an-148, katastrofa, moskwa, samolot

„Piloci walczyli do samego końca” – podano wstępne przyczyny KATASTROFY rosyjskiego samolotu pod Moskwą!

Maszyna An-148 Saratowskich Linii Lotniczych runęła wczoraj tuż po starcie z lotniska Domodiedowo pod Moskwą. Na jej pokładzie było 71 osób, wszystkie zginęły. Od samego początku pojawiały się relacje świadków o eksplozjach i ogniu wydobywającym się z samolotu. Po oględzinach eksperci znają już wstępną przyczynę tragedii.

 

Wszystko wskazuje na to, że za katastrofę odpowiada awaria jednego z dwóch silników maszyny. Miał się on zapalić, a następnie eksplodować. Świadkowie widzieli jak maszyna gwałtownie opada i wznosi się – tak jakby piloci walczyli o utrzymanie samolotu w powietrzu.

 

Wszystko wskazuje na to, że usiłowali dokonać awaryjnego lądowania. Niestety, An-148 rozbił się tuż po eksplozji płonącego silnika. Miejsce katastrofy przeszukuje kilkuset strażaków i policjantów. Monitoruje je też dziesięć specjalistycznych dronów. Służby ogłosiły, że akcja poszukiwawczo-ratownicza przechodzi w fazę poszukiwawczą. Oznacza to, że wszystkich pasażerów i członków załogi uznano za zmarłych.

 

 

W obwodzie orenburskim, skąd pochodzi większość ofiar ogłoszono żałobę. Kondolencje spływają też od przywódców wielu państw. Na dokładne przyczyny wypadku będziemy musieli jeszcze trochę poczekać. To już druga katastrofa samolotu An-148. Jest to ukraińska konstrukcja, która zadebiutowała zaledwie 9 lat temu. Wyprodukowano jedynie 24 egzemplarze.

 

interia.pl

wiele wraków na dnie bałtyku

NIEBYWAŁE! Odkryto wielkie CMENTARZYSKO wraków na dnie Bałtyku! Jakie skarby skrywają odnalezione okręty?

To prawdziwy strzał w dziesiątkę i sensacja. Rutynowe badania archeologiczne dna Morza Bałtyckiego u wybrzeży Szwecji zakończyły się niesamowitym znaleziskiem. W jednym miejscu odkryto kilka świetnie zachowanych wraków okrętów z różnych okresów historycznych!

 

Jak na razie nurkowe spenetrowali dwa z nich, ale są pewni, że na dnie wypatrzyli szczątki co najmniej kilku innych jednostek. Już pierwszy wrak zapewnił przyśpieszone bicie serca odkrywcom – okazało się, że pochodzi z XIV wieku! To około 20-metrowa koga, okręt kupiecki jaki w średniowieczu wykorzystywany był na masową skalę.

 

„Mój puls podskoczył, gdy zorientowałem się, na co patrzę. Nigdy wcześniej nie widziałem tak dobrze zachowanych wraków”

– powiedział jeden z nurków Jim Hansson.

 

Odkrycie tak dobrze zachowanej kogi sprzed niemal 700 lat to wyjątkowa sytuacja. Wrak w dużej mierze leżał pod mułem, co świetnie zakonserwowało drewno. Do naszych czasów zazwyczaj wytrzymywały szczątki wraków z najwyżej XVII-XVIII wieku.

 

Drugi ze spenetrowanych wraków pochodzi najpewniej z XVI wieku. Na jego pokładzie znajdował się spory transport dziegciu i żelaza. Odkryto także zapas różnych narzędzi.

 

Podwodne badania miały związek z otwarciem Muzeum Morskiego w Sztokholmie. Jednak nikt nie spodziewał się, że jest jeszcze możliwość odkrycia tak bogatego cmentarzyska. Pierwszy wrak zlokalizowano przed świętami Bożego Narodzenia, ale aż do teraz fakt ten był utrzymywany w tajemnicy.

 

Bałtyk sprzyja tego typu znaleziskom. Stosunkowo niska temperatura wody i poziom zasolenia pozwalają na lepsze zachowanie drewna. Odkryte na dnie eksponaty na pewno będą stanowiły cenny kąsek dla nowopowstałego muzeum, a zarazem pozwolą lepiej poznać życie kupców i marynarzy sprzed wieków. A kto wie – może któryś z wraków zawiera jakiś bezcenny skarb?

 

o2.pl

siedem zwłok w łodzi-widmo

 Służby natrafiły na ŁÓDŹ-WIDMO pełną zwłok! Kim były osoby, które zginęły na morzu?

Mrożącego krew w żyłach znaleziska dokonali policjanci z miasta Kanazawa w Japonii. We wraku drewnianej łodzi ujawnili siedem zwłok. Nie jest to pierwsze tego typu znalezisko u wybrzeży Kraju Kwitnącej Wiśni. Wszystko wskazuje na to, że i tym razem scenariusz tragedii był bardzo podobny do poprzednich tego typu zdarzeń. 

