adam andruszkiewicz, o totalnej opozycji, totalna opozycja

Andruszkiewicz OSTRO o stosunkach polsko-izraelskich i totalnej opozycji: „Trzeba zrobić z tym PORZĄDEK!” [VIDEO]

Gdy wydawało się, że spór na linii Polska-Izrael zacznie przycichać, znalazł się nowy pretekst do ataków na nasz kraj. Tym razem zachodnie media grzeją przede wszystkim temat wypowiedzi premiera Mateusza Morawieckiego na szczycie bezpieczeństwa w Monachium. Niestety, wtórują im politycy polskiej totalnej opozycji.

 

Do sprawy odniósł się poseł koła Wolni i Solidarni, Adam Andruszkiewicz. Polityk bez ogródek określił działania polityków związanych z obozem niechętnym obecnej władzy:

 

 

„Dzisiaj mamy w Polsce podział na obóz biało czerwony, patriotów, którzy bronią Polski ponad podziałami i obóz Targowicy, który służy interesom zagranicznym w Polsce, w żaden sposób nie reprezentuje polskiego państwa, a wręcz szkodzi mu. To pokazuje działalność Donalda Tuska chociażby. On nie służy Polsce, nie służy naszym interesom.”

-powiedział poseł

 

 

Równie dobitnie wyraził się na temat przyszłości jaką widzi dla takich ugrupowań politycznych i ich członków:

 

„Trzeba zrobić z tym porządek. Nie może być tak, że w Polsce są takie formacje jak Platforma Obywatelska, pod której rządami okradano miliony Polaków i nic się z tym nie dzieje. Ja mam nadzieję, że te ugrupowania znikną ze sceny politycznej za dwa lata, a zamieszani w afery politycy z tych ugrupowań trafią za kratki”

 

Wygląda na to, że afera dotycząca prawdy historycznej będzie podgrzewana dopóki tylko będzie to korzystne dla niektórych państw i ośrodków władzy. I trzeba powiedzieć sobie jasno, że w aktualnej sytuacji Polską walkę o tą prawdę historyczną przegrywa. Miejmy nadzieję, że rząd pójdzie po rozum do głowy i uruchomi skuteczniejsze narzędzia walki w wojnie informacyjnej jaka obecnie trwa. W przeciwnym razem sam fakt, że prawda jest po naszej stronie niestety nie wystarczy.

czaszki, szczątki w świątyni, zwłoki, kości

Rzeszów: ludzkie szczątki pod posadzką KOŚCIOŁA. Początek remontu świątyni przyniósł WYJĄTKOWE ODKRYCIA!

Bazylika Najświętszej Maryi Panny w Rzeszowie została poddana kompleksowym pracom konserwatorskim. W ich czasie odkryto pod posadzką krypty grobowe prawdopodobnie starsze od samej świątyni. Archeolodzy podkreślają, że to dopiero początek ich działalności!

 

Badania prowadzą archeolodzy z Fundacji Rzeszowskiego Ośrodka Archeologicznego. Odkryte przez nich jamy grobowe i krypty są prawdopodobnie pozostałościami cmentarza, który znajdował się tu jeszcze przed budową obecnej świątyni.

 

Poza nimi natrafiono na wiele artefaktów sprzed wieków, m.in. fragmenty ceramiki, gwoździe, monety oraz kości. Jednak największe emocje budzi jedna ze świetnie zachowanych krypt, w której znajdowały się ciała co najmniej 5 osób.

 

Antropolog będący na miejscu ustalił, że są to szczątki czterech osób dorosłych, w tym jednej młodej, około 25-letniej. Oprócz nich pochowano również zwłoki niemowlęcia. Dalsze, dokładniejsze badania pozwolą określić ich dokładny wiek, stan fizyczny, a dzięki temu – być może – przyczynę śmierci.

 

Oprócz kości odnaleziono także fragmenty różańca i ubrań. To może pomóc w datowaniu z jakiego okresu pochodzą zwłoki.

 

Druga krypta nie została jeszcze przebadana, ale z pewnością wiadomo, że są w niej resztki co najmniej kilku trumien. Dalsze prace pozwolą określić dokładnie ich zawartość i stan zachowania szczątek.

 

Badacze uważają, że jest to bardzo istotne odkrycie:

 

„Przede wszystkim pozwoliły uprawdopodobnić informację o istnieniu poprzedzającego bazylikę drewnianego kościółka. Badania krypt pozwolą, być może, na powiązanie pochowanych osób z postaciami historycznymi”

– powiedział Dariusz Bobak, jeden z archeologów pracujących na miejscu.

