słoniątko

Zabawa tego słoniątka ROZBAWI KAŻDEGO! Zwierzak CHICHOCZE jak małe dziecko! [VIDEO]

Półroczne słoniątko to tak jak małe dziecko – lubi się bawić, jest wszystkiego ciekawe i wesołe. I to własnie tą ostatnią cechę świetnie pokazuje ten egzemplarz. Bawiąc się z opiekunem chichocze jak mały szkrab!

 

Film nakręcono w Maevang Elephant Camp w Tajlandii. Jego autorką jest Laura-Jane Fyfe z Aberdeenshire. Słoniątko rozłożyło na łopatki wszystkich oglądających tą scenę, a teraz zdobywa popularność w sieci!

 

 

Autorka powiedziała, że była wzruszona tym, jak dobrze bawi się zwierzę. Zwykłe plastikowe wiaderko i uwaga ze strony opiekuna wystarczyły, by wprawić je w doskonały humor!

 

Oglądając wyczyny tego słoniątka nie sposób się nie zaśmiać. Jeśli macie zły dzień – to nagranie poprawi Wam humor!



samobójstwo, blok, nastolatki

 Tajemnicze samobójstwo dwóch nastolatek. Zostawiły listy i skoczyły z 17 piętra. Policja podejrzewa, że to element MROCZNEJ GRY

Dlaczego dwie młode dziewczyny zdecydowały się na tak dramatyczny krok i popełniły samobójstwo? Rodzina i policja podejrzewają bardzo niepokojącą przyczynę. 12-letnia Maria Winogradowa i 15-letnia przyrodnia siostra Anastazja Swietozarewa mogły stać się ofiarami internetowej rozgrywki psychopatów.

 

Dziewczyny skoczyły z 17 piętrowego bloku w Iżewsku w Rosji. Policja przesłuchała już rodzinę dziewczyn i chłopaka jednej z nich. Obie nastolatki zostawiły listy pożegnalne. Maria przeprasza w swoim chłopaka i zapewnia go, że znajdzie sobie lepszą od niej, a Anastazja pisze, że kocha swoich rodziców i bliskich. Dlaczego więc odebrały sobie życie?

 

Służby podejrzewają, że dzieci stały się ofiarami internetowej gry polegającej na wykonywaniu różnych zadań zlecanych przez „mistrza gry” i radzenia sobie z różnymi wyzwaniami. Tego typu rozgrywki bardzo często prowadzą do nakłaniania do samobójstwa graczy.

 

Rosyjskie nastolatki bardzo lubią tego typu wyzwania. Policja w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy rozbiła aż 1330 grup, które zajmowały się tworzeniem tego typu niebezpiecznych rozgrywek. Szacuje się, że w tego typu „zabawach” udział wzięło aż 12 tysięcy osób, a kilkadziesiąt z nich udało się nakłonić do samobójstwa.

 

Podręcznikowym przykładem takiej zabawy stała się gra „Niebieski Wieloryb”. Specjaliści podkreślają, że do tego typu rozgrywek ich autorzy wybierają najwrażliwsze dzieciaki, borykające się z różnymi problemami. Do nich dostęp staje się stosunkowo łatwy. Niestety, w tym wypadku wygląda na to, że dziewczynki zupełnie uległy zgubnemu wpływowi jakiegoś szaleńca.

 

wprost.pl/ foto: pixabay.com



kibice, kibole, zakopane, skoki narciarskie

„To nie są wspaniali kibice tylko KIBOLE” – gorzkie słowa syna legendy polskich skoków o zawodach w ZAKOPANEM!

Przez wiele lat wszyscy jednogłośnie zachwycali się kibicami skoków narciarskich. Obok fanów siatkówki i piłki ręcznej byli oni stawiani jako przeciwwaga do krwiożerczych kiboli piłki nożnej. Okazuje się jednak, że kibole są już wszędzie. Niektórzy zaczynają krytykować nawet spokojnych kibiców naszych skoczków. Dlaczego?

