To koniec pewnej epoki i pożegnanie, które przejdzie do historii światowego futbolu. W nocy z niedzieli na poniedziałek Robert Lewandowski po raz ostatni wybiegł na murawę legendarnego stadionu Camp Nou w barwach FC Barcelony. Choć „Duma Katalonii” pewnie rozbiła Real Betis 3:1, to wynik sportowy zszedł na dalszy plan.
Cały wieczór kręcił się wokół polskiego kapitana. Były łzy wzruszenia, szpaler od kolegów, owacje od 14,5-tysięcznego tłumu i wyjątkowa statuetka od prezesa Laporty. „Lewy” oficjalnie żegna się z Europą jako absolutna legenda, a hiszpańskie media piszą wprost, że to był królewski pokaz klasy, mimo surowych ocen za samą grę.
Łzy, szpaler i Anna Lewandowska na murawie
Decyzję o odejściu z klubu po zakończeniu obecnego sezonu Robert Lewandowski ogłosił zaledwie dzień przed meczem, wywołując prawdziwe trzęsienie ziemi w piłkarskim świecie. Trener Hansi Flick nie miał jednak wątpliwości – Polak wyszedł w podstawowym składzie i z dumą założył na ramię opaskę kapitana. Trybuny oszalały, a polskie flagi i transparenty z hasłem „Lewy Legend” zalały kataloński obiekt.
Prawdziwy festiwal emocji eksplodował na pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry. Gdy Polak schodził z boiska, zalał się łzami, a z rąk prezesa Joana Laporty odebrał pamiątkowe, klubowe trofeum. Po końcowym gwizdku na murawie podrzucali go koledzy z zespołu, a obok Roberta pojawiła się wzruszona żona Anna wraz z córkami. Zespół utworzył dla niego specjalny szpaler, a klub skomentował wydarzenie jednoznacznym wpisem w sieci: „Jeden z naszych, na zawsze”.
Hiszpańskie media bez litości
Choć cała oprawa miała charakter podniosłego święta, hiszpańscy dziennikarze sportowi tradycyjnie nie zamierzali stosować wobec 38-latka żadnej taryfy ulgowej. Prasa i portale skrupulatnie wypunktowały, że Lewandowski opuszcza Camp Nou bez strzelonej bramki, choć w końcówce spotkania zmarnował wyśmienitą okazję.
Dziennik „Sport” wystawił mu najniższą w zespole ocenę tj. surową „szóstkę”, dodając, że obrońcy Betisu kompletnie odcięli go od podań. „Mundo Deportivo” nazwało go krótko: „Uhonorowany”, ale z żalem odnotowało strzelecką niemoc, a madrycki „AS” i kataloński „El Nacional” podsumowały sytuację znacznie cieplej, pisząc, że Robert odchodzi z podniesioną głową jako jeden z najlepszych snajperów w dziejach Barcy.
Co zostawia po sobie „Lewy” i dokąd teraz poleci?
Cztery sezony w Barcelonie to dla Roberta Lewandowskiego pasmo gigantycznych sukcesów: trzy mistrzostwa Hiszpanii, Puchar Króla oraz trzy Superpuchary. Polak zagrał dla „Dumy Katalonii” 192 mecze, zdobywając kosmiczne 119 bramek, co daje mu 14. miejsce na liście strzelców wszech czasów. Ponadto na zawsze zapisał się w historii modernizowanego stadionu, jako pierwszy strzelec gola na nowym obiekcie pod koniec 2025 roku.
Jednak jak zauważają eksperci, jego największą zasługą była zmiana mentalności barcelońskich „złotych dzieciaków”, takich jak Pedri czy Gavi. „Lewy” nauczył młode gwiazdy twardej, bezwzględnej etyki profesjonalnej pracy, podobnie jak robił to przez lata w reprezentacji Polski.
Gdzie teraz zagra kapitan Biało-Czerwonych? Wszystko wskazuje na to, że czas na odcinanie kuponów i wielką kasę poza Europą. Lewandowski ma na stole astronomiczne oferty, bo w grę wchodzą bajecznie bogata Arabia Saudyjska lub amerykańska liga MLS w Stanach Zjednoczonych. Jedno jest pewne: w Europie Robert wygrał już wszystko.
Nina Makowska