 

Pod posadzką kościoła nie chowano przecież byle kogo. Być może uczeni natrafili na szczątki jakiś znamienitych osobistości znanych nam z podręczników historii? Dalsze badania na miejscu, oraz kwerenda w archiwach i bibliotekach być może pozwolą to określić.

 

  onet.pl

hurricane, dywizjon 303, bitwa o anglię, polscy piloci, historia, II wojna światowa,

HURRICANE – pierwszy zwiastun filmu o DYWIZJONIE 303! GIBSON, RHEON, DOROCIŃSKI – będzie hit? [VIDEO]

Kilka miesięcy temu mieliśmy pierwsze informacje z planu filmowego. Teraz doczekaliśmy się krótkiego zwiastuna, który pokazuje nam fragmenty filmu Hurricane – opowieści o polskim Dywizjonie 303, najlepszym dywizjonie biorącym udział w bitwie o Anglię.

 

 

Już na pierwszy rzut oka rzuca się świetna obsada – Iwan Rheon, aktor znany wszem i wobec za świetną rolę w „Grze o Tron”, Milo Gibson, syn Mela Gibsona, który zagrał m.in. w świetnie ocenionej „Przełęczy ocalonych”, czy Kristof Hadek, który podobną rolę pilota zaliczył w czeskim filmie „Ciemnoniebieski świat”. A do tego polscy aktorzy, m.in. Marcin Dorociński.

 

 

Zwiastun ma zaledwie minutę i tak naprawdę niewiele pokazuje, ale niewątpliwie rozpali wyobraźnię widzów zainteresowanych historią.

 

Wydawca reklamuje film jako opowieść o „polskich pilotach, którzy odnaleźli drogę do walki o wolność swojego kraju pod obcym niebem”.

 

Film ma opowiedzieć całą historię oczami Jana Zumbacha, jednego z najlepszych, a na pewno najbarwniejszych postaci spośród wszystkich polskich pilotów. Jego życiorys zasługuje zresztą na osobny film – ale to temat na osobny tekst.

 

Polscy internauci już czekają na premierę z wielkimi nadziejami. My także. A Wam, jak podoba się zwiastun?

 

 

 

 

wiele wraków na dnie bałtyku

NIEBYWAŁE! Odkryto wielkie CMENTARZYSKO wraków na dnie Bałtyku! Jakie skarby skrywają odnalezione okręty?

To prawdziwy strzał w dziesiątkę i sensacja. Rutynowe badania archeologiczne dna Morza Bałtyckiego u wybrzeży Szwecji zakończyły się niesamowitym znaleziskiem. W jednym miejscu odkryto kilka świetnie zachowanych wraków okrętów z różnych okresów historycznych!

 

Jak na razie nurkowe spenetrowali dwa z nich, ale są pewni, że na dnie wypatrzyli szczątki co najmniej kilku innych jednostek. Już pierwszy wrak zapewnił przyśpieszone bicie serca odkrywcom – okazało się, że pochodzi z XIV wieku! To około 20-metrowa koga, okręt kupiecki jaki w średniowieczu wykorzystywany był na masową skalę.

 

„Mój puls podskoczył, gdy zorientowałem się, na co patrzę. Nigdy wcześniej nie widziałem tak dobrze zachowanych wraków”

– powiedział jeden z nurków Jim Hansson.

 

Odkrycie tak dobrze zachowanej kogi sprzed niemal 700 lat to wyjątkowa sytuacja. Wrak w dużej mierze leżał pod mułem, co świetnie zakonserwowało drewno. Do naszych czasów zazwyczaj wytrzymywały szczątki wraków z najwyżej XVII-XVIII wieku.

 

Drugi ze spenetrowanych wraków pochodzi najpewniej z XVI wieku. Na jego pokładzie znajdował się spory transport dziegciu i żelaza. Odkryto także zapas różnych narzędzi.

 

Podwodne badania miały związek z otwarciem Muzeum Morskiego w Sztokholmie. Jednak nikt nie spodziewał się, że jest jeszcze możliwość odkrycia tak bogatego cmentarzyska. Pierwszy wrak zlokalizowano przed świętami Bożego Narodzenia, ale aż do teraz fakt ten był utrzymywany w tajemnicy.

 

Bałtyk sprzyja tego typu znaleziskom. Stosunkowo niska temperatura wody i poziom zasolenia pozwalają na lepsze zachowanie drewna. Odkryte na dnie eksponaty na pewno będą stanowiły cenny kąsek dla nowopowstałego muzeum, a zarazem pozwolą lepiej poznać życie kupców i marynarzy sprzed wieków. A kto wie – może któryś z wraków zawiera jakiś bezcenny skarb?

