krokodyl, krokodyla, australia

Zabił 5-METROWEGO, BARDZO STAREGO KROKODYLA – aby go przewieźć potrzebna była LAWETA! Za zabicie symbolu Australii spotkała go surowa kara! [FOTO]

Krokodyle potrafią dorastać do niesamowitych rozmiarów i naprawdę sędziwego wieku. W Australii największe z tych bestii otoczone są specjalną ochroną i poważaniem, jako ważne elementy ekosystemu, ale też lokalnej tradycji, kultury i tożsamości. Pewien rolnik jednak nic sobie z tego nie zrobił i odstrzelił być może najstarszego krokodyla w kraju. 

 

 

Luke Orchard, 31-letni hodowca bydła ze stanu Qeensland przyznał się przed sądem do winy. Jednak jak cały czas twierdzi wielki krokodyl pożerał jego bydło. Rzeka, w której żył była jedynym źródłem wody dla lokalnych hodowców i ich zwierząt.

 

 

Farmer strzelił krokodylowi prosto między oczy ze strzelby myśliwskiej. Jednak twardy łeb gada wytrzymał to i zwierzę schowało się w wodzie. Po jakimś czasie wypłynęło na brzeg, gdzie zostało dobite przez Orcharda.

 

 

Problem polega jednak na tym, że odstrzał krokodyli nad brzegami rzek w Australii wymaga specjalnych zgód. Sytuacja komplikuje się dodatkowo, gdy mamy do czynienia z tak dużymi i starymi okazami. Specjaliści powołani przez sąd uznali, że gad mógł mieć nawet 100 lat. Dodatkowo przekraczał długość 5 metrów, a to kwalifikowało go do pełnej ochrony. Tak potężne krokodyle są jednym z symboli Australii.

 

 

Biorąc pod uwagę te okoliczności, oraz fakt, że Orchard nigdy nie zgłaszał do władz skarg na działalność drapieżnika, sąd wymierzył mu karę 10 tysięcy dolarów australijskich.

 

 

niebieskie smoki, ślimaki, australia, ślimak

Niebieskie SMOKI znalezione na plaży! Piękne bestie mogą być ŚMIERTELNIE niebezpieczne! [FOTO & VIDEO]

Przyroda potrafi zaskakiwać. Kto wpadłby na to, że tak przedziwnie wyglądający stwór to… gatunek ślimaka? Zwierzęta zostały odnalezione na plażach wokół Sydney przez turystkę z Alaski i tak zaczęła się ich medialna kariera. Poznajcie niebieskie smoki!

 

Miranda Atkinson otwarcie przyznaje, że te zwierzęta to jedna „najfajniejszych rzeczy” jakie widziała w Australii. Jednak ich bajkowy wygląd nie powinien mylić – mogą być bardzo niebezpieczne dla ludzi.

 

Ale czym właściwie jest to przedziwne zwierzę? Otóż jest to ślimak z gatunku glaucus atlanticus, często nazywany „niebieskim smokiem”. Jest to nieduże, kilkucentymetrowe, drapieżne stworzenie, które z lubością żeruje na jadowitych i groźnych dla ludzi meduzach – żeglarzach portugalskich.

 

 

Ślimak nic sobie nie robi z toksyn zawartych w parzydełkach żeglarza. Konsumując go odrywa parzydełka i… umieszcza na własnym ciele! W ten sposób sam staje się potwornie niebezpiecznym przeciwnikiem. Dotknięcie go może zakończyć się poważnymi poparzeniami, a w bardzo skrajnych przypadkach – śmiercią.

 

 

O tej porze roku niebieskie smoki często lądują na plażach z powodu północno-wschodnich wiatrów, które wyrzucają je na brzeg. Tu bardzo szybko umierają. Jednak cały czas mogą być groźne, ze względu na parzydełka podkradzione żeglarzom portugalskim!

 

 

Trzeba przyznać, że ślimak robi piorunujące wrażenie. Mimo wszystko wolelibyśmy pozostać przy oglądaniu go na zdjęciach i nagraniach. Możliwość dotknięcia kradzionych parzydełek nie budzi w nas entuzjazmu!

