telefon, Policja, bezdomny, pożar, ogien,

Poznań: słabo szło mu w grze, więc ODEPCHNĄŁ swoją 2-letnią córeczkę. Skończyło się TRAGICZNIE!

Przed Sądem Okręgowym w Poznaniu rusza właśnie proces matki i ojczyma 2-letniej Liliany. Ojczym przegrywając w grze komputerowej odreagował na dziecku, które nieopatrznie podeszło do niego. Odepchnął ją na tyle mocno, że dziewczynka wkrótce zmarła.

 

2-latka trafiła do szpitala w marcu ubiegłego roku. Miała złamania czaszki i krwiaki. Choć lekarze robili wszystko aby ją uratować, zmarła na stole operacyjnym. Być może sprawa ta zakończyłaby się mniej dramatycznie, gdyby rodzice nie ukrywali przed lekarzami jak doszło do obrażeń i jak bardzo mogą być rozległe.

 

Policja wkrótce zatrzymała jej ojczyma, Szymona O. i matkę Angelikę B. Ojczymowi postawiono na początku zarzut znęcania się, który w toku śledztwa przemianowano na morderstwo z zamiarem ewentualnym. Jak się okazało, grając w grę komputerową popchnął dziewczynkę wprost na metalową framugę drzwi.

 

Angelice B. postawiono zarzut nieudzielenia pomocy. Obojgu może grozić nawet dożywocie. Tym bardziej, że Szymon O. był już oskarżany o znęcanie się nad rodzeństwem. Miał też problemy z narkotykami i bił swoją żonę. Rodzina była pod opieką Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, ale jak widać na niewiele się to zdało.

 

Oboje – Szymon i Angelika – nie przyznają się do winy i odmawiają składania zeznań. Kobieta wycofała też swoje wcześniejsze zeznania twierdząc, że zostały na niej wymuszone przez policjantkę. Miejmy nadzieję, że poniosą zasłużoną i sprawiedliwą karę.

 

wp.pl



gwałt, gwałciciel, ojciec gwałcił swoją córkę

ZWYRODNIAŁY OJCIEC GWAŁCIŁ swoją córkę i jej koleżanki! Jego tłumaczenia to istne WARIACTWO

Nawet na 45 lat więzienia może zostać skazany Javier G-D., którego oskarżono o regularne gwałcenie swojej córki i jej dwóch koleżanek. Ojciec miał bardzo oryginale wytłumaczenie dla swojej dewiacji, jednak śledczy nie dali mu wiary.

 

O sprawie pisały hiszpańskie media, ale także np. BBC. Dramat trzech nastolatek rozgrywał się w latach 2012-2014 w miejscowości Baix Llobregat w Katalonii. Javier w tym czasie regularnie odbywał wymuszane stosunki seksualne z 15-letnią córką i jej koleżankami. O wszystkim wiedziała mama dziewczynki i żona Javiera. Według dziennikarzy, po jednym z gwałtów, których dokonał ojciec, pytała córkę, czy jej się podobało.

 

Gdy sprawa wyszła na jaw, a Javier trafił do więzienia miał bardzo oryginalne wytłumaczenie dla swoich czynów. Otóż powiedział on, że należy do „Zakonu Odyna”, a jego reguła wymaga od niego seksu z nastolatkami. W przeciwnym razie na rodziny młodych dziewczyn mogą spaść różne nieszczęścia. Ich bliscy i przyjaciele mogliby na przykład zostać opętani przez złe duchy. Seks miał je „odpędzać”.

 

Przez dwa lata Javier wykorzystywał seksualnie nastolatki, strasząc jej tymi bredniami. Prokurator nie dał wiary jego tłumaczeniom i zażądał 45 lat więzienia. Śledczy argumentują swój wniosek tym, że mężczyzna w bezwzględny i cyniczny sposób wykorzystywał pozycję ojca, członka zakonu i wymuszał seks strasząc dziewczynki krzywdą, która spotka jej bliskich.

 

Dla jego żony prokuratura zażądała 9 lat pozbawienia wolności.

