komputer apple

Pierwszy komputer Apple trafił na aukcję. Może kosztować prawdziwą FORTUNĘ!

Tak – to co widzicie na zdjęciu powyżej, to komputer. Konkretnie Apple I – pierwszy produkowany przez tą firmę komputer osobisty. Powstał w 1976 roku, obok zaledwie 199 innych egzemplarzy. I mimo 42 lat na karku… wciąż jest w pełni sprawny! Eksperci uważają, że maszyna w takim stanie może osiągnąć zawrotną cenę.

Do dziś komputerów Apple I zostało zaledwie około 60. Większość z nich nie nadaje się do użytku, tymczasem egzemplarz zaprezentowany przez dom aukcyjny RR Auctions jest w pełni sprawny, a dodatkowo posiada wszystkie części oryginalne!

 

RR Auctions ocenia, że przedmiot może osiągnąć cenę 300 tysięcy dolarów (około 1,1 miliona zł). Jednak cena wywoławcza do 50 tys. dolarów. Aukcja potrwa do 28 września. Jaką cenę osiągnie ten Apple I?

 

Do tej pory spośród zachowanych egzemplarzy jedynie 6 zweryfikowano jako działające. I każdy z nich każdego roku osiągał coraz to większą cenę. Pierwszy, sprzedany w 1999 roku kosztował 50 tysięcy dolarów, a ostatni, sprzedany w 2016 – bagatela 815 tysięcy dolarów! Czy możliwe jest pobicie i tego rekordu? Przekonamy się pod koniec następnego miesiąca!

 

wp.pl/ foto: screenshot/ youtube.com

drzwi, sąsiad, kupił, mieszkanie, na, licytacji

Zabrze: kupił mieszkanie na licytacji, w środku było coś, czego NIKT się nie spodziewał!

Licytacje komornicze to często sposób na to, aby w dobrych cenach zdobyć przeróżne ruchomości i nieruchomości. Ta historia dotyczy akurat mieszkania, które w okazyjnej cenie nabył pewien mieszkaniec Zabrza. Traf chciał, że wystawione na licytacji lokum miało pewną tajemnicę…

 

Zakupiony lokal znajdował się na dzielnicy Helenka. Gdy kupiec dopełnił wszelkich formalności po licytacji, mógł wreszcie udać się, by obejrzeć swoje nowe „eM”. Problemy pojawiły się już na początku, bo okazało się, że klucze, które dostał nie pasują do zamków.

 

Wezwał więc na pomoc specjalistów i policję. Po rozwierceniu zamków okazało się, że w mieszkaniu stoi wielki foliowy namiot, a w nim… kilkadziesiąt krzewów konopi indyjskich!

 

Cała „plantacja” była bardzo profesjonalnie przygotowana – rośliny miały odpowiedni dostęp do światła i sprzęt grzewczy. Policjanci zabezpieczyli 41 krzewów i sporo suszu, który był gotowy do użytku.

 

Śledczy zabezpieczyli 41 krzewów konopi, z których wyprodukować można prawie tysiąc dilerskich działek narkotyku, a także gotowy susz roślinny, pozwalający na sporządzenie ponad 2 tys. porcji marihuany

– napisano w komunikacie policji.

 

Po zabezpieczeniu wszystkich roślin, narkotyków i narzędzi do ich produkcji, plantacja została zlikwidowana. Teraz nowy właściciel mieszkania może w spokoju zacząć się urządzać, a policja badać, do kogo należały te niecodzienne rzeczy…

 

źródło: o2. pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne/ pixabay. com

Limuzyna HITLERA trafi pod młotek! Ten niesamowity wóz WYPRZEDZAJĄCY EPOKĘ wart jest FORTUNĘ! [FOTO]

Luksusowe auto z 1939 roku samo w sobie warte jest ogromne pieniądze. Jeśli do tego posiada niebywałą specyfikację jak na swój wiek – tym bardziej. A jeśli dodamy do tego, że samochód ten woził jednego z największych zbrodniarzy w historii – cena musi być zawrotna! Auto Hitlera trafia właśnie na aukcję.

