Zapomnijcie o ropie i gazie! Na światowych rynkach rządzi dziś „czarne złoto” z hałdy. Gdy Bliski Wschód płonie, a ceny gazu skaczą jak szalone, potęgi takie jak Chiny czy USA Donalda Trumpa wrzucają wyższy bieg w kopalniach. Tymczasem w Polsce trwa wielkie wygaszanie.
To kolejny dowód na to, że wygaszanie polskich kopalń, to płynięcie pod prąd zdrowego rozsądku. Sprawa dotyczy całej Europy, która mówi węglowi „żegnaj”, podczas gdy cały świat właśnie szuka dostępu do tych surowców.
Globalny powrót do korzeni. Świat nie chce być „green”?
Podczas gdy Bruksela śni o neutralności klimatycznej, reszta planety twardo stąpa po węglowym pyle. Wojna na Bliskim Wschodzie i blokada Cieśniny Ormuz sprawiły, że gaz stał się towarem luksusowym i niepewnym. Efekt jest oczywiście do przewidzenia – ceny węgla w portach ARA wystrzeliły w marcu 2026 r. z 108 dolarów do blisko 140 dolarów za tonę!
Kto rozdaje karty w tej grze?
Największy gracz na globie, czyli Chiny, nie bawi się w sentymenty i choć Xi Jinping buduje potężne farmy wiatrowe, to właśnie węgiel stanowiący 61 procent ich miksu jest fundamentem chroniącym Państwo Środka przed energetycznym szantażem.
Podobną drogą idą Stany Zjednoczone pod wodzą Donalda Trumpa, który nazywa węgiel „pięknym” oraz „czystym” i przekonuje, że narodowe zasoby są warte sto razy więcej niż całe złoto zgromadzone w Fort Knox.
Z boku nie przygląda się też Kazachstan, który właśnie podkręca wydobycie o ponad 11 procent i otwarcie przyznaje, że europejskie limity emisji nie mają tam żadnego znaczenia.
Wszystko to dzieje się w czasie, gdy eksperci tacy jak Paweł Puchalski z Santander BM ostrzegają, że świat wcale nie poszedł za Europą i nigdy nie obiecał, że na dobre pożegna się z fedrowaniem.
Świat nie poszedł za Europą. My patrzymy z perspektywy Brukseli, a reszta globu nigdy nie powiedziała, że odchodzi od węgla
– ostrzega Paweł Puchalski, analityk Santander BM.
Polska w węglowym rozkroku
Z jednej strony mamy umowę społeczną z górnikami i datę graniczną – rok 2049. Z drugiej – brutalną rzeczywistość. W 2025 r. węgiel wciąż dawał nam ponad połowę prądu.
Nasze bloki klasy 200 MW pamiętają jeszcze czasy Gierka, przez co są awaryjne i „żrą” gigantyczne ilości surowca, emitując przy tym chmury CO2. Unijne kary za emisję (system ETS) sprawiają, że prąd z węgla jest teoretycznie bardzo drogi, choć fizycznie pozostaje naszym jedynym pewnym źródłem energii w razie kryzysu. Do tego dochodzi brak konkretnej strategii – rząd od dwóch lat „analizuje” sytuację, a czas ucieka nieubłaganie.
„Zimna rezerwa”, czyli węgiel jako bezpiecznik
Ministerstwo Energii przyznaje po cichu: bez węgla zginiemy podczas kryzysu. Plan zakłada utrzymanie starych elektrowni jako tzw. zimnej rezerwy. Mają stać gotowe i czekać na moment, gdy nie będzie wiało, nie będzie świeciło słońce, a gaz z importu zostanie odcięty przez wojenną pożogę.
Kluczem jest tutaj Rynek Mocy. To system, w którym elektrownie dostają pieniądze nie za prąd, ale za samą gotowość do pracy. Bruksela dała nam czas do 2028 roku. Co potem? Jeśli nie wynegocjujemy przedłużenia, polskie elektrownie węglowe mogą po prostu zbankrutować, a my zostaniemy z widmem blackoutu w gniazdkach.
Eksperci grzmią: To złe podejście!
Jerzy Markowski, legenda polskiego górnictwa, nie zostawia na obecnej polityce suchej nitki. Jego zdaniem likwidowanie kopalń to błąd, za który słono zapłacimy w przyszłości.
Mamy 56 miliardów ton węgla! Nikt w Europie nie ma więcej. Likwidujemy ten zasób bez wojny, na własne życzenie. Powinniśmy inwestować w czyste technologie spalania i wyłapywania CO2, a nie w buldożery niszczące kopalnie!
– grzmi Markowski.
Spalanie węgla jest dziś o 30 procent tańsze niż gazu, nawet jeśli doliczymy surowe kary za CO2. Co więcej, transport LNG statkami z drugiego końca świata i proces jego regazyfikacji mogą być mniej ekologiczne niż spalanie lokalnego węgla – wszystko przez metan, który ucieka do atmosfery przy każdym przeładunku w portach.
Atomowa nadzieja, ale dopiero za 10 lat
Wszystkie oczy zwrócone są na gminę Choczewo na Pomorzu. Tam w 2028 r. ma ruszyć budowa pierwszej polskiej elektrowni jądrowej. Ale uwaga – prąd popłynie stamtąd najwcześniej w 2036 roku.
Pojawia się więc dramatyczne pytanie: co zrobimy przez najbliższą dekadę? Jeśli światowe ceny gazu utrzymają się na rekordowych poziomach przez wojnę na Bliskim Wschodzie, Polska może zostać zmuszona do przeproszenia się z węglem szybciej, niż komukolwiek się wydaje.
Nina Makowska
