To miały być zwykłe piątkowe rano i rutynowy trening. Zamiast tego – huk miażdżonej blachy, ogień i walka o życie. Łukasz Różański, były mistrz świata federacji WBC, brał udział w tragicznym wypadku w Trzebownisku. Kierowca Hyundaia, jadąc pod prąd drogą ekspresową, doprowadził do czołowego zderzenia z Lexusem pięściarza. Siła uderzenia była tak ogromna, że auto sprawcy stanęło w płomieniach.
Do dantejskich scen doszło w piątek, 27 marca, na trasie S19. Jak wynika ze wstępnych ustaleń rzeszowskiej policji, 49-letni mieszkaniec powiatu jarosławskiego z niewyjaśnionych przyczyn wjechał pod prąd w kierunku Rzeszowa.
Szaleńczy rajd zakończył się tragicznie. Najpierw Hyundai otarł się o prawidłowo jadącą auto lawetę. Następnie z potworną siłą uderzył czołowo w Lexusa, za którego kierownicą siedział Łukasz Różański. Na koniec auto sprawcy uderzyło w bariery i całkowicie spłonęło. 49-letni kierowca zginął na miejscu.
„To wręcz cud, że żyję” – Różański przerywa milczenie
Pięściarz z Rzeszowa, który w 2023 roku zachwycił świat, nokautując Alena Babicia i zdobywając pas WBC, tym razem stoczył najważniejszą walkę o własne życie. W sobotę opublikował w mediach społecznościowych poruszający wpis.
Dzięki Bogu nie odniosłem poważniejszych obrażeń czy złamań. Jestem bardzo mocno poobijany, posiniaczony i stłuczony. Biorąc pod uwagę to, co się wydarzyło, to wręcz cud, że skończyło się „tylko” na tym
– napisał poruszony Różański.
Sportowiec przyznał, że choć fizycznie jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo, psychicznie jest mu bardzo ciężko. „Muszę się pozbierać” – dodał, dziękując fanom za lawinę wsparcia, która spłynęła do niego po opublikowaniu zdjęć zmasakrowanego Lexusa.
Mistrz na zakręcie
Łukasz Różański, to duma Podkarpacia. Choć w 2024 roku stracił mistrzowski pas w walce z Lawrence’em Okolie w rzeszowskiej hali Podpromie, wciąż pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich bokserów. Teraz jednak sport schodzi na dalszy plan. Przed zawodnikiem długa droga do odzyskania równowagi po traumie, która mogła zakończyć się tragicznie.
Zdjęcia z miejsca wypadku publikowane przez policję mrożą krew w żyłach. Patrząc na wrak Lexusa, trudno uwierzyć, że ktokolwiek mógł wyjść z niego o własnych siłach.
Marta Grasegger