 

Co za BESTIALSTWO! Przykręcił misia koala do altanki – cała Australia szuka sadysty! Opublikowano wstrząsające zdjęcia zwierzęcia [FOTO]

O tej bulwersującej sprawie poinformowała organizacja zajmująca się ochroną tych miłych stworzeń – Koala Rescue Queensland Inc. Zdjęcie zamieszczone na ich stronie Facebook udostępniono niemal 5 tysięcy razy. Policja szuka teraz sprawcy tego paskudnego czynu.

 

Do zdarzenia doszło na terenie Brooloo Park Lookout, 140 kilometrów na północ od Brisbane w stanie Queensland. Koalę przykręcono do altany przy pomocy śrub budowlanych. Nie wiadomo jeszcze czy zwierzę żyło w momencie przykręcania łapek do altany, czy może zmarło w wyniku poniesionych obrażeń.

 

Sprawa niesamowicie poruszyła opinię publiczną w całym kraju. Policja poszukuje sprawcy, a towarzystwo ochrony zwierząt zamierza przeprowadzić sekcję zwłok zwierzęcia, aby ustalić kiedy dokładnie nastąpiła jego śmierć. Zgodnie z prawem obowiązującym w stanie Queensland, za znęcanie się nad zwierzętami może grozić kara nawet 7 lat pozbawienia wolności lub grzywna w wysokości 200 tysięcy dolarów australijskich (ok. 400 tysięcy zł)

 

Biorąc pod uwagę wściekłość na sprawcę, oraz fakt, że koale są chronione w Australii, może on liczyć na wysoką karę. Wiele zależy od tego, czy do swojego czynu wykorzystał żywe zwierzę, czy martwe.

 

Internet już nie raz pokazał swoją potęgę – tak wielka mobilizacja wśród użytkowników najpewniej sprawi, że sprawca się odnajdzie. Oby kara, która go spotka była współmierna do czynu, a zarazem odstraszająca dla ewentualnych naśladowców.

Wprost.pl

anomalie

W Ameryce ZAMARZAJĄ aligatory, a w Australii GOTUJĄ SIĘ nietoperze! Potężne anomalie pogodowe zbierają krwawe żniwo! [VIDEO]

Pogoda na początku roku naprawdę płata niesamowite figle. USA, a teraz także Zachód Europy i nawet Północna Afryka borykają się z mrozami i opadami śniegu. W tym samym czasie po drugiej stronie globu, w Australii jest tak gorąco, że nietoperze setkami umierają z powodu odwodnienia. Takie anomalie to rzadkość!

 

Jakiś czas temu sieć obiegły zdjęcia rekinów, które zamarzły u wybrzeży Stanów Zjednoczonych. Teraz jednak pojawiło się coś nawet bardziej niesamowitego – film, na którym widać zamarznięte w stawie aligatory. Co jednak najciekawsze – zwierzęta te żyją i mają się dobrze! O ile można tak powiedzieć.

 

Sekret tkwi w niesamowitym organizmie aligatora. Może on regulować temperaturę ciała i metabolizm. Zastygnięcie bez ruchu i wysunięcie pyska ponad poziom wody pozwala mu przeżyć ekstremalnie niską temperaturę, a zarazem cały czas pobierać tlen.

 

 

Coś zupełnie przeciwnego dzieje się w tym czasie w Australii. Temperatury przekraczające 40 stopni Celsjusza powodują roztapianie asfaltu i masowe ginięcie niektórych zwierząt, które gorzej znoszą skoki temperatur.

 

Chodzi tu głównie o nietoperze, które nie są w stanie znaleźć wody, ani nawet przeżyć tak wysokich upałów. Zwierzęta wręcz gotują się żywcem w palącym słońcu. Organizacje obrońców zwierząt starają się ratować je pojąc wodą i znajdując zacienione i chłodniejsze kryjówki.

 

 

Trwające obecnie zjawiska pogodowe są naprawdę ekstremalne. Jak długo mogą potrwać i czy teraz będą nam towarzyszyć częściej – nie wiadomo. Jeśli jednak pogoda nie ustabilizuje się, to tego typu dramatyczne obrazki i anomalie mogą za jakiś czas dotrzeć także do nas.

 

zmiananaziemi/wprost.pl

upały w australii

Ameryka pod śniegiem, a w Australii GIGANTYCZNE UPAŁY! Tak ciepło nie było od 80 lat – zanotowano aż…

Okres naszej zimy to dla Australijczyków żyjących na południowej półkuli lato. I podczas gdy u nas bezdomni trafiają do schronisk przez mrozy, tam służby chronią ich przed potężnymi upałami. A takich temperatur jak teraz nie zanotowano na tym kontynencie od 80 lat!

