ukraińscy żołnierze, ukraina, wojna, donbas, szyrokyne, morderstwo

Ukraińscy żołnierze ZAMORDOWALI swoich kolegów. Okoliczności zbrodni są WSTRZĄSAJĄCE. Winę chcieli zrzucić na…

Gdy działania wojenne cichną i tracą na intensywności, często wśród żołnierzy szerzy się demoralizacja i rozprężenie. Ludzie przez tygodnie i miesiące żyjący w napięciu łatwiej wpadają w uzależnienia i reagują na wszystko agresją. To zaś prowadzi do tragicznych wypadków i przestępstw. Ukraińscy żołnierze są niestety idealnym tego przykładem.

 

Prokuratura Generalna w Kijowie poinformowała o zatrzymaniu dwóch żołnierzy ukraińskiej piechoty morskiej. Są oni oskarżeni o zamordowanie czterech swoich kolegów. Do zdarzenia doszło we wsi Szyrokyne, będącej na jednym z najtrudniejszych odcinków frontu. Znajduje się ona niedaleko Mariupola i Morza Azowskiego.

 

Żołnierze siedzący razem w jednej z ziemianek spożywali alkohol. Doszło między nimi do kłótni, która przerodziła się w strzelaninę. Sprawcy usiłowali zrzucić winę na separatystów – podłożyli w ziemiance ogień i materiały wybuchowe. To jednak nic nie dało, gdyż na ciałach ofiar i tak odkryto rany postrzałowe.

 

Niestety, ale złe warunki na froncie, braki w wyszkoleniu i wyposażeniu powodują, że ukraińska armia ponosi potężne straty niebojowe. W ubiegłym roku liczba poszkodowanych w ten sposób żołnierzy wynosiła 2150 od początku wojny. To niemalże tyle samo, ilu zginęło w toku działań wojennych.

 

Jak widać mimo upływu czasu Ukraińcy nie potrafią poradzić sobie z problemem demoralizacji frontowych żołnierzy. Alkohol, narkotyki, depresja, wypadki drogowe i – jak widać – także morderstwa zbierają krwawe żniwo. Wygląda na to, że dopóki konflikt się nie zakończy, to sytuacja taka będzie trwać nadal.

 

 

wp.pl/foto: screnshot youtube.com

Zabiła męża SIEKIERĄ, a poćwiartowane zwłoki zamurowała – ta zbrodnia wstrząsnęła Kielcami! [VIDEO]

Ludzkie bestialstwo nie zna granic. Lecz są zbrodnie, które w sposób wyjątkowy potrafią wryć się w pamięć i przerazić. Tak jest, gdy słyszymy o brutalnym morderstwie, którego na swoim mężu dokonała żona. Kobieta, która z miłości, kilkanaście lat wcześniej uciekła dla niego z domu i wywróciła swoje życie do góry nogami, zabiła swojego partnera. Dlaczego?

 

Potworną zbrodnię z grudnia 1985 roku postanowili przypomnieć twórcy serii krótkich dokumentów pt. „Krew na rękach”. W swoich nagraniach zamierzają opowiadać o najgłośniejszych sprawach z regionu Kielecczyzny i nie tylko:

 

„O tym brutalnym zabójstwie mówiło się przez lata w Kielcach.Sprawa zabójstwa Edwarda Ch. wywołała żywe zainteresowanie mieszkańców Kielecczyzny. Bulwersował nie sam sposób dokonania przestępstwa lecz fakt, że sprawcą była kobieta a nade wszystko, jak postąpiła ze zwłokami”

– napisali o swoim filmie.

 

Z tą mrożącą krew w żyłach historią możecie zapoznać się tutaj:

 

 

Jest to dopiero ich pierwsza próba zmierzenia się z tak trudnym tematem. Lecz jak zapowiadają – mają sporo pomysłów i planów na przyszłość.

 

„Jest jeszcze dużo do poprawy. Przede wszystkim trzeba uzupełnić braki sprzętowe, poćwiczyć pracę z mikrofonem i naprawiać błędy, które widzimy. Zadowoleni jesteśmy z tego, że udało się odcinek skończyć – przez jakiś czas nie padał śnieg, a wydarzenia miały miejsce w zimowej scenerii. Trzeba było trochę poczekać. Nie najgorzej wyszedł też montaż.”