 

wprost.pl



Alicja, alicją, rzeka, morderstwo, szczecin, policja

Szczecin: 55-latek UMÓWIŁ SIĘ z 18-letnią Alicją! Gdy nie spełniła jego fantazji potraktował ją po BESTIALSKU!

Ta sprawa wstrząsnęła całą Polską. W lipcu 2016 roku zaginęła 18-letnia Alicja. Gdy nie wróciła na noc do domu, rodzina powiadomiła policję. Wkrótce okazało się, że przyczyną nieszczęścia jest 55-letni mężczyzna. Właśnie zapadł wyrok w jego sprawie.

 

Alicja i Zdzisław poznali się na portalu randkowym. Ala uwielbiała motocykle, planowała wyprawę w Polskę na jednośladzie. Zdzisław wykreował się na kogoś o podobnej pasji, kto pomoże młodej adeptce zgłębić tajniki motorów.

 

6 lipca Alicja wyszła z domu i już nie wróciła. Policjanci badający sprawę natrafili na jej komputerze na rozmowy ze Zdzisławem W. Zatrzymano go jako podejrzanego, zaś zwłoki Alicji odnaleziono po tygodniu w krzakach nad Odrą. Miała wiele ran kłutych.

 

Zdzisław umyślnie zwabił ją w ustronne miejsce. Zażądał seksu. Młoda dziewczyna odmówiła, wtedy mężczyzna wyciągnął nóż, zadźgał ją i okradł. Nigdy nie przyznał się do morderstwa twierdząc, że jedynie okradł dziewczynę.

 

Sąd nie dał wiary zeznaniom zwyrodnialca i nie miał litości dla zwyrodnialca – oczywiście według polskiego prawa. Wymierzył mu najwyższy możliwy wymiar kary – dożywocie. O przedterminowe zwolnienie morderca będzie mógł się ubiegać dopiero po 30 latach, a więc gdy będzie miał 85 lat. Ale nawet wtedy nie wyjdzie na wolność, a w najlepszym razie zostanie zamknięty w zakładzie psychiatrycznym.

 

Czy jednak warto żebyśmy przez trzy dekady utrzymywali kogoś takiego ze swoich podatków?



śmierć nastolatka w ciecierzycy

Miał 15 lat i ponad 3 PROMILE alkoholu we krwi. Impreza tego nastolatka skończyła się TRAGICZNIE. Zarzuty usłyszeli starsi koledzy

Nieprzytomnego 15-latka znaleziono w styczniu tego roku przy drodze w lubuskich Ciecierzycach. Niestety, nie udało się go uratować, zmarł. Okazało się, że był pod wpływem alkoholu. Teraz poznaliśmy więcej szczegółów tej wstrząsającej sprawy i okoliczności śmierci nastolatka.

 

Sekcja zwłok nie wykazała udziału osób trzecich w śmierci nastolatka. Jednak nie można zarazem powiedzieć, że nikt poza nim samym nie jest winny. Jak pokazały dodatkowe badania toksykologiczne, we krwi nastolatka były ponad 3 promile alkoholu. Dla młodej osoby taka dawka może być śmiertelna. Tak niestety było tym razem.

 

Postępowanie w tej sprawie wykazało, że 15-latek pił alkohol z dwoma 18-letnimi kolegami. Po imprezie starsi kompani zostawili go bez opieki. Wtedy musiała wydarzyć się tragedia. Dlatego prokurator postawił im zarzuty sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa utraty życia.

 

Ponieważ obaj są pełnoletni, a ich młodszy kolega nie, dodatkowo doszedł zarzut rozpijania nieletnich. 15-letnia ofiara nie powinna przecież w ogóle pić alkoholu, a co dopiero w tak potężnych ilościach!

 

Obu 18-latkom grożą kary do 5 lat pozbawienia wolności. Być może proces przed sądem ujawni więcej szczegółów tej bardzo smutnej sprawy. A przy tym jest to historia, która chyba w najlepszy sposób (o ironio!) pokazuje, dlaczego niepełnoletni nie powinni spożywać alkoholu. Brak rozsądku i odpowiedzialności rekompensowany brawurą, co wynika z młodego wieku, może być tragiczny w skutkach.

