lokatora

[WIDEO] Jak pozbyć się z mieszkania lokatora, który nie płaci? A no, właśnie tak!

Problem ze ściągnięciem długu ma chyba co drugi dorosły Polak. Ludzie często zalegają za mieszkanie, tak jak na przykład ta pani. Na filmiku widać jak pozbyć się z mieszkania lokatora, który nie płaci. Pewna z firm znalazła legalny sposób na radzenie sobie z takimi niesfornymi klientami. W mieszkaniu zmieniono zamki a do sypialni wprowadził się dorosły lokator, który w filmiku pokazuje w jaki sposób działa ich firma.

Pani wyglądała zdecydowanie na zdziwioną zaistniałą sytuacją. Jak pozbyć się z mieszkania lokatora, który nam nie płaci? Trzeba się udać do takiej właśnie firmy i oni już sobie ze wszystkim poradzą.

ZOBACZ:[WIDEO] Pijany grabarz urządził sobie rajd karawanem. Miał powód, by uciekać przed policją

źródło fot i wideo: youtube.com

kradzież domu, dom, domek, chatka, wakacje

Małżeństwo zgłosiło KRADZIEŻ… DOMU! Policyjne poszukiwania dały zaskakujący efekt – prawda okazała się BOLESNA…

Ta historia jest naprawdę szalona. Małżeństwo z Huston w Teksasie w USA powiadomiło policję o kradzieży… domu. Coś, co wydawało się zupełnie niewiarygodne było prawdą – domek faktycznie zniknął. Zarazem nic nie było takie jak się wydaje – ta sprawa miała jeszcze inny, niespodziewany wymiar!

 

Jo i Lannie Harrison uwielbiali relaks z dala od zgiełku  wielkiego miasta. Do tego celu służył im domek letniskowy znajdujący się poza metropolią. Drewniana konstrukcja miała sypialnię, łazienkę i zapewne była bardzo przytulna.

 

Ostatni raz para odwiedzała swoją działkę w listopadzie. Gdy przybyli na miejsce w ostatni piątek… domku nie było.

 

„Powiedziałem, że to zapewne brzmi dziwnie, ale chcę zgłosić kradzież domu. Policjanci dopytywali „domu”? Odpowiedziałem, że tak i wyjaśniłem, że mieliśmy 10-akrową posiadłość z małą chatką. I ta chatka zniknęła”

 

– opowiadał Jo Harrison.

 

Faktycznie  – w miejscu chatki pozostały tylko betonowe bloki, na których oparta była konstrukcja i sterczące rury, którymi były do niego doprowadzone media.

 

Policja przyjęła zgłoszenia i rozpoczęła poszukiwania. Te zakończyły się szczęśliwie już po dwóch dniach. Ale szczęście było jedynie połowicznie – chatka się znalazła, ale nie wiadomo czy i kiedy wróci już do państwa Harrisonów.

 

Okazało się, że chatka została przejęta z powodu… długów poprzedniego właściciela! Czy obecnym właścicielom uda się odkręcić tą dziwną historię? Miejmy nadzieję, że tak, zima się kończy – choć w Teksasie to pojęcie względne – i na nadchodzące ciepłe miesiące przydałby się taki domek letniskowy.

 

wprost.pl

szymka

PILNE: Znana FIRMA POŻYCZKOWA zamyka biura! Co z setkami tysięcy dłużników i ich zobowiązaniami?

Zarząd spółki zapewnia, że nie ma powodów do obaw i dłużnicy będą dalej mogli spłacać zobowiązania. Koniec działalności tłumaczy  „wyczerpaniem formuły” i „zmianami na rynkach finansowych”. Co to wszystko oznacza dla tysięcy dłużników firmy?

 

Spółka Kredyty-Chwilówki zamyka swoje biura terenowe. Specjalne pismo w tej sprawie zostało rozesłane do pracowników 263 placówek. Poproszono w nim o pomoc w ich zamykaniu i „bezproblemowym” przeprowadzeniu całej procedury.

 

W ten sposób niemal tysiąc pracowników traci pracę. Jednak władze spółki zapewniają, że wszystkie zobowiązania wobec zwalnianych grupowo osób zostaną wypełnione.

 

„Wszystkie placówki już od 1 lutego będą zamknięte, a klienci poinformowani o spłatach poprzez indywidualne konta bankowe. Spółka nadal będzie zajmowała się windykacją należności, pozostawiając w strukturach tylko wybrane działy”

 

– powiedział prezes półki, Grzegorz Czebotar.

