To jest filmowy scenariusz, który dzieje się na naszych oczach. Przemysław Kral, szef upadającej giełdy Zondacrypto, zapadł się pod ziemię… a właściwie odnalazł się w Izraelu! Podczas gdy 30 tysięcy wściekłych klientów odświeża puste konta, ich pieniądze… bagatela 350 milionów złotych, wyparowały.
Czy polski wymiar sprawiedliwości może mu teraz skoczyć? Wszystko wskazuje na to, że krypto-boss ograł system, bo podwładni ministra Waldemara Żurka wszystko przespali.
Przemysław Kral od lat unikał Polski jak ognia, chowając się w luksusach Monako. Jednak gdy prokuratorska pętla zaczęła się zaciskać, a śląscy śledczy weszli do gry, prezes postawił na wariant atomowy.
Wybrał Izrael, bo jako obywatel tego państwa może spać spokojnie – tamtejsze służby nie wydają swoich ludzi obcym krajom. Dla polskich prokuratorów to ściana nie do przebicia.
4500 bitcoinów i duch zaginionego milionera
To brzmi jak ponury żart: Kral twierdzi, że główna rezerwa firmy – 4500 bitcoinów wartych fortunę – jest zablokowana, bo… klucze do cyfrowego portfela miał tylko Sylwester Suszek. Przypomnijmy, że „król kryptowalut” zaginął bez śladu w 2022 roku. Kral, który przejął po nim interes, teraz bezradnie rozkłada ręce i zrzuca winę na nieobecnego. Czy to genialna linia obrony, czy bezczelne kłamstwo prosto w oczy okradzionym ludziom?
Afera uderza nie tylko w zwykłych ciułaczy, ale i w narodową dumę. Zondacrypto, prowadzona przez uciekiniera, była dumnym sponsorem Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Obiecywano złote góry i sowite nagrody dla naszych bohaterów z zimowych igrzysk w Mediolanie.
Dziś sportowcy zamiast przelewów mają tylko obietnice bez pokrycia, a prezes PKOl Radosław Piesiewicz musi tłumaczyć się z romansu z giełdą, która okazała się kolosem na glinianych nogach.
Nina Makowska