 

Piotr Marusarz, syn Stanisława Marusarza, wybitnego polskiego skoczka narciarskiego udzielił wywiadu dla portalu eurosport.interia.pl. Głównym tematem była jego walka o utrzymanie sali-muzeum, która na Wielkiej Krokwi im. Stanisława Marusarza jest poświęcona właśnie jego ojcu – patronowi skoczni.

 

Jednak większym echem odbiją się zdecydowanie słowa pana Marusarza o kibicach, którzy przybywają na zawody do stolicy polskich Tatr. A ma o nich jak najgorsze zdanie.

 

„Na Wielkiej Krokwi jesteśmy otoczeni kibolami. Takimi samymi, jak na meczach piłki nożnej. To jest coś strasznego i niewyobrażalnego.”

 

– mówi Piotr Marusarz i jako przykład podaje widok jaki zastał przed niedzielnym konkursem skoków:

 

„przechodziłem obok pustych butelek po wódce oraz wokół śmieci. To naprawdę nie są wspaniali kibice. Tak to wygląda w rzeczywistości.”

 

Szybko wychodzi, że pan Piotr po prostu nie jest zwolennikiem „nowoczesności” i tęskni za dawnymi czasami. Krytykuje np. spikera, który zagrzewa publiczność do zabawy przez cały czas trwania zawodów:

 

„Każe tym ludziom kucać, wstawać lub wyskakiwać, czyli kompletnie bzdurne rzeczy. Po prostu robi się z tego cyrk. Nie jest to kibic narciarski, który przychodził 20-30 lat temu na skoki, żeby podziwiać wyczyny wszystkich zawodników. Aktualny kibic w większości przychodzi po to, żeby się drzeć, trąbić i pić wódkę.”

 

Najbardziej bolesna jest jednak konkluzja, jakże typowa dla wielu Polaków. Nagle okazuje się bowiem, że tylko nasi kibice robią „syf”, nie to co Austriacy w Innsbrucku czy Niemcy w Garmisch-Partenkirchen. Tam jest „inaczej”.

 

Czy naprawdę atmosfera na skokach narciarskich poszła  w tak złą stronę? Czy ktoś z Was, Drodzy Czytelnicy, był w Zakopanem i podzieli się z nami własnymi odczuciami? A może byliście także na zawodach poza granicami kraju i możecie je porównać z naszymi?

 

Wydaje nam się, że głos Piotra Marusarza to po prostu głos człowieka starej daty, który nie odnajduje się w dzisiejszej rzeczywistości. I nie jest to absolutnie coś, co należy krytykować, czy wyszydzać. Ot, różnica pokoleń.

 

eurosport.interia.pl



UWAŻAJ NA TE ZABAWKI! Są HITEM na te święta, ale mogą być POTĘŻNYM ZAGROŻENIEM! Ostrzega przed nimi nawet FBI!

Zupełnie niechcący możemy naszemu dziecku i sobie samym przysporzyć ogromnych kłopotów.

 

Co ma FBI do zabawek? Na pewno się nad tym zastanowiliście. Otóż ma, bo najnowocześniejsze z nich mają szereg takich funkcji, że mogą zarazem być prawdziwymi wrotami dla przestępców do naszego rodzinnego świata.

 

Chodzi o tak zwane zabawki interaktywne. Prawdziwy hit i krzyk mody ostatniego czasu. Maskotki, które mówią, mają mikrofony, kamery, mogą łączyć się z tabletem czy laptopem za pomocą Bluetooth i WiFi. Odpowiadają na pytania dzieci analizując ich głos i szukając informacji w Internecie.

 

Jakie zagrożenie? 

 

W czym jest haczyk? Wiele z tych zabawek informacje zgromadzone przy pomocy różnorodnych technologii wysyła na serwery producenta. Dzieci komunikując się z zabawkami opowiadają im o swoich tajemnicach, problemach, podają dane osobowe, adresy, itd. Jeśli zabawka ma kamerę, to mogą także być przez nie nagrywane – różnych sytuacjach.