 

Słupki rtęci w Sydney wskazały w sobotę 47,3 stopnia Celsjusza! Ostatni raz aż tak ciepło było w 1939 roku. Z powodu temperatur, które już o 10 rano przekroczyły 40 stopni przerwano m.in. turniej tenisowy.

 

Władze obawiają się też wybuchu wielkich pożarów buszu – po suchej zimie nadeszło równie suche i dodatkowo upalne lato. Jak na razie sytuacja jest pod kontrolą, ale jak długo tak pozostanie?

 

Temperatury dają się we znaki wszystkim, zwierzętom jak i ludziom – szczególnie tym najmłodszym i najstarszym. Bez wyraźnej potrzeby najlepiej aby takie osoby nie opuszczały swoich domów. Prognoza na dziś zapowiadała nawet wyższe temperatury, ale jest też szansa na zbawczy deszcz.

 

Meteorolodzy z Australii uważają, że w ostatnich 100 latach średnia temperatura na kontynencie podniosła się o jeden stopień, a tylko w ciągu ostatnich 2 lat zanotowano aż 200 rekordów temperaturowych.

marleya boba pająk

Oto nowy gatunek PAJĄKA nazwany na cześć… BOBA MARLEYA! Powód tej decyzji jest naprawdę ZASKAKUJĄCY!

Co ma pająk do reggae i Boba Marleya? Okazuje się, że całkiem sporo, przynajmniej dla naukowców, którzy dokonali tego odkrycia. Przedstawiamy wam pająka rodzaju Desis, z gatunku… bobmarleyi!

 

Desis bobmarleyi to pająk, który po raz pierwszy został zaobserwowany w 2009 roku, ale dopiero teraz doczekał się uznania za odrębny gatunek, a dodatkowo nazwania na cześć najsłynniejszego artysty reggae – Boba Marleya!

 

Reggae-pająk jest naprawdę wyjątkowy. Zamieszkuje rafy koralowe wokół stanu Qeensland w północno-zachodniej Australii. Tereny na których bytuje są, zależnie od pływów wody, raz pod nią, a raz na powierzchni. Bobmareyi poluje na różne, małe morskie stworzenia. Potrafi też stworzyć specjalną, ochronną powietrzną komorę wypełnioną jedwabiem, w której może odpoczywać pod wodą.

 

Nadal nie rozumiecie co ten stwór ma wspólnego z Bobem? Otóż jego tryb życia skojarzył się uczonym z jego piosenką „Hight Tide or Low Tide”, bo żyje w strefie przypływów i odpływów!

 

 

Nie jest to jedyne zwierzę nazwane na cześć znanych osób. Nauka zna chrząszcza nazwanego na cześć Adolfa Hitlera, czy muchę, która swoje imię bierze od Beyonce! Kto wie, jaka postać jako kolejna dostąpi zaszczytu upamiętnienia w postaci nazwy jakiegoś niepozornego żyjątka?

SENSACJA! Australijczycy odnaleźli ZAGINIONY OKRĘT PODWODNY! Jedna z największych morskich tajemnic rozwikłana?  [VIDEO]

Ten przykład  pokazuje, że nigdy nie można tracić nadziei. Tajemnica okrętu podwodnego AE1 czekała na rozwikłanie ponad 100 lat.

 

14 września 1914 roku dowództwo australijskiej marynarki wojennej utraciło kontakt z okrętem podwodnym AE1. 800-tonowa jednostka z 35 członkami załogi została wysłana w kierunku Nowej Gwinei by wzięła udział w odbiciu wyspy z rąk wojsk niemieckich, które okupowały ją. W służbie była od zaledwie 7 miesięcy.

 

Wykluczono, że okręt mógł paść ofiarą działań zbrojnych – Niemcy nie mieli w tym rejonie żadnej jednostki zdolnej do zatopienia AE1. Był to pierwszy okręt podwodny utracony przez siły Ententy w I Wojnie Światowej i pierwsza strata w historii Royal Australian Navy. Przez 103 lata nikt nie wiedział gdzie znajduje się wrak, ani co tak naprawdę wydarzyło się na jego pokładzie.

 

„To jedno z najważniejszych odkryć morskiej historii Australii”

– powiedziała minister obrony Australii Marise Payne.

