aucie, garaż, policja, zaginięcie, samochód, auto

MAKABRYCZNY FINAŁ seksu w aucie: policja znalazła zwłoki kochanków. Powód śmierci jest WSTRZĄSAJĄCY!

Głupota, brak rozwagi, a może pech? W tej sytuacji chyba wszystkie czynniki splotły się dając tragiczny rezultat. Policja poszukująca dwóch osób dokonała szokującego odkrycia. Choć wydawało się, że sprawy nie są powiązane, ostatecznie obie znaleziono w tym samym czasie i miejscu – w aucie stojącym w jednym z garaży.

 

Na komisariat w mieście Bottrop w Niemczech wpłynęły dwa niezależne zgłoszenia o zaginięciu. Jedno dotyczyło 44-letniej kobiety, a drugie 39-letniego mężczyzny. Tymczasem funkcjonariusze natknęli się na zwłoki obu tych osób w jednym miejscu. Był nim garaż należący do jednej z nich.

 

Obie osoby nie żyły od kilku godzin. Gdy policjanci otworzyli drzwi garażu był niesamowicie zadymiony. Przez kilka minut nie było nawet widać, co znajduje się w środku.

 

Gdy przeszukanie pomieszczenia stało się możliwe, odkryto wstrząsającą prawdę. Para kochanków spędzając upojne chwile w aucie najprawdopodobniej zechciała się ogrzać. W tym celu włączyli silnik auta i ogrzewanie powietrza. Niestety, w zamkniętym garażu spaliny nie mogły znaleźć drogi ujścia.

 

Stężenie trujących gazów stawało się coraz większe, aż doprowadziło do śmierci obu osób zamkniętych w samochodzie. Co gorsza, przez kilka godzin nikt nie zauważył dymu wydobywającego się przez szpary w drzwiach garażowych i nie zawiadomił służb.

 

„Prokuratura zarządziła przeprowadzenie sekcji zwłok, by całkowicie wykluczyć inne przyczyny śmierci. Wszystko jednak wskazuje na to, że był to nieszczęśliwy wypadek”

– poinformowała lokalna policja.

 

Pechowa para znacznie lepiej wyszłaby na samodzielnych próbach „rozgrzania się”, bez pomocy samochodowego systemu. Warto pamiętać o tym, jak bardzo niebezpieczne mogą być spaliny z auta – jeśli kiedykolwiek Wasz wóz pracował w zamkniętym garażu , mogło to być niebezpieczne także dla Was!

 

o2.pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne/ pixabay

an-148, katastrofa, moskwa, samolot

 NIEWIARYGODNY BŁĄD pilotów przyczyną katastrofy lotniczej w Rosji: „Kłócili się aż do uderzenia w ziemię”

Nie chce się wierzyć, że niedopatrzenie tak błahe mogło mieć tak tragiczne skutki. Po odczytaniu zapisu dwóch czarnych skrzynek z rozbitego An-148 Saratowskich Linii Lotniczych ujawniona została dramatyczna prawda o kulisach katastrofy. Wygląda na to, że wszystko jest winą pilotów.

 

Z zapisu czarnych skrzynek wynika, że w czasie procedury startowej piloci nie włączyli ogrzewania czujników, które wskazują prędkość samolotu. Jest to czynność absolutnie wymagana przed startem.

 

Gdy samolot wzbił się w powietrze zamarznięte czujniki wskazywały błędne wartości. Jeden prędkościomierz wskazywał zaledwie 200 km/h, a drugi 0. Niestety nie naprowadziło to pilotów na swoje własne zaniechanie.

 

Jak wynika z zapisu czarnych skrzynek piloci zwiększali prędkość samolotu i opuścili dziób maszyny w dół. Wskazania prędkościomierzy jednak się nie zmieniały. Maszyna opadała nabierając prędkości, a piloci kłócili się ze sobą o przyczynę usterki. Słaba widoczność uniemożliwiała im najwyraźniej orientację w przestrzeni.

 

Wreszcie, z prędkością co najmniej 600 kilometrów na godzinę An-148 z 71 osobami na pokładzie uderzył o ziemię roztrzaskał się w drobny mak.