 

Mercedes-Benz 770 to luksusowy model produkowany w latach 1930-43. Samochody tego typu woziły najwyższych dygnitarzy III Rzeszy i wiele innych, znanych osobistości. W 1938 roku rozpoczęła się produkcja II serii tego modelu, oznaczonej W150.

 

Jeden z nich trafił w 1939 roku w ręce oficera SS Ericha Kempki, który był osobistym szoferem Hitlera. Do 1941 roku auto służyło Fuhrerowi w czasie parad. Myli się jednak ten, kto sądzi, że jest to zwykły wóz seryjny – w związku z przeznaczeniem został znacznie zmodyfikowany.

mat.prasowe

Nadwozie i podłoga auta są wzmocnione, aby chronić pasażerów i kierowcę przed pociskami. Ochronę uzupełniają kuloodporne szyby i specjalna płyta wysuwana zza tylnej kanapy. Takiej ochrony nie mają limuzyny tego typu, którymi jeździli japoński cesarz Hirohito, hiszpański dyktator Francisco Franco, czy Papież Pius XI.

mat.prasowe

Mercedes jest napędzany rzędowym, 8-cylindrowym, potężnym silnikiem o pojemności 7,7 litra i 230 KM mocy. Wraz z 5-biegową przekładnią jednostka ta zapewniała maksymalną prędkość rzędu 160km/h. Prawdziwy potwór!

Mercedes wyprodukował zaledwie 88 egzemplarzy modelu 770 w wersji W150, a do naszych czasów przetrwało ich tylko 5. Ten spośród nich jest najbardziej wyjątkowy.

 

W 1945 roku limuzyna wpadła w ręce US Army i przez jakiś czas była używana na paradach weteranów wojennych. Potem słuch po niej zaginął, aż odnalazła się w jednym z garaży w Las Vegas. Gdy została zidentyfikowana jako auto Hitlera, trafiła z powrotem do Europy na wyjątkową aukcję. Dom aukcyjny Worldwide Auctioneers spodziewa się, że sprzeda samochód za 7 milionów dolarów!

 

Firma obiecała także, że 10% zysku przekaże na edukację w zakresie Holocaustu i na walkę z rasizmem. Miejmy nadzieję, że pieniądze te nie trafią do ludzi i instytucji piszących o „polskich obozach śmierci”, tylko przyczynią się do rzetelnego poszerzania wiedzy z tego zakresu.

 

wośp

SPALIŁ SIĘ pod Pałacem Kultury. Teraz część jego garderoby wylicytujesz na aukcji WOŚP. „Jest jakaś granica żenady?”

Właśnie trwa 26 finał WOŚP. Wśród aukcji znajdziemy skrajnie różne rzeczy. Możemy np. zagrać ze Schetyną w koszykówkę. Ale jest też aukcja, która wywołała oburzenie po prawej stronie – licytacja kolekcji krawatów Piotra Szczęsnego, „Szarego Człowieka”, który spalił się pod PKiN w ramach protestu przeciwko władzy PiS. Czy aukcje charytatywne powinny obejmować także takie przedmioty ewidentnie kojarzące się z polityką?

 

„ Część unikalnej kolekcji krawatów Piotra Szczęsnego – Szarego Człowieka. Kolekcja powstawała przez ostatnie kilkanaście lat i towarzyszyła Piotrowi, gdy szkolił i prowadził konsultacje dla samorządów na terenie całej Polski. Przez te lata kolekcja żyła: krawaty były często prezentami dla przyjaciół oraz kolegów i koleżanek trenerów. Kolekcja była sukcesywnie uzupełniana o nowe egzemplarze. W chwili przekazania na aukcję cała kolekcja liczyła około 330 krawatów.”

 

– napisano na aukcji WOŚP. W momencie pisania artykułu cena wynosi już 350 złotych. Krawaty przekazał syn Piotra Szczęsnego.

