GROŹNY WIRUS dotrze do Polski zza oceanu? „To tylko kwestia czasu” – alarmuje Sanepid. Co robić, aby się go ustrzec?

Sezon grypowy w pełni, a jakby tego było mało w Stanach Zjednoczonych rozprzestrzenia się wyjątkowo groźna odmiana wirusa grypy AH3N2. W USA zmarło z jej powodu kilkanaście osób, w tym małe dzieci. Sanepid jest przekonany, że w ciągu najbliższych tygodni wirus dotrze do Europy, w tym do Polski.

 

Największe ryzyko przeniesienia wirusa niosą za sobą transoceaniczne loty. Dyrektor Głównego Inspektoratu Sanitarnego nie ma wątpliwości, że to właśnie tą drogą AH3N2 dotrze do nas.

 

„Przy tak dużym rynku przewoźników lotniczych, import tego wirusa to tylko kwestia czasu”

 

– powiedział portalowi rmf24.pl Marek Posobkiewicz, szef Sanepidu.

 

Sama ochrona i profilaktyka przed wirusem amerykańskiej grypy niczym nie różni się od tej, którą powinniśmy stosować w czasie standardowego sezonu grypowego. Najlepiej unikać dużych skupisk ludzkich, często myć ręce, nie dotykać np. poręczy w miejscach publicznych. Chodzi o to, aby zminimalizować możliwość zarażenia się wirusem.

 

Tylko przez pierwsze 3 tygodnie Nowego Roku do lekarzy w Polsce zgłosiło się ponad 270 tysięcy osób z objawami grypy. Wygląda na to, że szczyt zachorowań dopiero przed nami, a jeśli wirus AH3N2 dotrze do naszego kraju, to może być dodatkowym utrudnieniem dla służby zdrowa.

 

Mamy nadzieję, że mimo wszystko czarny scenariusz wieszczony przez GIS nie spełni się i dotrwamy do wiosny bez wirusów zza oceanu.

9-letnie DZIECKO ofiarą „gorączki krwawiących oczu” – czy to początek nowej, potężnej EPIDEMII?

Wszystkie objawy i przebieg choroby wskazują na bardzo groźny wirus, który ma nawet 40% śmiertelność wśród zarażonych. Mieszkańcy panikują, bo wszyscy boją się wybuchu strasznej epidemii. Eksperci niestety zdają się potwierdzać te obawy.

 

Dziewczynka mieszkająca w dystrykcie Nakaseke w Ugandzie skarżyła się na objawy bardzo podobne do tych ,wywoływanych przez tzw. gorączkę krwawiących oczu. Na mieszkańców Afryki Wschodniej padł blady strach. Tym bardziej, że w grudniu, w sąsiadującym z Ugandą Sudanie Południowym zmarły trzy osoby mające podobne objawy.

 

Eksperci biją na alarm, że gorączka krwawiących oczu może spowodować większe spustoszenie niż jakakolwiek inna zakaźna choroba znana w tym regionie. Niektóre media donoszą o wielu podejrzeniach zachorowań w Sudanie Południowym.

 

Mieszkańcy dystryktu Nakaseke boją się, że śmierć dziewczynki to dopiero początek. Nie przekonuje ich ani nie uspokaja dezynfekcja przeprowadzona w jej miejscu zamieszkania.

 

Bardziej popularna nazwa schorzenia to gorączka krymsko-kongijska. Prowadzi ona do wysokiej gorączki i krwotoków z oczu, ust, odbytu i nosa. Śmiertelność wśród zarażonych sięga nawet 40%. Zarażenie wirusem powodującym gorączkę może nastąpić m.in. w wyniku ugryzienia kleszcza, kontaktu z krwią chorych zwierząt lub ludzi.

 

Część ekspertów zwraca uwagę, że ta choroba, jeśli się rozprzestrzeni, może wywołać większe spustoszenie niż ostatnie epidemie dżumy i eboli. Najistotniejsze teraz, to faktyczne wykrycie ewentualnych ognisk choroby i ich odizolowanie.  Jeśli to się nie uda, wkrótce usłyszymy o kolejnych zachorowaniach.

dżuma

DŻUMA ATAKUJE! Wykryto nowe przypadki najgroźniejszej odmiany choroby w KOLEJNYM PAŃSTWIE!

Dżuma, która spowodowała największą epidemię w dziejach ludzkości pojawiła się w swojej najgorszej odmianie. Nie ma na nią leków, a kontakt z chorym miało co najmniej kilkadziesiąt osób!

