To miał polityczny skandal i dowód na opresję wobec niezależnych mediów, a za sprawą PR-owych zabiegów rządzących i sprzyjających im mediów, zamienia się w obyczajową bombę roku. W miniony piątek krajem wstrząsnęła wiadomość o wtargnięciu policjantów do mieszkania szefa TV Republika, Tomasza Sakiewicza, gdzie brutalnie skuto jego asystentkę. Redaktor natychmiast zażądał ujawnienia nagrań z kamer policyjnych, by obnażyć brutalność władzy. I wtedy nastąpił porażający zwrot akcji! Rządzący i zaprzyjaźnione media zamiast o polityce, zaczęli głośno mówić o… bieliźnie naczelnego.
W sieci aż płonie od pytań, jak to możliwe, że ikona prawicowej moralności została przyłapana w zamkniętym mieszkaniu ze swoją młodą pracownicą, będąc kompletnie bez spodni.
Brutalny nalot i asystentka w kajdankach.
Wszystko zaczęło się w piątek, od scen jak z filmu sensacyjnego. Tomasz Sakiewicz odpalił w mediach społecznościowych prawdziwą bombę. Ogłosił, że do jego warszawskiego lokalu siłą wdarli się mundurowi pod pretekstem fałszywego zgłoszenia o zagrożeniu życia dziecka.
Sakiewicz alarmował, że doszło do bezczelnego naruszenia tajemnicy dziennikarskiej, bo mieszkanie pełni funkcję redakcji. Co najgorsze, policjanci użyli siły wobec jego asystentki tylko dlatego, że ta spokojnie zażądała od nich wylegitymowania się! Kobieta została skuta rękami do tyłu, wyprowadzona na ulicę i pozostawiona w szoku na chodniku. Szef TV Republika słusznie bił na alarm, że to masowa akcja rządu mająca na celu zniszczenie jego stacji. Kilka godzin później zażądał ujawnienia nagrania z interwencji.
Sugestie, które niszczą wizerunek
Gdy Sakiewicz domagał się publikacji filmów z kamer nasobnych policjantów, druga strona zorientowała się, że ma w ręku obyczajowego asa. Zamiast tłumaczyć się z politycznych nacisków, rządzący i zaprzyjaźnione z nimi media zaczęli drwić z tego, co kamery zarejestrowały wewnątrz mieszkania.
Prawdziwy festiwal aluzji zaczął się w poniedziałkowy wieczór w programie „Kropka nad i” w TVN24. Monika Olejnik zapytała szefa MSWiA, Marcina Kierwińskiego, o kulisy tej akcji. Minister złośliwie zrecenzował oburzenie dziennikarza jako zwykłą „histerię”, a zapytany o to, co widać na policyjnym nagraniu, odpowiedział z wymownym uśmiechem.
Proszę mnie zwolnić z mówienia, co jest na filmie z kamery nasobnej policjanta
– bawił się sytuacją szef MSWiA.
Dla opinii publicznej komunikat był jasny: na filmie jest coś, co potężnego redaktora może narazić na totalną śmieszność i obyczajowy kompromitację.
Finał w bokserkach!
W kuluarach i w sieci natychmiast wybuchło piekło domysłów. Wszyscy zadawali sobie jedno, pikantne pytanie: co robił szef skrajnie konserwatywnych mediów, promujący na antenie tradycyjne wartości, w zamkniętym pokoju ze swoją asystentką w tak dwuznacznym stanie?
Przyparty do muru Sakiewicz, widząc, że polityczna opowieść o „walce z systemem” przegrywa z plotkami o jego alkowie, postanowił iść na całość. We wpisie na platformie X oficjalnie przyznał się, w jakim stroju dopadła go policja.
Zdaje się, że ostatnią linią obrony przed ujawnieniem nagrań policji i innych kompromitujących policjantów działań, jest to, że byłem w czasie siłowego wtargnięcia do mojego mieszkania w t-shircie i bokserkach. Nie mam żadnego problemu, żeby opublikować te nagrania w takiej formie jak były w oryginale
– napisał redaktor Sakiewicz.
Sakiewicz deklaruje, że woli, by cała Polska oglądała go w samych majtkach u boku asystentki, byle tylko udowodnić, że policja przekroczyła uprawnienia. Jednak wizerunkowe straty są gigantyczne. Zamiast poważnej debaty o wolności słowa, Polska żyje dziś pytaniem, czy swobodny strój w obecności pracownicy w rzekomym „biurze” to tylko domowa atmosfera, czy początek obyczajowego trzęsienia ziemi na prawicy.
Nina Makowska