 

Aukcja należy do sztabu WOŚP przy Gazecie Krakowskiej. Jednak poza zainteresowaniem wywołuje ona także ogromne kontrowersje. Gorzkich słów nie szczędzi część dziennikarzy i internatuów.

 

„A spalonej koszuli się nie dało? Jest jakaś granica żenady?” – napisał Stanisław Janecki, publicysta i dziennikarz.

 

Czy wykorzystywanie ludzkiej tragedii w takiej aukcji to dobry pomysł? Cóż, mamy bardzo mieszane uczucia, ale nie ulega wątpliwości, że więcej dobrego mogą zrobić krawaty Piotra Szczęsnego, jeśli zysk z ich sprzedaży pójdzie na szczytny cel, niż jego samobójstwo.

 

wp.pl/twitter.com/

tuńczyk

TUŃCZYK-GIGANT sprzedany na aukcji! Ważąca setki kilogramów BESTIA kosztowała MAJĄTEK! [VIDEO]

Dziś odbyła się doroczna aukcja na giełdzie rybnej w Tokio. Największy okaz – 405-kilogramowy tuńczyk osiągnął zawrotną cenę, choć jak zwracają uwagę eksperci – o wiele niższą niż rekordowe sumy sprzed lat!

 

W najlepszych czasach dla giełdy rybnej, za kilogram najlepszych tuńczyków płacono nawet 7900 dolarów! Tym razem to „zaledwie” 798 dolarów. Kwota ta złożyła się na opłatę za całą rybę w wysokości 323 tys. dolarów.

 

Nabywcą jest szef kuchni i właściciel restauracji o nazwie Ginzo Onodera, Hiroshi Onodera. Zdobycie takiej ryby to zawsze dobry chwyt marketingowy. Tegoroczna aukcja odbyła się mimo tego, że ostatnie połowy tuńczyka zagroziły wręcz wytrzebieniem gatunku na wodach wokół Japonii. Państwo to wprowadziło specjalne limity i zakazy by ratować populację tuńczyka. Za złamanie regulacji grożą bardzo wysokie kary.

 

Jak widać nawet jedzenie potrafi osiągać zawrotne ceny. Jako że podczas pisania tego artykułu wypada pora obiadowa, zastanawiamy się ileż to wspaniałych specjałów można zrobić z prawie półtonowej ryby… niewątpliwie będą to same znakomite potrawy!

wprost.pl

POLSKA MONETA jedną z NAJDROŻSZYCH i NAJRZADSZYCH na świecie! Własnie trafiła pod młotek za BAJOŃSKIE PIENIĄDZE! [FOTO]

Taka okazja trafia się naprawdę rzadko, to gratka dla wszystkich bogatych kolekcjonerów. Do kogo trafi ten wyjątkowy numizmat?

 

100-dukatowa moneta Zygmunta III Wazy trafiła właśnie na licytację w domu aukcyjnym w USA. Classical Numismatic Group INC, dom aukcyjny, który przeprowadzi licytację szacuje, że otrzyma za nią nawet 2 miliony dolarów! Dlaczego ta moneta jest tak wiele warta?

 

Składa się na to kilka czynników. Po pierwsze – takich monet wybito zaledwie kilka. Do dziś zachowały się najprawdopodobniej tylko trzy egzemplarze. Nie służyły jako środek płatniczy, a jako prezent. Przez niektórych badaczy, ze względu na spory rozmiar – aż 7 cm średnicy – jest uznawana za medal. Rok wybicia – 1621 może świadczyć o tym, że mogła być pamiątką po wojnie polsko-tureckiej z lat 1620-21. Poza tym, to po prostu perła sztuki barokowej, wspaniały przykład kunsztu mincerzy, którzy ją przygotowali.

 

Po drugie – jest wykonana ze złota i to bardzo wysokiej próby – 967. Materiał i rozmiar sprawiają, żę waży aż 348 gramów! Jej projektantem jest Samuel Ammon, jeden z najwybitniejszych europejskich medalierów przełomu XVI i XVII wieku. Dodatkowo, w ostatnich latach moneta ta cały czas zyskuje na wartości – na ostatniej aukcji, w 2008 roku, sprzedano ją za 1,38 miliona dolarów! Stąd przypuszczenie graniczące z pewnością, że tym razem cena będzie większa.

