W Krakowie rozpętało się prawdziwe piekło, a wszystko przez rzekomy „Satanic Convent 2026”, który miał opanować prestiżowe Centrum Kongresowe ICE. Czy pod samym Wawelem faktycznie mieli spotkać się czciciele diabła, czy to perfidna wrzutka, by zatopić obecne władze?
Polityczne egzorcyzmy nad Wisłą
Atmosfera w Krakowie gęstnieje z godziny na godzinę, bo oskarżenia o sprzyjanie satanistom uderzyły bezpośrednio w prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Politycy PiS i była kurator Barbara Nowak postanowili pójść na ostro i opublikowali w sieci grafiki sugerujące, że władze miasta osobiście zaprosiły do Krakowa organizację „True Church of Satan”.
Padły ostre słowa o wizytówce prezydenta i szoku, jaki przeżyli mieszkańcy, widząc daty rzekomego konwentu w samym sercu miejskiej infrastruktury.
Krakowski magistrat został zmuszony do wydania oficjalnego komunikatu, w którym wprost nazywa sprawę obrzydliwą dezinformacją. Urzędnicy podkreślają, że żadnego „konwentu satanistów” w ICE nie było, nie ma i nie będzie, a całe zamieszanie to efekt błędnych adresów w zewnętrznych serwisach biletowych.
Agencja Rozwoju Miasta Krakowa idzie jeszcze dalej i zapewnia, że nie podpisała żadnej umowy z tajemniczym „Prawdziwym Kościołem Szatana”, a cała afera jest nakręcana przez osoby publiczne, by wywołać panikę przed zbliżającym się referendum.
Diabeł tkwi w szczegółach
Jak to się stało, że rzekomy zlot okultystów w ogóle powiązano z miejskim budynkiem? Okazuje się, że organizatorzy wydarzenia podali adres ul. Marii Konopnickiej 17 – czyli dokładnie tam, gdzie stoi nowoczesne Centrum Kongresowe.
To wystarczyło, by w sieci ruszyła lawina udostępnień i oskarżeń o profanację papieskiego miasta. Miasto jednak broni się twardymi faktami: już w październiku zeszłego roku wysłano do rzekomych satanistów wezwanie przedprocesowe, żądając usunięcia nazwy „ICE Kraków” z wszelkich materiałów promocyjnych.
Mimo jasnych dementi, temat żyje własnym życiem, stając się paliwem wyborczym. Urzędnicy rozkładają ręce i przyznają, że nie mogą sprawdzić, czy jakaś prywatna grupa zorganizuje sobie spotkanie w garażu czy piwnicy, ale jedno jest pewne, że miejskie progi pozostaną dla nich zamknięte. W Krakowie nikt już nie pyta o korki czy śmieci, a także inne problemy miasta – teraz wszyscy patrzą na prezydenta i zastanawiają się, czy to on gasi pożar, czy to polityczni przeciwnicy próbują go usmażyć w referendalnym kotle.
Ola Drogosz