 

Od kilku miesięcy dżuma szaleje na Madagaskarze powoli wymykając się spod kontroli lekarzy. Ale jakby tego było mało, w ostatnich dnia pojawiło się nowe, zupełnie niezależne ognisko choroby. I to w najgroźniejszej odmianie.

 

Na Madagaskarze panuje dżuma płucna, która może przenosić się drogą kropelkową. Jest bardzo groźna, wysoce śmiertelna, ale istnieją na nią leki. Tymczasem, jak informują chińskie władze, 12 grudnia w prowincji zmarł pacjent zarażony dżumą w wersji posocznicowej. Nie istnieją na nią lekarstwa, a lekarze muszą ograniczyć się do niwelowania objawów choroby.

 

Dżuma posocznicowa rozwija się raczej jako powikłanie po dżumie dymieniczej, istnieje więc ryzyko, że chory mógł być zarażony znacznie wcześniej niż trafił do szpitala.

 

Władze informują, że wdrożyły już odpowiednie środki zaradcze, łącznie z kwarantanną i zabezpieczeniem wszystkich miejsc, w których przebywał chory – dom rodzinny i kilka placówek zdrowotnych, w których usiłowano go leczyć.

 

Miejmy nadzieję, że i tym razem na strachu się skończy – dżuma w jednostkowych przypadkach pojawiała się w Chinach w ostatnich latach i nigdy nie doszło do rozprzestrzenienia choroby. Oby tak nadal pozostało.

zmianynaziemi

CHOROBA BRUDNYCH RĄK ATAKUJE! Potężny wzrost zachorowań – brakuje miejsc w szpitalach zakaźnych, tak źle nie było OD LAT! Najgorzej jest w Sosnowcu

Co takiego się stało, że w ciągu roku liczba zachorowań wzrosła 80-krotnie?

 

Wirusowe zapalenie wątroby typu A, czyli tzw. żółtaczka, to choroba, która w ostatnich miesiącach zbiera naprawdę obfite żniwo. Podczas gdy przez cały rok 2016 zanotowano zaledwie 33 zachorowania, do października 2017 było to już ponad 1600 przypadków, a teraz już ponad 2600 w skali kraju!

 

Najgorsza sytuacja się na Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim: : Katowicach, Tychach, Bytomiu, Rudzie Śląskiej, Sosnowcu i Dąbrowie Górniczej – w październiku było 198 chorych, teraz już 438 osób jest zakażonych. W samym Sosnowcu odnotowano 196 przypadków. I nikt nie wie z czego konkretnie wynika tak lawinowy wzrost zachorowań.

 

WZW typu A, to tzw. „choroba brudnych rąk”, do zakażenia dochodzi przede wszystkim drogą pokarmową, poprzez zanieczyszczoną żywność, brak higieny, ale też kontakty seksualne. Na Śląsku sytuacja jest na tyle dramatyczna, że dochodzi także do zakażeń rodzinnych, bo chorzy zaczynają zarażać krewnych.

 

Sytuacja komplikuje się, gdy dodamy, że w całym Zagłębiu Dąbrowskim nie ma ani jednego oddziału zakaźnego, a więc chorzy np. z Sosnowca czy Dąbrowy Górniczej muszą być wysyłani do szpitali w innych miejscowościach, co tylko powiększa ryzyko rozprzestrzeniania wirusa.

 

Na żółtaczkę nie ma żadnych konkretnych leków i sposobów leczenia. Wirus sam musi ustąpić z organizmu. Może jednak doprowadzić do powikłań, które w skrajnych przypadkach prowadzą do śmierci. Jedynym skutecznym sposobem na uniknięcie zachorowania jest szczepionka. Aby zminimalizować ryzyko, powinniśmy często myć ręce i spożywać pokarmy z pewnych źródeł, po odpowiedniej obróbce termicznej.

onet.pl

Antykoncepcja hormonalna jest GROŹNIEJSZA NIŻ MYŚLISZ! Rok stosowania może mieć POWAŻNE KONSEKWENCJE! Wieloletnie badania nie pozostawiają złudzeń

11 lat badań i niemal 2 miliony obserwowanych kobiet. Te liczby robią wrażenie i sprawiają, że wyniki z pewnością są bardzo miarodajne.