 

Ograniczenie działalności spółki nie wpływa na zobowiązania dłużników – mają je dalej spłacać. Jednak już nie poprzez przynoszenie gotówki do zamykanych biur, a wpłacając raty na specjalne konta bankowe, których numery zostaną im wkrótce przekazane.

 

W spółce „Kredyty-Chwilówki” zadłużonych było kilkaset tysięcy Polaków. Prezes spółki mówi o około 100 tysiącach osób, które posiadają obecnie względem spółki zobowiązania.

 

Jak napisano w wewnętrznym piśmie aby uratować spółkę: „potrzebne są środki finansowe i wieloletni proces zmian, który wymusiłby drastyczną zmianę kadrową.”, a na to według zarządu nie ma już czasu.

 

Wkrótce przekonamy się na ile bezproblemowa będzie ta zmiana dla dłużników spółki. Oby za tą sytuacją nie kryła się jakaś większa afera, która wstrząśnie polskim rynkiem finansowym!

 

buisnessinsider.com

Jazda na gapę to nie BIEDA, to STYL ŻYCIA – ZASKAKUJĄCE STATYSTYKI! Gapowicze mają często inne grzechy na sumieniu – sprawa idzie o MILIARDY ZŁOTYCH!  

Sprawa nie jest wcale tak oczywista jak może się wydawać – jazda na gapę to często wierzchołek góry lodowej oszustw i długów.

 

 

Interesujące statystki opublikowała firma Kaczmarski Inkasso, partner Krajowego Rejestru Długów. Wynika z nich, że aż 70% gapowiczów mieszka w zaledwie 4 województwach. Co ciekawsze, wielu z nich to wcale nie uczniowie i studenci, którym żal na bilet, tylko ludzie, którzy z oszukiwania zrobili sobie sposób na życie, lub po prostu nie mają wyjścia.

 

Gapowicze mają aż 354,5 miliona zł długów za niezapłacone mandaty, ale to tylko ułamek z kwoty 3,4 miliarda złotych, którą te same osoby są dłużne kredytodawcom, firmom ubezpieczeniowym, i innym podmiotom.

 

Okazuje się bowiem, że wiele osób jeżdżących na gapę to nie osoby, które zapomniały drobnych, albo myślały, że „tym razem się uda”. To wyspecjalizowani oszuści, którzy na wielu polach zalegają z płatnościami. Są to też osoby, które po prostu borykają się z wieloma problemami finansowymi i wpadły w spiralę zadłużenia.

 

Wśród gapowiczów młodzi ludzie do 25 roku życia stanowią tylko 16% ogólnej liczby. 56% to ludzie w wieku 25-55 lat. I to do nich należy większość niezapłaconych zobowiązań. Aż 64% wszystkich gapowiczów ma także długi u innych podmiotów. Większość z nich jest dłużna jeszcze jednemu bądź maksymalnie 6 innym wierzycielom. Ale rekordzista zalega pieniądze aż 22 firmom i instytucjom!

 

„Od kilku lat obserwujemy, że przybywa dłużników, którzy mają więcej niż jeden dług. Przyczyny są dwojakiego rodzaju. Część tych osób jest ewidentnie nieuczciwa i to jest ich sposób na życie. Zaciągają kolejne zobowiązania z góry zakładając, że nie będą ich spłacać. Są dobrze obeznani z prawem, często agresywni, mają też niewątpliwy talent do koloryzowania rzeczywistości. Najpierw zaczynają od tego, że nie płacą za przejazd, potem przestają regulować inne rachunki. Druga grupa to ci, którzy przeliczyli się z własnymi możliwościami finansowymi i kupili na kredyt więcej, niż są w stanie spłacić. W ich przypadku nieskasowany bilet to efekt złej sytuacji finansowej i szukania oszczędności.”

– tłumaczy Jakub Kostecki, prezes zarządu Kaczmarski Inkasso.

 

Gdzie?

 

70% gapowiczów mieszka w 4 województwach: śląskim (20,53 proc.), łódzkim (17,95 proc.), wielkopolskim (17,16 proc.) i mazowieckim (15,81 proc.). Należy do nich aż 84% niespłaconych zobowiązań.

 

Najrzadziej na jeździe bez biletów łapani są mieszkańcy województw: podlaskiego (0,44 proc.), opolskiego (0,63 proc.), podkarpackiego (0,78 proc.) i lubuskiego (0,90 proc.). Średni dług gapowicza wynosi 408zł, ale dla porównania w samym woj. śląskim to aż 1592zł! Najmniej „wiszą” mieszkancy pomorskiego – średnio 170zł.

