję, jak dojechaliśmy do dwójki, że nie dałoby się tego chyba nikomu opisać… Może wspinaczowi tak, ale takiemu zwykłemu człowiekowi po prostu się nie da. Tak bardzo potrafi być tam ciężko i okropnie…”

 

Mimo wszystko trzymamy kciuki!

 

wspinanie.pl/twitter.com



adam bielecki, karakorum, himalaje, wspinaczka, k2

Adam BIELECKI miał wypadek w czasie wspinaczki na K2! Krew, szwy i wgnieciony kask. „Było blisko”! [FOTO]

To mogło skończyć się tragicznie. Kilkadziesiąt metrów przed obozem pierwszym na Adama Bieleckiego spadł duży kamień i uderzył go prosto w głowę. Na szczęście wszystko skończyło się dość szczęśliwie. 

 

„Eh było blisko. Kilkadziesiąt metrów pod obozem pierwszym dostałem w głowę dużym kamieniem. Skończyło się na złamanym nosie i sześciu szwach, które profesjonalnie założyli Piotrek Tomala i Marek Chmielarski pod kierunkiem telefonicznych porad Roberta Szymczaka. Za parę dni powinienem być w pełni formy”

– napisał na swoim profilu Facebook i podzielił się zdjęciem.

 

 

Miejmy nadzieję, że Adam szybko dojdzie do siebie i ten incydent nie wpłynie na jego formę ani motywację. Zarazem to wydarzenie pokazuje nam jak wiele niebezpieczeństw – zupełnie niezależnych od nas – czeka na nas w górach.

 

Gdyby nie kask prawdopodobnie skończyłoby się dramatycznie…

 

facebook.com/foto: youtube.com/adambielecki



Bielecki 2 lata temu prawie ZGINĄŁ na Nanga Parbat. Teraz ratując cudze życie złamał swoją ŻELAZNĄ ZASADĘ. „Sytuacja była wyjątkowa”

2 lata temu Adam Bielecki wraz z Jackiem Czechem próbowali jako pierwsi zdobyć zimą Nanga Parbat. Wtedy ściana Kinschofera, najtrudniejszy element wspinaczki na szczyt nie poddała się dwójce polskich himalaistów. Co więcej, Adam Bielecki zaliczył wypadek, który nie miał prawa się zdarzyć, a dodatkowo mógł skończyć się śmiercią.

 

W czasie wspinaczki w styczniu 2016 roku pod Bieleckim urwała się lina poręczowa – nowa, którą sam przed momentem założył. Poleciał po stromym stoku prawie 80 metrów, na szczęście druga lina i asekuracja Daniele Nardiego – członka innej ekspedycji, z którym Polacy współpracowali – uratowała mu życie.

 

„Gdyby druga lina nie wytrzymała to pewnie przeleciałbym przez próg ”skoczni” i wylądował gdzieś na lodowcu, 1500 metrów niżej. Życie uratowała mi dodatkowa asekuracja. To nie miało prawa się zdarzyć. Przeżyłem, bo dwie wkręcone w lód śruby wytrzymały.”

– opowiadał o tym wypadku Bielecki. Ostatecznie skończyło się na kilku otarciach i potłuczonej ręce.

 

Nic dziwnego, że Bielecki szczególnie dba o bezpieczeństwo w górach. Bo jak sam mówi chce być „starym himalaistą, a nie dobrym himalaistą”. Tegoroczna akcja ratunkowa na Naga Parbat wymagała od niego nagięcia pewnych żelaznych zasad wspinaczkowych, które wyznaje.

 

Bielecki wraz z Denisem Urubko postanowili wykorzystać stare liny poręczowe rozwinięte na ścianie Kinschofera. Było to więc to samo miejsce, w którym dwa lata temu miał wypadek i które wtedy pokonało go. Istniało ryzyko, że któraś ze starych lin może się urwać, tak jak urwała się zupełnie nowa, którą Adam zakładał 2 lata wcześniej.