 

Wystarczy tylko, aby ktoś te dane wykradł od producenta – a jak alarmują niektórzy specjaliści nie jest to wcale takie trudne, bo wiele firm nie przykłada odpowiedniej staranności do ich zabezpieczenia.

 

Ale to nie koniec – wbrew pozorom kradzież tych informacji może być jeszcze prostsza. Taką zabawkę można zhakować bezpośrednio – wystarczy połączyć się z nią przez np. WiFi. W sieci są filmy, które pokazują jak to zrobić. W ten sposób przestępca może kontrolować to, co rejestruje np. mikrofon czy kamera w zabawce. Poza dostępem do informacji zgromadzonych przez zabawkę można też np. przeprogramować ją tak aby zaczęła sypać wulgaryzmami.

 

Wyobraźmy sobie sytuację, w której bawiące się dziecko nagle słyszy stek obelg od swojego ulubionego interaktywnego misia – brzmi przerażająco, a dla dziecka może to być nie lada trauma.

 

Już w lipcu tego roku o zagrożeniu informowało FBI. Służba zwracała uwagę, że zabawki łączące się z Internetem mogą de facto stać się narzędziem do śledzenia całej rodziny. A jeśli agencja mająca ogromne doświadczenie w śledzeniu i inwigilowaniu innych wydaje takie ostrzeżenie, to coś musi być na rzeczy.

 

Nie oznacza to, że mamy zrezygnować z zakupowych planów i nie spełniać marzeń swoich dzieci. Należy tylko bardzo uważnie podejść do kwestii zakupu internetowej zabawki, poczytać opinie w Internecie, zasięgnąć rad znajomych i unikać firm o szemranej reputacji, bądź nie zapewniających odpowiedniej opieki danym wrażliwym. Musimy jednak pamiętać, że przy tego typu przedmiotach pewne ryzyko będzie istniało zawsze.Dlatego uważnie należy rozważyć wszelkie plusy i minusy.

 

interia.pl





Uwaga na wakacyjne OSZUSTWO na DRĄŻKU! Wytrzymaj 2 MINUTY a dostaniesz 100 zł! Tylko, że drążek jest… Zdradzamy, na czym polega sztuczka!

Przy okazji wakacyjnych festynów czy w miejscowościach turystycznych pojawia się atrakcja, jaką jest utrzymanie się dwie minuty na drążku.

 

Technika jest dowolna. Można zastosować uchwyt od dołu, czy góry – liczy się tylko, by wytrzymać wymagany czas.

Dwie minuty to dla osób wysportowanych niedużo i w normalnych warunkach spokojnie utrzymają się nawet dłużej niż dwie minuty.

W tej zabawie jednak udaje się to nielicznym. Dlaczego?

 

Dużo ćwiczę – opowiada pani Karolina – więc pomyślałam, że spróbuję i wygram stówkę. Jednak na kilkanaście sekund przed upływem tych dwóch minut, drążek prawie „wyślizgnął” mi się z rąk.

 

Na czym polega haczyk?

Otóż drążek jest ruchomy. Co prawda kręci się jedynie minimalnie, ale to sprawia, że trudniej się utrzymać i mięśnie szybciej się męczą.

 

Wiele osób kusi się na obiecywane 100 zł. więc płacą 20 lub 30 zł.  za podjęcie wyzwania i udział w zabawie. Jednak my ostrzegamy przed oszustami – nie dajcie się nabrać!

 

(ms)

 

 



SZOKUJĄCE! Wystawił dziecko przez okno na 15 piętrze. Trzymał chłopca w powietrzu i twierdził, że…(ZDJ.)

to była tylko zabawa.

Mężczyzna z Algierii umieścił na Facebooku zdjęcie chłopca, którego wystawił przez okno. Zdjęcie zatytułował: „1000 lajków albo go upuszczę”.

