Australian Open od lat nie jest dla Igi Świątek turniejem, w którym wszystko układa się idealnie. Tak było również tym razem, gdy Polka musiała uznać wyższość Jeleny Rybakiny i pożegnała się z rywalizacją w Melbourne szybciej, niż oczekiwali kibice. Porażka z reprezentantką Kazachstanu była bolesna, ale jednocześnie pokazała, jak wymagającą rywalką jest mistrzyni Wimbledonu.
Już od pierwszych piłek było widać, że Rybakina narzuciła swój ulubiony styl gry. Mocny, płaski serwis i agresywne uderzenia z głębi kortu skutecznie neutralizowały atuty Świątek. Polka, zazwyczaj dominująca w wymianach i świetnie poruszająca się po korcie, tym razem często była spychana do defensywy. Brakowało jej czasu na budowanie akcji, z czego bezlitośnie korzystała rywalka.
Kluczowym elementem meczu okazał się serwis Rybakiny. Iga miała problemy z wywieraniem presji przy returnie, a gdy już dochodziło do dłuższych wymian, to Kazaszka potrafiła zakończyć je jednym, zdecydowanym uderzeniem. Świątek walczyła, próbowała zmieniać rytm gry i szukać szans w grze kombinacyjnej, jednak tego dnia to nie wystarczyło.
Jednak ostatni set wygrany przez Jelenę Rybakinę aż 6:1 pokazał, że Iga musi po prostu odpocząć, bo nie nadąża całkowicie za rywalką.
Porażka w Australian Open to dla Igi Świątek cenne, choć trudne doświadczenie. Rybakina po raz kolejny udowodniła, że jest jedną z nielicznych zawodniczek, które potrafią regularnie zagrozić Polce na twardych kortach. Dla liderki światowego rankingu to sygnał, że wciąż są elementy do poprawy — szczególnie w starciach z tenisistkami grającymi bardzo ofensywnie.
Źródło: własne
