samolot, linii

Dramat na pokładzie jednego z samolotów znanych linii lotniczych. Po starcie zapalił się silnik!

Prawdziwy koszmar przeżyli pasażerowie jednego z samolotów linii lotniczych Air Zimbabwe. Tuż po starcie zaczął palić się silnik. Wszyscy myśleli, że skończy się to tragicznie. Boeing 767-200 wyleciał w niedzielę z największego lotniska w Afryce mieszczącego się w Johannesburgu. Linie wydały oświadczenie, w którym napisali, że zapalił się jeden z elementów silnika, lecz sytuację udało się opanować.

Początkowo informowano, że piloci samolotu zostali zmuszeni do podjęcia lądowania awaryjnego, jednak władze linii lotniczej ogłosiły, że pożar nie przerwał podróży, a lot został planowo zakończony – napisał The Sun. To, że wszystko zakończyło się zgodnie z planem lądowaniem w miejscu docelowym jest jakimś cudem. Dzięki szybkiej reakcji doświadczonego pilota, maszyna została sprowadzona na ziemię i być może dzięki temu uratowano życie wielu osób mieszczących się na pokładzie samolotu. Silnik uległ chwilowemu zapaleniu, jednak usterka nie zagroziła kontynuacji lotu i bezpieczeństwa załogi oraz pasażerów obecnych na pokładzie. Samolot wylądował bezpiecznie w Harare – informują władze Air Zimbabwe. Nad paniką zapanowały stewardessy, które uspokajały podróżujących. Ogarnął ich strach i wszyscy myśleli, że maszyna niebawem się rozbije. Na szczęście wszystko zakończyło się dobrze.

 

ZOBACZ:Mroczne wizje świętego Ojca Pio o TRZECIEJ WOJNIE ŚWIATOWEJ. Co czeka Polaków?!

 

Oby jak najmniej było takich sytuacji. Znane są przypadki ludzi, którzy po takich przeżyciach nie zdecydowali się już na podróż samolotem. Nie ma co się dziwić, zrażenie do lotów jakie pozostaje po takim wydarzeniu jest zrozumiałe.

źródło: o2.pl fot. youtube.com

boeinga

Jako jedyny ocalał z katastrofy Boeinga. To prawdziwy cud! „Krzyczałem, ale oni mnie nie…”

To się nazywa wygrać nowe życie. Grek Antonis Mawropulos powinien być 158 ofiarą fatalnej katastrofy Boeinga 737, który rozbił się lecąc w niedzielę rano z Addis Abeby w Etiopii do Nairobi w Kenii. A jednak przeżył!

Mawropulos spóźnił się o kilka minut na odprawę przed lotem. Gdy dotarł na lotnisko, ruszył biegiem do odpowiedniej bramki, ale ta była już zamknięta. Co ciekawe, musiała zostać zamknięta dosłownie przed momentem, bo jak wspomina Grek, wciąż widział w tunelu pasażerów zmierzających na pokład Boeinga.

 

„Krzyczałem , żeby mnie wpuścili, ale oni tego nie zrobili. Może jestem za stary na rock’n’rolla, ale za młody na śmierć!”

 

ZOBACZ: [VIDEO] Tak wygląda pożar od środka. To nagranie morza ognia jeży włosy na głowie!

 

– napisał mężczyzna na portalu Facebook, gdzie zamieścił zdjęcie niewykorzystanego biletu na feralny lot.

W wyniku katastrofy zginęło 157 osób z 33 krajów, w tym dwóch Polaków. Jeden z nich był polskim dyplomatą. Ministerstwo Spraw Zagranicznych zapewniło, że obejmie opieką rodziny ofiar.

 

wp.pl/ foto: facebook/ 

boeinga

Druga tajemniczy wypadek Boeinga w ciągu pół roku. Nowe informacje o katastrofie w Etiopii

Wczoraj dotarły do nas bardzo smutne informacje. Boeing 737 max etiopskich linii lotniczych Ethiopian Airlines runął wkrótce po starcie. W wyniku katastrofy zginęli wszyscy pasażerowie i członkowie załogi. To już druga taka sytuacja w ciągu pół roku: najnowszy samolot Boeinga rozbija się w dziwnych okolicznościach. Na pasażerów padł blady strach, a akcje koncernu pikują w dół.

