policja, zwłoki, zabrze, spacerowicz

Zawiercie: dwoje emerytów ZNIKNĘŁO trzy dni temu. Finał poszukiwań okazał się TRAGICZNY

Od soboty funkcjonariusze różnych służb prowadzili szeroko zakrojone poszukiwania małżeństwa emerytów, którzy wyszli z domu i od tego czasu rodzina nie miała z nimi kontaktu. Niestety, zakończyły się one dramatycznie.

 

Oboje mieszkali w miejscowości Karlino i to tam rozpoczęto poszukiwania. Uczestniczyła w nich policja, straż pożarna i grupa ratowników GOPR z Podlesic. Zaangażowano helikopter policyjny, drony i psa tropiącego.

 

Jednak pierwszą z osób odnaleźli nie poszukujący, a robotnicy budujący obwodnicę Zawiercia. Kobieta znajdowała się w niewielkim strumieniu i już nie żyła. Wkrótce policjanci dotarli do jej męża, który skrajnie wyczerpany leżał niedaleko w bardzo gęstym lesie. Wszystko wskazuje na to, że ostatnie trzy dni spędził w tamtym miejscu.

 

Mężczyznę przetransportowano do szpitala. Być może gdy dojdzie do siebie, uda się ustalić co dokładnie wydarzyło się w ciągu ostatnich kilku dni.

 

wp.pl



szukali go na dnie jeziora

Przez 3 dni szukali go na dnie jeziora. Finał akcji TOTALNIE ZASKOCZYŁ wszystkich!

Ta historia nadaje się na film – piszemy to z całą odpowiedzialnością i pewnością. Tymczasem wydarzyła się naprawdę i co ważniejsze – w Polsce! Gdy nad brzegiem Jeziora Olecko Wielkie na Mazurach odnaleziono ubranie i buty należące do 54-letniego mężczyzny, spodziewano się najgorszego. Strażacy rozpoczęli poszukiwania topielca.

 

Strażaccy płetwonurkowie przeczesywali dno jeziora, podczas gdy policja prowadziła poszukiwania w innych kierunkach – zawsze istniał cień szansy, że mężczyzna wcale nie utonął. I co najlepsze – to ten trop okazał się prawdziwy!

 

Po trzech dniach poszukiwań strażacy nie znaleźli ani śladu zwłok w jeziorze. Tymczasem do policji dotarła informacja, że poszukiwany człowiek znajduje się w… Niemczech! Nie został tam jednak porwany, ani sam nie zamierzał fingować swojej śmierci.

 

54-latek był prawdopodobnie na bardzo dużym życiowym zakręcie. Nieopodal jeziora Olecko Wielkie w akcie desperacji zatrzymał samochód pewnego ełczanina. Poprosił go, aby ten pomógł mu wyprostować życiowe ścieżki. I co ciekawe – nieznajomy zgodził się!

 

Poszukiwany mężczyzna zatrzymał przejeżdżającego przez Olecko ełczanina z prośbą o pomoc w „doprowadzeniu jego życia do porządku”. Nieznajomy nieoczekiwanie wyciągnął do niego pomocną dłoń i postanowił zabrać go ze sobą do Niemiec

 

– napisała policja w komunikacie

 

A ponieważ 54-letni mężczyzna miał bardzo brudną odzież, nieznajomy podarował mu ubrania, które miał przy sobie, a starą garderobę pozostawili nad brzegiem jeziora.

 

Obecnie mężczyzna przebywa w Niemczech, gdzie podjął pracę i prawdopodobnie dochodzi do siebie. Skontaktował się z krewnymi, których poinformował, że nic mu nie jest i zamierza na razie pozostać za zachodnią granicą.

 

Jak widać tym razem skończyło się dobrze. Trzymamy kciuki, żeby ta niesamowita historia była faktycznie początkiem dużej przemiany dla opisywanego przez nas mężczyzny!

 

 

o2.pl/pixabay

 

 



wypadek, samochód, zwłoki, straż, woda, rzeka, warta,

Z Warty wyłowiono samochód, w środku były ZWŁOKI! Jak doszło do tragedii?

