samolot, airbus, świąteczny prezent, rysunek, radar, emirates. drzwi

ŚMIERDZĄCY PROBLEM. Samolot AWARYJNIE LĄDOWAŁ z powodu wiatrów… pasażera! Na pokładzie doszło do ostrej burdy!

W konkursie na najbardziej kuriozalne powody awaryjnych lądowań, to zdarzenie chyba wygrywa. A na pewno znajduje się gdzieś na szczycie listy. Samolot linii Transavia lecący z Amsterdamu do Dubaju musiał awaryjnie lądować w Wiedniu, ponieważ jeden z pasażerów nieustannie zatruwał powietrze w maszynie! To zaś, efektem domina, doprowadziło do kolejnych niebezpiecznych sytuacji…

 

W tej sprawie każda z zaangażowanych stron ma swoje zdanie i twardo przy nim obstaje. Za pokrzywdzonych mają się zarówno starszy mężczyzna z problemami żołądkowymi jak i czwórka pasażerów wyrzuconych z samolotu. Ale zacznijmy od początku.

 

Starszy pasażer podróżujący do Dubaju okazał się problematyczny dla wszystkich w okolicy. Nieustanne gazy, które z siebie wypuszczał obrzydziły pół samolotu. Dwóch młodych mężczyzn pochodzenia marokańskiego zaczęło się z nim kłócić i żądać aby poszedł do toalety. Mężczyzna nie posłuchał.

 

Sprzeczka wkrótce przerodziła się w ostrzejszą wymianę zdań, a wreszcie – ciosów. W tej sytuacji obsługa samolotu i piloci podjęli decyzję o awaryjnym lądowaniu w Wiedniu.

 

Na pokład wkroczyła policja, która wyprosiła z niego dwóch awanturujących się mężczyzn i dwie kobiety. Te twierdzą, że padły ofiarą „rasistowskiego ataku” i nie uczestniczyły w zajściu. Innego zdania jest załoga samolotu, która zeznała, że kobiety były równie agresywne co dwóch młodych mężczyzn. One także miały marokańskie korzenie.

 

Niestety, nie wiemy co stało się ze starszym panem, który stał się zaczątkiem całego sporu. Wygląda na to, że doleciał do miejsca docelowego, nadal „umilając” współpasażerom podróż.  Linia lotnicza nie ma nic do zarzucenia załodze i pilotom, co więcej rozważa obciążenie kosztami awaryjnego lądowania czwórkę prowodyrów. Na razie dostali zakaz wstępu do maszyn tej firmy.

 

o2.pl

sławomir peszko, peszko,

PESZKO ZNÓW PIJANY? „Nie przeszkadzaj mi jak k***a polewam!” – telefoniczna rozmowa z dziennikarzami wywołała BURZĘ!

Sławomir Peszko, człowiek legenda. Każdy kibic Reprezentacji Polski pamięta jego alkoholowe ekscesy. Z jednej strony wylała się na niego fala krytyki, został odsunięty od gry w kadrze, a z drugiej zaskarbił sobie sporo sympatii fanów, stając się obiektem milionów memów, śmiesznych grafik, powiedzeń, a nawet filmów! Okazuje się, że „Peszkin” dalej jest w „formie”… 

 

Dziennikarze pracujący w radiu Weszlo.fm zadzwonili do piłkarza po pierwszej w nocy. Było to kilka godzin po meczu Lechii Gdańsk, która zremisowała z Wisłą Kraków 1:1. Peszko strzelił bramkę dla Lechii, więc nie dziwota, że miał powody do świętowania…

 

Fragment rozmowy udostępniony w Internecie każe sądzić, że piłkarz był już mocno pijany. Nie zrozumiał z kim rozmawia – był przekonany, że dzwonią do niego dziennikarzy pracujący dla reprezentacyjnego kanału „Łączy nas piłka”. Peszko nie przebierał w słowach, przeklinał i z ledwością się wysławiał.

 

W pewnym momencie wypalił: „Nie przerywaj mi jak polewam, k***a”.