 

Duńscy lekarze wzięli pod lupę negatywne skutki stosowania antykoncepcji hormonalnej. O wielu z nich wiemy od dawna – tycie, spadek libido, wahania nastroju. Okazuje się jednak, że poza tym tabletki antykoncepcyjne mogą także aż o 20% podnosić ryzyko zachorowania na raka piersi!

 

Szczególnie zabójcze może być połączenie antykoncepcji hormonalnej z innymi czynnikami ryzyka – paleniem tytoniu, obciążeniami rodzinnymi czy nawet wskaźnikiem BMI. Wtedy ryzyko kumuluje się do jeszcze wyższego poziomu.

 

Co gorsza, samo odstawienie tabletek może nie wystarczyć. Ryzyko zachorowania na nowotwór zwiększa się już w ciągu pierwszego roku stosowania, zaś im dłużej ono trwa – tym jest wyższe. Powyżej 5 lat stosowania pigułek ryzyko zachorowania może już nigdy nie spaść poniżej wcześniejszego poziomu!

 

Tak długie i przeprowadzone na szeroką skalę badania potwierdzają tezę głoszoną od jakiegoś czasu. Niektórzy zwracają uwagę na to, że antykoncepcja hormonalna zarazem zmniejsza ryzyko zachorowania na nowotwory jajników i jelita grubego. Tylko co to za pocieszenie jeśli zamiast jednych nowotworów kobieta może nabawić się innego?

 

W dobie nowoczesnej medycyny istnieje coraz więcej sposobów zabezpieczania się przed niechcianą ciążą, które mają mniej skutków ubocznych, a zarazem ich skuteczność jest coraz wyższa. Być może w ciągu kolejnych lat zupełnie zrezygnujemy z antykoncepcji hormonalnej, która niesie ze sobą szereg negatywnych skutków.

kobieta.onet.pl

TRUMP MA PROBLEMY PSYCHICZNE? Polityk ujawnia szokującą prawdę: „Kiedy mamy o tym powiedzieć? Jak już poleci w naszą stronę pierwsza rakieta nuklearna?”

To realne zagrożenie, czy może chęć dyskredytacji nielubianej głowy państwa?

 

Charles Scaraborough, amerykański prawnik i polityk związany z Partią Republikańską, a obecnie także publicysta, dał bardzo mocną wypowiedź w swojej audycji „Morning Joe” na antenie MSNBC:

 

„Mamy w Białym Domu kogoś, kto według „New York Daily News” jest niestabilny emocjonalnie. Ludzie mu bliscy mówią, że ma problemy psychiczne. To samo powiedziały mi osoby, które były w jego sztabie wyborczym. Mówili wówczas, że ma wczesne stadium demencji. Możecie być wściekli, ale kiedy mamy o tym powiedzieć? Jak już poleci w naszą stronę pierwsza rakieta nuklearna?”

 

Scaraborough oraz współgospodarz jego programu, Mika Brzezinski, do niedawna byli gorącymi zwolennikami i przyjaciółmi Donalda Trumpa. Jeszcze jako kandydat na prezydenta Trump często powoływał się na ich audycje. Wszystko zaczęło się zmieniać gdy Scaraborough stał się bardziej krytyczny wobec polityki prezydenta-elekta.

 

Co takiego stało się, że nagle konserwatywni dziennikarze i politycy odwracają się od Donalda Trumpa? Jeśli pogłoski o demencji są prawdziwe, to bardzo źle świadczy o wszystkich tych, którzy wspierali Trumpa w wyścigu po fotel prezydencki i o tym wiedzieli. Gdyby chociaż część pogłosek o najpotężniejszym człowieku świata była prawdą, to mamy naprawdę nie lada kłopot. Dlatego lepiej dla całego świata, aby Donald Trump był okazem zdrowia – fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie.

 

Wprost.pl

epidemia

Epidemia DŻUMY wymyka się spod kontroli! Tak źle nie było od 50 lat – tysiące zarażonych z 10 krajów, antybiotyki przestają działać  – co będzie dalej?

Czarna śmierć zbiera krwawe żniwo. Czy grozi nam realne niebezpieczeństwo?

 

Trwająca od końca września na Madagaskarze epidemia dżumy zbiera coraz straszliwsze żniwo. Zaczęło się od około 200 zarażonych w stolicy kraju – Antananarywie. Teraz sam bilans zmarłych z powodu choroby oscyluje w okolicach 200 osób. Zarażonych jest ponad 2 tysiące z 10 różnych krajów afrykańskich!

