Nanga Parbat, Tomasz Mackiewicz

To może być PRZEŁOM w sprawie Tomasza Mackiewicza. Karkołomny plan grupy wspinaczy pozwoli nam poznać PRAWDĘ?

Profil Facebook Pakistan Mountain News podał dziś do wiadomości, że grupa wspinaczy z tego kraju planuje wybrać się na Nanga Parbat w poszukiwaniu ciała Tomasza Mackiewicza. Jeśli akcja dojdzie do skutku, być może w ciągu kilku miesięcy nasza wiedza o tragedii na tym ośmiotysięczniku poszerzy się.

 

Niestety profil od razu zastrzega, że informacja ta nie jest potwierdzona. Rzekomo ma chodzić o lokalnych wspinaczy, pod wodzą Hasana Jaana, który w 2014 roku zdobył K2. W tej wiadomości może być jednak ziarno prawdy. Po pierwsze wiemy, że ojciec Mackiewicza nie składa broni i jest bardzo zmotywowany, aby potwierdzić los swojego syna.

 

Po drugie Tomasz Mackiewicz jest osobną znaną lokalnej społeczności, bardzo przez nią cenioną i szanowaną. Polak wielokrotnie pomagał lokalnym mieszkańcom, przywoził im ubrania, zabawki, słodycze i leki. Był bardzo zżyty z mieszkańcami dolin wokół Nanga Parbat i zawsze mógł liczyć na ich pomoc.

 

 

Czy i tym razem ludzie, których serce zdobył polski himalaista odpłacą mu się tą ostatnią posługą? Akcja na wysokości 7400 metrów może być bardzo ryzykowna i nie możemy od nikogo wymagać, aby z narażeniem własnego życia poszukiwał zwłok i próbował je znieść na dół. To ostatnie będzie z pewnością niewykonalne. Być może jednak uda się zlokalizować ciało Tomka, określić jak wyglądały jego ostatnie chwile, a dzięki temu zweryfikować relację Elisabeth Revol.

 

Poza tym, Mackiewicz zasługuje na to, aby jego ciało zostało pochowane i skryte przed wzrokiem innych wspinaczy. Miejmy nadzieję, że informacja ta okaże się prawdą, a Nanga pozwoli ekipie na odnalezienie i godne upamiętnienie Tomka. Na razie jednak ostudźmy emocje – dopóki trwa zima nikt rozsądny nie ruszy w górę. Być może wiosną, gdy pogoda się uspokoi doczekamy się takiej ekspedycji. Jednak i wtedy pogoda, m.in. duże opady śniegu, mogą uniemożliwić odnalezienie Polaka.

 

wp.pl/facebook.com

rafał fronia, k2, tvp, wywiad, rozmowa, himalaizm

K2: ranny himalaista NIE WYTRZYMAŁ. Na pytania dziennikarki TVP miał bardzo KRÓTKĄ I ZWIĘZŁĄ odpowiedź. [VIDEO]

Źle się dzieje w obozie pod K2. Dwóch wspinaczy zaliczyło niebezpieczne wypadki i odniosło obrażenia. Jeden himalaista, Rafał Fronia, czeka na ewakuację. Medialny szum nie pomaga polskim wspinaczom. Ciągłe połączenia telefoniczne z dziennikarzami sprawiają, ze niektórym puszczają nerwy.

 

Na transport śmigłowcem z bazy do szpitala czeka Rafał Fronia, któremu spadający kamień złamał rękę. Niestety, tak samo jak w wypadku akcji na Nanga Parbat, Pakistańczycy zwlekają z uruchomieniem śmigłowca. Chcą mieć na stole gotówkę i żadne polisy ubezpieczeniowe, ani gwarancje ich nie przekonują.

 

Na antenie TVP Info miało miejsce wczoraj połączenie na żywo z bazą pod K2. Krzysztof Wielicki, kierownik wyprawy, opowiadał o sytuacji w obozie i stanie Rafała Froni. Gdy dziennikarka poprosiło o krótką rozmowę z himalaistą, Wielicki się zgodził. Chyba zbyt pochopnie.

 

Rafał Fronia, zmagający się zapewne z potwornym bólem i na mocnych środkach przeciwbólowych nie był zbyt rozmowny. Na pytanie dziennikarki o to jak się czuje odpowiedział krótko: „Miała pani kiedyś złamaną rękę?”

 

Gdy kobieta zaczęła naciskać na konkretniejszą odpowiedź o jego stan Fronia wypalił:

 

„No… do dupy… Dajcie nam spokój. Mogę się rozłączyć? Czołem, cześć”.

 

 

Skołowana dziennikarka nie spodziewała się takiego obrotu sprawy.Himalaista rozłączył się.