 

Wrak jest w bardzo dobrej kondycji, znajduje się najprawdopodobniej w jednym kawałku, co dodatkowo każe sądzić, że nie uległ zatopieniu przez nieprzyjaciela. Zlokalizowano go niedaleko miasta Rabaul na wyspie Nowa Brytania należącej do Papui Nowej Gwinei. Australijskie władze usiłują teraz skontaktować się z potomkami 35 marynarzy, którzy zginęli na pokładzie okrętu.

 

Przykład ten pokazuje, że niezależnie od upływu czasu zawsze istnieje cień szansy na odnalezienie wraków zaginionych okrętów i ustalenie ich losu. To cenna nauka biorąc pod uwagę niedawne zatonięcie okrętu ARA San Juan argentyńskiej marynarki wojennej. Miejmy tylko nadzieję, że na wyjaśnienie tej historii nie będzie trzeba czekać aż tak długo.

Potężny GRAD ZDEMOLOWAŁ MIASTO! Dziesiątki MILIONÓW DOLARÓW strat! Niektórzy zamiast siebie woleli ratować SAMOCHODY [VIDEO]

Kubeł na głowie okazał się idealnym sposobem na uchronienie się przed poważnymi obrażeniami jakie mógł spowodować grad.

 

W ostatni wtorek, w australijskim stanie Wiktora miały miejsce potężne burze. Wraz z nimi przez cały stan, a szczególnie przez okolice Melbourne przetoczyły się intensywne opady gradu. Kule lodu wielkości piłek golfowych dziurawiły dachy, okna i niszczyły karoserie aut.

 

Ponad 100 tysięcy ludzi zostało bez prądu. Straty już teraz szacuje się na dziesiątki milionów dolarów. Jednak niektórzy postanowili spróbować uratować swój dobytek. Taką decyzję podjął np. widoczny na poniższym wideo Jean-Daniel Guerin. Z kubłem na głowie dzielnie stawił czoła ostrzałowi z nieba i usiłował ochronić swoje auto. Jak twierdzi – z pozytywnym rezultatem.

 

 

Jean-Daniel porównał uderzenia kul gradowych do uderzenia gumowego pocisku z policyjnej broni. I jeśli dać wiarę szacunkom z australijskiej prasy, oraz filmom to zdaje się, że nie ma w tych słowach przesady.

rekin, zieloni

Morze wyrzuciło tego STWORA na brzeg – co to jest? Internauci prześcigają się w pomysłach, ale to ZIELONI znają odpowiedź!  

Tajemniczym znaleziskiem podzielił się jeden z internautów na swoim profilu Facebook. Zdjęcie wywołało lawinę komentarzy i uruchomiło bardzo ważną dyskusję, w której brylowali zieloni.

 

Odkrycia dokonał Justin Hill na plaży Emu Park w stanie Queensland w Australii. Zamieszczając zdjęcie w Internecie chyba nie spodziewał się aż takiego rozgłosu.

 

Fotografię podchwycili internauci, a po nich większość serwisów internetowych w Australii i sporo poza nią. Użytkownicy prześcigali się w pomysłach czym było odrażające truchło, ale poza pomysłami zgoła szalonymi było też sporo merytorycznych komentarzy.

 

Ostatecznie wyklarowała się wizja, że są to szczątki foki lub rekina. Znawcy ryb ostatecznie odrzucili możliwość, że mają do czynienia ze szczątkami foki m.in. ze względu na budowę widocznych płetw i skrzela.

 

Wyszło więc na to, że musi być to rekin, najpewniej – rekin rafowy. Jest to gatunek, który często wpada w rybackie sieci lub bywa pokiereszowany przez rybaków. W tym momencie uaktywnili się sympatycy australijskich zielonych, którzy od jakiegoś czasu walczą o wprowadzenie nowych metod połowu.

 

Zdaniem obrońców praw zwierząt ciało rekina wyrzucone na plażę to przykład zwierzęcia okaleczonego przez rybackie sieci. Nad sprawą debatuje już australijski parlament i kto wie – może ta jedna ryba zapewni większe bezpieczeństwo swoim pobratymcom? Biorąc pod uwagę poruszenie jakie wywołała jest to bardzo prawdopodobne. Po raz kolejny okazuje się, że siła internetu jest naprawdę wielka.

 

o2.pl