ciała na evereście

Dramat na EVEREŚCIE. Piękna pogoda okazała się zgubna, nie żyje dwóch himalaistów

Ostatnie dni pod najwyższym szczytem świata były bardzo łaskawe jeśli chodzi o pogodę. W ciągu miesiąca na Evereście stanęło aż 340 wspinaczy, a w najładniejsze dni pod szczytem tworzyły się kolejki jak na naszym Giewoncie. Jednak góra pokazała, że wciąż potrafi być groźna. W ostatnich dniach z życiem pożegnało się dwóch himalaistów.

 

Wspinacze, którzy na zawsze zostali na zboczach Mount Everest to 35-letni Japończyk i 63-letni Macedończyk. Japończyk, Nobukazu Kuriki, zmarł w obozie II, zaś Gieorgij Petov z Macedonii został znaleziony w wyższych partiach góry. Obaj byli doświadczonymi wspinaczami. Nie poradzili sobie jednak na Evereście.

 

Kuriki kilkukrotnie próbował swoich sił na ośmiotysięcznikach. Ostatni raz najwyższą górę świata zaatakował w 2012 roku. Próba ta skończyła się dla niego poważnymi odmrożeniami i utratą kilku palców. Mimo to nie zrezygnował ze swoich marzeń.

 

Powyżej 7 tysięcy metrów rozpościera się tzw. strefa śmierci. Powietrze jest rozrzedzone, ciśnienie trzy razy niższe niż na poziomie morza. Organizm się nie regeneruje, a każda zbędna minuta na tej wysokości przybliża nas do zgonu. Każdy wspinacz o tym wie, a jednak wielu śrubuje swoją wytrzymałość ponad granice. Dla niektórych kończy się to tragicznie. Tylko na zboczach najwyższej góry świata może spoczywać nawet dwieście ciał! [ZOBACZ WIĘCEJ]

 

W najbliższych dniach prognozowane jest załamanie pogody na Mount Everest. Tym samym wszyscy ci, którzy nie zdążyli spełnić marzenia o stanięciu na „Dachu Świata” powinni zrezygnować z próby, lub poczekać. W przeciwnym razie mogą dołączyć do dwóch setek pechowców, którzy zalegają wokół szczytu.

 

o2.pl



dramat na porodówce

DRAMAT na porodówce: lekarka WYRWAŁA dziecku główkę! „Nigdy jej tego nie wybaczę”

10 maja przed brytyjskim trybunałem medycznym stanęła lekarka Vaishnay Laxman, oskarżona o to, że z powodu jej horrendalnego błędu doszło do makabrycznej śmierci noworodka. Na porodówce działy się dantejskie sceny. Sprawa jeży włosy na głowie!

 

Dramat rozegrał się w 2014 roku w szkockim Dundee. 30-letnia kobieta będąca w 9 miesiącu ciąży trafiła do szpitala dwa tygodnie przed planowanym terminem rozwiązania. Doszło u niej do pewnych komplikacji. Odeszły jej wody płodowe, a dziecko było ułożone w złej pozycji – nóżkami do dołu.

 

Dodatkowo pacjentka posiadała bardzo małe rozwarcie – około 2-3 centymetrów, zamiast wymaganych 10. Wydaje się więc, że spełniała wszelkie warunki, aby poród odbył się poprzez cesarskie cięcie. Jednak doktor Laxman zadecydowała inaczej.

 

Pacjentka rozpoczęła poród siłami natury. Dziecko oczywiście zakleszczyło się w miednicy. Wtedy doktor Laxman próbowała wyciągnąć je na siłę, co skończyło się rozerwaniem szyjki i kręgosłupa. Główka maleństwa została w łonie matki. Dopiero wówczas lekarze przeprowadzili cesarkę, aby wyjąć głowę. Całą historię opisał dziennik „Independent”.

 

Po cesarce główkę dołożono do ciałka, aby niedoszła matka mogła pożegnać się ze swoim wyczekiwanym dzieckiem. Na rozprawie kobieta pojawiła się z pluszowymi maskotkami i powiedziała, że nigdy nie wybaczy lekarce jej błędów. Trybunał przed wydaniem werdyktu zamierza przesłuchać jeszcze kilka osób.

 

Nie potrafimy sobie wyobrazić skali dramatu, do jakiego doprowadziła ta lekarka. Wygląda jednak na to, że nie tylko nasza służba zdrowia boryka się z dużymi problemami.