 

Niestety przez ostatnie tygodnie nie udało się wygasić ognisk choroby. Początkowo rozwijała się w slumsach wokół stolicy, w których panowały idealne warunki do namnażania bakterii. Teraz atakuje coraz agresywniej.

 

Istnieje realne zagrożenie, że madagaskarska służba zdrowia ulegnie całkowitemu paraliżowi – z każdym dniem epidemii wzrasta zagrożenie, że na dżumę zaczną zapadać lekarze i pielęgniarki. Zresztą, ich walka z chorobą ma też negatywne skutki – antybiotyki, które masowo przepisują wszystkim chorym i podejrzewanym o chorobę, powoli przestają działać. Bakterie uodparniają się na nie.

 

Dodatkowo wysiłki podejmowane w celu powstrzymania dżumy mogą doprowadzić do zaniedbań w innych obszarach i rozprzestrzeniania innych chorób, między innymi wirusa polio, który stanowi duże niebezpieczeństwo dla dzieci na wyspie.

 

Dżuma to śmiertelnie niebezpieczna choroba. W XIV wieku zabiła od 30 do nawet 60% populacji Europy. Jeśli dziś pojawi się podobnie zaraźliwy i groźny szczep bakterii, to w dobie globalizacji i błyskawicznych podróży możemy mieć nie lada problem. Tym bardziej, że pesymiści wieszczą powolny koniec ery antybiotyków.

 

wprost.pl/youtube.com

Możesz być CHORY tylko na 50%! Przeczytaj o innowacyjnym ROZWIĄZANIU stosowanym w…

Niemal każdy człowiek w toku swojej kariery zawodowej spotykał się z dylematem: iść na zwolnienie lekarskie czy na urlop?

 

Chodzi o sytuację, gdy „coś nas bierze” lub już jesteśmy trochę podziębieni i tym samym zbyt zdrowi, by leżeć w łóżku, a zbyt chorzy by efektywnie pracować cały dzień.

Drugi przypadek, gdy np. chodzimy na rehabilitację dzienną. Zabiegi czy ćwiczenia zajmują nam 2-3 godziny. To zbyt długo by pracodawca uznał, że jest to tylko późniejsze przyjście lub przerwa w pracy.

W takich sytuacjach większości pracowników „szkoda” brać urlopu, więc idą na zwolnienie lekarskie.

 

Podobnie z kobietami spodziewającymi się dziecka. Pani Patrycja* pracuje przy komputerze, a teraz jest w piątym miesiącu ciąży:

 

Nie czuję się na siłach, by wysiedzieć pełne osiem godzin w jednej pozycji za biurkiem – opowiada p. Patrycja – Ale chętnie przychodziłabym do pracy na pół dnia i wiem, że szefowi też by pasowało, bym nadal prowadziła co ważniejsze sprawy.

 

Jednak polskie prawo nie przewiduje takiej możliwości: albo ktoś jest chory i idzie na pełne zwolnienie, albo zdrowy i chodzi do pracy.

 

Bardziej praktyczne rozwiązanie zastosowano w Szwecji. Pan Wojciech*, który wyemigrował na północ jeszcze w latach 80′ opowiada nam o swoich doświadczeniach:

 

Byłem poważnie chory i brałem silne leki, które powodowały osłabienie – mówi p. Wojciech – Nie chciałem jednak siedzieć bezczynnie i pogrążać się w ponurych rozmyślaniach, więc skorzystałem z możliwości pracy na 50%.

 

Jak się okazuje w Szwecji można wziąć zwolnienie na 80, 50% czy też inną część etatu – w zależności od stanu zdrowia. W tym czasie otrzymuje się proporcjonalnie zasiłek za chorobę i wynagrodzenie za pracę.

 

Łatwo sobie wyobrazić, że to praktyczne i uczciwe rozwiązanie, które pozwala zaoszczędzić wiele pieniędzy. Bo ileż to razy, mając dylemat między braniem urlopu, gdy czujemy się nie w formie, a pójściem na zwolnienie – wybieramy oczywiście to drugie!

Może któraś partia polityczna zainteresuje się tym rozwiązaniem, co przyniesie korzyści nie tylko finansowe.

Dodatkowo da też pozytywne skutki dla stanu psychicznego wielu osób, które ze względu na swoje schorzenia nie mogą pracować w pełnym wymiarze i tym samym skazane są na bezczynność i marazm.

 

 

*personalia zmienione

 

(ms), fot. pixabay