Tragiczne w skutkach zdarzenie miało miejsce w miejscowości Zawada w powiecie częstochowskim. W niedzielę ktoś poinformował służby, że w korycie rzeki widzi zarys samochodu. Służby przybyłe na miejsce rozpoczęły akcję.

 

Po godzinie udało się wydobyć samochód na powierzchnię. W środku znaleziono zwłoki dwóch mężczyzn w wieku około 25 lat. Jednak nie ma pewności, czy w aucie nie było więcej osób. Dlatego na miejsce zadysponowano zespół płetwonurków z Bytomia. Mają oni przeczesać dno rzeki i sprawdzić, czy ofiar nie jest więcej.

 

Na razie nie wiadomo jak doszło do wypadku. Policja bada okoliczności, a wiele na ten temat może powiedzieć sekcja zwłok, która zostanie przeprowadzona na odnalezionych ofiarach.

 

 

wp.pl/ facebook.com/ pomoc drogowa wal-car ratownictwo drogowe



wjechała do supermarketu, wypadek, straż, policja

Opolskie: wjechała AUTEM do supermarketu, omal nie doprowadzając do tragedii! Mimo to uniknęła kary – dlaczego?

Wydawać by się mogło, że mylenie gazu z hamulcem to domena blondynek zza Oceanu. A jednak nie – oto mamy swój, polski przykład braku kompetencji do prowadzenia samochodu. Kobieta prawie wjechała do supermarketu swoim autem, ale mimo to policja nie dopatrzyła się podstaw do nałożenia mandatu.

 

Komiczne, a zarazem bardzo groźne zdarzenie miał miejsce na parkingu supermarketu Dino w Leśnicy w województwie opolskim. Starsza kobieta – niestety nie znamy jej wieku – kierująca Toyotą RAV 4 chciała zaparkować na miejscu dla niepełnosprawnych. Jednak zamiast zatrzymać auto na stanowisku, z impetem wjechała w drzwi wejściowe rozbijając je na kawałki!

 

Na miejsce przybyli strażacy z miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej i policjanci drogówki. Wszystko wskazuje na to, że kobieta po prostu pomyliła gaz z hamulcem. Miała przy tym potężne szczęście. Choć wypadek miał miejsce o godzinie 13:00, to łut szczęścia sprawił, że nikt ani nie wchodził, ani nie wychodził z supermarketu gdy drzwi staranował samochód!

 

 

Policjanci drogówki uznali, że do zdarzenia doszło poza drogą publiczną, a więc nie ma podstaw do nałożenia mandatu. Innymi słowy – póki co kobietę nie spotkały żadne konsekwencje! Zapewne będzie musiała pokryć koszty szkód wyrządzonych przez siebie, ale czy to aby nie za mało?

 

W naszej opinii ktoś mylący gaz z hamulcem nie powinien nigdy więcej wsiadać za kółko.

 

o2.pl/nto/foto: facebook/osp leśnica



bytomiu, zwłoki, bytom, szombierki

MAKABRA w Bytomiu: zwłoki czterech osób w mieszkaniu. Nikt nie zauważył jak UMIERAJĄ!

Wygląda na to, że mrozy i sroga zima jaka zapanowała w naszym kraju w tym wypadku także przyczyniła się do tego, że śmierć zebrała krwawe żniwo. Straż pożarna znalazła w jednym z mieszkań w Bytomiu zwłoki czterech osób. Jednak najbardziej dziwi, że przez kilka godzin nikt nie zauważył, że w mieszkaniu wybuchł pożar!

 

Służby zostały wezwane przez mieszkańców sąsiedniego budynku około godziny 11 przed południem. Zaniepokojeni mieszkańcy poprosili aby sprawdzić poziom tlenku węgla w mieszaniu w sąsiednim budynku na ulicy Adolfa Piątka. Było to jedyne zamieszkane mieszkanie w zaniedbanym budynku.

 

Przybyli na miejsce ratownicy stwierdzili, że w godzinach nocnych lub porannych w jednym z pomieszczeń musiał wybuchnąć pożar. Po wejściu służb do mieszkania wciąż tliły się meble.