 

o2.pl

WIELKA ZAGADKA ŚREDNIOWIECZA ROZWIĄZANA? Naukowcy wiedzą w jakim języku napisano najbardziej tajemniczy manuskrypt tej epoki!

Są takie problemy badawcze, które sen z powiek spędzały pokoleniom badaczy. Jedną z nich z pewnością jest manuskrypt Wojnicza – tajemnicza księga zapisana w sposób, którego jeszcze nikt nie odszyfrował. Dziwne znaki i nieznany język księgi sprawiały, że powstało mnóstwo teorii na temat jej treści. Wydaje się, że naukowcy są o krok od jej odszyfrowania!

 

Manuskrypt Wojnicza swoją nazwę zawdzięcza polskiemu odkrywcy, Michałowi Wojniczowi, który kupił go w 1912 roku od jezuitów z willi Mondragone we Frascati. Od tego czasu nikt nawet nie zbliżył się o krok do rozwiązania zagadki jego treści. Wiele było teorii co do niej – że może to być zielnik, podręcznik alchemii lub zbiór przepisów aptecznych lub traktat medyczny. Na razie ustalono jedynie, że najpewniej powstał w I poł. XIV wieku.

 

Profesor Greg Kondrak i jego doktorant Bradley Hauer, z kanadyjskiego Uniwersytetu Alberty w Edmonton postanowili do przebadania tekstu manuskryptu wykorzystać sztuczną inteligencję. Metodami komputerowymi porównali budowę tekstu do próbek 400 języków zawartych w „Powszechnej deklaracji praw człowieka”.

 

W ten sposób, po skomplikowanych analizach, obliczeniach i zastosowaniu wielu algorytmów przeliczonych przez komputery wyszło, że manuskrypt może być napisany po… hebrajsku! To z kolei pozwoliło założyć uczonym, że tekst napisano tzw. metodą alfagramów – czyli taką, w której kolejna fraza wynika z poprzedniej. Algorytm opracowany na tej podstawie pozwolił na odczytanie fragmentu tekstu, w którym 80% słów faktycznie pochodziło z hebrajskiego!

 

Żaden z naukowców nie znał tego języka, więc pierwsze rozszyfrowane zdanie tekstu… wrzucili w Tłumacza Google! Tłumaczenie było następujące: „Ona skierowała zalecenia do kapłana, gospodarza domu, do mnie i do ludu”.

 

Ponieważ zdanie ma jakiś sens, brzmi logicznie i można je interpretować, naukowcy uważają, że trafili w dziesiątkę. Dlatego teraz zamierzają nawiązać współpracę ze znawcami starohebrajskiego, aby wspólnie spróbować odszyfrować tej niesamowicie zagadkowy tekst. Trzymamy za nich kciuki, bo być może wkrótce wielka tajemnica zostanie rozwiązana na naszych oczach!

 

 

wprost.pl

 

GRECY znów masowo protestują! Tym razem chcą, żeby ich sąsiad… ZMIENIŁ NAZWĘ swojego kraju!

Nawet 300 tysięcy protestujących wyszło na ulice Salonik, stolicy greckiego regionu Macedonia. To właśnie do sąsiadów używających tej samej nazwy dla swojego kraju Grecy zgłaszają pretensje. Dla protestujących Macedonia jest tylko jedna – i jest nią właśnie ta grecka kraina, a nie była republika Jugosławii.

 

Ponad 2/3 Greków uważa, że Macedonia nie powinna używać tej historycznej nazwy. Problem istnieje od 1991 roku, kiedy to rozpoczął się rozpad Jugosławii. Aktualnie Macedonia na arenie międzynarodowej funkcjonuje jako Była Jugosłowiańska Republika Macedonii (FYROM), co jest wyrazem pewnego kompromisu pomiędzy Skopje a Atenami.

 

To jednak za mało dla większości Greków, którzy nie godzą się na zagarnianie przez obecnych Macedończyków dorobku starożytnych  Greków. Stąd niechęć i protesty budzi też flaga Macedonii, która nawiązuje do państwa Aleksandra Wielkiego, czy wszelkie próby upamiętnienia tego wielkiego wodza na terenie dzisiejszej Macedonii.

 

Co ciekawe… premier Macedonii nie mówi nie! Zoran Zaev, który przejął władzę w maju 2017 roku dąży do przyśpieszenia procesu integracji swojego kraju z NATO i UE. A doskonale wie, że bez przychylności Grecji nie ma na to żadnych szans.