Wiemy, że samolot został dostarczony przewoźnikowi w połowie listopada ubiegłego roku. Była to nowa maszyna z serii MAX, która weszła do użycia niespełna dwa lata temu. Rozbiła się 6 minut po starcie ze stolicy Etiopii do Nairobi w Kenii.

 

ZOBACZ: Okropna wiadomość dla palaczy. W maju ze sklepów znikną papierosy?!

 

Przedstawiciele linii lotniczych podali, że za sterami siedział bardzo doświadczony pilot. Jednak miał już od początku zgłaszać jakieś „trudności” i prosić o zgodę na lądowanie awaryjne. Niestety, nie udało mu się to.

 

Okoliczności tej tragedii są bardzo podobne do tego, co w październiku wydarzyło się u wybrzeży Malezji. Samolot tamtejszych linii lotniczych Lion Air rozbił się 13 minut po starcie. Pilot nie potrafił poradzić sobie z nowym systemem komputerowym, który przejmował kontrolę nad sterami, gdy uznawał, że samolot wznosi się pod niewłaściwym kątem.

 

Na razie jednak nie wiadomo czy w Etiopii doszło do katastrofy z tego samego powodu. Producent i użytkownik maszyny czekają na wyniki międzynarodowego śledztwa. W katastrofie zginęło 157 osób z ponad 30 krajów, w tym delegacja pracowników ONZ, oraz dwóch Polaków.

 

o2.pl/ foto: facebook.com

jumbo jet

Gdy obudzili się rano, WIELKI JUMBO JET stał na polu. Skąd się tam wziął?!

Czasem życie potrafi zaskoczyć. Oto w sennej i spokojnej prowincji Tajlandii, prości mieszkańcy wstając rano, odkryli na polach pod wsią… wielki pasażerski odrzutowiec Boeinga. Skąd Jumbo Jet wziął się na polu? Sytuacja szybko się wyjaśniła!

 

Dziwne zdarzenie miało miejsce w prowincji Chainat w środkowej Tajlandii. W jednej z niewielkich rolniczych wiosek mieszkańcy przeżyli szok, gdy niedaleko domostw dostrzegli potężnego Boeinga 747, popularnie nazywanego Jumbo Jet.

 

Na początku myślałem, że piloci byli zmuszeni wylądować na polu z powodu braku paliwa. Nigdy nie podróżowałem samolotem, więc nic innego nie przychodziło mi do głowy

 

– powiedział mediom jeden z mieszkańców wioski.

 

Policja wezwana na miejsce zwróciła uwagę, że samolot stoi na betonowych podwyższeniach, a dodatkowo ma wymontowane silniki. Nie mógł więc przylecieć o własnych siłach. Zresztą lądowanie w takich warunkach, bez utwardzanego pasa, nie wchodziło w grę! Dodatkowo był pozamykany na głucho. W środku raczej nikogo nie było.

 

 

Wkrótce okazało się, że samolot jest własnością jednego z mieszkańców wioski! Somchai Phukieow, do którego należał ten teren przyznał, że kupił samolot wycofany z użytkowania.

 

Phukieow zamierza uczynić z niego lokalną atrakcję. Powiedział, że zakupił go w „bardzo okazyjnej cenie” z lotniska w Bangkoku, oddalonego o 100 kilometrów.

 

Na razie właściciel nie zdradza swoich planów względem maszyny, twierdzi jedynie, że ma to być „lokalna atrakcja”.

katastrofie boeinga

Nowe fakty o katastrofie Boeinga: „to się nie miało prawa wydarzyć”

U wybrzeży Dżakarty, stolicy Indonezji rozbił się Boeing 737-max 8 linii Lion Air. Maszyna miała zaledwie 3 miesiące, a runęła do morza kilkanaście minut po starcie. W katastrofie Boeinga zginęli prawdopodobnie wszyscy pasażerowie i personel. Według wielu – taki wypadek nie miał prawa się wydarzyć!

 

Piloci Boeinga tuż po starcie zgłosili problemy z maszyną i konieczność lądowania, niestety nie dociągnęli maszyny do pasa startowego. Samolot wpadł do morza 29 października i od tego momentu trwają gorączkowe poszukiwania części maszyny i ewentualnych rozbitków. Jednak służby przyznają, że szanse na przeżycie kogokolwiek są niemalże zerowe.

