Rząd Donalda Tuska właśnie przyjął skrajnie kontrowersyjną ustawę, która ma pompować setki milionów złotych w emerytury i składki ZUS dla aktorów, muzyków, pisarzy i tancerzy. Rocznie ta zabawa ma kosztować podatników od 300 do nawet 400 milionów złotych, co w ciągu dekady daje astronomiczną kwotę 4,5 miliarda złotych!
Przeciwnicy pomysłu wprost mówią o bezczelnym skoku na kasę i dotowaniu „nierobów” z podatków ludzi harujących na kasach w dyskontach, podczas gdy legendy estrady żalą się w swoich luksusowych willach na rzekomo głodowe świadczenia.
Willa w Konstancinie i głodne koty Maryli
Temat artystycznych emerytur od lat budzi w Polsce potężne, negatywne emocje, ale teraz granica absurdu została całkowicie przekroczona. Celebryci, którzy przez całe życie zarabiali krocie na koncertach i kontraktach reklamowych, nierzadko unikając płacenia składek, dziś ustawiają się w kolejce po państwową jałmużnę. Symbolem tego dramatu stała się ostatnio Maryla Rodowicz. Gwiazda, która obecnie otrzymuje nieco ponad 2 tysiące złotych emerytury, publicznie żaliła się, że jej koty przejadają miesięcznie więcej, niż ona dostaje z ZUS. Piosenkarka zapomina jednak dodać, że mieszka w stuletniej, wartej miliony willi w luksusowym Konstancinie, a jej standard życia dla przeciętnego emeryta jest całkowitym kosmosem.
W podobnym tonie o swoich świadczeniach mówią inni znani twórcy. Aktor Henryk Gołębiewski ujawnił, że dostaje około 1900 złotych, a Wanda Kwietniewska wyznała, że jej emerytura to zaledwie 700 złotych. To właśnie te łzawe historie mają być dla rządu alibi do tego, by z kieszeni podatników dorzucić artystom do minimalnych emerytur. Państwo ma wyrównywać ich składki do poziomu minimalnego wynagrodzenia, o ile ich dochody z ostatnich trzech lat nie przekroczyły 125 procent najniższej krajowej.
„Gwiazda, która obecnie otrzymuje nieco ponad 2 tysiące złotych emerytury, publicznie żaliła się, że jej koty przejadają miesięcznie więcej, niż ona dostaje z ZUS. Piosenkarka zapomina jednak dodać, że mieszka w stuletniej, wartej miliony willi w luksusowym Konstancinie, a jej standard życia dla przeciętnego emeryta jest całkowitym kosmosem”
Odpiłować nierobów od kasy!
Projekt wywołał absolutną wściekłość na prawicy, a politycy Konfederacji zapowiadają bezprawną walkę z ustawą i chcą wotum nieufności dla minister kultury Marty Cienkowskiej. Sławomir Mentzen nie owija w bawełnę i wprost pyta Polaków, dlaczego mają zrzucać się na emerytury ludzi, którzy po prostu nie chcieli płacić składek, kiedy zarabiali gigantyczne pieniądze.
To jest skok na kasę! Ludzie zarabiający minimalną krajową gdzieś w Biedronce mają płacić podatki, by nierób i darmozjad dostawał emerytury. Jeżeli artysta generuje dochód niższy niż 125 procent, to my wszyscy mamy się na niego zrzucać? To skandal!
– grzmi poseł Sławomir Mentzen.
Jeszcze ostrzej na antenie Polsat News zareagował wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak. Polityk wprost zmiażdżył dotychczasowe działania ministerstwa i zapytał o realne kryteria tego, kto w ogóle ma dostać status „artysty zawodowego”, do którego państwo ma dopłacać.
Tych ludzi trzeba odpiłować od pieniędzy, a nie dawać im więcej! Oni wydają pieniądze na jakieś bzdury, na jakieś pogięte blachy, które nazywają rzeźbą. Ja im nie wierzę, że wybiorą ludzi, którzy faktycznie tworzą coś wartościowego. Chcą dać dopłaty takim indywiduom jak Jaś Kapela, bo nagrał jakieś grafomańskie piosenki? Chcą powołać stu kilkudziesięciu nowych urzędników przy ministerstwie, którzy będą zarabiać na ocenianiu tych wniosków. To jest skrajna niegospodarność!
– alarmuje Krzysztof Bosak.
Nawet Paweł Kukiz łapie się za głowę
W sens i uczciwość rządowego projektu nie wierzy również Paweł Kukiz. Legendarny muzyk i polityk w programie „Debata Gozdyry” apelował wprawdzie do Polaków, by dostrzegli artystów drugiego i trzeciego planu, którzy rzeczywiście zarabiają mało, ale jednocześnie kategorycznie sprzeciwił się finansowaniu ich emerytur z podatków zwykłych ludzi.
Zdaniem Kukiza, powoływanie kolejnych urzędniczych komisji weryfikacyjnych przy ministerstwie skończy się kolesostwem i brakiem uczciwości.
Uważam, że w jakiś sposób państwo powinno przynajmniej mobilizować organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi czy wykonawczymi do partycypacji w zapewnianiu tym muzykom środków na przetrwanie. Powinno się obciążyć podatkiem grupę zawodową muzyków i artystów – tak, aby ci, którzy zarabiają miliony, odprowadzali kwoty na tych, którzy takich pieniędzy nie widzą. Ale nie wyciągajcie tych pieniędzy z portfeli zwykłych Polaków!
– apeluje Paweł Kukiz.
Z kolei lewicowa część rządu, reprezentowana przez minister rodziny Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk oraz wicepremiera Krzysztofa Gawkowskiego, zaciekle broni projektu. Ich zdaniem, skoro państwo dopłaca miliardy do ulg dla przedsiębiorców (takich jak wakacje składkowe), to powinno również pomagać słabiej zarabiającym aktorom i muzykom pracującym na umowach o dzieło.
Rachunek za sielankę zapłacimy my
Rządowy projekt dopłat do emerytur dla artystów to klasyczny przykład tego, jak pod płaszczykiem „wrażliwości społecznej” tworzy się uprzywilejowaną kastę kosztem reszty narodu. Polskie prawo emerytalne od zawsze opierało się na prostej i sprawiedliwej zasadzie: dostajesz tyle, ile sam sobie odłożysz. Tymczasem rząd jednym podpisem chce tę zasadę podeptać.
Nina MAKOWSKA