 

Jak jednak zareagują zwykli Macedończycy na takie plany swojego premiera? Nie wydaje się, aby chcieli ot tak zrezygnować z nazwy swojego państwa. Na tyle na ile zdołaliśmy poznać Macedonię i ludzi tam mieszkających to są bardzo dumni z historii i jawnie odwołują się do spuścizny Aleksandra Wielkiego. Ale nie tylko – na tej samej zasadzie w stolicy kraju, Skopje znajdziemy też pomnik bułgarskiego cara Samuela, którego Macedończycy także uważają za „swojego”.

 

Wygląda więc na to, że historyczne spory na Bałkanach jeszcze długo nie ucichną i będą cieniem kładły się na wielostronnych relacjach pomiędzy krajami. Wraz z coraz bardziej napiętą sytuacją na Bałkanach Zachodnich ( ZOBACZ: Bałkany znów czeka wojna? ) może wydawać się, że bałkański kocioł znów zaczyna wrzeć. Obyśmy się mylili w tych obawach!

 

o2.pl

 

„KU*WA NIE KŁAMCIE!” – poseł Kukiz ’15 nie wytrzymał! ZOBACZ , co wywołało w nim taką furię!

Każdy ma swoją granicę wytrzymałości. Ta, którą posiadał poseł Kukiz ’15, Tomasz Jaskóła została przekroczona w momencie, gdy zobaczył wpis na profilu Twitter Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Polityk wygarnął im wszystko, co myśli na ten temat!

 

„17 stycznia 1945 r. Żołnierze 1. Armii Wojska Polskiego wyzwolili zrujnowaną Warszawę” – napisano na profilu SLD. Taka interpretacja historii spotkała się ze zdecydowaną reakcją Jaskóły.

 

 

„Nie wyzwolili, tylko zajęli, instalując nową okupację na 60 lat! Poczytajcie wy „Wnuczęta Aurory” (Herbert) o „wyzwoleniu Częstochowy” obserwowanym przez Hłaskę. Nie było wyzwolenia, lecz zamiana okupanta, który parę lat wcześniej był w sojuszu z Hitlerem! K…a, nie kłamcie!”

– wybuchł poseł Jaskóła.

 

 

 

Pod wpisem na profilu SLD rozgorzała już dość mocna dyskusja. Internauci na szczędzą gorzkich słów pod adresem administratorów profilu, którzy ich zdaniem fałszują historię.

 

„Wyzwolić to mogli w sierpniu ‘44”

„Po półrocznym pikniku na Pradze..”

 

– piszą wściekli użytkownicy.

 

Choć nie ulega wątpliwości, że żołnierze 1. AWP nie są w większości winni czemukolwiek, o tyle kreowanie ich na wyzwolicieli jest co najmniej ignorancją historyczną. To, że większość z nich stanowili zwykli polscy obywatele, którzy w ten sposób próbowali wydostać się z ZSRR i walczyć za swój kraj nie zmienia faktu, że pomogli zainstalować w naszym kraju kolejną okupację, tym razem komunistyczną.

 

Pisanie o „wyzwoleniu” Warszawy w 2018 roku musi budzić mocne reakcje, dlatego posłowi Jaskóle wcale się nie dziwimy.

archeologów odkrycie wielkie

UNIKATOWE ODKRYCIE archeologów na Mazurach! To pierwsze i jedyne takie znalezisko w Polsce! Ma tylko 10cm i OGROMNĄ WARTOŚĆ!

Do tej pory takie przedmioty znajdowano w Norwegii, Wielkiej Brytanii czy Fryzji. Teraz okazuje się, że docierały również na nasze ziemie, a co za tym idzie – że i tutaj wykonywano szereg precyzyjnych prac, do których były one niezbędne. Odkrycie archeologów pozwoli nieco inaczej spojrzeć na historię tego obszaru.

 

Badania na wczesnośredniowiecznym grodzisku w Pasymiu w województwie warmińsko-mazurskim prowadzili specjaliści z Muzeum Warmii i Mazur i Instytutu Archeologii UW. Zostało ono założone w VII-IX wieku przez Prusów. W palenisku jednego z domostw badacze  natknęli się na bardzo nietypowy nóż.

 

Miał zaledwie 10 centymetrów długości i dwa ostrza różnych długości, które można było stosować zamiennie. Szacuje się, że narzędzie pochodzi z VIII-IX wieku.