 

W środku znaleziono także cztery ciała – trzech mężczyzn i kobiety. Wszystko wskazuje na to, że pożar wybuchł z powodu zaprószenia ognia przez jedną z osób. Następnie wszyscy ponieśli śmierć w wyniku zatrucia tlenkiem węgla.

 

Jest to tym bardziej prawdopodobne, że w mieszkaniu nie było sprawnej instalacji elektrycznej, ani pieca. Odpadają więc dwa najbardziej prawdopodobne źródła ognia. Być może pożar wybuchł od papierosa?

 

Dlaczego mieszkańcy nie uciekli, jaki był ich stan w momencie pożaru, oraz co dokładnie do niego doprowadziło, wyjaśnią specjaliści. Jak widać nawet potencjalnie niewielki pożar – strażacy mówią, że nadpaliły się tylko dwa fotele – może mieć tragiczne konsekwencje.

 

wp.pl



samochód, trzęsówka, pożar, auto, straż, ogień, policja

TAJEMNICZA tragedia na Podkarpaciu: zostawili go na chwilę w aucie, gdy wrócili samochód PŁONĄŁ z ich kolegą w środku! Co wydarzyło się w nocy w środku lasu?

Dziwny dramat rozegrał się nieopodal miejscowości Trzęsówka w województwie podkarpackim. Samochód z 25-letnim mężczyzną spłonął pozostawiony na moment przez jego właścicieli. Sprawę bada już prokuratura, ale na pierwszy rzut oka nic w tej historii do siebie nie pasuje.

 

25-latek wracał wraz z dwoma znajomymi samochodem do domu w Trzęsówce w nocy z piątku na sobotę. Wybrali jedną z bocznych dróg i auto zakopało się w błocie. Jechali samochodem terenowym, ale nie udało im się wydostać auta o własnych siłach.  Dwaj koledzy jadący z ofiarą poszli po pomoc, 25-latek został w wozie. Jego znajomi mieli wrócić z ciągnikiem, który zdołałby wyciągnąć zakopany wóz.

 

Gdy mężczyźni wrócili auto stało w płomieniach, a w środku znajdowały się zwłoki ich kolegi. Nie można było go uratować. To oni wezwali straż i policję. Rodzina zmarłego wyklucza aby ten sam  próbował uruchomić samochód – nie miał bowiem prawa jazdy. Nikt nigdy nie widział go za kierownicą, poza tym po co miałby to robić, skoro wiedział, że znajomi wrócą za chwilę z odpowiednim sprzętem?

 

Jak mogło dojść do takiej tragedii? Czemu mężczyzna nie zdołał opuścić pojazdu? I czy na pewno w tej sprawie wszystko jest takie jak twierdzą świadkowie? Miejmy nadzieję, że policja z prokuraturą wyjaśnią wszelkie wątpliwości.

 

fakt.pl /wp.pl



pożar, straż pożarna, ogień

Używasz takich kosmetyków? W wypadku pożaru NIE MASZ SZANS! Straż ostrzega: LUDZIE PŁONĄ JAK POCHODNIE!

Setki tysięcy, a może miliony? Ile osób jest bezpośrednio zagrożonych próżno szacować. Brytyjscy strażacy nie mają jednak żadnych wątpliwości, że problem jest znacznie poważniejszy niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Używanie tych kosmetyków może mieć tragiczne skutki.

 

Ryzyko wiąże się z kremami do ciała zawierającymi parafinę. Kosmetyków zawierających tą substancję jest cała masa. Jej wysokie stężenie może, zdaniem strażaków, powodować śmiertelne ryzyko w wypadku pożaru.

 

Pościel czy ubrania nasączone parafiną mogą łatwiej zająć się ogniem. Sprawę podchwyciła stacja BBC, która nagłośniła ostrzeżenia strażaków i rozpoczęła debatę nad zmianami w przepisach dotyczących stosowania parafiny w kosmetykach.

 

Oficjalne statystyki z ostatnich lat mówią o 45 osobach, które zginęły w pożarach właśnie z powodu łatwopalnych właściwości parafiny. Jednak strażacy uważają, że to dopiero wierzchołek góry lodowej i rzeczywistość jest znacznie mroczniejsza.