 

Niestety, obawiamy się, że upływający czas i niesprzyjające warunki połączone z wyeliminowaniem już trzech wspinaczy przekreślą szanse na zdobycie K2 zimą. Nie ma jednak co wyrokować – do końca zimy wciąż zostało nieco czasu. Polskim himalaistom natomiast na pewno pomogłoby większe odseparowanie się od mediów. Tymczasem słyszymy, że do ekipy ma dołączyć dziennikarz TVP Sport i mamy o tym jak najgorsze zdanie.

 

 

Nanga Parbat nagranie

Ostatnie nagranie z NANGA PARBAT. Szczyt na wyciągnięcie ręki i Mackiewicz mocno w tyle – czy powinni zawrócić? [VIDEO]

Po konferencji prasowej jaką Elisabeth Revol zorganizowała w Chamonix, gdzie leczone są jej odmrożone ręce i stopa pojawiły się nowe materiały z wyprawy na Nanga Parbat. Wśród nich kilka zdjęć, jedno zrobione m.in. na wysokości 7700 metrów i krótki film nagrany dosłownie pod samym szczytem.

 

Na konferencji prasowej Revol narzekała na postawę pakistańskich władz. Uważa, że Tomek Mackiewicz mógł zostać uratowany, pod warunkiem przeprowadzenia szybkiej akcji. Tymczasem Pakistańczycy mieli ich zwodzić, zmieniać kilka razy kwotę niezbędną do uruchomienia helikopterów i opóźniać wszelkie działania.

 

Teraz jednak większe emocje budzą materiały opublikowane przez telewizję France Info. Wśród nich jest film nagrany o godzinie 17.15 25 stycznia. Był to dzień ataku szczytowego. Do wierzchołka Nanga Parbat pozostało około 90 metrów w pionie. Pogoda – jak na ośmiotysięcznik – jest bardzo dobra. Świeci słońce, nie słychać porywów wiatru.

 

Również Elisabeth wydaje się być w świetnej formie – nie ma potężnej zadyszki i jest na tyle rozgrzana podejściem, że podchodzi w rozsuniętym niemal do połowy kombinezonie. Tomek widoczny jest dwukrotnie – zawsze dość daleko w tyle, około kilkudziesięciu metrów za Elizabeth.

 

 

Czy w takich warunkach Revol mogła dostrzec, że stan Mackiewicza się pogarsza? I czy mając tak sprzyjające warunki do zdobycia szczytu byliby w stanie z niego zrezygnować?

 

Podsumowując wszystkie zebrane informacje okazuje się też, że  być może polski wspinacz zlekceważył swój stan.

 

„Kilkakrotnie pytałam go, czy jest pewien, że to nie choroba wysokościowa. Odpowiadał: Nie, myślę, że to bakteria, przejdzie”

– relacjonuje Elisabeth.

 

 

Czy pojawi się jakieś nagranie ze szczytu? Miejmy nadzieję, że tak. Jeśli Revol i na wierzchołku czekała na Mackiewicza, który zostawał w tyle, to miała czas na udokumentowanie zdobycia Nanga Parbat. Widząc warunki jakie im towarzyszyły i formę Elisabeth na nagraniu wydaje się to bardzo prawdopodobne, że polsko-francuski duet szczyt zdobył. Ale jakim kosztem?

 

wprost.pl/twitter.com

adam bielecki, karakorum, himalaje, wspinaczka, k2

Adam BIELECKI miał wypadek w czasie wspinaczki na K2! Krew, szwy i wgnieciony kask. „Było blisko”! [FOTO]

To mogło skończyć się tragicznie. Kilkadziesiąt metrów przed obozem pierwszym na Adama Bieleckiego spadł duży kamień i uderzył go prosto w głowę. Na szczęście wszystko skończyło się dość szczęśliwie. 

 

„Eh było blisko. Kilkadziesiąt metrów pod obozem pierwszym dostałem w głowę dużym kamieniem. Skończyło się na złamanym nosie i sześciu szwach, które profesjonalnie założyli Piotrek Tomala i Marek Chmielarski pod kierunkiem telefonicznych porad Roberta Szymczaka. Za parę dni powinienem być w pełni formy”

– napisał na swoim profilu Facebook i podzielił się zdjęciem.

 

 

Miejmy nadzieję, że Adam szybko dojdzie do siebie i ten incydent nie wpłynie na jego formę ani motywację. Zarazem to wydarzenie pokazuje nam jak wiele niebezpieczeństw – zupełnie niezależnych od nas – czeka na nas w górach.

