W sieci zawrzało, a Polaków aż krew zalewa. Przez kraj przetacza się gigantyczna awantura wokół rządowego pomysłu dopłacania z kieszeni podatników do emerytur dla najmniej zarabiających artystów. Propozycja ustawy, która właśnie trafiła pod laski marszałkowskie w Sejmie, budzi skrajne emocje. Przeciętny Kowalski pyta wprost: dlaczego ma zrzucać się na gwiazdy?
W samym środku tego cyklonu znalazł się legendarny głos Budki Suflera, Krzysztof Cugowski. Muzyk bez ogródek wypalił, ile co miesiąc przelewa mu ZUS. Ta kwota to po prostu nieśmieszny żart, ale spokojnie – gwiazdor na chleb z masłem akurat ma i to całkiem sporo.
Śmieszne grosze z ZUS. „Listonosz by się naigrywał”
Krzysztof Cugowski od lat nie ukrywa, że państwowe świadczenie emerytalne traktuje bardziej jako ponury żart niż realne zabezpieczenie na starość. W swojej szczerości poszedł niezwykle daleko. Na łamach książki „Śpiewanie mnie nie męczy – Cugowski rozmawia z Sierockim” wyjawił porażającą prawdę o tym, co co miesiąc trafia na jego konto z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.
Po różnych rewaloryzacjach mam już 1700 zł i tylko się cieszę, że mi tej emerytury nie przynosi listonosz, bo by się zapewne naigrywał i śmiał
– stwierdził bezlitośnie artysta.
Dla człowieka, którego hity od dekad śpiewa cała Polska, taka kwota brzmi jak policzek. Nic dziwnego, że temat głodowych emerytur ludzi estrady wraca jak bumerang, rozpalając emocje do czerwoności w momencie, gdy rząd szuka sposobu, by systemowo przypudrować ten problem.
Internetowa żyła złota. Tyle naprawdę kasuje Cugowski
Czy to oznacza, że legenda polskiego rocka przymiera głodem i musi oglądać każdą złotówkę przed wydaniem? Nic z tych rzeczy! Krzysztof Cugowski wcale nie zamierza przechodzić na całkowitą estradową emeryturę. Cały czas koncertuje, a do tego ma w zanadrzu potężną, nowoczesną broń finansową, o której wielu jego rówieśników może tylko pomarzyć. Chodzi o gigantyczne zasięgi i popularność jego kultowych utworów w sieci.
W głośnej rozmowie z Krzysztofem Stanowskim muzyk bez owijania w bawełnę obnażył swoje prawdziwe, alternatywne dochody, które spływają na jego konto całkowicie poza ZUS-em. Okazuje się, że stare przeboje w cyfrowym świecie to kura znosząca złote jajka.
Powiem panu, jakie są moje dochody, plus minus, ze streamingu. To jest w miesiącu około 10 tys. Dobre i to. Mogłoby tego nie być, prawda? Tak że ja nie mam pretensji
– przyznał otwarcie wokalista.
Ciężka praca czy powód do oburzenia? Wybucha dyskusja
Wpływy ze Spotify, YouTube czy innych platform streamingowych to dla Cugowskiego stały, comiesięczny zastrzyk gotówki, stanowiący niemal sześciokrotność jego oficjalnej emerytury. Artysta twardo stąpa po ziemi i podkreśla, że te 10 tysięcy złotych miesięcznie nie wzięło się znikąd. To czysty zysk i efekt ciężkiej, wieloletniej pracy na scenie, a nie jałmużna.
Jednak w kontekście planowanych przez rząd zmian prawnych, wyznanie Cugowskiego dolewa oliwy do ognia. Internauci ostro dyskutują: czy państwo powinno wspierać artystów, którzy w czasach swojej świetności zarabiali miliony, a teraz narzekają na system? Przypadek lidera Budki Suflera pokazuje jedno – prawdziwe gwiazdy potrafią poradzić sobie same, bez wyciągania ręki po publiczne pieniądze. Sejmowa batalia o emerytury dla twórców zapowiada się jednak wyjątkowo gorąco.
Ola Drogosz