 

Niezapłacony mandat może być ważnym sygnałem dla firm, banków i instytucji, które udzielają kredytów, lub proponują zakupy na raty. Warto dbać o to, aby nie znaleźć się w rejestrach dłużników, gdyż niezapłacony, często z powodu zapominalstwa, mandat może bardzo zepsuć naszą finansową reputację!

 

Finanse.wp.pl

Gdy bańka pęknie, będziemy PRZYMIERAĆ GŁODEM. Historia niczego nas nie nauczyła – wkrótce znów sprowadzimy na siebie ogromny KATAKLIZM

Bez wojen, epidemii, planetoid i katastrof naturalnych. Wykończymy się w zupełnie inny sposób.

 

Eksperci biją na alarm – wszystkie wskaźniki ekonomiczne wskazują, że w najbliższym czasie może czekać nas ekonomiczny kataklizm porównywalny z wielkim kryzysem przełomu lat 20-tych i 30-tych XX wieku. W dzisiejszych czasach, gdy globalizacja posunęła się znacznie dalej i sieć powiązań biznesowych jest gęstsza i wrażliwsza może czekać nas nawet coś jeszcze gorszego!

 

Jako przykład można podać dług korporacyjny amerykańskich firm, który wynosi już 45,2% PKB Stanów Zjednoczonych. Punkty procentowe mogą nie robić wrażenia, ale gdy przełożymy to na rzeczywiste kwoty, to mówimy o niemal 9 bilionach dolarów!

 

Niskie stopy procentowe zachęcały firmy do takich działań. Kursy akcji na giełdach zostały sztucznie napompowane i tak powstała bańka może wkrótce pęknąć z katastrofalnym skutkiem.

 

Nie jest to specyfika wyłącznie rynku amerykańskiego, bo na całym świecie jest taka sama tendencja. Zadłużenie wszelkich podmiotów gospodarczych rośnie i osiąga już zawrotne 217 bilionów dolarów, co daje nam 324% PKB całej planety! W takiej sytuacji upadek jednego giganta pociągnie za sobą efektem domina kolejne korporacje i szybko cały świat pogrąży się w ogromnym kryzysie.

 

Kryzysowi gospodarczemu nie da się zapobiec, musi nastąpić, bo zawsze po okresie koniunktury przychodzi dekoniunktura – mniej więcej dwa razy na dekadę. Niektórzy analitycy ostrzegali, że światowa ekonomia może tąpnąć jeszcze w tym roku. Czy tak się stanie – przekonamy się wkrótce. Miejmy też nadzieję, że najwięksi tego świata wdrożą odpowiednie instrumenty by przeciwdziałać kryzysowi i osłabić jego tragiczne skutki. Jeśli to się uda, czekać nas będzie tylko zwyczajowa, czasowa dekoniunktura. Jeśli nie – może wręcz zawalić się świat jaki znamy dziś.

 

Pikio.pl/rp.pl

SCHETYNA NAMAWIA POLAKÓW DO ŁAMANIA PRAWA! CHCE ICH POZOSTAWIĆ Z DŁUGAMI, TAK JAK JEGO POPRZEDNIK DONALD TUSK.

Przewodniczący PO Grzegorz Schetyna dwa tygodnie temu wezwał Polaków do „obywatelskiego nieposłuszeństwa” w płaceniu abonamentu, jeśli nowa ustawa w tej sprawie wejdzie w życie.

 

Schetyna wziął przykład z byłego premiera Polski Donalda Tuska, który nawoływał do tego samego w latach 2007-2008, w konsekwencji pozostawił Polaków z długami.

 

Przewodniczący PO obiecywał rekompensatę (podobnie jak i jego poprzednik), oczywiście po wyborach dla wszystkich tych, którzy zbuntują się przeciw ustawie. Jednak, aby móc dotrzymać słowa, wybory trzeba najpierw wygrać.

Tymczasem przewodniczący KRRiT Wojciech Kołodziejski zaapelował:

 

Żeby nie zostać na lodzie, apeluję do polityków, żeby nie nawoływali do łamania prawa. Apeluję także do ludzi, żeby nie byli tak łatwowierni.

 

Kołodziejski zaznaczył, że „w KRRiT ma 250 tys. wniosków o umorzenie zaległości i długów, a znaczna część z nich zawiera argument: uwierzyłem premierowi i nie płaciłem abonamentu”.

 

Zatem jak widać Tusk nie dotrzymał danego słowa, a czy dotrzyma je Schetyna? Nie wiadomo. Jedyne co wiadomo to to, że lepiej słuchać własnego rozumu, a nie polityków, którzy dla wygrania wyborów zrobią wszystko, często pozostawiając swoich wyborców na lodzie i z długami.

