Bielecki 2 lata temu prawie ZGINĄŁ na Nanga Parbat. Teraz ratując cudze życie złamał swoją ŻELAZNĄ ZASADĘ. „Sytuacja była wyjątkowa”

2 lata temu Adam Bielecki wraz z Jackiem Czechem próbowali jako pierwsi zdobyć zimą Nanga Parbat. Wtedy ściana Kinschofera, najtrudniejszy element wspinaczki na szczyt nie poddała się dwójce polskich himalaistów. Co więcej, Adam Bielecki zaliczył wypadek, który nie miał prawa się zdarzyć, a dodatkowo mógł skończyć się śmiercią.

 

W czasie wspinaczki w styczniu 2016 roku pod Bieleckim urwała się lina poręczowa – nowa, którą sam przed momentem założył. Poleciał po stromym stoku prawie 80 metrów, na szczęście druga lina i asekuracja Daniele Nardiego – członka innej ekspedycji, z którym Polacy współpracowali – uratowała mu życie.

 

„Gdyby druga lina nie wytrzymała to pewnie przeleciałbym przez próg ”skoczni” i wylądował gdzieś na lodowcu, 1500 metrów niżej. Życie uratowała mi dodatkowa asekuracja. To nie miało prawa się zdarzyć. Przeżyłem, bo dwie wkręcone w lód śruby wytrzymały.”

– opowiadał o tym wypadku Bielecki. Ostatecznie skończyło się na kilku otarciach i potłuczonej ręce.

 

Nic dziwnego, że Bielecki szczególnie dba o bezpieczeństwo w górach. Bo jak sam mówi chce być „starym himalaistą, a nie dobrym himalaistą”. Tegoroczna akcja ratunkowa na Naga Parbat wymagała od niego nagięcia pewnych żelaznych zasad wspinaczkowych, które wyznaje.

 

Bielecki wraz z Denisem Urubko postanowili wykorzystać stare liny poręczowe rozwinięte na ścianie Kinschofera. Było to więc to samo miejsce, w którym dwa lata temu miał wypadek i które wtedy pokonało go. Istniało ryzyko, że któraś ze starych lin może się urwać, tak jak urwała się zupełnie nowa, którą Adam zakładał 2 lata wcześniej.

 

Tym razem, mimo nocy, dojmującego mrozu i ryzyka pokonali ponad tysiącmetrowy odcinek w niespełna 8 godzin! I to właśnie czas był najważniejszy w całej akcji.

 

„Dlatego margines bezpieczeństwa zostawiliśmy sobie mniejszy. Poszliśmy na lekko, bez żadnego sprzętu biwakowego. Bardzo mało zakładaliśmy punktów asekuracyjnych. Wszystko to było spowodowane pośpiechem, bo wiedzieliśmy, że zegar tyka, że za kilkanaście godzin zerwą się huraganowe wiatry i nie będziemy mieli żadnych szans na dotarcie do poszkodowanych”

– powiedział Bielecki w rozmowie z TVN 24

 

To wydarzenie jeszcze lepiej pokazuje hart ducha Denisa Urubki i Adama Bieleckiego. Szczególnie drugi himalaista, który nie tak dawno temu w tym samym miejscu omal nie stracił życia przesunął swoje granice wytrzymałości jeszcze dalej. Zaryzykował, żeby ocalić inne ludzkie życie. To dobitnie pokazuje jak wielkim zaangażowaniem wykazali się obaj wspinacze – gdyby któraś z poręczówek nie wytrzymała mogło dojść do tragedii. A jednak się nie zawahali!

 

Wideo nagrane po wypadku Bieleckiego w 2016 roku możecie obejrzeć tu:

 

tvn24/gazeta.pl