córeczki, gończymi, policjanci, policja, finał imprezy, śmierć, wina

Przestępca SPECJALNEJ TROSKI: zdemolował aptekę, mimo że był poszukiwany. Przy okazji wkopał trzy inne osoby!

Policjanci zaliczyli prawdziwy strzał w dziesiątkę tropiąc sprawcę awantury w jednej z aptek w Białymstoku. Człowiek, który zdemolował ją, bo nie dostał leku na receptę, okazał się poszukiwanym przestępcą. A przy okazji natrafiono na kilka innych „ciekawych” osobistości!

 

Do zdarzenia doszło w zeszłym tygodniu. Rozwścieczony odmową sprzedaży leku klient rozpętał awanturę w aptece i uciekł. Policjanci sporządzili rysopis sprawcy i rozpoczęli poszukiwania. Gdy natrafiono na podejrzanego, okazało się, że jest poszukiwanym listem gończym przestępcą!

 

Jakby tego było mało, miał przy sobie marihuanę. A w lokalu, w którym przebywał znajdowało się jej jeszcze więcej. Dlatego zatrzymano nie tylko jego, ale trzy pozostałe osoby będące wewnątrz. Szybko wyszło na jaw, że jedna z nich jest także poszukiwana!

 

Można więc śmiało powiedzieć, że białostoccy policjanci upiekli co najmniej dwie pieczenie na jednym ogniu. Choć może nie jest to wielki wyczyn – osoba poszukiwana przez służby, która dopuszcza się takiego czynu nie mogła grzeszyć intelektem. Ale jednak cała sytuacja jest dość komiczna.

 

bialystok.onet.pl/



Cukiernictwo połączone z DILERKĄ – ojciec i syn z Podkarpacia piekli NARKOTYKOWE CIASTECZKA! „Rodzinny biznes” nie wypalił – w ich domu policja znalazła…

Mieszkańcy powiatu jarosławskiego mieli sprytny pomysł na biznes. Być może chcieli być podkarpackimi „Narcos”, ale ich plan spalił na panewce. Policjanci zabezpieczyli w ich miejscu zamieszkania pewną ilość narkotyków i… podejrzane ciasteczka! Teraz grozi im długi pobyt w więzieniu.

 

Nie mamy  żadnych konkretnych informacji o tym, jak ojciec i syn wpadli w ręce policji i jak natrafiono na ich trop. Faktem jest, że w ich domu zabezpieczono 200 gramów poporcjowanej marihuany i… ciasteczka w kilku słoikach, które mundurowi uznali, za podejrzane. Według funkcjonariuszy najpewniej zostały upieczone również z marihuaną.

 

Dodatkowo, w toku przeszukania domu znaleziono fałszywy banknot 100-złotowy. To wszystko razem wzięte może się przełożyć na bardzo długą karę pozbawienia wolności. Wszystko przez to, że 200 gramów marihuany, to w naszym prawie „znaczna ilość”. A za taką, kara maksymalna to 10 lat. Podobnie rzecz się ma z fałszywymi pieniędzmi, dlatego sytuacja domorosłych cukierników-dilerów jest nie do pozazdroszczenia.

 

Czy podkarpacka policja zapobiegła rozwojowi potężnego, rodzinnego narko-biznesu? Raczej nie, bo jeśli ojciec z synem tak szybko wpadli, to raczej nie byli odpowiednio „przygotowani” do poruszania się w półświatku. Teraz czekają ich surowe konsekwencje, ale kto wie – jeśli trafią do więzienia, to może tam nabędą odpowiednią wiedzę i spróbują jeszcze raz. Bo w skuteczną resocjalizację raczej nie ma co wierzyć.

onet.pl



Pomylił radiowóz z TAXI. W plecaku miał 1000 jointów z marihuaną!

Nieuważny diler chciał szybko dostać się do domu. Ucieszony wsiadł do pierwszej napotkanej taksówki. Dopiero w środku zauważył, że coś tu nie gra… Policjanci bardzo ucieszyli się na jego widok!

 

Są takie newsy, które ciężko skomentować. Prawdziwym zamotaniem wykazał się jeden z dilerów działający w dzielnicy Christiana – specyficznej części Kopenhagi, stolicy Danii. Christiana słynie z dużej niezależności jako ośrodek ruchu hippisowskiego i kultury alternatywnej, ale także – niestety – handlu narkotykami.

 

Policjanci z Kopenhagi pochwalili się swoim łatwym łupem na Twitterze. Mężczyzna, który wtargnął do radiowozu zaparkowanego przy jednej z ulic Christianii, zażądał kursu pod wskazany adres. Zbici z tropu policjanci grzecznie wytłumaczyli mu pomyłkę, a przy okazji postanowili go wylegitymować i przeszukać.