Być może aukcją powinny zainteresować się polskie władze? Wprawdzie jeden z egzemplarzy monety znajduje się w Muzeum Czapskich w Krakowie, a drugi, ale o nominale 40 dukatów w Warszawie, ale być może dobrze by było, aby wszystkie znane numizmaty wróciły do ojczyzny? Ostatnim razem w licytacji brał udział Zamek Królewski, ale przegrał ją. Może gdyby połączyć siły i środki kilku państwowych instytucji, tym razem udałoby się zgromadzić odpowiednią kwotę?

 

Zapewne państwo nie wyasygnuje odpowiednich środków na zakup, niemniej jednak warto pamiętać o tym, że z biegiem lat moneta ta będzie zyskiwać na wartości – tańsza już raczej nigdy nie będzie.

wioska

Ta wioska jest NA SPRZEDAŻ w cenie małego mieszkania i nikt nie chce jej kupić. Jaką tajemnicę ma skryta w lasach miejscowość?

Pięknie położona wioska, zaledwie 70km od Drezna i 2 godziny jazdy od Berlina. Idealne miejsce na wypoczynek. Czy aby na pewno?

 

Wioska Alwine 9 grudnia zostanie wystawiona na licytację. Cena wywoławcza – zaledwie 125 tys. euro. Za nieco ponad pół miliona złotych możemy nabyć całą miejscowość! W tej cenie otrzymamy dwa domy wielorodzinne, jeden dom wolnostojący, pięć połówek domów typu „bliźniak” i jeden cały „bliźniak”. Łącznie to niemal 16 tys. mkw. ziemi i aż 14 tys. mkw. powierzchni mieszkalnej.

 

Dodatkowo miejscowość leży w centrum Brandenburgii, łatwo dostać się tu z Drezna, a i z Berlina nie jest strasznie daleko. Otoczona lasami, spokojna wioska mogłaby służyć jako wspaniałe miejsce wypoczynkowe. A jednak nikt jak na razie nie wyraził zainteresowania jej kupnem.

 

Dlaczego?

 

Ponura prawda wychodzi na jaw, gdy przyjrzymy się Alwine z bliska. Budynki w niej są w opłakanym stanie. Wymagają sporych nakładów finansowych, co przyznaje nawet dom aukcyjny, który będzie prowadził licytację wioski. Cywilizacja także nie dotarła w brandenburskie lasy – brak tu centralnego ogrzewania, gazu, są za to piece kaflowe i węglowe kuchenki.

 

Jakby tego było mało w tej dziurze – nie bójmy się użyć tego słowa – wciąż mieszka 15 lokatorów! Głównie są to emeryci, którzy nie mają gdzie uciec, ale trafi się także rodzina z dziećmi. Po ewentualnym nabyciu wioski trzeba by się z nimi dogadać w sprawie remontów. A to może nie być takie łatwe.

 

Sprzedający upierają się, że mieszkańcy dołożą swoją cegiełkę do remontów, a dodatkowo nabywca może liczyć na zyski z czynszów płaconych przez ludzi z Alwine… jednak i tu jest pewien problem. Część lokatorów świadomie nie płaci uznając, że za tak liche warunki mieszkalne zapłata się nie należy, a ci którzy płacą, odprowadzają niziutkie, pamiętające NRD stawki. Roczny zysk z czynszów to zaledwie 16 tys. euro. Ale dom aukcyjny zapewnia, że po remontach można by ściągnąć od mieszkańców nawet 30 tys. euro rocznie.

