pijany, trzeźwość badanie, policja, prawo jazdy, alkomat, policja

Pijany kierowca ROZBIŁ samochód z czterema pasażerami w środku, ale policjanci nie mogli mu zabrać PRAWA JAZDY bo…

19- letni kierujący oplem astrą nie popisał się ani rozumem, ani umiejętnościami. Prowadząc wóz przez Kobiernice niedaleko Bielska-Białej stracił panowanie nad autem, skosił znak, uderzył w barierę energochłonną i dachował. Dodatkowo okazało się, że jest kompletnie pijany. Ale ten opis nie wyczerpuje jego głupoty…

 

Oprócz pijanego kierowcy w aucie podróżowały cztery osoby. Na szczęście nikomu nic poważnego się nie stało – wszscy wyszli z wraku o własnych siłach. Cztery osoby zostały zaopatrzone przez ratowników medycznych, jedna odmówiła pomocy.

 

Policjanci przybyli na miejsce zbadali nastoletniego kierowcę. Okazało się, że ma wydychanym powietrzu ponad 2 promile alkoholu! Jakby tego było mało nie posiadał prawa jazdy – nie zdążył jeszcze zdać egzaminu!

 

Za spowodowanie takiej kolizji pod wpływem alkoholu grozi mu do 2 lat więzienia. Dodatkowo będzie musiał pokryć wszelkie szkody z własnej kieszeni. Mamy też nadzieję, że poza tym zostanie mu zasądzony zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych.

 

Ktoś tak piramidalnie głupi, że bez skończonego kursu i zdobytego prawa jazdy wsiada za kierownicę, a dodatkowo robi to pod wpływem alkoholu nie powinien nawet wsiadać na rower. Szczęście w nieszczęściu, że jego nieodpowiedzialność nie doprowadziła do tragedii i nikogo nie zabił. Laurki nie dostaną też pasażerowie, skoro pozwolili pijanemu prowadzić samochód.  Oby takich ludzi było jak najmniej na polskich drogach.

 

onet.pl

samochód, trzęsówka, pożar, auto, straż, ogień, policja

TAJEMNICZA tragedia na Podkarpaciu: zostawili go na chwilę w aucie, gdy wrócili samochód PŁONĄŁ z ich kolegą w środku! Co wydarzyło się w nocy w środku lasu?

Dziwny dramat rozegrał się nieopodal miejscowości Trzęsówka w województwie podkarpackim. Samochód z 25-letnim mężczyzną spłonął pozostawiony na moment przez jego właścicieli. Sprawę bada już prokuratura, ale na pierwszy rzut oka nic w tej historii do siebie nie pasuje.

 

25-latek wracał wraz z dwoma znajomymi samochodem do domu w Trzęsówce w nocy z piątku na sobotę. Wybrali jedną z bocznych dróg i auto zakopało się w błocie. Jechali samochodem terenowym, ale nie udało im się wydostać auta o własnych siłach.  Dwaj koledzy jadący z ofiarą poszli po pomoc, 25-latek został w wozie. Jego znajomi mieli wrócić z ciągnikiem, który zdołałby wyciągnąć zakopany wóz.

 

Gdy mężczyźni wrócili auto stało w płomieniach, a w środku znajdowały się zwłoki ich kolegi. Nie można było go uratować. To oni wezwali straż i policję. Rodzina zmarłego wyklucza aby ten sam  próbował uruchomić samochód – nie miał bowiem prawa jazdy. Nikt nigdy nie widział go za kierownicą, poza tym po co miałby to robić, skoro wiedział, że znajomi wrócą za chwilę z odpowiednim sprzętem?

 

Jak mogło dojść do takiej tragedii? Czemu mężczyzna nie zdołał opuścić pojazdu? I czy na pewno w tej sprawie wszystko jest takie jak twierdzą świadkowie? Miejmy nadzieję, że policja z prokuraturą wyjaśnią wszelkie wątpliwości.

 

fakt.pl /wp.pl

parking, kradzież, samochód, złodziej, auto

ZŁODZIEJ ROKU: ukradł samochód, a gdy silnik zgasł zadzwonił po POMOC do… właścicielki! Historia, którą wymyślił BAWI DO ŁEZ!

Taki złodziej to prawdziwy ewenement. To co wymyślił i zrobił przekracza wszelkie możliwe kanony głupoty. Zresztą, zachowanie właścicielki samochodu też nie należało do najrozsądniejszych. Poznajcie historię kradzieży pewnego samochodu!

 

Do zdarzenia doszło pod jednym z Walmartów w Minneapolis w stanie Minnesota. Kobieta, która autem wybrała się na zakupy do centrum handlowego zostawiła je na parkingu i ruszyła po sprawunki. W pewnym momencie uznała, że najlepiej byłoby rozgrzać samochód przed drogą do domu. Korzystając z pilota uruchomiła wóz i kontynuowała zakupy.