 

Gdyby nie kask prawdopodobnie skończyłoby się dramatycznie…

 

facebook.com/foto: youtube.com/adambielecki

K2, polscy himalaiści, himalaizm, himalaje, karakorum, baza, obóz, wspinanie, zima

Polacy zdobędą K2? „Te 3-4 dni mogą być KLUCZOWE”. Himalaiści walczą z czasem i pogodą!

Polska wyprawa pod ostatnim niezdobytym zimą ośmiotysięcznikiem – K2 – po okresie słabszej pogody bierze się ostro do pracy. Krzysztof Wielicki, kierownik wyprawy, opowiedział, jakie warunki muszą zostać spełnione aby K2 pozwoliła polskim himalaistom na zimowe wejście.

 

Najgorszym przeciwnikiem oczywiście pozostaje pogoda. Denis Urubko i Marcin Kaczkan wyszli do Obozu C1 z planem dojścia do obozu C2. Mają jednak mało czasu – we wtorek po południu zapowiada się kolejne załamanie pogody.

 

Kluczowy może być moment gdy aura znów się uspokoi:

 

„Zanosi się, że będą trzy, cztery dni nie takie wietrzne, umożliwiające działalność ponad sześcioma tysiącami metrów. To będzie dla nas ważny czas, bo będziemy mieli szansę założyć obóz trzeci. Chcielibyśmy założyć go gdzieś pod siedmioma tysiącami metrami, może na sześć dziewięćset. Byłby to bardzo ważny punkt do przygotowań do ostatniego obozu przed atakiem szczytowym”

– powiedział Wielicki.

 

Droga wspinaczkowa, którą wybrała polska ekspedycja jest stosunkowo krótka, ale trudna zarazem. Nasi himalaiści są bardzo doświadczeni i świetnie przygotowani, więc powinni poradzić sobie z trudnościami technicznymi. Tak naprawdę sukces całej akcji zależy od sprzyjającej aury.

 

„Kiedy jesteśmy w bazie i słychać huk, jakby pociąg jechał, to znaczy, że na górze wieje sto pięćdziesiąt kilometrów na godzinę. Ale jak to na K2, tam wiało i zawsze będzie wiać”

– dodaje kierownik wyprawy.

 

Trzymajmy więc kciuki, aby Polakom udało się przygotować drogę do ostatniego obozu. Potem pozostaje liczyć na okno pogodowe i że w to okno pogodowe z „formą” i aklimatyzacją wstrzeli się przynajmniej część z naszych wspinaczy.

 

tvn24.pl/ foto: facebook.com/polski himalaizm zimowy 2016-2020 im. Artura Hajzera

„Jego twarz zaczęła dosłownie zamarzać” – Elisabeth Revol PIERWSZY RAZ przedstawiła swoją wersję wydarzeń z Nanga Parbat

Wszyscy śledzący akcję ratunkową z niecierpliwością czekali na pierwszą relację Elisabeth Revol. Wszystko, co do tej pory wiedzieliśmy było tylko szczątkowymi informacjami, głównie od polskiej ekipy ratunkowej. Choć Elisabeth swoją wersję przedstawiła – paradoksalnie pytań wcale nie ubywa.

 

Elisabeth opowiedziała o zdobyciu szczytu dziennikarzom agencji AFP. Według niej, do godziny 18  w czwartek nic nie zapowiadało tragedii – oboje czuli się dobrze, ale gdy zdobyli szczyt i zaczął zapadać zmrok, Tomek miał powiedzieć, że nic nie widzi. Dlatego szybko zaczęli zejście.

 

Całą drogę Tomasz szedł uczepiony ramienia Elisabeth, bo zapadł na ślepotę śnieżną. Dodatkowo, szybko doszły problemy z oddychaniem.

 

„Zdjął maskę ochronną, którą miał na ustach, a jego twarz dosłownie zaczęła zamarzać, jego nos zrobił się biały, podobnie jak ręce i stopy”

– opowiadała himalaistka.

 

Wiedząc, że nie dotrą do najbliższego namiotu zanocowali w szczelinie na wysokości 7200 metrów. Po nocy na mrozie stan Mackiewicza był już krytyczny – krew ciekła mu z ust, co według dziennikarzy AFP sugeruje ostatnie stadium choroby wysokościowej.

 

„Powiedziano mi: jeśli zejdziesz do 6 tys. metrów, stamtąd cię zabierzemy, a Tomka odbierzemy (helikopterem – przyp. AFP) z wysokości 7200 m n.p.m.”

 

– tak Revol relacjonowała decyzję o zejściu i pozostawieniu Tomasza Mackiewicza na górze. Nie wiemy jednak, kto jej coś takiego powiedział. Dalej Elisabeth twierdzi, że wysłała koordynaty GPS pozycji Tomka i sama zaczęła schodzić. Obiecała swojemu partnerowi, że przylecą po niego śmigłowcem. Można powiedzieć, że wspinaczka broni się iż pozostawienie Mackiewicza nie było do końca jej decyzją.