 

 

fakt.pl/foto: pixabay



zwłoki, narwi, rzeka, łomża, narwią

MAKABRA nad Narwią: z rzeki wyłowiono ZWŁOKI dwóch osób! Policja już je zidentyfikowała – ofiary to…

W środę nad Narwią doszło do smutnego zdarzenia – wyłowiono zwłoki dwóch mężczyzn. Jak podała policja są to poszukiwani od soboty mężczyźni – jeden z nich skoczył z mostu Hubala w Łomży, zaś drugi, spędzający czas na plaży miejskiej, rzucił mu się na ratunek.

 

Mężczyzn poszukiwali łomżyńscy policjanci, strażacy pożarni, grupa ratownictwa wodnego, a nawet samolot Straży Granicznej. Niestety poszukiwania tuż po zdarzeniu nie przyniosły spodziewanych rezultatów.

 

W środę unoszące się na wodzie ciała zauważył wędkarz, który spędzał czas nad Narwią i wezwał służby. Jak podał przedstawiciel prokuratury w Łomży, Karolina Szulkowska, rodziny potwierdziły tożsamość odnalezionych ciał. Aktualnie trwają czynności mające ustalić przebieg i okoliczności zdarzenia.

 

Wszystko wskazuje na to, że 28-letni mężczyzna, który wskoczył do wody na ratunek drugiej osobie zginął niosąc pomoc. Jeśli podejrzenia te znajdą potwierdzenie, to mamy do czynienia z wielkim aktem bohaterstwa. Szkoda tylko, że zakończył się on tak tragicznie.

 

o2.pl/ pixabay



kolegę, dzieci, ciało, matka, mężczyzna, policja, zbrodni, finał poszukiwań studenta

KOSZMAR w Zamościu: matka ZGWAŁCIŁA i próbowała zamordować swoją 12-letnią córkę! Powody mogą być WSTRZĄSAJĄCE!

Makabra rozgrywająca się w jednym z mieszkań w Zamościu została przerwana dzięki zgłoszeniu sąsiadów, którzy wezwali policję. Na miejscu mundurowi znaleźli zakrwawioną 12-letnią dziewczynkę. Sprawcą jej ogromnych cierpień jest własna matka. Potraktowała córkę po bestialsku. 

 

Kobieta najpierw zgwałciła swoją córkę, a następnie próbowała zabić ją nożem. Zadała jej kilka ciosów. Dziecko przeszło już długą operację w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Lublinie i jest utrzymywana w śpiączce farmakologicznej.

 

35-letnia kobieta nie trafiła jednak do aresztu, a na obserwację psychiatryczną. Wszystko wskazuje na to, że może być niepoczytalna. Biegli orzekli jednak, że mogą być z nią przeprowadzone czynności procesowe, w związku z czym przewieziono ją do prokuratury.

 

Prokurator postawił kobiecie dwa zarzuty. Jeden dotyczy zmuszenia do obcowania płciowego nieletniej, a drugi usiłowania zabójstwa.

 

„Kobieta nie przyznała się do tych czynów. Złożyła wyjaśnienia, których treści nie ujawniamy” – powiedział prokurator Bartosz Wójcik, rzecznik prokuratury okręgowej w Zamościu.

 

Dziewczynka mieszkała tylko z matką. Jej tata w tym czasie pracował za granicą. Przyjechał dopiero po tragicznych wydarzeniach, które rozegrały się 11 marca. Sprawa jednak dopiero wczoraj ujrzała światło dzienne.

 

W oczekiwaniu na proces wyrodna matka spędzi trzy miesiące na oddziale psychiatrii sądowej w Krakowie. Co spowodowało tak bestialskie zachowanie wobec własnego dziecka? Czy nikt w otoczeniu nie interesował się losem tej rodziny i nie mógł zrobić czegoś zanim doszło do tragedii? To zapewne wyjaśni postępowanie.

 

o2.pl/dziennik wschodni



zamarzł, mężczyzna, Tczewie

Tragedia w Tczewie: mężczyzna zamarzł we własnym MIESZKANIU! Żadne służby nie zainteresowały się jego losem

Tragiczne zdarzenie miał miejsce w Tczewie w kamienicy przy ulicy Wyszyńskiego. 59-letni pan Józef mieszkał w pomieszczeniach bez żadnego ogrzewania. Ostatnie mrozy były tak dotkliwe, że w jego mieszkaniu temperatura spadła poniżej zera. Mimo sygnałów sąsiadów, żadne służby nie przybyły na miejsce.

 

Pan Józef chorował na serce i miał problemy z płucami. Nadużywał też alkoholu, przez co nie miał kontaktu z żoną i dziećmi. Mimo to sąsiedzi pamiętają go jako dobrego i nie przeszkadzającego nikomu człowieka.