 

Źródło TVP info

MM

 

 

Ukraina mówi STOP. Prądu nie będzie!

Ukraiński operator energetyczny Ukrenerho całkowicie wstrzymał we wtorek dostawy prądu dla zajętej przez separatystów prorosyjskich części obwodu ługańskiego na wschodzie kraju. Przyczyną są ogromne długi za zużytą przez nich energię.

 

Dostawy wstrzymano po północy. Od prądu odcięty został między innymi Ługańsk, „stolica” samozwańczej, separatystycznej Ługańskiej Republiki Ludowej (ŁRL), a także Ałczewsk i Perewalsk. W godzinach porannych media rebeliantów podały, że w Ługańsku dostawy wznowiono.

 

Wiceminister ds. terytoriów okupowanych Heorhij Tuka oświadczył wcześniej, że zadłużenie ŁRL i Donieckiej Republiki Ludowej wobec ukraińskich elektrowni wynosi łącznie 11 mld hrywien (ok. 1,6 mld złotych). Nie wykluczył także, że separatyści będą otrzymywali prąd z Rosji.

 

„Istnieje nitka, która prowadzi z Rosji do obwodu ługańskiego, jednak jej moce nie są wystarczające, by zapewnić dostawy prądu dla ludności i przedsiębiorstw. Według naszych szacunków prąd z Rosji wystarczy jedynie dla potrzeb mieszkańców regionu”.

 

Tuka wykluczył jednocześnie możliwość wybuchu protestów na zajmowanych przez separatystów obszarach. „Od ludzi, którzy nie mają ani doświadczenia protestów, ani nie chcą ryzykować życiem, trudno oczekiwać powstania”.

 

PAP

kd

Alimenty w Polsce to fikcja?

Dłużnicy alimentacyjni w Polsce są winni swoim dzieciom ponad 9 milionów złotych.

Rekordzistą jest 48-letni męzczyzna z województwa zachodniopomorskiego, który jest dłużny ponad 470 tysięcy złotych. Drugie miejsce w niechlubnym zestawieniu zajął mieszkaniec Małopolski z 448 tysiącami złotych długu. Tylko szesnastu największych dłużników zalega z kwotą 5,8 milionów złotych.

Średnia wartość długu alimentacyjnego to natomiast lekko ponad 32 tysiące złotych. W sumie w rejestrze dłużników, którzy uchylają się od płacenia alimentów, figuruje niespełna 280 tysięcy osób. Dzisiaj najwięcej dłużników mieszka w województwach śląskim, mazowieckim i dolnośląskim – wylicza portal wp.pl. Na tysiąc dorosłych Polaków średnio dziewięciu zalega z płaceniem alimentów.

Portal wp.pl tłumaczy, że powodem tak wysokich długów alimentacyjnych jest bardzo niska ściągalność alimentów w Polsce. Wynosi ona bowiem zaledwie 20 procent. Rodzice-dłużnicy mają różne sposoby na unikanie alimentów. Jedni ukrywają dochody, pracując w szarej strefie, a inni przepisują majątek na innych ludzi, aby komornik nie mógł nic im zająć.

Katarzyna B.

Utrudnią samorządom zadłużanie się?

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji chce poszerzyć uprawnienia regionalnych izb obrachunkowych, aby uniemożliwić samorządom pozyskiwanie pieniędzy niewliczanych do długu publicznego.

Celem jest walka z nadmiernym stopniem zadłużenia jednostek samorządowych. „Dziennik Gazeta Prawna” przytacza słowa projektodawców zmian ustawy o regionalnych izbach obrachunkowych, z których wynika, że rząd chce zwiększyć skuteczność działań nadzorczych i kontrolnych izb, co ma pozwolić na „szybszą i proporcjonalną reakcję w coraz częstszych sytuacjach pogarszającego się stanu finansów poszczególnych jednostek samorządu terytorialnego”.

Przede wszystkim rząd chce umożliwić izbom kontrolę spółek komunalnych. Miałoby to zmniejszyć ryzyko niewypłacalności gmin będące skutkiem transferu gminnego zadłużenia właśnie do takich spółek. Poza tym, RIO miałyby sprawdzać, czy dług zaciągnięty przez gminę spełnia kryterium nie tylko legalności, lecz także gospodarności. Kontrolowane byłyby więc nawet poręczenia udzielane przez samorządy.

Pomysł resortu spraw wewnętrznych nie podoba się samorządom. Regionalne władze twierdzą bowiem, że rząd chce w ten sposób sterować samorządami z zewnątrz.

 

Natalia W.