 

W piątek udało jej się zejść na około 6800, ale śmigłowiec nie przyleciał. Spędziła drugą noc w szczelnie śnieżnej, trzęsąc się z zimna i mając halucynacje. Mówi, że nie wzięła ze sobą żadnego sprzętu biwakowego, bo spodziewała się, że śmigłowce zaraz przylecą. W sobotę zdecydowała się na dalsze zejście. W nocy z soboty na niedzielę około 3 w nocy natknęła się na polskich ratowników.

 

W gruncie rzeczy relacja ta wcale nie wnosi tak wiele, jak moglibyśmy chcieć. Usłyszeliśmy potwierdzenie zdobycia szczytu – ale wciąż nie ma na to żadnych dowodów. Nie wiemy z kim Revol kontaktowała się w sprawie akcji ratowniczej – ale można przyjąć, że albo ktoś wprowadził ją w błąd, albo sama czegoś nie zrozumiała z powodu wyczerpania.

 

Jeśli przesłała pozycję GPS Mackiewicza, to ewentualne zlokalizowanie ciała powinno być znacznie łatwiejsze. Jak dotąd jednak nikt poza nią nie wspominał, że takie koordynaty posiada. Pewne wątpliwości może budzić też stan Tomka Mackiewicza – z jednej strony wiedzieliśmy, że nad ranem w piątek był już „agonalny”, z drugiej Revol tłumaczyła mu powody swojego zejścia. Czy do tego momentu Tomek zachował chociaż szczątki świadomości? I

 

Nie ulega wątpliwości, że nadziei na ratunek Tomasza Mackiewicza w takich warunkach nie było. Niemniej jednak pewne elementy relacji Revol zamiast tłumaczyć, stawiają de facto kolejne pytania. Bardzo smutny jest też sposób zredagowania wywiadu z nią – francuskie media zupełnie pomijają udział Polaków w akcji ratunkowej. Być może kolejne dni  przyniosą nam nieco szerszą relację lub wyjaśnienie wątpliwości?

 

 

wprost.pl

 ZNAMY SZCZEGÓŁY akcji na Nanga Parbat! Elisabeth zdradziła co wydarzyło się na szczycie góry!

Wszyscy wciąż jeszcze żyjemy niesamowitą akcją ratunkową czwórki polskich himalaistów, dzięki którym udało się uratować francuską wspinaczkę, Elisabeth Revol. Niestety, pod kopułą szczytową Nanga Parbat został Tomasz Mackiewicz. Dziś wiemy już nieco więcej o tragicznym ataku szczytowym.

 

Informacje na ten temat przekazał Adam Bielecki, który jako ratownik miał okazję pierwszy rozmawiać z Elisabeth. Według tego, co się od niej dowiedział, dwójka himalaistów dotarła na szczyt Nanga Parbat! Problemy zdrowotne Tomka zaczęły się właśnie na szczycie, gdy opadła adrenalina towarzysząca spełnieniu największego życiowego marzenia.

 

„Trzeba znać specyfikę sportu, by to zrozumieć. Wspinając się, byli zamknięci we własnym świecie. Na szczycie Eli zorientowała się, że Tomek jest w kiepskim stanie, zaczęła go sprowadzać z wierzchołka. Wszystko zaczęło się komplikować, stan Tomka się pogorszył”

– powiedział Bielecki na antenie TVN24.

 

Himalaista dodał także, że Elisabeth była naprawdę na skraju wytrzymałości, ale zarazem bardzo pomogła w akcji ratowniczej.

 

„Byliśmy zaskoczeni, że tak dużo udało jej się zejść. To dzielna i silna kobieta. W znacznym stopniu pomogła sobie w tej akcji. Byliśmy przekonani, że będziemy musieli się wspinać przez 400 czy 500 m i rano ją znajdziemy. Zaskoczyła nas. Mimo stanu swoich rąk ona tak naprawdę na czworaka metr po metrze schodziła, dzięki temu dotarliśmy do niej jeszcze w nocy”

 

Mimo poważnych odmrożeń, których zdjęcia pojawiły się w Internecie, odwodnienia  wyczerpania pomogła polskim ratownikom w czasie zjazdów przez kluczowe trudności dzielące ekipę od obozu C1 na wysokości 4800 metrów.

 

Być może wkrótce dowiemy się jeszcze więcej nt. stanu Tomka, jego ostatnich słów, dokładnego miejsca, w którym pozostał. Wciąż też nie milkną głosy o potrzebie przeprowadzenia dalszej akcji ratowniczej – będziemy na bieżąco monitorować ten temat.

foto/facebook.com