To był popis arogancji, który przejdzie do historii polskiej telewizji! Donald Tusk, goszcząc w programie „Bez kitu”, na oczach milionów widzów próbował zaklinać rzeczywistość. Gdy młodzi ludzie prosto w twarz rzucili mu dramatyczną prawdę o likwidacji ostatniej porodówki w Bieszczadach, premier wypalił z rozbrajającą pewnością: „Nie, nie jest zamknięta”.
Problem w tym, że rzeczywistość na Podkarpaciu to nie kolorowe studio TVN24, a walka o życie matek i dzieci, które do najbliższego szpitala mają teraz nawet 170 kilometrów przez góry. Premier Donald Tusk uznał jednak ich los za mało ważny, ale nie to było w tym wydarzeniu najgorsze.
Premier w alternatywnej rzeczywistości
Podczas niedzielnego programu Donald Tusk został zapytany o katastrofalną sytuację na południu Polski. Kiedy usłyszał o Lesku, zamiast uderzyć się w pierś, postanowił… skłamać?
W Lesku niedawno byłem. Porodówka nie jest zamknięta
– ogłosił triumfalnie.
Internauci i politycy natychmiast wyciągnęli „kwity”.
Poseł koalicji rządzącej, Bartosz Romowicz, nie wytrzymał i wypalił na platformie, coś co nie spodoba się premierowi, ponieważ zadał kłam jego wypowiedzi.
Porodówka w Lesku JEST zamknięta! Nie przez remont
– napisał.
Dokumenty z NFZ też są nieubłagane: oddział przestał istnieć z końcem 2025 roku, a szpital zaprzestał realizacji świadczeń. Tusk najwyraźniej widział coś, czego nie widzą ani lekarze, ani ciężarne kobiety, które teraz muszą urządzać sobie „rajdy” po krętych bieszczadzkich drogach, by zdążyć do Krosna czy Rzeszowa.
W sprawie porodówki w Lesku wypowiedział się w mediach społecznościowych także były wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński. przypomniał, że obietnice w jej sprawie składała jeszcze poprzednia minister zdrowia Izabela Leszczyna.
Rządowa „Klapo-Inicjatywa”: Pokoje narodzin to wyrok?
Ale to nie koniec skandalu! Rząd, wiedząc, że likwidacja oddziałów to wizerunkowe samobójstwo, próbował wcisnąć Polakom kit pod nazwą „pokoje narodzin”. Miały to być miejsca przy SOR-ach, gdzie kobieta mogłaby „bezpiecznie” urodzić w nagłym wypadku. Efekt? Kompletna klapa!
Dyrektorzy szpitali pukają się w czoło. Mirosław Leśniewski, szef placówki w Lesku, wylał na rządowe plany kubeł zimnej wody.
Takie rozwiązania oceniamy zdecydowanie negatywnie!
– grzmi dyrektor.
Dlaczego? Bo nikt nie chce brać na siebie odpowiedzialności za śmierć matki lub dziecka w miejscu, które nie ma pełnego zabezpieczenia medycznego. To igranie z ogniem i narażanie szpitali na milionowe odszkodowania oraz procesy karne!
Bieszczady bez opieki. „Zostały tylko góry i modlitwa”
Sytuacja jest tragiczna. Po zamknięciu oddziałów w Sanoku i Ustrzykach Dolnych, Lesko było ostatnią nadzieją. Teraz kobiety z Ustrzyk Górnych mają do najbliższego łóżka porodowego prawie 100 kilometrów najkrótszą drogą. W zimie, przy zaśnieżonych serpentynach, ta odległość staje się wyrokiem.
Zamiast realnej pomocy, resort zdrowia zasłania się statystykami o „niskiej liczbie porodów” i kłótniami o to, kto winny: rząd czy samorząd. Tymczasem Donald Tusk w blasku jupiterów przekonuje, że problemu nie ma. Czy premier naprawdę wierzy w to, co mówi, czy po prostu ma nadzieję, że Polacy nie potrafią czytać dokumentów z NFZ? Jedno jest pewne: w Lesku nie powstanie ani porodówka, ani „pokój narodzin”. Został tylko strach kobiet i polityczny smród, który po niedzielnym występie premiera będzie ciągnął się za nim bardzo długo.
Renata Sienkiewicz