 

lubuskie.onet.pl



violetta villas

Violetta Villas UMIERAŁA W MĘCZARNIACH! Wychodzą na jaw wstrząsające szczegóły sekcji zwłok – rusza proces jej opiekunki

Sprawa ta od 2011 roku nieprzerwanie wzbudza emocje polskiej opinii publicznej. Jedna z największych wokalistek w polskiej historii odeszła w sposób tajemniczy, kontrowersyjny i nie do końca jasny. Wiele wskazuje na to, że do jej śmierci mogła przyczynić się jej opiekunka, Elżbieta B. W kwietniu rusza kolejny proces przeciwko niej, w którym ważnym dowodem będą wyniki sekcji zwłok Villas.

 

Dokument ten jest utajniony, a jak podaje „Super Express” tak samo tajna będzie sama rozprawa i interpretacja wyroku. Mimo to dziennikarzom udało się dotrzeć do kilku makabrycznych szczegółów, które podają bliscy Violetty Villas.

 

Przyjaciółka artystki, Mariola Pietraszek ujawniła w rozmowie z „SE”, co wyczytała w dokumentach sekcyjnych:

 

„To było przerażające. Musiała przejść udar, bo nie miała jednej czwartej części mózgu. Pomagałam rodzinie Violetty w znalezieniu lekarza, który zinterpretuje te wyniki, i to, czego się dowiedzieliśmy, wskazuje na to, że musiała bardzo cierpieć przed śmiercią i z pewnością nie była leczona”.

 

Pietraszek twierdzi też, że Violetta Villas w pewnej rozmowie telefonicznej powiedziała jej, że jeśli umrze „to nie będzie to śmierć naturalna”.

 

Podobne wątpliwości, co do okoliczności śmierci Villas ma jej syn, Krzysztof Gospodarek:

 

„Dlaczego we krwi miała ogromne stężenie tlenku węgla? Czy została zaczadzona, czy ktoś palił przy niej papierosy przez kilka dni? Dlaczego miała świeże złamania kości udowej, mostka i żeber, które przy oddychaniu musiały sprawiać jej potworny ból? Mogła zostać pobita, kopnięta mogła upaść i złamać tę nogę. Nie wiem, jak było, ale wiem, kto wtedy sprawował opiekę nad moją mamą”

 

Niezależnie od tego, jaki będzie wyrok sądu, mamy nadzieję, że ta sprawa zostanie wreszcie wyjaśniona. Elżbieta B. została już skazana za niewłaściwą opiekę i zaniedbania, ale czy ma związek także ze śmiercią artystki? Tak wielka osobistość jak Violetta Villas zasługuje na to, aby wokół jej ostatnich chwil nie było żadnych wątpliwości i niedomówień.

 

se.pl



drogówki, policja, drogówka, kontrola

Według drogówki jechał tak SŁABO, że wymyślili dla niego NIECODZIENNĄ KARĘ. Odwołania na nic się zdały – czy to sposób na niedzielnych kierowców?

O takiej sytuacji chyba jeszcze nie słyszeliśmy. Funkcjonariusze drogówki z Częstochowy twierdzą, że natknęli się na kierowcę, którego technika jazdy pozostawiała wiele do życzenia. Uznali, że mandat to za mało i skierowali do starosty powiatowego bardzo niecodzienny wniosek.

 

Policjanci twierdzą, że sposób jazdy kierowcy był „chaotyczny”. Zaszły wątpliwości, co do jego znajomości przepisów drogowych. Dodatkowo mężczyzna nie reagował na sygnały świetlne wysyłane przez radiowóz, bo ich nie znał.

 

W związku z tym do starosty powiatowego nadano wniosek o… przeprowadzenie ponownego egzaminu na prawo jazdy! Starosta zapoznawszy się z argumentami policji, do decyzji się przychylił! Uznał bowiem, że policja ma prawo skierować na ponowny egzamin nie tylko w wypadku przekroczenia dopuszczalnej ilości punktów karnych.