 

Rosyjskie instytucje lotnicze zaleciły Saratowskim Liniom Lotniczym aby ponownie przeszkoliły swoich pilotów. Skierowano tam także dodatkowych instruktorów, którzy mają czuwać nad tym procesem.

 

To przerażające, że błąd ludzki i to wynikający z niedopilnowania podstawowych procedur doprowadził do takiej tragedii. Zastanawiające jest jednak to, że tuż po katastrofie powoływano się na świadków, którzy widzieli, że samolot płonął w powietrzu. Teraz ten temat został pominięty. Z czego może to wynikać? Tego niestety nie wiemy.

 

rmf24.pl

agresja drogowa, wypadek, droga, policja

Zaczęli się BIĆ na środku drogi ekspresowej! Drogowa agresja zakończyła się TRAGICZNIE!

Jeśli kiedykolwiek bawiły Was nagrania kierowców-furiatów, którzy po jakimś incydencie drogowym zaczynali się lać – teraz Wasze podejście może się zmienić. Agresja drogowa, to niebezpieczna sytuacja, która niestety musiała w końcu skończyć się tragicznie. Niestety, trafiło m.in. na ojca trójki dzieci.

 

Okoliczności tego wypadku nie są w 100% jasne, ale wszystko wskazuje na to, że przyczyną wypadku na drodze ekspresowej S8 była bójka. W poprzedni piątek, w okolicy miejscowości Stare Krzewo, na odcinku BiałystokZambrów ciężarówka na białoruskich numerach rejestracyjnych wjechała w dwa samochody stojące na jezdni. Uderzone auta potrąciły dwie osoby stojące przed nimi. Niestety obie zginęły na miejscu.

 

Zapewne każdy pomyślałby, że nieostrożny, może pijany kierowca ze wschodu zabił dwóch niewinnych ludzi, które np. majstrowały przy zepsutym samochodzie. Wygląda jednak na to, że tym razem prawda jest inna.

 

Auto dostawcze i Peugeot 307 nie stały na poboczu, a na prawym pasie jezdni! Według świadków wypadku chwilę wcześniej jeden z tych samochodów zajechał drogę drugiemu. Doszło do swoistej „drogowej przepychanki” aż wreszcie kierowcy nie wytrzymali. Zatrzymali auta i zaczęli bić się na środku ruchliwej drogi ekspresowej!

 

Wersję tę zdaje się potwierdzać fakt, że policja znalazła na miejscu wypadku pojemnik z gazem łzawiącym. Mógł on być wykorzystany w szamotaninie, ale nie wyklucze, że po prostu wypadł z samochodu w momencie uderzenia.

 

Za tą wersją wydarzeń świadczą też działania prokuratury, która wypuściła Białorusina za poręczeniem majątkowym. Za spowodowanie takiego wypadku powinno grozić 8 lat więzienia. Skoro prokurator zdecydował się na taki krok, to musi mieć dużą dozę pewności jak wyglądało to zdarzenie.

 

Jednak najtragiczniejszy jest fakt, że przez – prawdopodobnie – nie utrzymanie nerwów na wodzy zginęło dwóch mężczyzn – 29 latek i 40-latek. Ten drugi osierocił trójkę dzieci, w tym jedno poważnie chore.

 

Jeśli kiedykolwiek na drodze puszczają Wam nerwy – miejcie w pamięci, że brak odpowiedzialności naraża nie tylko Was, ale także osoby postronne i Waszych bliskich. Może ta dramatyczna historia otworzy komuś klapki na oczach, bo wszystko wskazuje na to, że ten wypadek nie miał prawa się wydarzyć, gdy rozum zwyciężył nad emocjami.

 

onet.pl

pijany, trzeźwość badanie, policja, prawo jazdy, alkomat, policja

Pijany kierowca ROZBIŁ samochód z czterema pasażerami w środku, ale policjanci nie mogli mu zabrać PRAWA JAZDY bo…

19- letni kierujący oplem astrą nie popisał się ani rozumem, ani umiejętnościami. Prowadząc wóz przez Kobiernice niedaleko Bielska-Białej stracił panowanie nad autem, skosił znak, uderzył w barierę energochłonną i dachował. Dodatkowo okazało się, że jest kompletnie pijany. Ale ten opis nie wyczerpuje jego głupoty…

 

Oprócz pijanego kierowcy w aucie podróżowały cztery osoby. Na szczęście nikomu nic poważnego się nie stało – wszscy wyszli z wraku o własnych siłach. Cztery osoby zostały zaopatrzone przez ratowników medycznych, jedna odmówiła pomocy.