 

– mówi nam Mateusz, jeden z twórców filmu. Zapewnia, że wkrótce pojawi się więcej nagrań w lepszej jakości:

 

„W kolejnych odcinkach przedstawimy kilka głośnych i tych mniej znanych spraw w trochę innej konwencji. Potem wrócimy w plener i pokażemy zbrodnie, które wstrząsnęły ziemią kielecką. Mamy w planach również tłumaczenie odcinków na język angielski. Morderstwa dzieją się na całym świecie, z czasem chcielibyśmy przedstawić głośne sprawy z zagranicy, ale także podzielić się historiami z naszego kraju.”

 

Trzymamy kciuki za ekipę i liczymy na kolejne produkcje. Taka seria może być ciekawą i wartościową odskocznią od kompilacji śmiesznych kotów, wypadków i innych tego typu produkcji, które zalewają YouTube.

więzień

WAMPIR w rękach policji! GWAŁCIŁ I MORDOWAŁ przez lata – nikt dokładnie nie wie ile ofiar ma na koncie!

To jedno z większych śledztw policyjnych w ostatnich latach w Rosji. Aby schwytać bestię przesłuchano 17 tysięcy osób. Wreszcie się udało – i jak twierdzą śledczy – był to ostatni dzwonek. Wampir zmierzał wkrótce uciec z kraju.

 

Wampir z Jekaterynburga, bo tak ochrzciły go służby i media tego syberyjskiego miasta pozostawał nieuchwytny od 2009 roku. Ale jego historia rozpoczyna się 15 lat wcześniej, lub nawet jeszcze dalej. W 1992 roku został schwytany za za gwałt i morderstwo na nastolatce wracającej wieczorową porą do domu. Dostał wtedy 15 lat więzienia.

 

2009 roku opuścił zakład karny i od razu zaatakował ponownie. Przypisuje mu się gwałt i morderstwo na 40-letniej kobiecie. Ale najpewniej lista jego ofiar jest znacznie dłuższa – do 2014, kiedy nieomal wpadł w ręce policji w okolicach Jekaterynburga zaginęło więcej kobiet. Być może wszystkie te zbrodnie to jego dzieło.

 

2014 przyniósł przełom, bo wówczas jedna z jego ofiar zdołała mu uciec. W tym momencie zdecydowano o stworzeniu specjalnej komórki śledczej, która miała wytropić  mordercę. Po 3 latach pracy i przesłuchaniu 17 tysięcy osób udało się wpaść na trop zwyrodnialca. Wtedy okazało się, że jest nim ten sam mężczyzna, którego skazano w 1992 roku.

 

Teraz okaże się jak wiele ataków na kobiety było jego autorstwa. Wampir nie tylko gwałcił i mordował, ale przy okazji obrabowywał napadnięte kobiety. Najczęściej działał w okolicy parków, mostów, nasypów kolejowych i innych odludnych miejsc. Przez wiele lat terroryzował lokalną społeczność. Wydaje się więc, że tym razem już nie wyjdzie z więzienia.

z kochankiem zabiła partnera

Lubelskie: ZABIŁA z kochankiem swojego partnera, ciała nigdy nie odnaleziono. Policja ujawnia MAKABRYCZNE szczegóły mordu!

Do zbrodni doszło w Ciechankach w województwie lubelskim. Kobieta wraz z kochankiem dokładnie zaplanowała wszystko. Choć ciała nie odnaleziono, obojgu grozi dożywocie.

 

33-letnia Marta K. poznała Mariusza Ś. w 2016 roku. Pracował za granicą, dobrze zarabiał i jak twierdzi wielu świadków, kobieta traktowała go jako źródło utrzymania. W tym samym czasie spotykała się z innym mężczyzną – Dariuszem M.

