Szykujcie się na finansowy cios! Unijny bat na węgiel i diesla, czyli system ETS2, rusza już za niespełna trzy lata. Eksperci biją na alarm, że za tonę węgla zapłacimy setki złotych więcej, a ceny na stacjach paliw wystrzelą jeszcze bardziej w górę. Czy polskie rodziny przetrwają ten klimatyczny zamach na nasze kieszenie?
Węgiel i diesel na celowniku!
Bruksela nie odpuszcza i choć politycy w Warszawie przekonują, że mamy czas do 2028 roku, prawda jest brutalna: po kieszeni dostaną najbardziej ci, którzy mają najmniej.
Jeśli więc ogrzewasz dom węglem albo dojeżdżasz do pracy starym dieslem, to masz poważny powód do niepokoju. Właśnie w te obszary unijne zmiany uderzą najbardziej. Raport Instytutu Reform nie zostawia złudzeń. To właśnie ubodzy Polacy zapłacą najwyższą cenę za „ambicje klimatyczne” eurokratów.
Prognozy są czarne jak węgiel, który ma stać się luksusowym towarem. Tona węgla ma być droższa o 470 zł! Przecież wiadomo, że to nie uderzy we właścicieli pięknych podmiejskich willi, ale w rodziny z mniejszych miejscowości.
Nie lepiej z cenami paliw, które już dzisiaj – za sprawą wojny na Bliskim Wschodzie – są wysokie. W przyszłości szykuje się jednak szaleństwo. Transport będzie odpowiadał za gigantyczną część emisji, a koszty tego „ekologicznego” wyścigu sprzedawcy bezlitośnie przerzucą na nas – zwykłych klientów.
Miliardy w budżecie, czy ktoś je ukradnie?
Dobra wiadomość? Do polskiego budżetu mają wpłynąć miliardy złotych na „osłony”. Zła? Plan wydawania tych pieniędzy wciąż nie trafił do Brukseli. Rządowa bezradność sprawia, że miliardy złotych, które powinny ratować nasze portfele, wciąż są tylko wirtualnymi cyframi w tabelkach.
Eksperci ostrzegają, że jeśli rząd nie przestanie „pajacować” z dokumentami i nie zacznie budować prawdziwej alternatywy np. taniej komunikacji publicznej czy realnego wsparcia dla wymiany pieców, czeka nas fala ubóstwa energetycznego, jakiej Polska jeszcze nie widziała.
„Zniszczy Polaków”?
Politycy już zaczęli wojenkę na szczycie. PiS grzmi, że ETS2 to „zniszczenie Polaków”, a obecna władza próbuje pudrować rzeczywistość, obiecując, że jakoś to będzie. Tymczasem czas ucieka, a realnych osłon dla zwykłego człowieka jak nie było, tak nie ma.
Co nas czeka? Jeśli państwo nie zmusi się do błyskawicznego działania, czeka nas „rewolucja cenowa”, która wielu z nas zmusi do wyboru: jeść czy grzać? A to już nie są żarty, lecz realne zagrożenie, o którym w Brukseli mówi się jako o sukcesie, a w polskich domach jako o nadchodzącym finansowym Armagedonie.
Natalia Nawrocka
