Legendarny pięściarz Dariusz „Tiger” Michalczewski przerywa milczenie i wywołuje polityczne trzęsienie ziemi. W szczerej rozmowie z Krzysztofem Stanowskim były mistrz świata wyznał, że podczas ostatniej kampanii wyborczej próbowano go wykorzystać do medialnego ataku na Karola Nawrockiego.
Sportowiec, znany z bezkompromisowego stylu bycia, wprost opowiedział o naciskach, które miały go skłonić do publicznego kłamstwa na temat przeszłości obecnego prezydenta RP.
Próba werbunku do medialnej nagonki
Podczas programu „Godzina Zero”, Dariusz Michalczewski ujawnił, że w trakcie kampanii prezydenckiej w 2025 roku zgłosiły się do niego osoby, które chciały, aby uderzył w wizerunek Karola Nawrockiego. Scenariusz był prosty: utytułowany sportowiec miał publicznie opowiadać o rzekomych mrocznych faktach z przeszłości kandydata. „Tiger” bez wahania odrzucił tę propozycję, odcinając się od politycznych gier. Jak sam przyznał, namawiano go, by mówił rzeczy, których nie jest w stanie potwierdzić, co uznał za skandaliczne naruszenie swoich zasad.
Twarda postawa mistrza świata
Michalczewski, który przez 12 lat pozostawał niepokonany w ringu, tym razem wykazał się twardością w życiu publicznym. W rozmowie z Krzysztofem Stanowskim padły mocne słowa dotyczące rzetelności i odpowiedzialności za głoszone tezy.
Pytali mnie, żebym przyszedł i coś powiedział. Że Karol to, Karol tamto. Ale w tamtych czasach nie było mnie w Polsce i nie potrafię nic powiedzieć
– relacjonował sportowiec w „Kanale Zero”.
Pięściarz dobitnie podkreślił, że nie zamierza brać udziału w szerzeniu niesprawdzonych informacji, kwitując sprawę krótko: „Nie będę jak debil mówił o czymś, czego nie wiem”.
Szacunek dla bokserskiego kolegi
Relacja między Michalczewskim a prezydentem Nawrockim nie jest przypadkowa – obaj wywodzą się ze środowiska sportowego. „Tiger” określił głowę państwa mianem „młodszego kolegi”, który w przeszłości również boksował.
W oczach mistrza Karol Nawrocki jawi się jako „przesympatyczny gość”, co dodatkowo wzmocniło opór sportowca przed udziałem w nagonce. Michalczewski zaznaczył, że bez względu na sympatie polityczne, werdykt wyborców musi być szanowany przez wszystkich obywateli.
My Polacy wybieraliśmy rząd, my Polacy wybieraliśmy prezydenta i powinniśmy to respektować
– dodał gdańszczanin.
Gorzka lekcja z przeszłości
Szczerość Michalczewskiego wynika prawdopodobnie z doświadczeń sprzed lat. W programie „Godzina Zero” sportowiec uderzył się w pierś, wspominając rok 2015 i swoje zaangażowanie w komitet poparcia Bronisława Komorowskiego. Dziś ocenia to jako błąd, twierdząc, że sportowcy rzadko wychodzą dobrze na angażowaniu się w politykę.
Przyznał, że wtedy dał się „wypuścić” i namówić na poparcie polityka, którego nawet osobiście nie znał. Ta lekcja sprawiła, że przy obecnych wyborach Michalczewski pozostał nieugięty wobec prób wciągnięcia go w brutalną walkę o głosy.
Ola Drogosz
