Olsztyński Park Centralny zamienił się w arenę politycznej wojny, której symbolem stał się potężny, sprowadzony z Chin jeleń mazurski za 120 tysięcy złotych. Monumentalna instalacja ufundowana przez myśliwych seniorów z Fundacji Nemrod wywołała gigantyczny skandal, gdy na jaw wyszło, skąd pochodziły fundusze na jej powstanie.
Mieszkańcy i radni są oburzeni faktem, że pomnik sfinansowano ze sprzedaży… łusek po nabojach ze strzelnic, co dla wielu stało się jawną pochwałą zabijania zwierząt. W mieście wybuchł taki pożar, że spanikowany prezydent Robert Szewczyk publicznie bije się w pierś i przeprasza urażonych mieszkańców.
Myśliwi szukali oszczędności
Plan był prosty i wzniosły – w sercu Olsztyna miał stanąć dumny symbol warmińsko-mazurskiej przyrody. Szybko jednak okazało się, że cała inicjatywa ma drugie, mocno kontrowersyjne dno. Pierwszy zgrzyt pojawił się przy wyborze wykonawcy. Choć jeleń miał promować lokalność, myśliwi uznali, że polscy artyści są dla nich za drodzy. Oferta z Sulejówka opiewająca na 160 tysięcy złotych netto została odrzucona. Zamiast tego, potężną rzeźbę zamówiono w Chinach za 120 tysięcy złotych, bo tam było o jedną czwartą taniej.
Największy niesmak budzi jednak finansowanie projektu. Pierwotnie rzeźba miała powstać bezpośrednio z łusek po nabojach przekazanych przez myśliwych. Gdy okazało się to technologicznie niemożliwe, pomysłodawcy bez wahania oddali zebrany metal na złom, a uzyskany grosz dorzucili do budżetu. Dla wielu olsztynian to jawna prowokacja i brak empatii – w ogólnodostępnym parku, gdzie spacerują rodziny z dziećmi, ma stanąć obiekt ufundowany za pieniądze ze strzelania do żywych stworzeń.
Tajne pakty w ratuszu i „urocza legenda” o zarżniętym zwierzęciu
Wokół wartej fortunę rzeźby narasta też potężny skandal proceduralny. Niezależny radny Mirosław Arczak dotarł do oficjalnych dokumentów i nie zostawia na urzędnikach suchej nitki. Jego zdaniem, wniosek myśliwych przeszedł ekspresową ścieżkę decyzyjną, a kluczowe ustalenia zapadały „poza protokołem” i bez wymaganych prawem opinii estetycznych. Co więcej, myśliwi przeforsowali pomysł jako „rzeźbę”, a nie „pomnik”, dzięki czemu sprytnie ominęli rygorystyczne przepisy i legislacyjne sito.
Absurdem wiejącym z dokumentów jest także argumentacja edukacyjna fundatorów. Urzędników miała przekonać… „urocza legenda” o tym, jak wieki temu zaszczuty i zagoniony przez myśliwych do miasta jeleń wbiegł do olsztyńskiej katedry i padł martwy na samym środku świątyni. Zdaniem krytyków, promowanie historii o zamęczonym zwierzęciu jako symbolu Olsztyna jest po prostu niesmaczne i szkodliwe.
Były gwiazdor siatkówki broni jelenia, a prezydent błaga o wybaczenie
W obronie rogatego monumentu z Chin murem stanął były reprezentant Polski w siatkówce, a obecnie radny i prezes PZŁ, Marcin Możdżonek. Polityk Nowej Nadziei uważa, że sprawa została sztucznie rozdmuchana. Przekonuje, że społeczeństwo nie potrafi odróżnić flory od fauny i myśli, że sarna to żona jelenia, więc taka rzeźba ma ogromne walory edukacyjne.
Napięcia nie wytrzymał jednak prezydent Olsztyna Robert Szewczyk, pod którym po fali krytyki rozgrzał się fotel. Włodarz opublikował w mediach społecznościowych emocjonalne oświadczenie. Przyznał w nim, że czuje się z całą sytuacją „bardzo niezręcznie” i nie spodziewał się, że jeleń stanie się symbolem aprobaty dla krwawych łowów.
Jeśli ktoś poczuł się tą sytuacją dotknięty, przepraszam. Rozumiem te reakcje
– napisał Szewczyk.
Na stole leży już jednak oficjalna interpelacja radnego Arczaka, który żąda natychmiastowego zerwania umowy użyczenia gruntu i wyrzucenia chińskiego jelenia z parku, zanim 19 czerwca nastąpi jego uroczyste odsłonięcie. Czy prezydent ugnie się pod naporem wściekłych mieszkańców? Odliczanie trwa!
Ola Drogosz