 

Żeby historia stała się bardziej dramatyczna trzeba dodać, że obaj panowie wiedzieli o sobie, wielokrotnie grozili sobie nawzajem, toteż prędzej czy później musiało stać się coś strasznego. Tym bardziej, że Mariusz Ś., był w kobiecie zakochany i nie widział w jej zachowaniu nic złego. Raczej skupiał się na osobie konkurenta, Dariusza M.

 

Jednak nie stał się oprawcą, a ofiarą. 12 kwietnia Mariusz Ś. miał spotkać się z Martą w Ciechankach, na Lubelszczyźnie. Nie wiedział, że kobieta wraz z kochankiem opracowali już plan pozbycia się go.

 

Para spotkała się w pobliskim lesie. Na Mariusza Ś. oprócz Marty oczekiwał Dariusz z pałką teleskopową i nożem. Zaatakował go i dotkliwie pobił. W pewnym momencie Marta podała mu pistolet pneumatyczny. Następnie trzymała głowę Mariusza, gdy jej kochanek wpakował w nią co najmniej cztery kule.

 

Kochankowie pozbyli się ciała ofiary wrzucając je do rzeki Wieprz. Do tej pory nie zostało odnalezione. Mimo to kobieta nie uniknie odpowiedzialności.

 

Policjanci, którzy zajmowali się sprawą usłyszeli od niej, że jej chłopak został porwany. Jednak na tyle sprawnie przycisnęli ją na przesłuchaniu, że ta szybko opowiedziała im prawdę, wsypując przy okazji swojego kochanka, Dariusza M. Dlatego mimo braku ciała, parze grozi dożywocie. Wyrok w tej sprawie wyda Sąd Okręgowy w Lublinie.

 

To nie pierwsza i nie ostatnia zbrodnia z miłości. Przerażające, że ludzkie uczucia mogą przerodzić się w nienawiść tak głęboką, że doprowadzającą do śmierci. Dlaczego zamiast rozstania i zerwania kontaktu para kochanków zdecydowała się zabić konkurenta? Miejmy nadzieję, że to wyjaśni postępowania sądowe, a kara będzie surowa i sprawiedliwa.

interia.pl

MAKABRYCZNE ZNALEZISKO: tysiące ciał w masowym grobie. Zamordowano je w bestialski sposób, a potem „ugotowano w KWASIE”. To ofiary…

To praktycznie ludobójstwo na masową skalę, a wszystko dzieje się w XXI wieku!

 

Organizacja Vida, która poszukuje grobów ofiar wojen karteli narkotykowych w Meksyku odkryła nowy masowy pochówek niedaleko miejscowości Coahuila. Wszystko dzięki jednemu z miejscowych, który wskazał miejsce od dawna wykorzystywane przez bandytów do mordowania swoich przeciwników.

 

Badający grób oszacowali, że pochowano w nim nawet 3 tysiące osób, jednak poza ogromną liczbą jeszcze większe przerażenie musi budzić sposób w jaki potraktowano ofiary. Ciała ofiar ( a może jeszcze żywi ludzie?) trafiali do pojemników z kwasem. To, co nie uległo rozpuszczeniu palono w beczkach razem z drewnem, oponami, benzyną i śmieciami. Resztki wsypywano do dołu śmierci i dodatkowo rozdrabniano łopatami i szpadlami.

 

Grób miał około 100 metrów kwadratowych. Wszystkie wydobyte z niego szczątki zostaną przewiezione do stolicy kraju, Mexico City, gdzie podjęta zostanie próba ich identyfikacji.

 

Najprawdopodobniej za istnienie grobu odpowiada kartel Sinaloa. Jednak służby informują, że okolicę próbuje przejąć inna grupa – Los Zetas. Zapewne spora część zwłok to ofiary wojny między nimi.

 

To nie jednostkowe tak makabryczne znalezisko w Meksyku. Tylko od 2015 roku Vida odnalazła aż 40 masowych pochówków, w których natrafiono na szczątki nawet 90 tysięcy ludzi! Krwawa wojna w Meksyku trwa i nic nie zapowiada końca. Ale gdy czyta się o takich okropieństwach można przestać się dziwić, że cześć Amerykanów chce budowy muru na granicy z tym krajem.