 

Służby natrafiły na wywrócony wrak łodzi bardzo blisko japońskiego wybrzeża.  Przedmioty znalezione przy zwłokach wskazują, że najprawdopodobniej ludzie ci pochodzili z Korei Północnej. Znaleziono m.in. obrazki z przywódcami tego państwa, oraz paczkę północnokoreańskich papierosów.

 

Policja bada dwie najbardziej prawdopodobne hipotezy. Mogli to być uciekinierzy lub rybacy. Północnokoreańscy rybacy wypuszczają się coraz dalej od brzegów swojego kraju, aby sprostać planom połowowym ustalanym odgórnie przez władze. Często nie dysponują odpowiednim sprzętem do dalekich rejsów, co kończy się dla nich tragicznie – tylko w ubiegłym roku japońskie służby natrafiły na pozostałości aż 104 jednostek!

 

Jeśli byli to uciekinierzy, to być może próbowali na lichej łódeczce dopłynąć z Korei Północnej do Chin, Korei Południowej lub Japonii – w wypadku braku sprzętu nawigacyjnego wypłynięcie na szerokie wody musiało zakończyć się tragicznie.

 

Tylko w 2017 roku zidentyfikowano 35 zwłok wyłowionych z morza jako pochodzące z Korei Północnej. Ten czarny bilans może być jednak jeszcze większy, bo wiele szczątków pozostaje niezidentyfikowanych. Jaki konkretnie był los tych siedmiu rozbitków zapewne nigdy się nie dowiemy. Nie ulega jednak wątpliwości, że nie są oni ostatnimi, których w tym rejonie świata wyłowią służby.

Będą wycieczki na WRAK TITANICA! Jeśli chcesz zejść 4 kilometry pod wodę musisz zapłacić GÓRĘ PIENIĘDZY!

Już za pięć miesięcy ruszy pierwsza od 12 lat wycieczka podwodna do wraku najsłynniejszego okrętu w historii – Titanica, który w 1912 roku zatonął po zderzeniu z górą lodową na Oceanie Atlantyckim. Żeby udać się w tą podróż trzeba przygotować górę pieniędzy!

 

W maju firma Blue Marble Private rozpocznie swój 8-dniowy rejs połączony ze zwiedzaniem wraku Titanica. Jest to oferta bardzo ekskluzywna – statek zabierze na pokład zaledwie 9 osób. Do nich dołączy grupa uczonych, techników i pilotów. W najbliższym czasie będzie to też jedyna taka okazja, bo kolejne wycieczki zaplanowano dopiero na 2019 rok!

 

Wrak znajduje się 600 km na południowy zachód od wybrzeży Nowej Funlandii, dlatego wyprawa wyruszy z Kanady. Po kilku dniach szczęśliwcy zejdą prawie 4 tysiące metrów pod wodę, aby obejrzeć pozostałości statku. Do tego celu posłuży im specjalnie skonstruowany batyskaf. Podwodni turyści obejrzą najsłynniejsze fragmenty wraku, m.in. mostek kapitański.

 

Skoro jest tak ekskluzywnie i elitarnie, to i cena musi być odpowiednia. Wycieczka na dno Atlantyku kosztuje bagatela 85 690 funtów, czyli ponad 420 tysięcy złotych! Co ciekawe, eksperci twierdzą, że po uwzględnieniu inflacji, cena ta odpowiada cenie biletu pierwszej klasy na jedyny rejs Titanica, który w 1912 roku kosztował 4350 ówczesnych dolarów amerykańskich.

 

Rękawicę rzuconą przez Blue Marble Private podejmują firmy amerykańskie, które przed laty wiodły prym w wycieczkach na Titanica. Na 2019 rok przygotują swoją ofertę. Wygląda więc na to, że bogacze otrzymują właśnie kolejną sposobność na zaspokojenie ambicji. Można już po odpowiedniej opłacie wejść z pomocą Szerpów na Mount Everest, czemu by więc nie zejść na dno oceanu do najsłynniejszego wraku w historii ludzkości?

SENSACJA! Australijczycy odnaleźli ZAGINIONY OKRĘT PODWODNY! Jedna z największych morskich tajemnic rozwikłana?  [VIDEO]

Ten przykład  pokazuje, że nigdy nie można tracić nadziei. Tajemnica okrętu podwodnego AE1 czekała na rozwikłanie ponad 100 lat.

 

14 września 1914 roku dowództwo australijskiej marynarki wojennej utraciło kontakt z okrętem podwodnym AE1. 800-tonowa jednostka z 35 członkami załogi została wysłana w kierunku Nowej Gwinei by wzięła udział w odbiciu wyspy z rąk wojsk niemieckich, które okupowały ją. W służbie była od zaledwie 7 miesięcy.

 

Wykluczono, że okręt mógł paść ofiarą działań zbrojnych – Niemcy nie mieli w tym rejonie żadnej jednostki zdolnej do zatopienia AE1. Był to pierwszy okręt podwodny utracony przez siły Ententy w I Wojnie Światowej i pierwsza strata w historii Royal Australian Navy. Przez 103 lata nikt nie wiedział gdzie znajduje się wrak, ani co tak naprawdę wydarzyło się na jego pokładzie.

 

„To jedno z najważniejszych odkryć morskiej historii Australii”

– powiedziała minister obrony Australii Marise Payne.