 

„Setki tysięcy ludzi używają takich kremów. Brakuje dokładnych danych, ale liczbę zgonów wywołanych pożarami, gdzie akceleratorem ognia była parafina z kremu wtłoczona w materiał liczyć należy w setkach”

– mówi Chris Bell, szef straży pożarnej w Zachodnim Yorkshire.

 

Strażacy podkreślają, że ich zastępy zazwyczaj nie mają dostępu do specjalistów, którzy byliby w stanie określić na miejscu czy pożar rozprzestrzenił się łatwo dzięki udziałowi parafiny. Brytyjskie instytucje zajmujące się kosmetykami i lekami rozważają wprowadzenie stosownych ostrzeżeń na środkach zawierających tą substancję.

 

o2.pl



Pechowi strażacy – płonący samochód „uciekł im”, przejechał ulicami miasta i PODPALIŁ DOM! [VIDEO]

W tej historii jest i śmieszno i straszno. Pozornie błaha akcja gaszenia płonącego auta zmieniła się w pościg za kulą ognia na czterech kółkach i spowodowaniem sporego zagrożenia w niewielkim hiszpańskim miasteczku. 

 

55-letnia właścicielka auta zatrzymała samochód na jednym ze wzgórz w mieście Cocentaina w prowincji Alicante w Hiszpanii. Zapaliła jej się jedna z awaryjnych kontrolek na desce rozdzielczej, a po chwili zapaliło się auto… dosłownie.

 

Kobiecie udało opuścić się samochód, a przybyli na miejsce strażacy rozpoczęli akcję gaszenia. Niestety – zaciągnięty przez kobietę hamulec ręczny nagle puścił i… auto potoczyło się w dół ulicy ciągnąc za sobą kłęby dymu!

 

Nikt nie był w stanie zatrzymać tej kuli ognia – wrak roztrzaskał się najpierw o mur jednego budynku, a zaraz potem wpadł w kolejny. Strażacy szybko przemieścili się i z prostej akcji zrobiła się ponad godzinna walka z ogniem, który za wszelką cenę chciał przenieść się z samochodu na dom mieszkalny!

 

 

lasprovincias.es/youtube.com



Warszawiacy na FERIACH: posłuchał GPS i wybrał najkrótszą trasę. Skończyło się FATALNIE!  

Pamiętajcie, technologiczne nowinki nie zawsze służą nam tak samo dobrze. Przekonał się o tym mieszkaniec Warszawy, który w ferie odwiedzał Kazimierz Dolny. Przemieszczając się swoim autem postanowił wybrać na GPS trasę „najkrótszą”. Skończyło się fatalnie!

 

Mężczyzna z rodziną postanowili przedostać się z Kazimierza Dolnego do nieodległej Bochotnicy. GPS zaproponował mu trasę biegnącą przez leśny wąwóz. A ten był w całości skuty lodem i zapewne ciężko byłoby poruszać się nim pieszo, a co dopiero autem!

 

Mimo to kierowca był nieustępliwy – twardo jechał przed siebie ufając w nawigację. W pewnym momencie, na podjeździe auto wpadło w poślizg i zaczęło staczać się na dół. Na zalodzonej drodze hamulce nie działały. W pewnym momencie bok auta uderzył o skarpę i samochód dachował.

 

„Auto wpadło w poślizg i sunąc w dół obijało się o skarpy. W pewnym momencie, w wyniku silnego uderzenia o skarpę samochód przewrócił się na dach”

– relacjonuje policja.

 

Na szczęście wypadek nie był aż tak groźny jak wyglądał – wszyscy pasażerowie i kierowca wyszli z auta o własnych siłach. Po badaniach w szpitalu zostali wypisani. Kierowca tłumaczył się, że nie zna tej okolicy i nie wiedział jak wygląda droga, którą proponuje mu GPS. Tym bardziej nie rozumiemy dlaczego mimo to jechał dalej widząc, że jego samochód – i najwyraźniej on sam za kółkiem – sobie nie radzą? Trzeba było wycofać się od razu, gdy tylko asfalt zastąpił lód. Dobrze, że skończyło się tylko na kilku siniakach!

 

o2.pl/policja