To nie jest scenariusz taniego filmu sensacyjnego, ale rzeczywistość w Ministerstwie Energii pod okiem Miłosza Motyki. Poseł Paweł Jabłoński wszedł z kontrolą do luksusowego biurowca w centrum Warszawy i odkrył gniazdo rozpusty oraz gigantyczną niegospodarność.
W tle pijackie awantury, naruszanie nietykalności ochroniarzy i tajemnicze odgłosy zza zamkniętych drzwi. Podatnicy zapłacą za ten „wypoczynek” milion złotych rocznie.
Pijana awantura pod biurem
Wszystko zaczęło się od skandalu, który w poniedziałek wieczorem wstrząsnął budynkiem przy ul. Książęcej. Pod luksusowym biurowcem pojawił się mężczyzna podający się za wiceministra Mariana Zmarzłego. Według relacji ochrony, polityk ledwo trzymał się na nogach, bełkotał i czuć było od niego silną woń alkoholu. Towarzyszyła mu tajemnicza kobieta.
Zmarzły miał zażądać wpuszczenia do „pokoju wypoczynkowego”. Gdy ochroniarz próbował wypełniać swoje obowiązki, wybuchła agresja. Wiceminister miał wyzywać pracownika od „chamów i prostaków”, a w końcu -– według notatki służbowej – naruszyć jego nietykalność cielesną, odpychając go siłą.
Duchy w Ministerstwie Energii? 2/3 biur jest pustych
Po tych bulwersujących doniesieniach, poseł Paweł Jabłoński ruszył z kontrolą poselską. To, co zastał na miejscu, nazwał „skrajną niegospodarnością”. Ministerstwo Energii wynajmuje luksusowe 5. piętro w jednym z najdroższych budynków w stolicy, ale… nikt tam nie pracuje.
Mamy pytania o pana wiceministra Zmarzłego i dlaczego w centrum Warszawy na 5. piętrze bardzo drogiego biurowca jest siedziba, w której nikogo nie ma w pracy?”
– pytał Jabłoński, nagrywając wiadomość rzecznikowi rządu, Adamowi Szłapce.
Polityk PiS ujawnił, że ponad 2/3 pomieszczeń jest pustych lub zamkniętych na klucz. Na recepcji hula wiatr, a telefony nie są nawet podłączone do sieci. Koszt utrzymania tej „pustyni” może wynosić nawet milion złotych rocznie. A przypomnijmy: to tylko jedna z trzech siedzib resortu (pozostałe są na ul. Przemysłowej w Warszawie oraz w Katowicach).
Tajemnicze odgłosy zza drzwi
Najbardziej szokujący moment interwencji nastąpił, gdy poseł Jabłoński odnalazł osławiony „pokój wypoczynkowy”. Choć ministerstwo oficjalnie świeciło pustkami, z tego konkretnego pomieszczenia dobiegały wyraźne odgłosy. Mimo pukania i wezwań do otwarcia, nikt nie zareagował.
Pan minister Motyka dba o wypoczynek swoich podwładnych, zapewnia im takie jakieś pokoje… Zamknęli się na klucz, ale ich słyszeliśmy
– relacjonował Jabłoński.
Poseł wprost sugeruje, że wiceminister Zmarzły traktuje państwowe biura jak prywatną garsonierę, do której wieczorami zaprasza koleżanki.
Prokuratura i NIK wkraczają do akcji
Paweł Jabłoński nie zamierza poprzestać na nagraniu hity sieci. Zapowiedział już złożenie zawiadomienia do prokuratury oraz wniosek do Najwyższej Izby Kontroli o natychmiastowe sprawdzenie wydatków resortu zarządzanego przez Miłosza Motykę.
Magdalena Kwiatkowska