 

Tymczasem poznajemy coraz więcej okoliczności tragedii. Po pierwsze, na pokładzie samolotu, wśród 189 osób załogi i pasażerów było 20 pracowników indonezyjskiego ministerstwa finansów. Po drugie maszyna była nowiutka i latała od zaledwie trzech miesięcy.

 

 

 

Co ciekawe, już podczas poprzedniego lotu załoga zgłaszała problemy z nieprecyzyjnymi danymi pokazywanymi przez przyrządy w kokpicie. Różniły się one na stanowiskach obu pilotów, mimo to zdecydowali się oni kontynuować lot i wylądowali bezpiecznie w Dżakarcie. Usterka została zgłoszona i według przedstawicieli linii Lion Air, naprawiona na miejscu.

 

ZOBACZ: Kochała psa nad życie. Po jego śmierci wykonała makabryczny tatuaż! [FOTO]

 

 

Jak to możliwe, że nowy samolot tak po prostu spada do morza? Być może nałożyły się tu dwa czynniki – usterka i błąd ludzki. Maszyny tego typu nie miały jeszcze ani jednej katastrofy, tym bardziej jest to dziwne. Zwolennicy teorii spiskowych na pewno połączą tą katastrofę z postaciami 20 pracowników Ministerstwa Finansów Indonezji. My tymczasem czekamy na wydobycie czarnych skrzynek i ustalenie oficjalnych przyczyn katastrofy.

boeing malaysia airlines mh370

Po tym samolocie słuch zaginął 4 lata temu. Sensacyjna teoria pomoże go odnaleźć?

Lot MH370 stał się jedną z największych tajemnic ostatnich lat. Samolot zniknął z radarów w marcu 2014 roku i do dzisiaj nie wiadomo, co się z nim stało. Wprawdzie z Oceanu Indyjskiego wyłowiono kilka części, które najpewniej pochodzą z wraku Boeinga, to jednak właśnie pojawiła się nowa, sensacyjna teoria o zaginionym samolocie.

Ian Wilson, maniak technologiczny postanowił dowiedzieć się więcej o samolocie i jego 227 pasażerów i 12 członków załogi. Zdaniem mężczyzny nie należy go szukać nad Oceanem Indyjskim tylko… w dżungli w Kambodży!

 

Siedziałem na Google Earth po kilka godzin z rzędu. Jeśli by to zsumować, spędziłem naprawdę dużo czasu, szukając miejsca, gdzie samolot mógł spaść. I teraz już je znalazłem

 

– mówi domorosły poszukiwacz.

 

Oficjalne poszukiwania, na które wydano ponad sto milionów dolarów zakończyły się w 2017 roku, w zasadzie bez rezultatu. Wprawdzie odnaleziono kilka fragmentów konstrukcji, które zidentyfikowano jako pochodzące z Boeinga lotu MH370, to jednak nie ustalono miejsca domniemanej katastrofy.

 

Teoria Wilsona jest ciekawa, ale raczej pozbawiona sensu. Radary, które jako ostatnie śledziły lot samolotu zarejestrowały, że kierował się on na południe ku Antarktydzie.

 

Znalezione przez ekipy części także zdają się potwierdzać, że samolot spadł gdzieś nad Oceanem Indyjskim. A miejsce wskazywane przez Wilsona? Cóż, obawiamy się, że mógł on się po prostu natknąć na… samolot przelatujący nad dżunglą, który uchwyciła kamera satelity!

 

o2.pl/ foto: wikipedia

boeing malaysia airlines mh370

NOWE informacje o zaginionym samolocie MH370. Czy to wyjaśni tajemnicę sprzed czterech lat?

Boeing 777 miał odbyć rejs oznaczony jako MH370 z Kuala Lumpur do Pekinu. Niestety, nigdy nie doleciał do miejsca przeznaczenia. A co gorsza, choć minęły 4 lata, to wciąż nie wiemy co dokładnie wydarzyło się w 2014 roku. Nowe światło na tą tajemnicę postanowili rzucić australijscy eksperci.

 

Specjaliści ds. lotnictwa przyjęli założenie, że piloci lub jeden z nich w pełni świadomie skierowali maszynę takim kursem aby zniknął w radarów. Przekładając tą teorię na faktyczne warunki, okazało się że faktycznie samolot przez długi czas leciał w taki sposób jakby chciał uniknąć wykrycia!