 

o2

finał poszukiwań studenta

Gdyby nie ofiarność Polaków byłby KALEKĄ! Sensacyjne informacje o mordercy policjanta spod Wrocławia!  

Kilka lat temu sam ledwie uszedł z życiem. Gdyby nie hojność innych skończyłby na wózku.

 

Jak informuje „Fakt”, udało się ustalić, kim konkretnie jest bandyta, który usiłując obrabować bankomat w Wiszni Małej pod Wrocławiem zamordował policjanta.

 

Według informacji pozyskanych przez tą gazetę jest nim 42-letni Łukasz W., pseudonim „Czarny”, pochodzący z Poznania. Już od wielu lat miał działać w różnych grupach przestępczych, trudnić się rozbojami, kradzieżami i włamaniami.

 

Znajomi raczej nie znali go z tej strony. Zapamiętali go jako miłośnika motocykli, który w 2010 roku uległ poważnemu wypadkowi – został staranowany przez ciężarówkę. Obrażenia, które odniósł zagrażały jego życiu. Gdy lekarzom udało ustabilizować się jego stan nie było pewne czy kiedykolwiek wróci do pełnej sprawności.

 

Znajomi zorganizowali zbiórkę pieniędzy dzięki której udało się zgromadzić kwotę niezbędną do opłacenia rehabilitacji i innych potrzebnych zabiegów. Łukasz W. wrócił do pełnej sprawności i siły, choć po wypadku miał sparaliżowaną całą lewą stronę ciała.

 

Nikt nie wiedział, że pomaga notowanemu bandycie. Łukasz W. już w 2005 roku dał się poznać stróżom prawa – jednego z nich usiłował wtedy rozjechać. Od 2007 roku ciągnął się jego proces o kradzieże aut. Po powrocie do zdrowia kontynuował bandycką działalność. Dwa dni temu z zimną krwią zamordował policjanta.

 

Teraz na pomoc i finansowe wsparcie czeka rodzina zabitego antyterrorysty. Wpłat na ten cel można dokonywać poprzez stronę Fundacji „Dorastaj z nami”, która zbiera pieniądze dla rodzin, których członkowie służący w policji czy straży zginęli w czasie akcji: https://dorastajznami.org/zginal-tata-pomoz/

 

Fakt.pl

MASAKRA NA SALI SĄDOWEJ! Ojciec ofiary obrzucił morderców GRANATAMI! Zrobił to bo… [FOTO]

Zdjęcia pokazują ogromną skalę zniszczeń.

 

Tragedią zakończyła się rozprawa sądowa trzech mężczyzn oskarżonych o morderstwo przed sądem w Nikipolu na Ukrainie. Byli oskarżeni o zabicie dwóch osób w lutym 2016 roku. Od tego czasu proces praktycznie nie ruszył.

 

Zdesperowany ojciec jednej z ofiar, gdy usłyszał o kolejnym odroczeniu sprawy wyjął dwa granaty i rzucił nimi w kierunku oskarżonych. Potężne eksplozje wstrząsnęły pomieszczeniem niszcząc wszystkie meble, sprzęt i masakrując wszystkich obecnych w środku!

 

Wszyscy trzej oskarżeni zostali poważnie ranni. Zginął zamachowiec i jeszcze jedna osoba. 7 kolejnych osób odniosło obrażenia, jednak brak informacji w jakim znajdują się stanie. Większość poszkodowanych to oficerowie służby więziennej, którzy w momencie eksplozji grantów zakuwali oskarżonych w kajdanki.

 

Dlaczego mężczyzna zdecydował się na taki dramatyczny krok? Wygląda na to, że nie liczył na sprawiedliwość przed ukraińskim sądem. Proces przeciągał się, posiedzenie z 30 listopada miało być kolejnym odroczonym, ale i to się nie odbyło, bo na salę nie przybył adwokat oskarżonych. Gdy sąd zdecydował o kolejnym przesunięciu procesu, mężczyzna nie wytrzymał.

 

Z informacji policyjnych wynika, że morderstwo dwóch osób wyglądało jak mafijne porachunki. Nie wiemy kim byli oskarżeni ani ofiary, ale nagranie monitoringu sugeruje zaplanowaną egzekucję – dwa auta zablokowały przejazd samochodu ofiar, a po czym w ich kierunku wystrzelono kilka magazynków z Kałasznikowów.