 

1000 gotowych do spalenia jointów z marihuaną zostało skonfiskowanych, zaś niegramotny diler trafił do aresztu. Nie wiadomo jeszcze jaki czeka go los – o tym zdecyduje sąd.

 

Christiana to jeden z większych problemów dla duńskiej policji, która używa nawet dronów do śledzenia handlarzy narkotykami. Ta specyficzna enklawa działająca od 1971 roku nie chce poddać się żadnej władzy zwierzchniej.

independent.co.uk



emeryci, marihuana

Emeryci szmuglowali DZIESIĄTKI KILOGRAMÓW MARIHUANY! Ich tłumaczenia zwalają z nóg!

Jak widać policjanci muszą być czujni cały czas. W tej sytuacji dosłownie – węch ich nie zawiódł i w aucie uroczego małżeństwa staruszków odnaleźli niewyobrażalną ilość trawki!

 

Funkcjonariusze policji kontrolowali samochody na autostradzie międzystanowej nr 80 w hrabstwie York w Nebrasce. W pewnym momencie zatrzymali pickupa, którym podróżowało małżeństwo emerytów – 80-letni mąż i 70-letnia żona.

 

Według komunikatu – auto stwarzało zagrożenie dla innych uczestników ruchu i policjanci postanowili sprawdzić czy z kierowcą jest wszystko w porządku.

 

Wystarczyło, że kierujący uchylił okno, a funkcjonariuszy uderzył zapach… marihuany! Szybka kontrola wykazała, że małżeństwo przewoziło 28 kilogramów suszu!

 

Tłumaczenia były idealnie dobrane pod trwający okres – marihuana miała być „świątecznym prezentem”! Policjanci nie dali się przekonać i leciwi przemytnicy trafili do aresztu.

 

Wartość skonfiskowanej marihuany to 336 tysięcy dolarów. Małżeństwo podróżowało z Kalifornii do Vermont i jak twierdzą oboje – nie zdawali sobie sprawy, że przewożenie marihuany przez stan Nebraska jest nielegalne. I tak mieli sporo szczęście – musieli przejechać praktycznie całe Stany Zjednoczone, a wpadli dopiero w połowie drogi!

 

Ostatecznie przed sądem stanie jedynie mężczyzna, jego żonę wypuszczono ze względu na zły stan zdrowia. Ktokolwiek miał zostać obdarowany tym niecodziennym prezentem – nie doczeka się na niego!



marihuana

MARIHUANA przyczyną śmierci 11-miesięcznego niemowlęcia? Wokół tajemniczej sprawy trwa istna wojna przeciwników i zwolenników konopi!

Sprawa rozgrzewa opinię publiczną za oceanem i może mieć ogromny wpływ na dalszą debatę nt. zagrożeń jakie niesie za sobą marihuana.

 

Lekarze  badający tajemniczy przypadek śmierci 11-miesięcznego niemowlęcia, Thomas Nappe i Christopher Hoyte, opublikowali raport na łamach Clinical Practice and Cases in Emergency Medicine, według którego za śmierć dziecka odpowiada marihuana.

 

Oficjalną przyczyną śmierci niemowlaka było zapalenie mięśnia sercowego. Zjawisko bardzo rzadkie u tak małych dzieci. Może ono mieć podłoże alergiczne, wirusowe lub bakteryjne, jednak żadnej z tych przyczyn nie odnaleziono w organizmie dziecka. Niektóre substancje także mogą do niego doprowadzić. Jedyne co wykryto we krwi i moczu to marihuana i to doprowadziło badaczy do takich wniosków.

 

Wydarzenie miało miejsce w 2015 roku, ale w artykule nie podano żadnych informacji nt. tożsamości dziecka. Jednak dyskusja nad raportem opublikowanym kilka miesięcy temu rozgorzała dopiero teraz. Niektórzy jego przeciwnicy przytaczają odkrycie z 2016 roku, kiedy opublikowano wyniki badań, wedle których zapalenie mięśnia sercowego nie może powstać w wyniku nadużywania marihuany.

 

Wątpliwości budzi też fakt, że nie wiadomo w jaki sposób marihuana mogła się znaleźć w organizmie dziecka. Wiemy tylko, że produkty zawierające THC wykryto w jego miejscu zamieszkania. Przeciwnicy tej tezy obstają też przy tym, że to inna substancja mogła wywołać reakcję alergiczną, która doprowadziła do zapalenia mięśnia sercowego. Zwracają także uwagę na to, że niektórych przyczyn zapalenia mięśnia sercowego po prostu nie da się wykryć po czasie.