 

Tym razem, mimo nocy, dojmującego mrozu i ryzyka pokonali ponad tysiącmetrowy odcinek w niespełna 8 godzin! I to właśnie czas był najważniejszy w całej akcji.

 

„Dlatego margines bezpieczeństwa zostawiliśmy sobie mniejszy. Poszliśmy na lekko, bez żadnego sprzętu biwakowego. Bardzo mało zakładaliśmy punktów asekuracyjnych. Wszystko to było spowodowane pośpiechem, bo wiedzieliśmy, że zegar tyka, że za kilkanaście godzin zerwą się huraganowe wiatry i nie będziemy mieli żadnych szans na dotarcie do poszkodowanych”

– powiedział Bielecki w rozmowie z TVN 24

 

To wydarzenie jeszcze lepiej pokazuje hart ducha Denisa Urubki i Adama Bieleckiego. Szczególnie drugi himalaista, który nie tak dawno temu w tym samym miejscu omal nie stracił życia przesunął swoje granice wytrzymałości jeszcze dalej. Zaryzykował, żeby ocalić inne ludzkie życie. To dobitnie pokazuje jak wielkim zaangażowaniem wykazali się obaj wspinacze – gdyby któraś z poręczówek nie wytrzymała mogło dojść do tragedii. A jednak się nie zawahali!

 

Wideo nagrane po wypadku Bieleckiego w 2016 roku możecie obejrzeć tu:

 

tvn24/gazeta.pl



 ZNAMY SZCZEGÓŁY akcji na Nanga Parbat! Elisabeth zdradziła co wydarzyło się na szczycie góry!

Wszyscy wciąż jeszcze żyjemy niesamowitą akcją ratunkową czwórki polskich himalaistów, dzięki którym udało się uratować francuską wspinaczkę, Elisabeth Revol. Niestety, pod kopułą szczytową Nanga Parbat został Tomasz Mackiewicz. Dziś wiemy już nieco więcej o tragicznym ataku szczytowym.

 

Informacje na ten temat przekazał Adam Bielecki, który jako ratownik miał okazję pierwszy rozmawiać z Elisabeth. Według tego, co się od niej dowiedział, dwójka himalaistów dotarła na szczyt Nanga Parbat! Problemy zdrowotne Tomka zaczęły się właśnie na szczycie, gdy opadła adrenalina towarzysząca spełnieniu największego życiowego marzenia.

 

„Trzeba znać specyfikę sportu, by to zrozumieć. Wspinając się, byli zamknięci we własnym świecie. Na szczycie Eli zorientowała się, że Tomek jest w kiepskim stanie, zaczęła go sprowadzać z wierzchołka. Wszystko zaczęło się komplikować, stan Tomka się pogorszył”

– powiedział Bielecki na antenie TVN24.

 

Himalaista dodał także, że Elisabeth była naprawdę na skraju wytrzymałości, ale zarazem bardzo pomogła w akcji ratowniczej.

 

„Byliśmy zaskoczeni, że tak dużo udało jej się zejść. To dzielna i silna kobieta. W znacznym stopniu pomogła sobie w tej akcji. Byliśmy przekonani, że będziemy musieli się wspinać przez 400 czy 500 m i rano ją znajdziemy. Zaskoczyła nas. Mimo stanu swoich rąk ona tak naprawdę na czworaka metr po metrze schodziła, dzięki temu dotarliśmy do niej jeszcze w nocy”

 

Mimo poważnych odmrożeń, których zdjęcia pojawiły się w Internecie, odwodnienia  wyczerpania pomogła polskim ratownikom w czasie zjazdów przez kluczowe trudności dzielące ekipę od obozu C1 na wysokości 4800 metrów.

 

Być może wkrótce dowiemy się jeszcze więcej nt. stanu Tomka, jego ostatnich słów, dokładnego miejsca, w którym pozostał. Wciąż też nie milkną głosy o potrzebie przeprowadzenia dalszej akcji ratowniczej – będziemy na bieżąco monitorować ten temat.

foto/facebook.com