 

 

Jednak oberwało się też dziennikarzom prowadzącym rozmowę. Wielu internautów zarzuca im żenujące zachowanie i krytykuje wydzwanianie w środku nocy do kogokolwiek. Gromy ciskane są na nich także za słowa, że Kamil Glik, inny polski reprezentant już jest pijany razem z żoną. W pewnym momencie zaczęli też podszywać się pod dziennikarzy „Łączy nas piłka”, widząc, że do Peszki nie dotarło z kim faktycznie rozmawia. Glik szybko zdementował te rewelacje – choć w nie najlepszym stylu…

 

 

Dziś rano Sebastian Mila zapewnił, że Peszko pojawił się na treningu i to własnym samochodem. Jeśli wczoraj, a właściwie dzisiaj, faktycznie pił, to jest to ogromna nieodpowiedzialność. A może cała ta afera jest tak naprawdę nadmuchaną dziennikarską prowokacją? Ciężko osądzić, ale nagranie udostępnione w Internecie jest dość jednoznaczne…

 

uniwersytet, aula, sala wykładowa

„Pieczenie prosiaka” – SKANDALICZNA seksualna gra na jednym z renomowanych uniwersytetów! Ofiarą padło wiele kobiet!

Zapewne zawsze gdy oglądaliście amerykańskie komedie o tamtejszych studentach w stylu „American Pie” zastanawialiście się na ile prawdziwe są realia przedstawione na ekranie. Okazuje się, że rzeczywistość może być nawet bardziej chora i obrzydliwa niż filmowa fikcja!

 

Jedna z ośmiu najlepszych uczelni w Stanach Zjednoczonych przeżywa prawdziwe trzęsienie ziemi. Afera, która wybuchła na Uniwersytecie Cornella na nowo rozbudziła dyskusję o sensowności istnienia bractw studenckich w obecnej formie.

 

Okazuje się, że członkowie bractwa Zeta Beta Tau mieli bardzo brzydką zabawę nazywaną „pieczenie prosiaka”. Polegała ona na odbywaniu stosunków z niczego nieświadomymi otyłymi studentkami. Adepci bractwa zdobywali punkty za każdym razem, gdy uprawiali seks z dziewczyną z nadwagą. Jeśli występował remis na tablicy wyników – weryfikowano wagę kobiet i wygrywał ten, który przespał się z cięższą.

 

Władze uniwersytetu już rok temu miały informacje o bulwersującej zabawie. Wewnętrzne śledztwo potwierdziło te oskarżenia. Bractwo zostało skazane na karę w zawieszeniu – przez 2 lata będzie podlegać ścisłej kontroli władz. Członkowie muszą brać udział w zajęciach o przemocy seksualnej, a ich lista ma zostać ponowne zweryfikowana. Prowodyrzy zostaną usunięci.

 

Afera z pewnością zachwieje renomą Uniwersytetu Cornella. Jest to prywatna uczelnia, która grupuje jednych z najzdolniejszych kandydatów z całych Stanów. Wśród jej absolwentów jest m.in. kilkunastu laureatów Nagrody Nobla. Jednak ja widać – nie brakuje wśród nich także skończonych idiotów.

 

o2.pl

WSZĘDZIE NAZIZM! Ekipa narciarzy na zimowe igrzyska olimpijskie ma… „nazistowskie swetry”!

Ubrania dla narodowych reprezentacji, przygotowywane na wielkie sportowe imprezy zazwyczaj nawiązują do ważnej symboliki, kultury lub historii danego państwa. Swego czasu nasi piłkarze mieli husarskie skrzydła na koszulkach. Okazuje się, że i z tym niektórzy mogą mieć problem i widzieć nazizm tam gdzie go nie ma!

 

Z czym kojarzą się Wam Norwegowie? Nam z fiordami i wikingami. Fiord jednak trudno odwzorować na ubraniach, a co do wikingów, to raczej niestosowne drukować na ciuchach dla fair-play sportowców nordyckie topory czy stereotypowe hełmy z rogami. Jednak za tym skojarzeniem i tak poszli projektanci ubiorów dla narodowej reprezentacji.

 

Na swetrach dla narciarzy norweskiej ekipy umieścili jedną z wikińskich run, czyli symboli, które były pismem wojowników z północy. Konkretnie jest to runa Tyr, symbolizująca m.in. boga wojny, walki, honoru i sprawiedliwości o tym samym imieniu.

 

Problem w tym, że tej samej runy na sztandarach i grafikach używają skrajnie prawicowe i nazistowskie organizacje w tym kraju! Np. Nordycki Ruch Oporu, jawnie propagujący narodowy-socjalizm.