 

Policjanci przybyli na miejsce zbadali nastoletniego kierowcę. Okazało się, że ma wydychanym powietrzu ponad 2 promile alkoholu! Jakby tego było mało nie posiadał prawa jazdy – nie zdążył jeszcze zdać egzaminu!

 

Za spowodowanie takiej kolizji pod wpływem alkoholu grozi mu do 2 lat więzienia. Dodatkowo będzie musiał pokryć wszelkie szkody z własnej kieszeni. Mamy też nadzieję, że poza tym zostanie mu zasądzony zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych.

 

Ktoś tak piramidalnie głupi, że bez skończonego kursu i zdobytego prawa jazdy wsiada za kierownicę, a dodatkowo robi to pod wpływem alkoholu nie powinien nawet wsiadać na rower. Szczęście w nieszczęściu, że jego nieodpowiedzialność nie doprowadziła do tragedii i nikogo nie zabił. Laurki nie dostaną też pasażerowie, skoro pozwolili pijanemu prowadzić samochód.  Oby takich ludzi było jak najmniej na polskich drogach.

 

onet.pl

an-148, katastrofa, moskwa, samolot

„Piloci walczyli do samego końca” – podano wstępne przyczyny KATASTROFY rosyjskiego samolotu pod Moskwą!

Maszyna An-148 Saratowskich Linii Lotniczych runęła wczoraj tuż po starcie z lotniska Domodiedowo pod Moskwą. Na jej pokładzie było 71 osób, wszystkie zginęły. Od samego początku pojawiały się relacje świadków o eksplozjach i ogniu wydobywającym się z samolotu. Po oględzinach eksperci znają już wstępną przyczynę tragedii.

 

Wszystko wskazuje na to, że za katastrofę odpowiada awaria jednego z dwóch silników maszyny. Miał się on zapalić, a następnie eksplodować. Świadkowie widzieli jak maszyna gwałtownie opada i wznosi się – tak jakby piloci walczyli o utrzymanie samolotu w powietrzu.

 

Wszystko wskazuje na to, że usiłowali dokonać awaryjnego lądowania. Niestety, An-148 rozbił się tuż po eksplozji płonącego silnika. Miejsce katastrofy przeszukuje kilkuset strażaków i policjantów. Monitoruje je też dziesięć specjalistycznych dronów. Służby ogłosiły, że akcja poszukiwawczo-ratownicza przechodzi w fazę poszukiwawczą. Oznacza to, że wszystkich pasażerów i członków załogi uznano za zmarłych.

 

 

W obwodzie orenburskim, skąd pochodzi większość ofiar ogłoszono żałobę. Kondolencje spływają też od przywódców wielu państw. Na dokładne przyczyny wypadku będziemy musieli jeszcze trochę poczekać. To już druga katastrofa samolotu An-148. Jest to ukraińska konstrukcja, która zadebiutowała zaledwie 9 lat temu. Wyprodukowano jedynie 24 egzemplarze.

 

interia.pl

rafał fronia, k2, tvp, wywiad, rozmowa, himalaizm

K2: ranny himalaista NIE WYTRZYMAŁ. Na pytania dziennikarki TVP miał bardzo KRÓTKĄ I ZWIĘZŁĄ odpowiedź. [VIDEO]

Źle się dzieje w obozie pod K2. Dwóch wspinaczy zaliczyło niebezpieczne wypadki i odniosło obrażenia. Jeden himalaista, Rafał Fronia, czeka na ewakuację. Medialny szum nie pomaga polskim wspinaczom. Ciągłe połączenia telefoniczne z dziennikarzami sprawiają, ze niektórym puszczają nerwy.

