Do tych furiackich ataków, niesprawiedliwych i – co najgorsze – przesiąkniętych gigantyczną hipokryzją, już się przyzwyczailiśmy. Donald Tusk, używając całego aparatu władzy, próbuje zniszczyć zniszczyć wiarygodność prezydenta Karola Nawrockiego. Chce wmówić Polakom, że każde spotkanie z Viktorem Orbanem to „prezent dla Putina”.
Zapomniał jednak, kto naprawdę bratał się z rosyjskim dyktatorem, gdy krew ofiar czeczeńskich wojen jeszcze nie wyschła, a Władimir Putin planował już atak na Ukrainę.
Brudna kampania przeciwko Prezydentowi
Aparat propagandowy rządu nie śpi. Wykorzystano wpis premiera o „odcięciu gazu Ukrainie”, by uderzyć w prezydenta Karola Nawrockiego i przypiąć mu łatkę polityka sprzyjającego Moskwie.
To desperacka próba obniżenia autorytetu głowy państwa. Dlaczego premier Donald Tusk to robi? Odpowiedź jest prosta: najciemniej jest pod latarnią. Atakując Nawrockiego za rutynową wizytę dyplomatyczną, ekipa Tuska chce, by Polacy doznali zbiorowej amnezji i zapomnieli o „resecie” z Rosją, który fundowała nam Platforma Obywatelska w czasie pierwszych rządów D. Tuska.
Pamiętacie molo w Sopocie? Tusk chce, byście zapomnieli!
Donald Tusk i jego ekipa za wszelką cenę próbują dziś zatrzeć ślady swoich niechlubnych kontaktów z Moskwą. To nie Karol Nawrocki jeździł do Rosji jako „nasz człowiek w Warszawie”. To Donald Tusk gościł Putina w Sopocie, spacerując z nim po molo w blasku fleszy, jak z najlepszym przyjacielem. Wreszcie, to w 2010 roku, w porozumieniu z Kremlem, doprowadził do tragicznego w skutkach rozdzielenia wizyt w Katyniu. Ta gra z Putinem skończyła się największą narodową tragedią – katastrofą smoleńską.
Słynne zdjęcia z uściskami i „żółwikami” z rosyjskim dyktatorem dziś parzą premierowi w oczy, więc próbuje on przelać swoją winę na innych.
Orban – przyjaciel czy straszak?
Atakowanie Nawrockiego za rozmowy z Viktorem Orbanem to szczyt komizmu w wykonaniu Tuska. Przecież obecny premier przez lata sam utrzymywał z Węgrem zażyłe relacje, a dziś regularnie spotyka się z nim na posiedzeniach Rady Europejskiej.
To, co oglądamy w mediach, to zwykły teatrzyk na potrzeby naiwnego wyborcy. Za zamkniętymi drzwiami w Brukseli Tusk i Orban to starzy znajomi z politycznych salonów, ale w Polsce Orban ma służyć jako „straszak”, którym można okładać prezydenta.
Riposta, która zabolała
Prezydent Karol Nawrocki nie dał się zastraszyć. Jednym krótkim pytaniem:
„Panie Donaldzie Tusku, ten Putin?”
i dołączonym zdjęciem uścisku dłoni premiera z dyktatorem, obnażył całą marność rządowej propagandy.
Tusk próbował rozpętać burzę, a sam został trafiony piorunem własnej przeszłości. Polacy mają prawo pytać: skoro spotkanie z Orbanem to zdrada, to jak nazwać lata przymilania się do Putina, które doprowadziły Polskę do energetycznego uzależnienia od Rosji?
Renata Sienkiewicz