 

Wrak jest w bardzo dobrej kondycji, znajduje się najprawdopodobniej w jednym kawałku, co dodatkowo każe sądzić, że nie uległ zatopieniu przez nieprzyjaciela. Zlokalizowano go niedaleko miasta Rabaul na wyspie Nowa Brytania należącej do Papui Nowej Gwinei. Australijskie władze usiłują teraz skontaktować się z potomkami 35 marynarzy, którzy zginęli na pokładzie okrętu.

 

Przykład ten pokazuje, że niezależnie od upływu czasu zawsze istnieje cień szansy na odnalezienie wraków zaginionych okrętów i ustalenie ich losu. To cenna nauka biorąc pod uwagę niedawne zatonięcie okrętu ARA San Juan argentyńskiej marynarki wojennej. Miejmy tylko nadzieję, że na wyjaśnienie tej historii nie będzie trzeba czekać aż tak długo.

wiele wraków na dnie bałtyku

Archeolodzy natrafili na ślad WIELKIEGO SKARBU! Pod wodą nawet 80 MILIONÓW DOLARÓW!

Wyobraźnię uczonych i poszukiwaczy rozpala wizja zaginionego hiszpańskiego galeonu wyładowanego kosztownościami.

 

Zespół podwodnych archeologów uważa, że odnalazł kulę armatnią z hiszpańskiego galeonu San Francisco, który zatonął w 1609 roku w czasie swojego rejsu z Filipin do Meksyku. Naukowcy twierdzą, że okręt przewoził drogocenne towary i wyroby, które dziś mogą być warte miliony dolarów.

 

Lokalizacja wraku jest owiana tajemnicą, ale wydobyta z dna kula armatnia to prawdopodobnie pierwszy artefakt ze statku, który pomoże określić jego położenie. Odkrycia dokonano w wodach morskich nieopodal miejscowości Iwawada w japońskiej prefekturze Chiba. Zespołem archeologów kieruje dr Jun Kimura z Tokai University.

 

Podejrzaną kulę armatnią wypatrzył na dnie, 40 metrów pod powierzchnią wody, Ian McCann, badacz z University of New England.

 

„Byliśmy w ciemnych, mętnych wodach. Ian właśnie zobaczył nietypowy kształt na piaszczystym dnie – wziął go, ale potem musieliśmy wrócić na powierzchnię, bo już praktycznie nie mieliśmy tlenu w butlach”

 

– opowiedział Kimura.

 

Uczeni są „prawie pewni”, że kula pochodzi z hiszpańskiego galeonu. Jest taka sama jak inne tego typu znaleziska z hiszpańskich okrętów. Analiza chemiczna ostatecznie ma potwierdzić lub zaprzeczyć tej tezie.

 

San Francisco to jedyny hiszpański galeon w tej części świata, który nie został odnaleziony i splądrowany przez poszukiwaczy skarbów. Według dzisiejszych walut w jego ładowniach mógł znajdować się towar wart nawet 80 milionów dolarów!

 

Nurkowie natrafili także na kawał drewna, który może mieć związek z katastrofą. Dalsze poszukiwania, sponsorowane przez japoński rząd, przewidziano na początek 2018 roku.

 

Galeon zatonął 30 września 1609 roku w czasie sztormu. Roztrzaskał się o skały w pobliżu japońskiego wybrzeża. Wielu jego pasażerów przeżyło i zostało uratowanych przez okolicznych mieszkańców. Po pewnym czasie rozbitkowie wyruszyli do Meksyku na nowym okręcie, wybudowanym w japońskiej stoczni. Wraz z nimi popłynęli także przedstawiciele tego państwa, co było pierwszą podróżą Japończyków przez Pacyfik. Z tego powodu wrak ma nie tylko wartość ekonomiczną, ale również historyczną – gdyż jest bardzo ważnym elementem historii Filipin, Japonii, Meksyku i Hiszpanii.

 

BBC.com

Po godzinie nowiutkie Ferrari za ponad MILION ZŁOTYCH było w opłakanym stanie. Kierowca maszyny nie nacieszył się długo

Kierowca z Wielkiej Brytanii kupił nowe Ferrari. Nie ma na świecie osoby, której nie ucieszyłby taki zakup. Jego szczęście jednak nie trwało długo. Do feralnego zdarzenia doszło nieopodal brytyjskiego Barnsley, w hrabstwie South Yorkshire.

 

Kierowca stracił całkowite panowanie nad kierownicą. Ferrari wypadło z drogi, po czym zatrzymało się w szczerym polu i zaczęło płonąć. Na szczęście kierowca szybko ewakuował się z pojazdu i nic mu się nie stało. Kiedy policjanci dotarli na miejsce wypadku nie wiedzieli jakiej marki samochód płonął.

 

Kierowca poinformował ich, że jest to nowe Ferrari odebrane godzinę wcześniej. W przeliczeniu na naszą walutę właściciel zapłacił za nie ponad 1,2 mln złotych (£260,000). Teraz jednak nie ma wielkiego powodu do radości.

 

 

kd, źródło: rmf24, twitter