Sąd nie miał dla niego litości. Algierczyk został skazany na 2 lata pozbawienia wolności. „To była tylko zabawa” – próbował się tłumaczyć, jednak sąd nie wziął jego słów pod uwagę.

Jak podaje serwis BBC, ojciec chłopca, stanął w obronie oskarżonego, błagając sąd, aby ten nie skazywał jego krewnego, również uparcie powtarzając, że to tylko zabawa. Sąd pozostał jednak niewzruszony.

Mężczyzna został zatrzymany w sobotę, po tym jak internauci poinformowali organy ścigania.

Oprócz linii obrony, w której padały słowa, że to była zabawa, mężczyzna ze zdjęcia i ojciec twierdzili, że dziecko nie było wystawione przez okno na 15. piętrze, ale na balkonie, zatem nic mu nie groziło. Fotografia rzekomo została wykadrowana, aby nie było widać balkonu. Sąd pozostał niewzruszony, jasno stwierdzając, że dziecko zostało narażone na niebezpieczeństwo.

Cóż głupota nie ma granic i trzeba za nią, wcześniej czy później zapłacić!

Źródło Radio RMF

MM

 

 



Dramatyczny finał zabawy. Ośmiolatka najechała samochodem na 2-letniego brata

Do wypadku doszło w Nowogrodzie koło Łomży. W sobotnie popołudnie ośmioletnia dziewczynka bawiła się w samochodzie. Nagle samochód z kluczykami w stacyjce ruszył i najechał na 2-letniego chłopca bawiącego się w pobliżu. Chłopiec w ciężkim stanie trafił do Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku.

 

Rodzice w tym czasie uczestniczyli w rodzinnym spotkaniu. Jak tłumaczą, samochód był otwarty, bo miał zostać wkrótce umyty. Po przybyciu na miejsce zdarzenia policjanci zbadali rodziców alkomatem. Byli trzeźwi.

 

Zdaniem funkcjonariuszy dziewczynka podczas zabawy musiała przekręcić kluczyki pozostawione w stacyjce.

 

Szpital nie udziela oficjalnych informacji na temat obecnego stanu chłopca. Rodzina jednak informuje, że jego życiu nic już nie zagraża.

 

Źródło: tvn24
kd



Tak się bawi dzisiejsza młodzież! Dla „zabawy” postrzelił 16-latka prosto w twarz

Na początku tygodnia policjanci z Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie otrzymali zgłoszenie o postrzeleniu 16-latka. Zgodnie z informacjami przy jednej ze szkół na ul. Wojska Polskiego miał zatrzymać się samochód z kilkoma osobami w środku. W pewnym momencie jedna z osób strzeliła w stronę stojącej młodzieży, po czym auto odjechało.

 

Pocisk trafił w jednego z nastolatków. 16-latek dostał w twarz, zaraz nad okiem. Chłopak szybko trafił do szpitala. Na szczęście nic nie zagraża jego życiu.

 

Policjanci zajęli się wyjaśnianiem sprawy. Przesłuchali świadków i zabezpieczyli nagrania z monitoringu. Z ustaleń wynikało, że w samochodzie znajdowały się trzy osoby. Następnego dnia policja zatrzymała całą trójkę, dwóch mężczyzn w wieku 19 i 20 lat oraz 16-latka. Mężczyźni trafili do aresztu, ich młodszy kolega natomiast do policyjnej izby dziecka.

 

Według ustaleń policji odpowiedzialnym za postrzał jest 19-latek. Usłyszał już zarzuty narażenia innej osoby na ciężkie kalectwo. Prokurator zastosował wobec niego dozór policyjny. Chłopak tłumaczył, że strzelał jedynie dla zabawy. Nie zna pokrzywdzonego. Chciał wypróbować wiatrówkę, którą kupił tego samego dnia. Policjanci zabezpieczyli w jego mieszkaniu zarówno broń, jak i amunicję.

 

Za popełnione przestępstwo grozi mu kara do 3 lat pozbawienia wolności.

 

Źródło: policja.pl
kd