 

Jednak w skali kraju są to ruchy marginalne. Mimo to projektantka swetrów chciała je wycofać. Nie zgodził się na to producent i spora cześć społeczeństwa. W jego zdrowszej części panuje przekonanie, że nie można symboli ważnych dla całego narodu oddawać w ręce skrajnych grup.

 

Producent ubrań argumentuje, że skrajna norweska prawica i naziści maszerują też pod norweskimi flagami i nikt nie wpadł na pomysł aby przestać ich używać. Federacja narciarska wpadła więc na kompromisowy pomysł – sami sportowcy zadecydują o tym, czy założyć swetry z runą Tyr, czy nie. Z tego co wiemy na tydzień przed początkiem igrzysk – żaden nie chce go założyć.

 

o2.pl

MARTWE ZWIERZĘTA dosłownie wysypywały się z przyczepy! Skandaliczny przejazd przez Piotrków Trybunalski wywołał BURZĘ!

Fotografię na facebookowej grupie „Piotrków Trybunalski – mieszkańcy” zamieścił jeden z internautów i mieszkańców miasta. Widać na niej martwe zwierzęta przewożone małą przyczepą, wystawione na widok publiczny. Od razu wzbudziła bardzo duże kontrowersje. Na tyle, że sprawa rozniosła się po mediach.

 

„Dzisiaj, godz, 15:55, Pl. Litewski i Wierzejska. Przyczepka załadowana martwymi sarnami. Wrażenie, chyba sami się domyślacie” – napisał autor zdjęcia, pan Stanisław, 16 stycznia pod fotografią. Mieszkańcy raczej negatywnie odnosili się do zdjęcia i sposobu transportu zwierząt. Na zdjęciu widać stos martwych saren, z zesztywniałymi kończynami, które bez żadnego zabezpieczenia przewożone są małą przyczepką. Ich trupy niemalże wysypują się z przyczepy.

 

Nie ulega wątpliwości, że były one ofiarami polowania. Zastrzeżenia budził zaś fakt, że nie zostały przykryte plandeką i wszystko musieli obserwować przechodnie, w tym dzieci. Zresztą, taki sposób przewozu martwych zwierząt budzi też niesmak wśród części myśliwych, którzy doskonale zdają sobie sprawę z tego jak postrzega ich dziś społeczeństwo. Taki incydent z pewnością nie wpłynie korzystnie na opinię o nich.

 

Sprawą zainteresowała się też Fundacja Viva! Akcja dla zwierząt. Przedstawiciele fundacji rozważają złożenie doniesienia do prokuratury. Uważają, że taki „triumfalny” przejazd przez miasto jest wyrazem propagowania okrucieństwa wobec zwierząt.

 

Na razie Polski Związek Łowiecki nie odniósł się do całej sprawy. Nie wiadomo też, kto w taki sposób przewoził martwe sarny. Jeśli sprawa znajdzie się w prokuraturze to z pewnością dowiemy się więcej o tym zdarzeniu. Niewątpliwie taki sposób w jaki potraktowano zwierzęta zabite w polowaniu jest co najmniej niefortunny i jest kolejnym wydarzeniem, które zostanie wykorzystanie przeciwko myśliwym.

 

onet.pl

lekarz

„Nie obsługujemy pacjentów z PiS” – SKANDALICZNA kartka w gabinecie lekarskim! „NFZ może mnie pocałować w…” – straszy LEKARZ

Nienawiść w naszym kraju wciąż rośnie. Walkę z obecną władzą toczy część sędziów, lekarzy i celebrytów. O ile do tej pory spór, choć ostry, nie wychodził poza pewne granice, ten lekarz wyraźnie je przekroczył. Jak zamierza identyfikować pacjentów „z PiS” – nie wiadomo. I skąd niby miałby mieć sprzęt WOŚP w prywatnym gabinecie – też nie.

 

Skandaliczna w swym brzmieniu informacja została wywieszona na gabinecie lekarskim Wojciecha Wieczorka, lekarza rodzinnego w NZOZ Panaceum w Rumii:

 

„W tym gabinecie nie obsługujemy pacjentów z PiS, ponieważ wyposażenie zostało zakupione z dotacji funduszy WOŚP”

Zdjęciem kartki pochwalił się sam na jednej z grup facebookowych, które gromadzą przeciwników władzy. Pod zdjęciem przeważały, o zgrozo, komentarze aprobujące takie działania, ale pojawiły się też głosy sprzeciwu. Na jeden z nich lekarz Wieczorek odpisał, że to jego gabinet prywatny i „NFZ razem z PiS mogą mi pocałować w…”.