 

Ten moment wykorzystał 37-letni Edward Leroy Wilson. Przechodząc przez parking zobaczył auto z włączonym silnikiem i… nie mógł się powstrzymać. Wsiadł do samochodu i odjechał w siną dal!

 

Gdy po godzinie zatrzymał się na moment i chciał ponownie ruszyć, oczywiście nie był w stanie tego zrobić bez pilota. W samochodzie znalazł jednak numer właścicielki auta i… postanowił do niej zadzwonić.

 

 

Wilson wcielił się w pracownika warsztatu samochodowego, który nie mógł poradzić sobie z odpaleniem samochodu. Wypytywał kobietę, czy ktoś nie mógłby mu w tym pomóc. Właścicielka auta w międzyczasie odkryła kradzież i skontaktowała się z policją. Telefon od rabusia umożliwił jego zlokalizowanie i odkrycie samochodu.

 

Zatrzymany przez policję mężczyzna przyznał, że od początku wiedział, że wejście do czyjegoś samochodu nie jest najlepszym pomysłem. Teraz będzie musiał odpowiedzieć za kradzież. A my zachodzimy w głowę – na co liczył dzwoniąc do okradzionej kobiety?

 

rmf24pl

samochód, las, zwłoki

Kujawsko-pomorskie: ZWŁOKI dwóch osób w zamkniętym samochodzie! Silnik cały czas pracował – co tam się stało?

Policja bada bardzo niepokojącą sprawę, która wydarzyła się w Samszycach w powiecie radziejowskim. W samochodzie pozostawionym na poboczu drogi odkryto ciała dwójki młodych ludzi – 17 letniej dziewczyny i 21-letniego chłopaka.

 

Auto stało z włączonym silnikiem na poboczu i było zamknięte od wewnątrz. Aby dostać się do ciał policjanci musieli zbić szybę. Zgłoszenie o podejrzanym samochodzie stojącym w lesie pod Samszycami wpłynęło do służb około 7:45.

 

Przybyły na miejsce lekarz stwierdził zgon obu osób znajdujących się w samochodzie. Policjanci odkryli, że auto było zasilane gazem, z butli znajdującej się w bagażniku. Być może chłopak i dziewczyna zatruli się gazem z nieszczelnej instalacji LPG.

 

Dokładne okoliczności zdarzenia i powód śmierci młodych ludzi zbada prokuratura. Ciała zostaną poddane sekcji zwłok, a samochód dokładnym oględzinom. Czy mamy tu do czynienia z fatalnym wypadkiem, czy celowym działaniem? Niezależnie od tego jest to ogromna tragedia.

 

rmf.24.pl

policja, drogówka, samochód, mandat, rozbite auto, drzwi toyota

Przykleiła drzwi TAŚMĄ KLEJĄCĄ i ruszyła w trasę. Tłumaczenia zatrzymanej kobiety rozłożyły na łopatki policjantów drogówki!

Mówi się, że jeśli czegoś nie udało się naprawić, to znak, że użyliśmy za mało szarej taśmy klejącej. Używał jej MacGyver, ma ją zawsze Wojciech Cejrowski i jak widać używają jej również kierowcy. Tym razem jednak 37-letnia kobieta trochę przeholowała… Musieli jej to wytłumaczyć policjanci drogówki. 

 

Policjanci z oświęcimskiej drogówki pełnili służbę na Drodze Krajowej nr 44 Oświęcim – Zator. W pewnym momencie zauważył auto ze zmasakrowanymi drzwiami kierowcy. Funkcjonariusze uznali, że samochód koniecznie trzeba zatrzymać do kontroli i sprawdzić co się stało.

 

Gdy zatrzymali wóz okazało się, że uszkodzone drzwi… trzymają się na szarą taśmę klejącą, a za kierownicą siedzi kobieta! Kierująca usiłowała otworzyć szybę od strony kierowcy, a gdy to się nie udało – wysiadła drzwiami od strony pasażera.

 

Okazało się, że kobieta toyotę z uszkodzonymi drzwiami kupiła kilka dni wcześniej. Tak, tak – musiała to być naprawdę wyjątkowa okazja. Twierdziła też, że nie zdawała sobie sprawy z tego, że tak uszkodzonym wozem nie można się poruszać po drogach. Dodatkowo w toku kontroli wyszło, że samochód ma nieważne badania techniczne – ciekawe czemu?

 

Policjanci zadecydowali o nałożeniu na nieodpowiedzialną kobietę mandatu, a obite autko musiało trafić na lawetę. Nie wiemy dlaczego, ale nie potrafimy oprzeć się wrażeniu, że jakiś Mirek-handlarz wcisnął uszkodzony samochód naiwnej kobiecie, żeby pozbyć się problemu i zaoszczędzić na dalszych kosztach. A może ona sama zrobiła to z premedytacją?

