Ma 48 lat, nie pracuje w fabryce, a co miesiąc na jego konto wpływa świadczenie, o którym przeciętny polski emeryt może tylko pomarzyć. Adam Małysz, legenda polskich skoków, to jeden z tysięcy medalistów olimpijskich korzystających ze specjalnej „emerytury olimpijskiej”. Kwota robi wrażenie, zwłaszcza że nie trzeba mieć ukończonych 60 czy 65 lat, by ją otrzymać.
Ile wynosi „małyszowe”?
Adam Małysz, który swoje olimpijskie medale wywalczył w 2002 i 2010 roku, od lat cieszy się specjalnym wsparciem od Ministerstwa Sportu i Turystyki. Od 1 stycznia 2026 roku wysokość tzw. emerytury olimpijskiej wynosi dokładnie 5116,99 zł netto miesięcznie.
Warto podkreślić: to kwota „na rękę”, która nie ma nic wspólnego ze składkami odprowadzanymi do ZUS-u. To nagroda za chwałę, jaką Małysz przyniósł Polsce w czasach szalejącej „małyszomanii”.
Jak dostać takie pieniądze?
System jest prosty, ale surowy. Nie każdy sportowiec może liczyć na takie wsparcie. Żeby co miesiąc otrzymywać ponad 5 tysięcy złotych, trzeba spełnić konkretne warunki. Kluczowe jest zdobycie medalu olimpijskiego i musi się to odbyć w barwach Polski. Wypłata jest możliwa po ukończeniu 40 roku życia, co w przypadku Adama Małysza miało miejsce już dawno. I wreszcie kryterium prawne – nie można być karanym.
Czy seniorzy mają powód do zazdrości?
Z punktu widzenia przeciętnego Polaka, który po 40 latach pracy w trudnych warunkach otrzymuje często znacznie niższą emeryturę z ZUS, kwota ponad 5 tysięcy złotych „za sportowe zasługi” może budzić kontrowersje. Z drugiej strony, świadczenie to jest formą dożywotniego uhonorowania osób, które poświęciły życie na treningi, wyrzeczenia i stres, by rozsławiać kraj na najważniejszych arenach świata.
Warto zauważyć, że wysokość tego świadczenia jest identyczna dla każdego medalisty i rośnie wraz z kwotą bazową dla służby cywilnej.
Adam Małysz, mimo że świetnie radzi sobie jako szef Polskiego Związku Narciarskiego, traktuje te pieniądze jako należny mu bonus za lata wyrzeczeń na skoczniach całego świata.
Renata Sienkiewicz
