Polacy ewakuowani z Wuhan po raz pierwszy zabierają głos: opowiedzieli o zarazie w Chinach i swoich przejściach

Polacy z wuhan

Zakończyła się już dwutygodniowa kwarantanna 30 Polaków, którzy zostali ewakuowani z Wuhan przed szalejącą epidemią koronawirusa SARS-CoV-2. Przez 14 dni przebywali w odosobnieniu w szpitalu wojskowym we Wrocławiu. Teraz, gdy lekarze są pewni, że ich pacjenci są zdrowi, mogli wyjść do domów i opowiedzieć o tym, co przeżyli. 

Polacy ewakuowani z Wuhan najpierw trafili do samolotu zmierzającego do Francji. Ich podróż wraz z kilkoma setkami innych ludzi, spośród których co najmniej kilkanaście osób było zarażonych koronawirusem, była bardzo stresująca. W Paryżu zostali przejęci przez polski samolot wojskowy i przetransportowani prosto do Wrocławia na kwarantanne w wojskowym szpitalu zakaźnym. Otrzymali dla siebie całe piętro, tak aby maksymalnie odizolować ich od świata.

 

ZOBACZ TEŻ: Skąd wziął się koronawirus? Ujawnione informacje PRZECZĄ dotychczasowym teoriom

 

Teraz po zakończeniu kwarantanny mogliśmy poznać ich bezpośrednie relacje z Chin i z całego okresu odosobnienia. To co mówią mrozi krew w żyłach, bowiem wyraźnie widać jak wielki stres przeżyli.

 

Dziennikarze „Faktu” dotarli do Chińczyka mieszkającego na co dzień w Polsce, Dejiana Chenga. W czasie wybuchu epidemii jego żona Małgorzata, wraz z trójką dzieci była w Chinach. Para chciała by ich dzieci nauczyły się chińskiego w szkole w Wuhan. Niestety, wybuch epidemii pokrzyżował te plany.

 

Żona wyjechała z dziećmi do Wuhan, żeby w miejscowej szkole nauczyły się języka. Niestety, sytuacja w mojej ojczyźnie jest straszna, jak podczas wojny. Martwiłem się o swoją żonę, odchodziłem od zmysłów

– opowiedział pan Cheng.

 

ZOBACZ TEŻ: Koronawirus SARS-CoV-2. Wyciekł tajny raport ze szczytów chińskiej władzy

 

Podobnie sprawę przedstawia pani Małgorzata, która przez kilka tygodni drżała o życie swoje i dzieci. Kobieta sama zgłosiła się do Polskiego konsulatu i być może to ją uratowało. Jak sama mówi, „cieszy się, że nie umarła”.

 

Dobrze się czułam, miałam dobrą opiekę. Dzieci układały puzzle i rysowały. Na początku były spokojne, potem prawie rozniosły szpital! Chciałam, żeby dzieci nauczyły się chińskiego, ale już wiem, że to się nie uda. Na pewno tam nie wrócimy, boimy się epidemii. Na szczęście nic mi się nie stało, bo cały czas byłam zamknięta w domu

– wspomina pani Małgorzata.

 

Wraz z mężem zgodnie przyznaje, że porzuciła pomysł nauczenia dzieci chińskiego. Już raczej nie wróci do Państwa Środka, strach jest zbyt duży. I nie może to dziwić – w wyniki koronawirusa i SARS-CoV-2 i choroby COVID-19 zmarło 2129 osób a prawie 76 tysięcy jest chorych.

 

 



Komentarze