 

Zdjęcie już zniknęło z profilu lekarza, ale jako że ten jest w większości publiczny, to możemy go dokładnie przejrzeć. Mówiąc bardzo delikatnie – pan Wieczorek jest zagorzałym przeciwnikiem obecnej władzy.

 

Jaki efekt chciał osiągnąć lekarz wywieszając taką kartkę? Zapewne chodziło wyłącznie o wbicie szpilki w przeciwników politycznych. Nie chcemy bowiem wierzyć w to, że w naszym kraju są lekarze, którzy naprawdę byliby skłonni tak rażąco łamać etykę lekarską.

 

Zapewne sprawa na tym się nie zakończy i pan doktor będzie musiał wytłumaczyć się ze swojego „happeningu”. Miejmy nadzieję, że było to chwilowe zaćmienie umysłu, bo jeśli to celowe działanie, to znaczy, że zdecydowanie minął się z powołaniem!

 

niezalezna.pl/twitter.com/facebook.com

H&M

H&M oskarżono o RASIZM! Jedno zdjęcie czarnoskórego chłopca wywołało BURZĘ! Założyli na niego bluzę z napisem „Najfajniejsza…”

Sieć już przeprosiła i usunęła kontrowersyjne zdjęcie. No właśnie – kontrowersyjne naprawdę, czy może to znak naszych polit-poprawnych czasów, że ludzie dopatrują się wszędzie oznak dyskryminacji i rasizmu? Tym razem oberwało się marce H&M.

 

Sieć odzieżowa wywołała prawdziwą burzę w Internecie po tym, gdy w ofercie amerykańskiego i brytyjskiego internetowego sklepu firmy pojawiła się nowa seria bluz. Jedna z nich, kosztująca 8 funtów, zawierała napis „najfajniejsza małpa w dżungli” (Coolest Money In the jungle). Traf chciał, że modelem do tej bluzy został… czarnoskóry chłopiec.

 

Na sieć wylała się prawdziwa fala hejtu, oskarżeń o rasizm, dyskryminację i Bóg wie co jeszcze. Zdjęcie z oferty sklepu już zniknęło, ale skandal wcale nie cichnie. Użytkownicy Twittera i innych portali społecznościowych wciąż gromią markę w swoich komentarzach.

 

Czy faktycznie ktoś umieścił takie zdjęcie celowo? To dość dziwne, że nikt w całym procesie produkcji zdjęć reklamowych nie wpadł na to, że może ono zostać odebrane negatywnie. Z drugiej strony – czy nagłaśnianie takich sytuacji i szukanie w nich oznak rasizmu nie prowadzi tylko i wyłącznie do umacniania krzywdzących stereotypów?

 

o2.pl

skandal w szkole podstawowej, porno opowiadanie

SKANDAL w Warszawie! Uczniowie 4 klasy zamiast baśni dostali do czytania opowiadanie PORNO! Jak mogło do tego dojść?!

Szkolna biblioteka nie popisała się. Wydrukowana w niej wersja „Pięknej i Bestii” z oryginałem miała wspólny tylko tytuł. Zamiast baśni uczniowie mogli zapoznać się z pikantnymi opisami lubieżnego seksu w wykonaniu Belli!

 

Do koszmarnej i komicznej zarazem pomyłki doszło w Szkole Podstawowej nr 231 na warszawskiej Białołęce. Uczniowie 4 klasy otrzymali od polonistki wydrukowane przez szkolną bibliotekę egzemplarze baśni „Piękna i Bestia”. Mieli je przeczytać przez święta.

 

Na szczęście polskie dzieciaki lektur nie lubią i zanim którekolwiek natrafiło na wyuzdane opisy, rodzice spostrzegli pomyłkę i zaczęli informować się nawzajem. Okazuje się, że opowiadanie ściągnięto z Internetu i nikt nawet nie zwrócił uwagi na jego treść!