 

„Do tej pory na ziemiach polskich nie odkryto podobnego przedmiotu. Poszukiwania analogicznych zabytków doprowadziły nas aż do Wysp Brytyjskich, gdzie noże obrotowe są dość typowe dla tego okresu. Odkryte tam, we Fryzji i w Norwegii egzemplarze są najbardziej podobne do naszego znaleziska”

– opowiedział dr Sławomir Wadyl z UW.

 

Co jest takiego niesamowitego i wyjątkowego w tym przedmiocie, poza faktem, że jak dotąd to jedyny tego typu zabytek na ziemiach polskich? Takie nożyki były bardzo charakterystycznymi przedmiotami dla skrybów! Służyły im zarówno do wycinana pergaminu, znaczenia linii tekstu jak i nanoszenia poprawek poprzez zeskrobywanie błędnych zapisów.

 

Nożyki tego typu służyły także niektórym rzemieślnikom wykonującym precyzyjne prace, np. obrabiających kość, drewno, czy skórę. Do czego konkretnie służył ten egzemplarz – jak na razie nie wiadomo, ale niewątpliwie musiał należeć do kogoś, kto wiedział jak się nim posługiwać.

 

Nożyk ten, nie dość, że jedyny na terenie Polski to jest również najstarszy spośród wszelkich znalezionych w regionie – na podobne natrafiono na terenach Białorusi i Estonii, ale te są o co najmniej kilkaset lat młodsze.

 

Wygląda więc na to, że mamy kolejny dowód świadczący o dość dużym wyspecjalizowaniu i zaawansowaniu niektórych ludów żyjących na terenie dzisiejszej Polski.  Dalej trzymamy kciuki za archeologów – zapewne wiele ciekawych rzeczy wciąż tkwi w ziemi!

interia.pl

alkohol

Jak smakował alkohol sprzed TYSIĘCY LAT? Uczeni już wiedzą, teraz możesz przekonać się sam!

Dzięki żmudnym badaniom wielu specjalistów przywrócono do życia trunek sprzed epoki wikingów. Teraz każdy z nas może uraczyć się napojem podobnym do tego sprzed wieków! 

 

Wszystko zaczęło się od odkrycia bogatego grobu wojownika nieopodal Nandrup w północnej Danii.  Datowano go na ok. 1500-1300 r. p.n.e. Oprócz bogatego wyposażenia w broń i przedmioty codziennego użytku uczonych zainteresowały resztki czarnej substancji znajdującej się w ceramicznych naczyniach.

 

Podobne ślady odnajdywano także gdzie indziej – na resztkach brązowego sita wydobytego nieopodal Kopenhagi czy w innych pochówkach wojowników z tego obszaru. Skandynawscy archeolodzy postanowili zwrócić się o pomoc w analizie składu substancji do biochemików ze Stanów Zjednoczonych. Wysłane za ocean próbki były poddane wnikliwej analizie.

 

Bez żadnych wątpliwości ustalono, że w naczyniach znajdowały się ślady napoju alkoholowego. Była to dziwna dla nas, współczesnych, mieszanka alkoholu, owoców leśnych, woskownicy europejskiej (aromatycznego krzewu wykorzystywanego powszechnie w piwowarstwie sprzed setek i tysięcy lat), krwawnika, jałowca, żywicy brzozy. W niektórych próbkach odkryto także ślady wina sprowadzanego z południa Europy!

 

To właśnie wino wyparło ten „nordycki grog” jak nazwali go uczeni, a wiele ze składników, które przetrwały dłużej w browarnictwie tego obszaru zniknęło z użycia około XVI wieku. Teraz piwowarzy postanowili przywrócić do życia napój odkryty przez naukowców. Próby podjęto w USA i Szwecji. Amerykanie stworzyli trunek na bazie miodu pitnego, , jęczmienno-pszenicznego piwa oraz wina z borówek i żurawiny, a całość dopełniają woskownica europejska, krwawnik i sok brzozowy.

 

Badania te nie tylko pozwoliły na poznanie czym raczyli się nasi przodkowie, ale pozwoliły przywrócić dawno zapomniane receptury do życia. Z pewnością nie są one 100% zbieżne z alkoholami sprzed wieków, ale dają nam wyobrażenie o popularnych wówczas smakach. A co jeszcze istotniejsze – badania te udowodniły, że już trzy tysiące lat temu na tereny Skandynawii docierało wino z południa Europy, a to znaczy, że rozwinięte szlaki handlowe istniały na długo przed Imperium Rzymskim. I sięgały wręcz na same krańce „barbarzyńskiej” części Starego Kontynentu.