 

W niedzielę wieczorem jedna z sąsiadek zadzwoniła na policję. Zaniepokoił ją brak pana Józefa na codziennym spacerze. Nie otwierał też drzwi mieszkania. Mimo, że kobieta mówiła policjantowi dyżurnemu, że mężczyzna nie ma ogrzewania w domu, ten nie przyjął zgłoszenia. Następnego dnia znaleziono go martwego. Zmarzł.

 

Siostra pana Józefa i sąsiedzi są zdruzgotani. Przecież tyle się mówi o tym, aby zgłaszać służbom każdą osobę, która w mrozy może być zagrożona. W mieszkaniu pana Józefa było -5 stopni Celsjusza, ze zlewu zwisały sople, a na podłodze było jedno wielkie lodowisko – w takich warunkach fakt posiadania dachu nad głową nie dawał żadnego zabezpieczenia!

 

Od początku wielkiej fali mrozów zmarło w Polsce 36 osób. Wszystko wskazuje na to, że niskie temperatury pozostaną z nami jeszcze przez kilka dni. Jeśli będziecie mieli styczność z osobami potrzebującymi w taką pogodę pomocy – nie wahajcie się wykonać telefonu do odpowiednich służb. Może Was nie zlekceważą.

 

fakt.pl



aucie, garaż, policja, zaginięcie, samochód, auto

MAKABRYCZNY FINAŁ seksu w aucie: policja znalazła zwłoki kochanków. Powód śmierci jest WSTRZĄSAJĄCY!

Głupota, brak rozwagi, a może pech? W tej sytuacji chyba wszystkie czynniki splotły się dając tragiczny rezultat. Policja poszukująca dwóch osób dokonała szokującego odkrycia. Choć wydawało się, że sprawy nie są powiązane, ostatecznie obie znaleziono w tym samym czasie i miejscu – w aucie stojącym w jednym z garaży.

 

Na komisariat w mieście Bottrop w Niemczech wpłynęły dwa niezależne zgłoszenia o zaginięciu. Jedno dotyczyło 44-letniej kobiety, a drugie 39-letniego mężczyzny. Tymczasem funkcjonariusze natknęli się na zwłoki obu tych osób w jednym miejscu. Był nim garaż należący do jednej z nich.

 

Obie osoby nie żyły od kilku godzin. Gdy policjanci otworzyli drzwi garażu był niesamowicie zadymiony. Przez kilka minut nie było nawet widać, co znajduje się w środku.

 

Gdy przeszukanie pomieszczenia stało się możliwe, odkryto wstrząsającą prawdę. Para kochanków spędzając upojne chwile w aucie najprawdopodobniej zechciała się ogrzać. W tym celu włączyli silnik auta i ogrzewanie powietrza. Niestety, w zamkniętym garażu spaliny nie mogły znaleźć drogi ujścia.

 

Stężenie trujących gazów stawało się coraz większe, aż doprowadziło do śmierci obu osób zamkniętych w samochodzie. Co gorsza, przez kilka godzin nikt nie zauważył dymu wydobywającego się przez szpary w drzwiach garażowych i nie zawiadomił służb.

 

„Prokuratura zarządziła przeprowadzenie sekcji zwłok, by całkowicie wykluczyć inne przyczyny śmierci. Wszystko jednak wskazuje na to, że był to nieszczęśliwy wypadek”

– poinformowała lokalna policja.

 

Pechowa para znacznie lepiej wyszłaby na samodzielnych próbach „rozgrzania się”, bez pomocy samochodowego systemu. Warto pamiętać o tym, jak bardzo niebezpieczne mogą być spaliny z auta – jeśli kiedykolwiek Wasz wóz pracował w zamkniętym garażu , mogło to być niebezpieczne także dla Was!

 

o2.pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne/ pixabay



samochód, trzęsówka, pożar, auto, straż, ogień, policja

TAJEMNICZA tragedia na Podkarpaciu: zostawili go na chwilę w aucie, gdy wrócili samochód PŁONĄŁ z ich kolegą w środku! Co wydarzyło się w nocy w środku lasu?

Dziwny dramat rozegrał się nieopodal miejscowości Trzęsówka w województwie podkarpackim. Samochód z 25-letnim mężczyzną spłonął pozostawiony na moment przez jego właścicieli. Sprawę bada już prokuratura, ale na pierwszy rzut oka nic w tej historii do siebie nie pasuje.