 

Polonistka nakazała oddanie wydruków do szkoły. Rodzice narzekają, że nikt ich nawet nie przeprosił, a szkoła robi wszystko by nie nagłaśniać sprawy. Portal se.pl informuje także, że za nagłośnieni sprawy skrytykował rodziców… ksiądz proboszcz lokalnej parafii! Twierdzi, że wszczynanie takiej nagonki na szkołę przed świętami jest niewłaściwe.

 

Cóż, wygląda na to, że faktycznie nie stało się nic dramatycznego, bo rodzice wykazali się większym refleksem niż dzieci, oraz – niestety – pracownicy szkoły. Zapewne gdyby dyrekcja zareagowała nieco inaczej i spotkała się z rodzicami, sprawa miałaby nieco inny finał. Winni pomyłki powinni przeprosić, a rodzice zrozumieć nieporozumienie – to wszystko to tylko kwestia odpowiedniej komunikacji. A przy okazji nauczka, że w Internecie pod pozornie niewinnymi hasłami można znaleźć bardzo nieodpowiednie treści…

se.pl

SKANDAL w Białymstoku: Podziękowała ONR-owi za 100kg słodyczy dla dzieci, musiała podać się do DYMISJI! Ohydne działania Urzędu Miasta!

Okazuje się, że w walce ideologicznej i politycznej nawet dzieci mogą być ofiarami. Władze Białegostoku pokazały się z pięknej strony!

 

W ramach akcji „Słodka Krew” członkowie Obozu Narodowo-Radykalnego zebrali 100kg słodyczy. Pochodziły one głównie od krwiodawców, którzy postanowili przekazać dzieciom czekolady otrzymywane w zamian za oddanie krwi.

 

Łakocie trafiły do Ośrodka Wychowawczo-Opiekuńczego nr 2 w Białymstoku, który podlega Urzędowi Miasta. Dzieci, które nie mają rodziców miały mieć nieco osłodzone święta.

 

ONR swoją akcją pochwalił się w Internecie prezentując podziękowania podpisane przez wicedyrektor ośrodka, panią Grażynę Zimnoch. To nie spodobało się prezydentowi miasta, Tadeuszowi Truskolaskiemu, związanemu z PO, który od dawna walczy z tą organizacją.

 

Wkrótce po przekazaniu słodyczy miał się odbyć jubileusz 70-lecia placówki. Nie pojawił się na nim nikt ze strony władz miasta. I jak informuje rzecznika ratusza miało to związek właśnie z podziękowaniami dla ONR.

 

Ale to nie koniec – fakt, że „faszystowskie” czekolady trafiły do dzieci tak rozwścieczył Truskolaskiego, że zażądał od władz ośrodka wyjaśnień. Sprawę nagłośniła też lokalna Gazeta Wyborcza. Skończyło się na tym, że wicedyrektor, która podpisała podziękowania złożyła dymisję.

 

„To jest taka taktyka tej organizacji, aby swoje brunatne oblicze pudrować akcjami charytatywnymi. Pan prezydent oczekiwał zdecydowanych kroków w tej sprawie i zakończyła się ona w ten sposób, że pani wicedyrektor złożyła rezygnację z zajmowanego stanowiska.”

– powiedziała rzeczniczka miasta.

 

Sprawa jest bulwersująca, bo zakładnikami w walce politycznej stały się dzieci i to wystarczająco już pokrzywdzone przez los. Władzom Białegostoku przypominamy, że ONR wciąż jest legalnie działającą organizacją i zamiast tego typu popisówek mogliście przekazać 200kg słodyczy do ośrodka. Ale tu chyba wcale nie chodzi o dobro dzieci.

 

Otwarte pozostaje też pytanie ile słodyczy przekazała węsząca wszędzie faszyzm Gazeta Wyborcza?

 

Wygląda na to, że najlepiej by było gdyby dyrekcja ośrodka nie przyjęła daru dla dzieci, aby zadowolić władze miasta. I znowu wraca pytanie – ważniejsze jest dobro dzieci, które mogły otrzymać trochę słodyczy, czy dobre samopoczucie włodarzy  – chyba można tak napisać – nienawidzących ONR-u? Wicedyrektor wybrała dobro dzieci nie patrząc na to, kto udziela pomocy i jakie mogą być reakcje „góry”. I ostatecznie sama stała się ofiarą w tym konflikcie.

onet.pl/facebook.com/lemingopedia