 

To było zaplanowane, celowe i wykonane w wyznaczonym czasie

powiedział szef australijskiego departamentu ds. bezpieczeństwa transporu, Martin Dolan.

 

W tej opinii wtóruje mu Simon Hardy, instruktor szkolący pilotach na samolotach Boeing. Zwraca uwagę, że samolot najprawdopodobniej leciał wzdłuż granicy tajlandzko-malezyjskiej, w ten sposób nie będąc w zasięgu radarów ani jednego, ani drugiego państwa.

 

Dlatego kontrolerzy obu stron nie musieli martwić się o ten tajemniczy samolot. Po prostu zareagowali, „Och, już poleciał. To już nie nasza przestrzeń powietrzna”. Gdybym to ja miał sprawić by boeing 777 zniknął, zrobiłbym dokładnie to samo.

– wyjaśnił Hardy.

 

Instruktor dodaje do tego jeszcze jeden ciekawy wątek. Zwrócił uwagę, że w pewnym momencie samolot obrał kurs na malezyjskie miasto Penang. To z tej miejscowości wywodził się pilot maszyny, Amad Shah. Czy w ten sposób pożegnał swoje rodzinne strony przed samobójstwem?

 

Pomimo zaangażowania wielu państw nie udało się ustalić dokładnego losu rejsu MH370. Nigdy nie odnaleziono wraku maszyny, ciał pasażerów, ani czarnych skrzynek. To i wiele innych dziwnych wydarzeń wokół sprawy powoduje, że jak dotąd narosło wiele teorii spiskowych o feralnym locie.

 

o2.pl/foto: zdjęcie ilustracyjne/ wikipedia

obronili go przed deportacją

AFERA na lotnisku: pijany jak bela PILOT chciał lecieć z 300 pasażerami na pokładzie! Policja powstrzymała go w ostatnim momencie

Gdyby nie trzeźwa reakcja reszty załogi, trzy setki pasażerów wyruszyłoby w 11-godzinny rejs z pijanym pilotem. W momencie gdy Policja wpadła na pokład samolotu, napruty pilot rozpoczynał procedurę startową!

 

Do skandalu doszło na lotnisku Gatwick w Londynie. Samolot Boeing 777 linii British Airways miał ruszyć aż na Mauritius. Jednak gdy pierwszy oficer zasiadł za sterami, pozostali dwaj piloci wyczuli od niego alkohol.

 

Ponieważ wszyscy pasażerowie byli już na miejscach i w zasadzie samolot mógł kołować na pas startowy, załoga miała małe pole manewru. Jeden z jej członków chwycił za telefon komórkowy i po prostu zadzwonił na policję informując, że od pilota „zionie wódką”, a na pokładzie maszyny jest trzysta osób!

 

49-letni pilot spędził weekend za kratami. Zapewne to koniec jego lotniczej kariery. Zaś liniom lotniczym udało się po dwóch godzinach znaleźć zmiennika i finalnie Boeing dotarł na Mauritius z niewielkim opóźnieniem.

 

„Weszli wprost do kokpitu i po chwili wyprowadzili pierwszego oficera w kajdankach. Ludzie z pierwszych rzędów obserwowali to z otwartymi ustami. Dopiero po chwili dotarło do nich, co mogło się stać”

– opowiedział brytyjskiej prasie jeden z pasażerów.

 

Choć ludzie na pokładzie udawali się w naprawdę rajską część globu, to jednak nie zazdrościmy im tej przygody. Myśl o tym, że w powietrzu nasz los mógłby być w rękach pijaka przyprawia o gęsią skórkę!

 

o2.pl

Wypadek na lotnisku. Samolot zderzył się z samochodem

Do zdarzenia doszło na międzynarodowym lotnisku w Los Angeles. Na ratunek ruszyła straż pożarna.

 

Podczas kołowania, zaraz po wylądowaniu boeing 737 meksykańskich linii Aeromexico zderzył się z samochodem technicznym. W pojeździe znajdowało się 8 pracowników lotniska. Wszyscy zostali ranni w wyniku zderzenia, dwie osoby są ciężko poszkodowane.

 

Na pokładzie samolotu przebywało 146 osób. Służby informują, że nikomu nic się nie stało. W samolocie zostało uszkodzone skrzydło.

 

Wypadek nie zakłócił pracy lotniska.

 

Źródło: rmf24.pl
kd