Mateusz Morawiecki zaprezentował program „Polska Jednej Prędkości”, który zakłada stałe wsparcie dla gmin w wysokości 500 zł na każdego mieszkańca. Choć propozycja brzmi jak hojny zastrzyk gotówki na lokalne drogi i szkoły, politycy studzą entuzjazm.
Profesor Jarosław Flis zauważa, że nagłe przejście na sztywny algorytm to „ukryta forma samokrytyki” po latach, gdy środki płynęły głównie do samorządów sprzyjających ówczesnej władzy. W tle sporu pojawiają się pytania o „tablicozę” i realną blokadę inwestycji, o którą były premier oskarża rząd Donalda Tuska.
Nowy mechanizm: 500 zł na głowę, ale z limitami
Program „Polska Jednej Prędkości” to próba ucieczki od uznaniowości, która kładła się cieniem na poprzednich funduszach rządowych. Główne założenia to stworzenie algorytmu zamiast obecnych konkursów – chodzi o to, aby każda gmina otrzymywała środki wyliczone na podstawie liczby ludności, ale także utworzenie widełek finansowych, gdzie najmniejsze gminy miałyby gwarantowane minimum 5 mln zł rocznie, natomiast największe metropolie nie dostaną więcej niż 100 mln zł.
Pieniądze mają iść wyłącznie na twardą infrastrukturę (drogi, wodociągi, szkoły), a program ma zostać sfinansowany z obligacji rozwojowych przez Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK).
Prof. Flis: „Narracja momentami komiczna”
W rozmowie z portalem Zero.pl prof. Jarosław Flis nie szczędzi złośliwości pod adresem byłego szefa rządu. Wskazuje na pewien paradoks: Morawiecki alarmuje o stagnacji, podczas gdy w regionach rządzonych przez PiS (jak Podkarpacie czy Małopolska) te same władze chwalą się rekordowymi inwestycjami.
Rozdzieranie szat i używanie najcięższych zarzutów wobec obecnie rządzących jest trochę komiczne w sytuacji, gdy strony internetowe województw pełne są entuzjazmu w opisie prowadzonych inwestycji
– ocenia prof. Flis.
Socjolog przypomina również o „politycznym kluczu”, którym posługiwano się za rządów Zjednoczonej Prawicy. Propozycja przejścia na prosty algorytm (pieniądze dla każdego, bez względu na barwy partyjne) jest według niego dowodem na to, że poprzedni system był niesprawiedliwy i podatny na korupcję polityczną.
Problem „tablicozy” i walka o zasługi
Profesor zwraca uwagę na zjawisko przypisywania sobie zasług przez polityków centralnych przy inwestycjach, które i tak musiałyby powstać. Symboliczne czeki i tablice informacyjne stały się elementem „rytuału politycznego”.
Flis pyta, czy nie lepiej byłoby zostawić pieniądze z podatków (np. PIT) bezpośrednio w budżetach gmin, zamiast „przepuszczać” je przez Warszawę, by politycy mogli je uroczyście rozdawać. Wszystko dlatego, że często ważniejsza od samej inwestycji staje się tablica informująca, dzięki komu ona powstała, co socjolog nazywa „wypinaniem piersi po ordery”.
Czy inwestycje rzeczywiście stanęły?
Morawiecki twierdzi, że rząd Tuska zafundował Polsce „zamiast placu budowy – niepewność”. Eksperci zauważają jednak, że procesy inwestycyjne są rozpisane na lata. Środki, które są wydawane dzisiaj, często pochodzą z umów zakontraktowanych jeszcze przez poprzednią ekipę. Spór o „500 zł na mieszkańca” jest więc nie tylko walką o portfele samorządowców, ale przede wszystkim bitwą o narrację przed zbliżającymi się wyzwaniami wyborczymi.
Wiktoria Sikorska
