To oburzające! Podczas gdy zwykły Kowalski miesiącami czeka na wizytę u specjalisty lub na życiowy zabieg, politycy i ich rodziny mają własną „autostradę” do lekarza. Były wiceminister zdrowia Krzysztof Łanda wprost przyznał, że system opieki zdrowotnej w Polsce jest chory i podzielony na trzy równoległe światy: publiczny dla biednych, prywatny dla bogatych i system przywilejów dla politycznych elit.
Łanda bez ogródek zdradza w portalu zero.pl kulisy swojej pracy w resorcie. Twierdzi, że Ministerstwo Zdrowia przez lata działało jak… biuro podróży dla polityków. Telefon od posła czy ministra do wiceministra zdrowia z prośbą o „załatwienie” hospitalizacji był codziennością.
Wszyscy, którzy byli zainteresowani, byli przyjmowani poza kolejnością
– wyznaje były wiceminister.
Sam przyznał, że zdarzyło mu się pomóc w dwóch takich sytuacjach, choć starał się odmawiać.
Wiceminister Szczepański „zaprasza” do gabinetu
Wszystko wybuchło po tym, jak nagrano wiceministra spraw wewnętrznych i administracji, Wiesława Szczepańskiego. Podczas spotkania noworocznego polityk otwarcie zachęcał kolegów-parlamentarzystów, by kontaktowali się z nim, jeśli potrzebują pomocy.
Mój resort, mój gabinet jest dla państwa otwarty
– mówił Szczepański. Co więcej, chwalił się, że nadzoruje szpitale, w tym ten najbardziej znany jako lecznica dla VIP-ów – szpital przy Wołoskiej w Warszawie.
Choć po wybuchu afery zaczął się tłumaczyć, niesmak pozostał ogromny!
Dowód na absolutny upadek!
Eksperci nie mają wątpliwości, że sytuacja w której politycy nie muszą stać w kolejkach, jest głównym powodem, dla którego polska służba zdrowia nigdy się nie zreformuje.
Gdyby politycy stali w kolejkach tak jak wszyscy, szybko wzięliby się za naprawę systemu
– kwituje Łanda.
Skoro jednak mają dostęp do lekarzy „po znajomości”, nie czują na własnej skórze, jak tragicznie wygląda dostęp do medycyny dla zwykłych obywateli.
Renata Sienkiewicz