 

25-latek wracał wraz z dwoma znajomymi samochodem do domu w Trzęsówce w nocy z piątku na sobotę. Wybrali jedną z bocznych dróg i auto zakopało się w błocie. Jechali samochodem terenowym, ale nie udało im się wydostać auta o własnych siłach.  Dwaj koledzy jadący z ofiarą poszli po pomoc, 25-latek został w wozie. Jego znajomi mieli wrócić z ciągnikiem, który zdołałby wyciągnąć zakopany wóz.

 

Gdy mężczyźni wrócili auto stało w płomieniach, a w środku znajdowały się zwłoki ich kolegi. Nie można było go uratować. To oni wezwali straż i policję. Rodzina zmarłego wyklucza aby ten sam  próbował uruchomić samochód – nie miał bowiem prawa jazdy. Nikt nigdy nie widział go za kierownicą, poza tym po co miałby to robić, skoro wiedział, że znajomi wrócą za chwilę z odpowiednim sprzętem?

 

Jak mogło dojść do takiej tragedii? Czemu mężczyzna nie zdołał opuścić pojazdu? I czy na pewno w tej sprawie wszystko jest takie jak twierdzą świadkowie? Miejmy nadzieję, że policja z prokuraturą wyjaśnią wszelkie wątpliwości.

 

fakt.pl /wp.pl



an-148, katastrofa, moskwa, samolot

„Piloci walczyli do samego końca” – podano wstępne przyczyny KATASTROFY rosyjskiego samolotu pod Moskwą!

Maszyna An-148 Saratowskich Linii Lotniczych runęła wczoraj tuż po starcie z lotniska Domodiedowo pod Moskwą. Na jej pokładzie było 71 osób, wszystkie zginęły. Od samego początku pojawiały się relacje świadków o eksplozjach i ogniu wydobywającym się z samolotu. Po oględzinach eksperci znają już wstępną przyczynę tragedii.

 

Wszystko wskazuje na to, że za katastrofę odpowiada awaria jednego z dwóch silników maszyny. Miał się on zapalić, a następnie eksplodować. Świadkowie widzieli jak maszyna gwałtownie opada i wznosi się – tak jakby piloci walczyli o utrzymanie samolotu w powietrzu.

 

Wszystko wskazuje na to, że usiłowali dokonać awaryjnego lądowania. Niestety, An-148 rozbił się tuż po eksplozji płonącego silnika. Miejsce katastrofy przeszukuje kilkuset strażaków i policjantów. Monitoruje je też dziesięć specjalistycznych dronów. Służby ogłosiły, że akcja poszukiwawczo-ratownicza przechodzi w fazę poszukiwawczą. Oznacza to, że wszystkich pasażerów i członków załogi uznano za zmarłych.

 

 

W obwodzie orenburskim, skąd pochodzi większość ofiar ogłoszono żałobę. Kondolencje spływają też od przywódców wielu państw. Na dokładne przyczyny wypadku będziemy musieli jeszcze trochę poczekać. To już druga katastrofa samolotu An-148. Jest to ukraińska konstrukcja, która zadebiutowała zaledwie 9 lat temu. Wyprodukowano jedynie 24 egzemplarze.

 

interia.pl



PŁONĘLI ŻYWCEM NA AUTOSTRADZIE. Tragiczny pożar autobusu, prawie wszyscy pasażerowie zginęli! [FOTO & VIDEO]

Dramatyczne wieści płyną do nas z Kazachstanu. Na tamtejszej autostradzie prowadzącej z Samary do Szymkentu zapalił się autobus marki Ikarus. W środku podróżowało 57 obywateli sąsiedniego Uzbekistanu. Autobus zmierzał do Rosji. Pożar był wyjątkowo tragiczny w skutkach.

 

Jak na razie nie wiadomo, co spowodowało pożar pojazdu. Musiał być jednak bardzo gwałtowny, ponieważ z płomieni uratowało się zaledwie pięć osób! 52 zginęły na miejscu.

 

 

Pomocy początkowo udzielali kierowcy innych aut podróżujących drogą. Okoliczności wypadku zapewne zostaną teraz dokładnie zbadane. Nic nie wskazuje na to aby autobus miał wcześniej wypadek, czy kolizję. Tym bardziej wstrząsająca wydaje się liczba ofiar.

 

 

Pasażerowie byli najpewniej najemnymi robotnikami, jakich wielu zmierza z Uzbekistanu na budowy na terenie całej Rosji. Pracownicy z byłych republik radzieckich tego regionu są bardzo często wykorzystywani jako tania siła robocza.