Jeszcze rok temu chciał być najważniejszą osobą w państwie, a sondaże widziały w nim zbawcę polskiej polityki oraz przyszłego lokatora Pałacu Prezydenckiego. Dziś Rafał Trzaskowski musi przełknąć wyjątkowo gorzką pigułkę. Choć wciąż pełni funkcję prezydenta stolicy, wewnątrz własnej partii stał się postacią drugoplanową.
Wybory w warszawskiej Koalicji Obywatelskiej obnażyły brutalną prawdę, że w Warszawie wpływy Rafała Trzaskowskiego nie wykraczają poza Ratusz.
Wielkie ambicje, zerowe zaplecze
Historia Rafała Trzaskowskiego to opowieść o polityku, który świetnie czuje się w blasku fleszy, ale przegrywa w ciemnych kuluarach, gdzie zapadają najważniejsze decyzje. Mimo prowadzenia dwóch wielkich kampanii prezydenckich, Trzaskowski nie zdołał zbudować własnej „armii”.
Jak donoszą informatorzy, prezydent stolicy został całkowicie zmarginalizowany przez partyjny aparat.
Był człowiek, nie ma człowieka. Nie dali mu nic, nawet symbolicznie
– mówi informator „Gazety Polskiej”.
To zdanie najlepiej podsumowuje marcowe wybory w KO. Podczas gdy Trzaskowski wchodził do zarządu bez żadnej konkretnej funkcji, Marcin Kierwiński zgarnął 95 procent głosów i został oficjalnym szefem struktur w Warszawie.
„Nadprezydent” Kierwiński przejmuje stery
W kuluarach warszawskiego ratusza i przy ul. Wiejskiej nikt już nie ma złudzeń, że to Marcin Kierwiński, wspierany przez Jana Grabca z szefa KPRM,rozdaje karty. Burmistrzowie warszawskich dzielnic, którzy jeszcze niedawno szukali poparcia u Trzaskowskiego, dziś orientują się na Kierwińskiego. Ten ostatni zyskał już nawet przydomek „nadprezydenta”.
Dlaczego Trzaskowski dał się tak łatwo ograć? Główny powód, to brak zaplecza. Przez lata nie stworzył grupy ludzi, którzy skoczyliby za nim w ogień.
Koniec marzeń o prezydenturze?
Prawdziwy wstrząs wywołują jednak informacje o przyszłości fotela prezydenta stolicy. W kuluarach KO miał już zapaść wyrok: Trzaskowski nie wystartuje w kolejnych wyborach na prezydenta Warszawy. Jego miejsce ma zająć właśnie Marcin Kierwiński. Inna sprawa, że na obecnym etapie stanu prawnego, nie pozwala mu na to prawo o dwukadencyjności.
Marta Grasegger