 

Na transport śmigłowcem z bazy do szpitala czeka Rafał Fronia, któremu spadający kamień złamał rękę. Niestety, tak samo jak w wypadku akcji na Nanga Parbat, Pakistańczycy zwlekają z uruchomieniem śmigłowca. Chcą mieć na stole gotówkę i żadne polisy ubezpieczeniowe, ani gwarancje ich nie przekonują.

 

Na antenie TVP Info miało miejsce wczoraj połączenie na żywo z bazą pod K2. Krzysztof Wielicki, kierownik wyprawy, opowiadał o sytuacji w obozie i stanie Rafała Froni. Gdy dziennikarka poprosiło o krótką rozmowę z himalaistą, Wielicki się zgodził. Chyba zbyt pochopnie.

 

Rafał Fronia, zmagający się zapewne z potwornym bólem i na mocnych środkach przeciwbólowych nie był zbyt rozmowny. Na pytanie dziennikarki o to jak się czuje odpowiedział krótko: „Miała pani kiedyś złamaną rękę?”

 

Gdy kobieta zaczęła naciskać na konkretniejszą odpowiedź o jego stan Fronia wypalił:

 

„No… do dupy… Dajcie nam spokój. Mogę się rozłączyć? Czołem, cześć”.

 

 

Skołowana dziennikarka nie spodziewała się takiego obrotu sprawy.Himalaista rozłączył się.

 

Niestety, obawiamy się, że upływający czas i niesprzyjające warunki połączone z wyeliminowaniem już trzech wspinaczy przekreślą szanse na zdobycie K2 zimą. Nie ma jednak co wyrokować – do końca zimy wciąż zostało nieco czasu. Polskim himalaistom natomiast na pewno pomogłoby większe odseparowanie się od mediów. Tymczasem słyszymy, że do ekipy ma dołączyć dziennikarz TVP Sport i mamy o tym jak najgorsze zdanie.

 

 

policja, drogówka, samochód, mandat, rozbite auto, drzwi toyota

Przykleiła drzwi TAŚMĄ KLEJĄCĄ i ruszyła w trasę. Tłumaczenia zatrzymanej kobiety rozłożyły na łopatki policjantów drogówki!

Mówi się, że jeśli czegoś nie udało się naprawić, to znak, że użyliśmy za mało szarej taśmy klejącej. Używał jej MacGyver, ma ją zawsze Wojciech Cejrowski i jak widać używają jej również kierowcy. Tym razem jednak 37-letnia kobieta trochę przeholowała… Musieli jej to wytłumaczyć policjanci drogówki. 

 

Policjanci z oświęcimskiej drogówki pełnili służbę na Drodze Krajowej nr 44 Oświęcim – Zator. W pewnym momencie zauważył auto ze zmasakrowanymi drzwiami kierowcy. Funkcjonariusze uznali, że samochód koniecznie trzeba zatrzymać do kontroli i sprawdzić co się stało.

 

Gdy zatrzymali wóz okazało się, że uszkodzone drzwi… trzymają się na szarą taśmę klejącą, a za kierownicą siedzi kobieta! Kierująca usiłowała otworzyć szybę od strony kierowcy, a gdy to się nie udało – wysiadła drzwiami od strony pasażera.

 

Okazało się, że kobieta toyotę z uszkodzonymi drzwiami kupiła kilka dni wcześniej. Tak, tak – musiała to być naprawdę wyjątkowa okazja. Twierdziła też, że nie zdawała sobie sprawy z tego, że tak uszkodzonym wozem nie można się poruszać po drogach. Dodatkowo w toku kontroli wyszło, że samochód ma nieważne badania techniczne – ciekawe czemu?

 

Policjanci zadecydowali o nałożeniu na nieodpowiedzialną kobietę mandatu, a obite autko musiało trafić na lawetę. Nie wiemy dlaczego, ale nie potrafimy oprzeć się wrażeniu, że jakiś Mirek-handlarz wcisnął uszkodzony samochód naiwnej kobiecie, żeby pozbyć się problemu i zaoszczędzić na dalszych kosztach. A może ona sama zrobiła to z premedytacją?

