DRAMATYCZNE wyznanie w Sanatorium Miłości: „Modliłam się o śmierć!”

sanatorium miłości

Najnowszy odcinek Sanatorium Miłości przyniósł jak zwykle wiele wesołych momentów, ale niestety nie brakowało też łamiących serce wyznań. Seniorzy, którzy biorą udział w tej edycji programu mają naprawdę wielki bagaż doświadczeń. 

Kuracjusze z sanatorium w Ustroniu już od trzech tygodni zabawiają miliony widzów przed ekranami telewizorów. Jednak w ich życiu nie zawsze było kolorowo. Sanatorium Miłości już nie raz pokazało, że bagaż doświadczeń starszych osób bywa naprawdę potężny i nie raz musieli się oni borykać ze strasznymi problemami czy stratami. W ostatnim odcinku swoją bardzo wzruszającą historię opowiedziała…

 

W ostatnim odcinku Marta Manowska zaprosiła na szczerą rozmowę Iwonę. Pochodzi ona z Radomska, jest najmłodszą uczestniczką programu, zajmuje się fizjoterapią i jest nauczycielką wychowania fizycznego. To, że ma naprawdę świetną formę widać na pierwszy rzut oka. Po ostatnim odcinku możemy też powiedzieć wprost, że w silnym ciele jest też naprawdę silny charakter. Kobieta straciła bowiem ukochanego męża.

 

ZOBACZ TEŻ: Ujawniają prawdę o polskich PROSTYTUTKACH. Wyniki ich pracy są przerażające

 

Janusz jaki był? Cudny. Zawsze powtarzał mi: Iwuniu, uwielbiam patrzeć jak zasypiasz i nie zasnąłem nigdy przed Tobą. Albo były momenty, że nie mieliśmy pieniędzy i trzymaliśmy się tak za paluszek mały, jedząc ziemniaki i popijając jogurtem i byliśmy wtedy najszczęśliwszą parą na świecie. Zawsze fajnie się rozumieliśmy i nigdy nie było stresu. Nawet jak się coś złego przydarzyło, to raczej robiliśmy sobie z tego komedię

– opowiedziała Marcie Manowskiej.

 

Jakby tego było mało, przeżyła dwa bolesne porody synów, a jeden z nich zmarł. Obaj rodzili się z wadami serca:

 

Może nie porody moich dzieci, bo one były bardzo bolesne, bo każde rodziło się z wadą serca ale najpiękniejszym, najwspanialszym momentem, który był naprawdę bardzo emocjonalny to było zobaczenie mojego drugiego syna Marcina bez sinicy po operacji serca. Kiedy leżałam 3 miesiące na podtrzymaniu w szpitalu, żeby zachować w ogóle tą ciążę, bo była bardzo wysoko zagrożona, nie dostałam informacji o śmieci mojego pierwszego synka, który w tym czasie zmarł. Lekarze obawiali się, że mogę stracić drugą ciążę. Ta informacja nastąpiła dopiero w bezpiecznym terminie, czyli 3 tygodnie przed przewidywanym porodem

 

Po tak tragicznych zdarzeniach Iwona przez półtora roku modliła się tylko o śmierć. Nie miała siły wstać z łóżka. Jak przyznaje, nikt jej wtedy nie pomógł, pomogła sobie sama. 

 

Teraz jest serdeczną, zawsze uśmiechniętą kobietą, którą uwielbiają widzowie i inni kuracjusze. Zaś jej historia powinna nam uświadomić, że nie ma takiej sytuacji w życiu, której nie da się przeżyć. Warto o tym pamiętać i zawsze mieć nadzieję na lepsze!



Komentarze