Zjawisko depopulacji małych miejscowości przybiera na sile. Najnowsze dane demograficzne są bezlitosne: powiaty takie jak hrubieszowski, bartoszycki czy krasnostawski tracą nawet blisko 40 proc. młodych mieszkańców. Eksperci alarmują: to proces, który na trwałe zmieni strukturę społeczną Polski, prowadząc do zapaści ekonomicznej i społecznej „peryferii peryferii”.
Dla pokolenia 30-latków wyjazd na studia do Warszawy, Wrocławia czy Krakowa to nie wybór, a wręcz konieczność. Powody są niezmienne od lat. Po pierwsze, brak perspektyw, ponieważ rynek pracy w małych miastach często ogranicza się do sektora usług publicznych, rolnictwa lub mało płatnej pracy fizycznej. Innym, powodem są aspiracje młodych. Absolwenci wyższych uczelni nie znajdują w rodzinnych stronach ofert pracy odpowiadających ich kwalifikacjom. I wreszcie, po trzecie – młodzi ludzie, zwłaszcza kobiety, nie chcą powielać tradycyjnych ról społecznych, które w mniejszych ośrodkach wciąż są silnie zakorzenione.
Kobiety liderkami ucieczki
Prof. Piotr Szukalski, demograf z Uniwersytetu Łódzkiego, wskazuje na bardzo wyraźny trend: to kobiety częściej wybierają „wielkie miasta”. Wynika to z wyższych aspiracji edukacyjnych oraz faktu, że kierunki, na których dominują (np. anglistyka, socjologia), są niemal niemożliwe do zagospodarowania na lokalnych, peryferyjnych rynkach pracy.
Efekt? Powstaje „społeczna pustynia”. Mężczyźni zostający w rodzinnych miejscowościach mają gigantyczny problem ze znalezieniem partnerki, co prof. Szukalski wprost porównuje do problemów znanych z programu „Rolnik szuka żony”.
Bolesne skutki: Co czeka wyludniające się regiony?
Skutki migracji młodych ludzi dla małych powiatów są dramatyczne i wielopoziomowe. Brak wykwalifikowanej kadry odstrasza nowych inwestorów. W ciągu 20-30 lat tysiące starszych osób zostanie bez wsparcia dzieci, które wyjechały za pracą. To wszystko będzie miało wpływ na budżety samorządów. Mniejsza liczba podatników oznacza, że gminy mają pieniądze tylko na absolutne minimum, co czyni regiony jeszcze mniej atrakcyjnymi.
„Coś za coś” – dylemat 30-latków
Młodzi, którzy wyjechali do metropolii, często doceniają plusy życia w mniejszym mieście – niższe ceny nieruchomości, czyste powietrze czy bliskość dziadków, którzy mogliby pomóc w opiece nad dziećmi. Jednak bilans zysków i strat jest nieubłagany. Jak podsumowuje Monika, bohaterka reportażu: „W życiu bywa: coś za coś”. Młodzi wybierają więc rozwój zawodowy i dostęp do kultury, godząc się na wyższe koszty życia w stolicy czy większych miastach.
Wyludnianie się małych miejscowości, to nie tylko statystyka, ale wyzwanie cywilizacyjne, przed którym stoi Polska. Jeśli samorządy i państwo nie znajdą sposobu na stworzenie tam realnych szans dla wykształconych młodych ludzi, proces ten będzie nieodwracalny.
Wiktoria Sikorska
