przepustki, zbrodni, udusił

Ją udusił ręcznikiem, a jej 3-letniego synka ścierką. Wstrząsające szczegóły zbrodni w Warszawie

Po raz kolejny wracamy do sprawy Artura K., mordercy z Warszawy, który zabił Monikę K. i jej 3-letniego synka. Właśnie poznaliśmy więcej szczegółów tej bulwersującej i smutnej zbrodni. 

Do zbrodni doszło we wrześniu 2018 roku. Artur K. był na jednodniowej przepustce z więzienia na Białołęce. Odsiadywał tam karę 15 lat więzienia za zamordowanie poprzedniej partnerki. Dziennikarze „Faktu” już rok temu dotarli do siostry jego pierwszej ofiary.

 

ZOBACZ TEŻ: 16-latek zatruwał życie sąsiadom. Uciekał policjantom, a potem zrobił coś okropnego

 

Kiedy go poznała, miała 19 lat. Spotykali się przez dwa miesiące, gdy odkryła jego bandycką przeszłość. Miał na koncie pobicia i rozboje. Siostra chciała z nim zerwać, ale on nie chciał jej odpuścić. Doprowadził do tego, że zaczęła się go bać. Rozmawiałam z nią dzień przed jej śmiercią. Powiedziała mi: „Muszę kończyć, bo on stoi pod drzwiami”. To była moja ostatnia rozmowa z ukochaną siostrzyczką. Następnego dnia już nie żyła. Ten bydlak najpierw ją poddusił, a potem utopił. Zrobił to z czystą premedytacją

 

– powiedziała kobieta dziennikarzom Faktu.

 

Tymczasem lata mijały, a Artur K. z mordercy przeistaczał się we wzorowego więźnia. Przestał grypsować, nawrócił się, a nawet złożył uroczystą przysięgę o „rezygnacji z przynależności do nieformalnych struktur podkultury przestępczej”. W więzieniu skończył szkołę średnią i znalazł pracę.

 

W 2016 roku zaczął wychodzić na przepustki. Tu też nie sprawiał żadnych problemów. Meldował się na komisariacie i wracał do zakładu zawsze w terminie.

 

Monikę K. poznał przez internet. Widywał się z nią tylko na przepustkach. Spędzili razem raptem 12 dni, ale zamierzali pobrać się 22 września 2018 roku. Niespełna dwa tygodnie wcześniej doszło do morderstwa.

 

Artur K. twierdzi, że to „Szatan kazał mu zabić Monikę”. Że miał wizję, że kiedy to zrobi, poczuje się lepiej. Podobno Monika denerwowała go przeklinaniem i złym traktowaniem synka. Miała też „odsuwać go od Jezusa”. Ją udusił wsadzając jej ręcznik w usta i trzymając, Oskarka udusił ścierką.

 

Na ostatniej rozprawie biegli stwierdzili, że Artur K. jest zdrowy psychicznie, ale jego osobowość wykazuje zaburzenia o charakterze dysocjacyjnym. Osoby z takim zaburzeniem potrafią sprawnie manipulować i tłumaczyć każde swoje zachowanie. Podkreślają, że podobnie zachowywał się przy pierwszym procesie i pierwszej zbrodni.

 

Arturowi K. grozi dożywocie.

Komentarze