mama

Odlotowa MAMUŚKA? Zobacz JAK mama Roberta LEWANDOWSKIEGO świętowała URODZINY! (FOTO)

Mama Roberta Lewandowskiego obchodziła urodziny.

Które to były urodziny, nie wiemy, ale to pewne, że pani Iwona jest już w dojrzałym wieku. Wczoraj Robert Lewandowski podzielił się na instrgramie zdjęciem z – prawdopodobnie – imprezy urodzinowej swojej mamy.

Tata Roberta zmarł w 2005 r. więc p. Iwona jest tym bardziej ważna dla Lewandowskiego. Dodatkowo wspierała go w sportowych aspiracjach, bo sama była siatkarką pierwszoligowego AZS Warszawa,  a później wiceprezesem miejscowego klubu Partyzant, gdzie na samym początku grał Robert.

instagram.com/_rl9/

Zdjęcie Lewandowskiego z mamą prezentuje pełną energii i witalności kobietę, a Robert napisał:

„Best wishes Mom❤️ Wszystkiego najlepszego Mamo!☺️ „

 

My także życzymy wszystkiego dobrego i super formy dla pani Iwony!

 

Czytaj także: LEWANDOWSKI pochwalił się NOWĄ furą! Czy to jest RIKSZA?!? (FOTO)

 

fot.

mike

[WIDEO] Mike Tyson pokazał w barze, że dalej jest w formie. Aż ciężko nadążyć za jego ciosami!

Mike Tyson to jedna z największych legend w historii światowego boksu. Dla Polaków szczególnym momentem z jego udziałem jest ucieczka z ringu Andrzeja Gołoty. Była to kompromitacja o której mówił cały świat. Mimo, że bokser ma już 52 lata, to dalej jest w znakomitej formie. Pokazał to w jednym z barów, gdy puścił serię ciosów, które aż ciężko było ogarnąć. Szybkość, siła i technika to zawsze były najmocniejsze strony Tysona. Jak widać, mógłby chyba wrócić na ring.

Nie wiadomo jak z przygotowaniem kondycyjnym, które w boksie jest bardzo ważne. Wytrzymać 12 rund po 3 minuty to nie lada wyczyn. Najbardziej podziwiani są ci zawodnicy, którzy potrafią znokautować przeciwnika w ostatnich rundach, czyli na największym zmęczeniu. Wtedy pokazują, że nie znaleźli się tam przypadkiem i że zasłużyli na walkę o pas. Mike Tyson jednak często rozstrzygał swoje pojedynki już w pierwszych rundach. Siła jego ciosu oraz szybkość z jaką wyprowadzał kolejne serie była zdumiewająca. Teraz pokazał, że wcale nie czuje się staro, a jego forma jest na bardzo wysokim poziomie. Obejrzelibyście jeszcze Mike’a w ringu? Bo my bardzo chętnie zobaczylibyśmy jeszcze chociaż raz, jak kładzie swojego przeciwnika na dechy!

ZOBACZ:Mężczyźni o tych znakach zodiaku to najgorsi mężowie. Nie ma z nimi łatwego życia

źródło fot. i wideo: youtube.com

justyna kowalczyk

Przerażające słowa Justyny Kowalczyk: „moje ciało to WRAK”. Opowiedziała o swoich dolegliwościach

Moment zawodów sportowych i triumfu na nich to tylko skromny fragment czasu który każdy sportowiec poświęca na wypracowanie formy. Patrząc na uśmiechniętych zawodników z medalami zapominamy (oni zresztą też!) o litrach potu, łez i krwi, które wylewają na treningach. Zawodowy sport ma też swoje mroczne strony. Opowiedziała o nich Justyna Kowalczyk.

 

Justyna Kowalczyk napisała felieton dla „Gazety Wyobrczej”. Jak twierdzi, przez całą karierę bała się najbardziej… bólu, a nie konkurentek!

 

Ból i sport wyczynowy zawsze idą w parze. Choć każdy z nas ma inny próg bólu, to – w większości dyscyplin – sportowiec, który potrafi znieść więcej, wygrywa. Od początku bólu bałam się najbardziej. Na starcie rzadko myślałam o rywalkach. Najczęściej zastanawiałam się, jak kolejny raz przecierpieć bieg

 

– pisze zawodniczka.

 

Dlatego zdaniem Kowalczyk, dla sportowca najważniejsze jest dobre przygotowanie mentalne, które pomaga zapomnieć o bólu, zacisnąć zęby i wygrywać mimo kontuzji i urazów. Sama przyznaje, że po zawodowej karierze ma mnóstwo „pamiątek” w postaci zszarganego zdrowia:

 

Ostatnio lekarz ortopeda stwierdził, że moje ciało to wrak. Kilka przepuklin w kręgosłupie, zrypane kolana, achillesy, pościerane chrząstki, zwyrodnienia stawów. Startowałam na igrzyskach z połamaną stopą. Słyszałam oburzone głosy, że tak nie można, że popsuje się jeszcze bardziej. No i co z tego, że popsułam? Stopa boli na zmianę pogody, a złoty medal olimpijski leży w szafce. Dobry interes

 

– kwituje zawodniczka.

 

A takiej pogody ducha i zadowolenia z siebie życzymy sobie i każdemu z Was z osobna! Jak widać, czasem warto poświęcić coś dla najwyższych celów.