 

Mężczyzna, którego dotyczy sprawa usiłował odwołać się od tej decyzji. Broni się, że ma prawo jazdy od kilku lat i nigdy nie spowodował żadnej kolizji. Gdy odwołanie nic nie dało, złożył skargę. Sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach. Jednak sąd po rozpatrzeniu skargi oddalił ją.

 

Sąd argumentował sprawę następująco: „organ uprawniony do wydawania uprawnień do prowadzenia pojazdów czuwa nie tylko nad tym, aby otrzymały je osoby mające odpowiednie kwalifikacje, ale także kontrolował, czy nie utraciły one wymaganych umiejętności. Podstawą wystąpienia z wnioskiem o sprawdzenie kwalifikacji może być zarówno jedno, jak i wielokrotne naruszanie przez kierującego przepisów ruchu drogowego, nawet jeżeli w określonym czasie nie przekroczył on dopuszczalnego limitu punktów karnych”

 

Być może w sytuacji rażących błędów na drodze jest to pomysł na ukaranie kierowców. Czasem, gdy widzimy, co niektórzy wyczyniają za kółkiem wydaje się, że ponowny egzamin nie byłby taki głupi. Jeśli jednak ktoś przez kilka lat nie nauczył się odpowiednich zachowań, to żaden kurs, ani egzamin go tego nie nauczy.

 

wprost.pl/ fot: screenshot yutube.com



agresja drogowa, wypadek, droga, policja

71-letni kierowca wjechał POD PRĄD na A2. Jego tłumaczenia zmroziły policjantów drogówki!

Mylić się jest rzeczą ludzką. Ale robić to zupełnie bezrefleksyjnie, trwać w błędzie i narażać życie swoje i postronnych, to już wyjątkowa przewina. Wydawałoby się, że głupota i brak rozsądku to domena młodych, nieopierzonych. Tym razem jednak „popis” dał 71-letni kierowca, który na autostradzie A2 wybrał zły wjazd, ale nie przejął się tym zbytnio… 

 

Starszy mężczyzna zamierzał jechać w kierunku Poznania. Pomylił jednak wjazdy i znalazł się na pasie autostrady prowadzącym do granicy z Niemcami. Niezrażony tą pomyłką wcisnął hamulec, zaczął zawracać i… ruszył tym samym pasem, ale pod prąd!

 

Warto dodać, że manewr zawracania na autostradzie, co samo w sobie jest horrendalnie głupie, wykonywał nieomal przed maską tira, który jechał za nim. Na szczęście inni kierowcy wyhamowali i od razu wezwali policję.

 

Zatrzymany staruszek tłumaczył, że na jazdę do kolejnego węzła, na którym mógłby bezpiecznie zmienić kierunek jazdy „szkoda mu było czasu” i nie chciał „nadrabiać kilometrów”. Genialne wytłumaczenie.

 

Zastanawiamy się, gdzie tak śpieszył się szanowny 71-latek? Biorąc pod uwagę wiek i zachowanie to chyba tylko i wyłącznie do grobu! Policjanci, którzy usłyszeli takie tłumaczenia, nie mieli żadnych skrupułów. Zamiast dać mandat, skierowali sprawę bezpośrednio do sądu.

 

Żeby 71-letni pirat drogowy nie wpadł na pomysł dalszego jeżdżenia autem, mundurowi zatrzymali mu prawo jazdy. I mamy nadzieję, że decyzją sądu już go nie odzyska!

 

wp.pl



sąd, wyrok

Sądowy ABSURD: Sąd uznał go za zmarłego, mimo że był na sali rozpraw. Uzasadnienie woła o pomstę do nieba!  

Od początku tekstu pragniemy Was uspokoić  – tym razem nie chodzi o nasz wspaniały wymiar sprawiedliwości, a o rumuński. Mimo to, historia jest tak absurdalna i komiczna, że warto się z nią zapoznać do końca. Sąd jak widać wszędzie potrafi wydawać durne wyroki. 