 

Ciężko powiedzieć jak dalej będzie przebiegał ten niecodzienny spór. Wydaje się, że ze stopnia naukowego bardzo szybko zszedł na emocje i przekonania. Gdzie w tym wszystkim są fakty? Trudno stwierdzić, niewątpliwie przypadek ten będzie stanowił mocny oręż w rękach przeciwników marihuany.

 

Niezależnie od tego czy wierzymy, czy nie w ustalenia lekarzy, nie powinniśmy trzymać, ani przyjmować tego typu substancji w pobliżu małych dzieci. Sam fakt, że w ciele takiego maleństwa znajdowały się ślady marihuany wystawia jak najgorsze świadectwo rodzicom.

 

Foxnews.com



KABARET! Do emerytów oskarżonych o uprawę marihuany wysłano antyterrorystów! Zamiast zioła na terenie posesji znaleziono…

W tej sprawie nikt się nie popisał, a staruszkowie żądają teraz sowitego odszkodowania.

 

Para z Pensylwanii oskarża swoją agencję ubezpieczeniową i lokalną policję o fałszywe oskarżenia, wystawienie na straty moralne i emocjonalne, naruszenie prywatności i bezprawne przetrzymywanie. Co do tak ciężkich zarzutów ma agent ubezpieczeniowy, policja i oskarżenie o dilerkę? Opowiedzmy po kolei.

 

Edward Cramer wraz z żoną Audrey zaprosili do swojego domu przedstawiciela towarzystwa ubezpieczeniowego aby wycenił szkody, które zamierzali pokryć z polisy. Jednak uwagę rzeczoznawcy przykuły nie tylko uszkodzenia domu, ale też podejrzane rośliny posadzone w ogródku.

 

Agent ubezpieczeniowy w jednym momencie stał się tajnym agentem, który sfotografował podejrzaną zieleninę i wysłał zdjęcia lokalnej policji informując, że prawdopodobnie odkrył niewielką plantację marihuany.

 

Dwa dni później do drzwi domu ponad 60-letniego małżeństwa zapukali funkcjonariusze. Jak relacjonuje Audrey „za drzwiami stało tuzin policjantów mierzących we mnie z karabinków szturmowych”.

 

Para została zamknięta w wozie policyjnym na cztery godziny, a w tym czasie służby przeczesywały ich dom. Pani Cramer była przez cały czas jedynie w bieliźnie, nie pozwolono jej nawet założyć spodni.

 

Pan Cramer z kolei cały czas tłumaczył policjantom, że rzekomą konopią jest tak naprawdę ozdobny… hibiskus! Sierżant Scott Hess, który dowodził akcją uwierzył mu, niemniej jednak zabezpieczył rośliny do dokładnego zbadania. Wynik analizy mógł być tylko jeden – kompromitujący dla służb!

 

Czy tej sprawy nie dało się rozwiązać inaczej? Czy agent ubezpieczeniowy naprawdę uważał parę emerytów za groźnych producentów zioła? I czy policja dostając zdjęcia roślin nie była w stanie zidentyfikować ich poprawnie bez akcji rodem z filmów? Cóż, co by nie mówić – znając amerykańskie warunki małżeństwo Cramerów otrzyma wkrótce ogromne odszkodowanie za poniesione szkody. I wydaje się, że powinno ono w zupełności wynagrodzić 4-godzinne siedzenie pół nago w radiowozie i wywrócenie domu do góry nogami.

 

foxnews.com





To MIASTECZKO – WIDMO stanie się MARIHUANOWYM kurortem! Przeczytaj o nietypowej TRANSAKCJI na 5 mln DOLARÓW!

Kalifornijskie Nipton zostało założone w 1905 roku jako osada poszukiwaczy złota. Jednak mimo ciekawej historii, obecnie (według danych z 2016 r.) ma zaledwie 6 mieszkańców.

 

Tę właśnie miejscowość firma specjalizująca się w technologii marihuany – American Green – zakupiła za 5 mln dolarów z zamiarem przekształcenia Nipoton w cel wyjazdów turystycznych.

 

American Green produkuje i sprzedaje olej pochodzący z konopi, a także pochodne produkty, które nie mają psychoaktywnych skutków marihuany. Firma dodaje olej z konopi do balsamów czy miętówek, co jak twierdzą „zapewnia długotrwałą ulgę”. 

 

Zgodnie z założeniami Nipton ma być ganja – rajem (ganja to potocznie marihuana), a jednym z pierwszych produktów produkowanym w miasteczku będzie woda z konopi. Nowi właściciele miasta planują także stworzenie otwartej dla zwiedzających farmy marihuany i generalnie zbudowanie społeczności, która akceptuje i rozumie używanie marihuany!

 

Cały pomysł brzmi jak jakiś absurd, ale jak widać, wszystko jest możliwe…

 

ms, źródło: businessinsider.com