 

interia.pl/ foto: policja

Pechowi strażacy – płonący samochód „uciekł im”, przejechał ulicami miasta i PODPALIŁ DOM! [VIDEO]

W tej historii jest i śmieszno i straszno. Pozornie błaha akcja gaszenia płonącego auta zmieniła się w pościg za kulą ognia na czterech kółkach i spowodowaniem sporego zagrożenia w niewielkim hiszpańskim miasteczku. 

 

55-letnia właścicielka auta zatrzymała samochód na jednym ze wzgórz w mieście Cocentaina w prowincji Alicante w Hiszpanii. Zapaliła jej się jedna z awaryjnych kontrolek na desce rozdzielczej, a po chwili zapaliło się auto… dosłownie.

 

Kobiecie udało opuścić się samochód, a przybyli na miejsce strażacy rozpoczęli akcję gaszenia. Niestety – zaciągnięty przez kobietę hamulec ręczny nagle puścił i… auto potoczyło się w dół ulicy ciągnąc za sobą kłęby dymu!

 

Nikt nie był w stanie zatrzymać tej kuli ognia – wrak roztrzaskał się najpierw o mur jednego budynku, a zaraz potem wpadł w kolejny. Strażacy szybko przemieścili się i z prostej akcji zrobiła się ponad godzinna walka z ogniem, który za wszelką cenę chciał przenieść się z samochodu na dom mieszkalny!

 

 

lasprovincias.es/youtube.com

Kobieta zatrzymała się w POPRZEK autostrady A1 i prawie doprowadziła do TRAGEDII.  Jej tłumaczenia są ABSURDALNE!

O wielu dziwnych zachowaniach na drodze słyszeliśmy,  kilka w naszej karierze za kółkiem także widzieliśmy sami. Ale to co zrobiła 77-letnia kobieta  kierująca toyotą zasługuje na… no właśnie. Sami nie wiemy na co, bo po prostu nie mieści nam się to w głowie!

 

Przez jej głupotę omal nie ucierpiał Bartłomiej Neroj ze swoją rodziną. Jechał swoim volkswagenem  autostradą w kierunku Łodzi. Jak przyznaje, na liczniku miał około 130 km/h, warunki pogodowe były dość słabe, a on wyprzedzał lewym pasem kolumnę tirów.

 

Może jazda z taką prędkością po ciemku i w deszczu jest ryzykowna, ale wciąż mieści się w przepisach. Kto spodziewałby się zresztą, że nagle, w światłach pan Bartłomiej dostrzeże stojący bokiem na jego pasie samochód!

 

„Miałem może dwie sekundy na reakcję” – mówi kierujący. Nie udało mu się wyminąć toyoty, otarł się o nią bokiem swojego auta, stracił jedną z opon i omal nie uderzył w wyprzedzanego tira. Na szczęście udało mu się bezpiecznie zatrzymać wóz.

 

Na miejsce wezwano policję. Na szczęście żaden inny samochód nie uderzył w auto 77-letniej kobiety. Pan Bartłomiej chcąc – nie chcąc wepchnął je w całości na pas zieleni.

 

Okazało się, że staruszka kierująca toyotą… zrobiła to przez głupotę i nieuwagę. Wracając z pracy w aptece zauważyła, że chyba ma jakieś problemy ze światłami. Postanowiła zatrzymać się na pasie zieleni i sprawdzić to świecąc na barierki oddzielające jezdnie. W tym celu ustawiła swój samochód prostopadle do barierek. Jego tył wyjechał na lewy pas autostrady…

 

Kobieta twierdziła, że była przekonana o tym, że stoi w miejscu bezpiecznym. Policjanci odebrali jej prawo jazdy, a sprawa trafiła do sądu. Prawdopodobnie kobieta usłyszy zarzut spowodowania zagrożenia katastrofą w ruchu drogowym.

 

Zarówno pan Bartłomiej, jak i kobieta, mieli mnóstwo szczęścia. Jednak ta sytuacja mogła zakończyć się tragedią i potężnym wypadkiem.  Z udziałem wielu innych aut. Mamy nadzieję, że 77-latka już nigdy nie wsiądzie za kierownicę!

 

 

Nagranie ze zdarzenia możecie obejrzeć na stronie tvn24.pl

 

 

tvn24.pl/ foto: screenshot tvn24.pl 

3300, samochodów, rejestracja w polsce

Mieszkaniec Podkarpacia ZAWSTYDZIŁ największych bogaczy – ma 3300 SAMOCHODÓW i jeszcze na tym zarabia – wszystko dzięki…

Polak potrafi – jakże pasujące w tej sytuacji przysłowie! Gdzie tylko się da – tam Polak zarobi. A gdzie się nie da – tam udowodni, że jednak można. Tak zrobił pewien mieszkaniec Podkarpacia, który oficjalnie jest właścicielem ponad 3 tysięcy samochodów. Ale nie on jeden jest takim „krezusem”. O co chodzi?