 

63-letni Constantin Reliu od 1992 roku przebywał w Turcji. Wyjechał tam za pracą, założył małą firmę i nie utrzymywał kontaktu ze swoją żoną. W Rumunii ostatni raz pojawił się w 1999 roku. Od tego czasu, nikt o nim nie słyszał.

 

Żona postarała się więc o uznanie go za zmarłego. Argumentowała to tym, że nie ma z nim kontaktu od kilkunastu lat i że najpewniej zginął w jednym z trzęsień ziemi, które miały miejsce w Turcji. Sąd się do wniosku przychylił w 2003 roku…

 

Pewnego pięknego dnia służby tureckie deportowały go z powodu wygasłego pozwolenia na pobyt. Mężczyzna zamierzał w Rumunii dopełnić formalności i wrócić do Turcji. Jednak już na granicy służby imigracyjne poinformowały go, że przecież nie żyje od 2003 roku.

 

Reliu zwrócił się więc do sądu w Barlad o unieważnienie aktu zgonu. I choć był na sali rozpraw, to sędzia uznał… że i tak nie żyje. A konkretnie – że na apelację w sprawie aktu zgonu jest za późno. I koniec. Kropka.

 

Orzeczenie jest ostateczne i nieodwołalne. Reliu, będąc „martwym” nie może ani podjąć pracy w Rumunii, ani zdobyć dokumentów pozwalających na powrót do Turcji i swojego biznesu. Podejrzewa, że żona zrobiła to specjalnie, aby unieważnić małżeństwo i wyjść ponownie za mąż.

 

Oficjalnie więc nie ma już kogoś takiego jak Constantin Reliu. Może więc Rumun powinien rozważyć karierę gangsterską? Skoro i tak go nie ma, to jak można by go osądzić?

 

wprost.pl 



sąd

Irlandzki sąd nie zgodził się na ekstradycję polskiego przestępcy. Argumenty są SZOKUJĄCE!

To było tylko kwestią czasu, aż sytuację Polski na arenie międzynarodowej zaczną wykorzystywać oskarżeni i podejrzani o różne przestępstwa. Okazuje się, że można to być bardzo dobra linia obrony. Tak zrobił polski przestępca, którego irlandzki sąd nie pozwolił ekstradować do kraju.

 

Artur C. jest podejrzewany o udział w zorganizowanej grupie przestępczej i handel narkotykami. Z tego powodu strona polska wydała wniosek o ekstradycję przebywającego w Irlandii mężczyzny.

 

Obrońcy Artura C. postawili na intrygującą linię obrony. Rozgłosili bowiem wszem i wobec, że trwająca w Polsce reforma sądownictwa może… uniemożliwić sprawiedliwy i bezstronny proces bandyty!

 

Tą argumentację poparła sędzia Wysokiego Trybunału Aileen Donnely i skierowała sprawę do Trybunału Sprawiedliwości UE!

 

Sędzia orzekła, że zmiany legislacyjne w Polsce zaszły tak daleko, że nie ma pewności, czy rządy prawa w naszym kraju nie zostały poważnie naruszone. W związku z tym nie chce ona wydać Polaka w ręce naszego wymiaru sprawiedliwości. O praworządności w Polsce będzie się musiał wypowiedzieć Trybunał Sprawiedliwości, który rozsądzi, czy nasz system prawny zapewni przeprowadzenie procesu na odpowiednim poziomie, czy nie.

 

„Polska wydaje się już nie akceptować, że istnieją wspólne europejskie wartości, które należy szanować. Ostatnie zmiany w Polsce były tak szkodliwe dla rządów prawa, że Trybunał musi stwierdzić, czy naruszono zasady demokracji w Polsce”

– powiedziała sędzia.

 

Obrońcy Polaka przyznają, że jest to bezprecedensowa decyzja w skali całej UE. A skoro była jedna – to można się spodziewać, że wkrótce pojawią się kolejne. Miejmy nadzieję, że stronie polskiej uda się przekonać do swoich racji, bo jak widać na razie większość Starego Kontynentu zupełnie nie rozumie zmian wprowadzanych w sądownictwie.

 

interia.pl foto/ pixabay