 

Alwine powstało na przełomie XIX i XX wieku jako osiedle dla robotników pracujących w pobliskich fabryce brykietu i kopalni węgla. Po upadku Muru Berlińskiego i zjednoczeniu Niemiec miejscowośc kupiło dwóch braci, ale gospodarowanie na włościach nie szło im najlepiej. Po śmierci jednego, rodzina zdecydowała się pozbyć upadającej wioski. I wcale im się nie dziwimy… choć może znajdzie się zdesperowany pasjonat, którzy tchnie nowe życie w miejsce o którym i człowiek i Bóg i nawet „Żelazna Kanclerz”, Angela.

 

rp.pl/foto: screenshot

DIRTY DANCING! Rodzinna AWANTURA o KURTKĘ Patrick’a Swayze!

Patrick Swayze miał 57 lat, kiedy zmarł na raka trzustki w 2009 roku. Słynną, czarną, skórzaną kurtkę nosił w 1987 roku, gdy grał w kultowym filmie Dirty Dancing.

 

Dom aukcyjny Julien’s Auctions z Los Angeles wystawił na sprzedaż kilka pamiątek ze tego filmu  – i to pomimo sprzeciwu rodziny aktora!

 

Lisa Niemi – wdowa po Patrick’u – w 2014 ponownie wyszła za mąż (tym razem za jubilera Alberta DePrisco). Zdecydowała się sprzedać przedmioty należące do Swayze, gdy wyprowadziła się z ich ranczo w New Mexico, gdzie mieszkali przez 30 lat. Podobno doradził jej to psycholog, twierdząc, że będzie to dobre dla jej zdrowia.  Mimo to Lisa stwierdziła, że „ma mieszane uczucia” na temat aukcji.

 

Za to sprzedaży wyraźnie sprzeciwiła się siostrzenica aktora –  Danielle Swayze – która wezwała do odwołania aukcji twierdząc, że przedmioty powinny zostać w rodzinie. Uznała, że cała sytuacja to policzek w twarz:

 

„To było rodzinne dziedzictwo. To jest policzek w twarz, że ona [Lisa Niemi] sprzedaje te cenne wspomnienia”

 

Mimo sprzeciwu Danielle i petycji, którą on-line podpisało 1500 osób, aukcja się odbyła i kurtkę sprzedano za ogromną sumę. Zakupiono ją za aż 48 260 funtów! Julien’s Auctions deklaruje przekazanie części wpływów dla organizacji zajmującej się przeciwdziałaniem rakowi trzustki (Pancreatic Cancer Action Network)

 

ms, theguardian

 

 

Wiktoriańska SEX-ZABAWKA do kupienia! (Foto 18+)

Zbliżająca się aukcja Matthews Auctioneers w Oldcastle wzbudza wielkie zainteresowanie a to za sprawą… wibratora z czasów wiktoriańskich.

 

Wibrator w eleganckiej kasetce został opisany jako:

 

Wykonany z kości słoniowej, rzeźbiony towarzysz dam.

 

Jak mówi mówi sprzedawca z domu aukcyjnego Damien Matthews, wibrator to piękny przedmiot pozyskany od jednej z dobrze znanych rodzin anglo-irlandzkich. Pierwszy właściciel tej seksualnej zabawki był w Indiach w 1840 r., gdzie sam zastrzelił słonia, z którego kości wykonano wibrator. Powstał on najprawdopodobniej w 1899 lub 1901 r. w Chinach, bo tam właściciel walczył w Powstaniu Bokserskim.

 

 

Warto przypomnieć, że chociaż zabawki erotyczne i seksualne występują w tej czy innej formie od czasów wiktoriańskich, to irlandzkie przykłady są rzadkie. Wibratory uważano raczej za urządzenie medyczne, jak np. stetoskop a nie jako erotyczne. W erze wiktoriańskiej idea kobiecego podniecenia seksualnego była nie do pomyślenia.

 

Z tego względu Damien Matthews uważa, że wystawiony na aukcję wibrator:

 

To nie tylko kawałek erotyki – to dzieło sztuki i fascynujący fragment historii społecznej.

 

Cenę wiktoriańskiego wibratora oszacowano na 500-800 euro.

 

ms, źródło: irishtimes.com