 

Sprawa jest bajecznie prosta. Jak nie wiadomo  o co chodzi – to chodzi o pieniądze. Ukraińcy zakochali się w tanich autach z Zachodu. Stan techniczny jest drugorzędny, jeśli cena jest taka, że stać na nią nawet zarabiającego w hrywnach. Jest jednak pewien problem – ukraińskie państwo robi wszystko aby szrot na kołach nie wjeżdżał i nie zaśmiecał krajowych dróg.

 

Na Ukrainie obowiązują zaporowe cła na używane auta sprowadzane z Zachodu. W wypadku najstarszych samochodów mogą one sięgać nawet równowartości 2 tys. dolarów, a więc wielokrotnie więcej niż wartość samego samochodu.

 

I tu z ratunkiem przychodzą Polacy mieszkający na pograniczu. Otóż każdy chętny Ukrainiec może sobie znaleźć po naszej stronie granicy „słupa”, który zarejestruje takie auto jako współwłaściciel. Nie musi nawet mieć nawet połowy własności auta. Wystarczy, że zadeklaruje iż rozporządza 1/10 samochodu i ten już otrzymuje polskie tablice i dowód rejestracyjny!

 

Dzięki temu Ukrainiec omija cło i bez problemu wjeżdża autem na polskich blachach do swojego kraju. Łatwiej mu przejść kontrolę graniczną – gdyż auta na polskich numerach są mniej dokładnie sprawdzane. Same plusy? Otóż nie. Jest też drobny minus. Teoretycznie takie auto może jeździć po Ukrainie maksymalnie 5 dni. Jeśli jednak Ukrainiec planuje „powrót” do Polski innym przejściem granicznym – wtedy czas ten wydłuża się do 10 dni.

 

W praktyce jednak Ukraińcy nic sobie z tego nie robią i w ten sposób samochody z Polski jeżdżą nawet jako taksówki… w Kijowie! W razie kontroli łapówka załatwia wszystko.

 

Wilk syty i owca cała – Ukrainiec ma tanie auto, a Polak, który robi za słupa zarabia od 100 do 300 zł. Za jeden samochód. Dlatego teraz sami możecie sobie policzyć ile na tym procederze zarobił podkarpacki „właściciel” ponad 3 tysięcy samochodów… Na temat uczciwości nie będziemy się nawet wypowiadać.

 

interia.pl

dostawczak, samochód, wypadek, auto,

Polak ZSZOKOWAŁ hiszpańską policję: ROZBITYM dostawczakiem zmierzał z Madrytu do Polski. Jego tłumaczenia ZWALAJĄ Z NÓG!

Gdzie jest granica głupoty i nieodpowiedzialności? Nie mamy pojęcia, ale z pewnością mocno przesunął ją pewien kierowca dostawczego Renaulta na polskich numerach rejestracyjnych. Totalnie rozbitym wozem zamierzał przejechać prawie 3 tysiące kilometrów!

 

Uszkodzone auto zatrzymała policja z Nawarry, regionu znajdującego się tuż przy hiszpańsko-francuskiej granicy. Jak się okazało kierowca miał wypadek w okolicach Madrytu. Uznał, że nie opłaca mu się naprawiać auta na miejscu i postanowił wracać nim do kraju!

 

Samochód miał zupełnie rozbity prawy bok – mocno uszkodzony prawy słupek, wywinięte drzwi, brakowało prawej lampy i błotnika. Przednia szyba była zmasakrowana, ale to nie odstraszyło kierowcy od kontynuowania jazdy.

 

Żeby było jeszcze śmieszniej – udało mu się przejechać w ten sposób 500 kilometrów, jakie dzieli granicę Hiszpanii od stolicy, Madrytu.  Policjanci z Nawarry kategorycznie zabronili mu kontynuowania jazdy i wypisali mandat na 500 euro. Rozbity wóz musi wrócić do kraju na lawecie.

 

 

Nie potrafimy wyjść z podziwu dla samozaparcia kierowcy, z jednej strony, a z drugiej dla jego bezgranicznej głupoty. Kontynuowanie jazdy takim samochodem mogło być bardzo niebezpieczne.  Ciekawe czy naprawdę wierzył, że uda mu się przejechać tak uszkodzonym autem przez trzy państwa i nie wzbudzić sensacji, ani nie trafić na żadne służby? Kierowca musiał być mocno zmotywowany(może przez swojego przełożonego?), albo być hurraoptymistą!

 

40ton.pl/foto: twitter.com