 

interia.pl/ foto: policja

Pechowi strażacy – płonący samochód „uciekł im”, przejechał ulicami miasta i PODPALIŁ DOM! [VIDEO]

W tej historii jest i śmieszno i straszno. Pozornie błaha akcja gaszenia płonącego auta zmieniła się w pościg za kulą ognia na czterech kółkach i spowodowaniem sporego zagrożenia w niewielkim hiszpańskim miasteczku. 

 

55-letnia właścicielka auta zatrzymała samochód na jednym ze wzgórz w mieście Cocentaina w prowincji Alicante w Hiszpanii. Zapaliła jej się jedna z awaryjnych kontrolek na desce rozdzielczej, a po chwili zapaliło się auto… dosłownie.

 

Kobiecie udało opuścić się samochód, a przybyli na miejsce strażacy rozpoczęli akcję gaszenia. Niestety – zaciągnięty przez kobietę hamulec ręczny nagle puścił i… auto potoczyło się w dół ulicy ciągnąc za sobą kłęby dymu!

 

Nikt nie był w stanie zatrzymać tej kuli ognia – wrak roztrzaskał się najpierw o mur jednego budynku, a zaraz potem wpadł w kolejny. Strażacy szybko przemieścili się i z prostej akcji zrobiła się ponad godzinna walka z ogniem, który za wszelką cenę chciał przenieść się z samochodu na dom mieszkalny!

 

 

lasprovincias.es/youtube.com

Kobieta zatrzymała się w POPRZEK autostrady A1 i prawie doprowadziła do TRAGEDII.  Jej tłumaczenia są ABSURDALNE!

O wielu dziwnych zachowaniach na drodze słyszeliśmy,  kilka w naszej karierze za kółkiem także widzieliśmy sami. Ale to co zrobiła 77-letnia kobieta  kierująca toyotą zasługuje na… no właśnie. Sami nie wiemy na co, bo po prostu nie mieści nam się to w głowie!

 

Przez jej głupotę omal nie ucierpiał Bartłomiej Neroj ze swoją rodziną. Jechał swoim volkswagenem  autostradą w kierunku Łodzi. Jak przyznaje, na liczniku miał około 130 km/h, warunki pogodowe były dość słabe, a on wyprzedzał lewym pasem kolumnę tirów.

 

Może jazda z taką prędkością po ciemku i w deszczu jest ryzykowna, ale wciąż mieści się w przepisach. Kto spodziewałby się zresztą, że nagle, w światłach pan Bartłomiej dostrzeże stojący bokiem na jego pasie samochód!

 

„Miałem może dwie sekundy na reakcję” – mówi kierujący. Nie udało mu się wyminąć toyoty, otarł się o nią bokiem swojego auta, stracił jedną z opon i omal nie uderzył w wyprzedzanego tira. Na szczęście udało mu się bezpiecznie zatrzymać wóz.

 

Na miejsce wezwano policję. Na szczęście żaden inny samochód nie uderzył w auto 77-letniej kobiety. Pan Bartłomiej chcąc – nie chcąc wepchnął je w całości na pas zieleni.

 

Okazało się, że staruszka kierująca toyotą… zrobiła to przez głupotę i nieuwagę. Wracając z pracy w aptece zauważyła, że chyba ma jakieś problemy ze światłami. Postanowiła zatrzymać się na pasie zieleni i sprawdzić to świecąc na barierki oddzielające jezdnie. W tym celu ustawiła swój samochód prostopadle do barierek. Jego tył wyjechał na lewy pas autostrady…

 

Kobieta twierdziła, że była przekonana o tym, że stoi w miejscu bezpiecznym. Policjanci odebrali jej prawo jazdy, a sprawa trafiła do sądu. Prawdopodobnie kobieta usłyszy zarzut spowodowania zagrożenia katastrofą w ruchu drogowym.

 

Zarówno pan Bartłomiej, jak i kobieta, mieli mnóstwo szczęścia. Jednak ta sytuacja mogła zakończyć się tragedią i potężnym wypadkiem.  Z udziałem wielu innych aut. Mamy nadzieję, że 77-latka już nigdy nie wsiądzie za kierownicę!

 

 

Nagranie ze zdarzenia możecie obejrzeć na stronie tvn24.pl

 

 

tvn24.pl/ foto: screenshot tvn24.pl