Wniesienie dwóch granatów na salę sądową i taki finał rozprawy wystawia bardzo złe świadectwo ukraińskiemu wymiarowi sprawiedliwości i procedurom bezpieczeństwa w ukraińskich sądach. A co gorsza, ojciec ofiary skazał na cierpienia kilka postronnych osób, tymczasem może się okazać, że oprawcy jego syna wyliżą się z ran i wywiną sprawiedliwości.

 

o2.pl/foto: screenshots/twitter.com

Policja, bezdomny, pożar, ogien,

MAKABRA w Krakowie! Pocięte nożem niemowlę i zadźgana matka znalezieni w piwnicy – tragiczny finał policyjnych poszukiwań!

Zaginięcie matki z dzieckiem zgłoszono wczoraj. Policyjne poszukiwania zakończyły się odkryciem straszliwej prawdy.

 

Tragedia wydarzyła się w piwnicy jednego z bloków przy ulicy Krowoderskich Zuchów w Krakowie, na Prądniku Białym. Wczoraj do policji wpłynęło zgłoszenie o zaginionej kobiecie wraz z dwutygodniowym dzieckiem.

 

Po jednym dniu poszukiwań policjanci natrafili na zakrwawione zwłoki obojga – znajdowały się w niewielkim, piwnicznym pomieszczeniu. Na ciele noworodka znajdowało się kilkanaście ran kłutych.

 

Na miejscu zbrodni wciąż pracuje policja i prokurator, którzy nie udzielają żadnych konkretnych informacji. Jak nieoficjalnie dowiedział się „Fakt”, najprawdopodobniej kobieta zaniosła do piwnicy dziecko, gdzie zadała mu szereg ciosów nożem. Następnie sama kilkukrotnie wbiła sobie ostrze w brzuch. Mąż 36-letniej kobiety miał w tym czasie spać w ich mieszkaniu.

 

To już kolejna rodzinna tragedia. Wczoraj w Kozienicach doszło najprawdopodobniej do tzw. rozszerzonego samobójstwa, kiedy mężczyzna zamordował nożem swoją żonę i dwie córki, a sam powiesił się.  Oby ta czarna seria nie miała kontynuacji!

MASAKRA w Kozienicach: 4-osobowa rodzina znaleziona MARTWA! Co tam się wydarzyło?

Na miejscu pracują policjanci i prokuratura.

 

Do zdarzenia doszło najprawdopodobniej wczoraj lub dziś nad ranem. Przed południem do jednego z domów jednorodzinnych w Kozienicach w woj. mazowieckim przybył krewny rodziny, który odkrył zwłoki domowników i zawiadomił służby.

 

W domu znajdowały się ciała małżeństwa i ich dwóch córek w wieku 6 i 9 lat. Przedstawiciele policji potwierdzili, że na ciałach kobiety i dziewczynek znajdują się liczne rany cięte. Czy to oznacza, że mamy do czynienia z brutalnym morderstwem?

 

„Obecnie prowadzimy oględziny domu z zewnątrz, czekamy na przyjazd na miejsce tragedii prokuratora. Wtedy przeprowadzone zostaną oględziny domu wewnątrz. Do tego czasu ciężko przesądzać co się tam stało”

 

– powiedział Rafał Jeżak z zespołu prasowego komendy wojewódzkiej policji.

 

Najprawdopodobniej śledczy mają tu do czynienia z tzw. rozszerzonym samobójstwem. Głowa rodziny, 39-letni mężczyzna mógł zamordować najpierw swoje dzieci i żonę, a potem targnął się na swoje życie.

 

Jak mogło dojść do tak wielkiej tragedii? Odpowiedź na to pytanie, to zadanie funkcjonariuszy. Na razie nie można przesądzać o przyczynach zbrodni,  bo bardzo mało wiemy. Na pewno dokładne zbadanie domu i przesłuchania znajomych i członków rodziny pomogą w rozwikłaniu tej tajemniczej sprawy.

fakt.pl