To był mecz, którego nie da się zapomnieć. Reprezentacja Polski, prowadzona przez Jana Urbana, zdominowała Szwedów na ich własnym terenie, dwukrotnie odrabiając straty i grając futbol odważny, nowoczesny i porywający. Niestety, proste błędy w defensywie i zabójcza skuteczność Viktora Gyokeresa w 88. minucie pozbawiły nas marzeń o Mistrzostwach Świata 2026.
Mimo narodowej kwarantanny i „żałoby w szatni”, prezes Cezary Kulesza podjął jedyną słuszną decyzję: Jan Urban otrzymał kredyt zaufania i misję budowy drużyny na kolejne lata.
Selekcjoner z tarczą, nie na tarczy
Zazwyczaj po porażce w barażach polscy kibice domagają się dymisji, a media „wieszają psy” na trenerze. Tym razem jest inaczej. Jan Urban, mimo przegranej, zdołał przekonać do siebie nie tylko PZPN, ale i najbardziej wybrednych ekspertów.
Kontrakt z Janem Urbanem zostanie przedłużony
– ogłosił krótko Cezary Kulesza tuż po końcowym gwizdku.
To sensacyjny zwrot akcji, biorąc pod uwagę dotychczasową cierpliwość prezesa do selekcjonerów. Jednak styl, w jakim Polska zaprezentowała się w Sztokholmie, nie pozostawił wątpliwości – Urban na ten czas po prostu zapracował.
Cień nad „Lewym”. Czy to czas pożegnań?
Największe poruszenie wywołał jednak nie wynik, a zachowanie kapitana. Robert Lewandowski, dla którego miał to być ostatni wielki taniec na mundialu, opuścił murawę wyraźnie zdruzgotany. Prawdziwa burza wybuchła jednak w mediach społecznościowych.
Lewandowski opublikował zdjęcie z wyciągniętą ręką w stronę kibiców, opatrzone utworem Andrei Bocellego „Time to Say Goodbye”. Czy to definitywny koniec ery RL9 w kadrze?
Choć napastnik później tonował nastroje, twierdząc, że to „żadna deklaracja”, wybór piosenki odebrano jako symboliczne pożegnanie. Selekcjoner Jan Urban przyznał, że w szatni panowała grobowa cisza, a rozmowy o przyszłości kapitana odbędą się w spokojniejszej atmosferze.
Grzegorz Lato: „Błędy, które bolą”
Mimo zachwytów nad stylem, legendarny napastnik i były prezes PZPN, Grzegorz Lato, nie szczędził krytyki za postawę w obronie.
Popełniliśmy parę wyraźnych błędów. Pierwsza bramka stracona w dość głupi sposób… To nie wystarczyło, by pojechać na mundial
– ocenił Lato.
Wielu kibiców wskazuje też na arbitra Slavko Vincicia, który w kontrowersyjnych okolicznościach nie podyktował rzutu karnego dla Polaków. Jednak w obozie Biało-Czerwonych nikt nie chce szukać tanich wymówek.
Co dalej z kadrą?
Polska zostaje w domu, ale projekt „Urban” trwa. Po raz pierwszy od dekady czujemy dumę z reprezentacji, która przegrywa, grając w piłkę, a nie tylko się broniąc. Przed nami Liga Narodów i eliminacje do Euro, które mają być nowym otwarciem – być może już bez Roberta Lewandowskiego, ale z fundamentami, które w końcu dają nadzieję na coś więcej niż tylko „mecz otwarcia, o wszystko i o honor”.
Ola Drogosz
