To czarny scenariusz dla kierowców i polskiej gospodarki. Saudi Aramco ogłosiło oficjalne ceny sprzedaży ropy na maj 2026 roku, a Europa została potraktowana najbardziej rygorystycznie. Premia, którą kraje europejskie – w tym Polska, muszą doliczyć do baryłki ropy Brent, wzrosła z dotychczasowych 2-4 dolarów do niewyobrażalnych 27 dolarów.
W obliczu wojny na Bliskim Wschodzie i blokady cieśniny Ormuz, Polska, będąca największym unijnym odbiorcą saudyjskiego surowca, staje przed widmem drastycznych podwyżek na stacjach paliw.
Europa „ukarana” najwyższymi stawkami
Saudi Aramco zróżnicowało premie w zależności od regionu, jednak to Stary Kontynent zapłaci najwyższą cenę za energetyczną stabilność. Podczas gdy w Azji premie wyniosą 19,50 dol., a w Ameryce Północnej 14,60 dol., Europa musi zmierzyć się z narzutem rzędu 27 dolarów powyżej benchmarku Brent.
Matematyka jest bezlitosna: Przy obecnych notowaniach ropy Brent na poziomie ok. 111 dol., finalna cena zakupu dla europejskich rafinerii wzrośnie do blisko 138 dolarów za baryłkę. Jeszcze miesiąc temu ta sama baryłka kosztowała o ponad 20 dolarów mniej.
Dlaczego to fatalna wiadomość dla Polski?
Polska od lat systematycznie uniezależniała się od dostaw z Rosji, stawiając na sojusz energetyczny z Rijadem. Jak wynika z raportów NBP, nasz kraj stał się najważniejszym odbiorcą saudyjskiej ropy w całej Unii Europejskiej. Ponad 50% surowca przerabianego w polskich rafineriach pochodzi właśnie od Saudi Aramco.
Tak gigantyczny skok premii OSP przełoży się bezpośrednio na wzrost kosztów produkcji benzyny i oleju napędowego, presję inflacyjną (transport i logistyka), a także konieczność rewizji planów finansowych największych krajowych koncernów energetycznych.
Wojna w tle: Zamknięta cieśnina Ormuz
Drastyczne decyzje cenowe nie biorą się z próżni. Od sześciu tygodni trwa konflikt zbrojny USA i Izraela z Iranem, który doprowadził do paraliżu transportu morskiego. Kluczowa dla światowego handlu cieśnina Ormuz pozostaje zamknięta, co zmusiło Saudów do zmiany logistyki.
Większość transportów trafia obecnie rurociągiem do portu Yanbu nad Morzem Czerwonym. Choć jego przepustowość jest ogromna, obecny eksport wynosi jedynie ok. 70% poziomu sprzed wybuchu wojny. Ograniczona podaż w połączeniu z ogromnym ryzykiem geopolitycznym winduje ceny na niespotykane dotąd poziomy.
Wczoraj, 7 kwietnia, giełdy zareagowały na doniesienia z Rijadu kolorem czerwonym dla poszczególnych portfeli odbiorców.
Renata Sienkiewicz
