SKANDAL w Rolnik szuka żony! Uczestniczka została…

„Rolnik szuka żony” to program bijący rekordy popularności w naszym kraju. Ostatnio trwała dwutygodniowa przerwa spowodowana studiem wyborczym. Teraz show wróciło na dobre. Co wydarzy się w szóstym odcinku?

O względy Seweryna dalej walczą Marlena, Joanna i Diana. W domu u Adriana pojawiają się Agata, Ilona i Wioletta. U Jakuba są panie Ewa i Anna, a na gospodarstwie Sławomira Natalia Marta i Małgorzata. Jedno, co na pewno zostanie zapamiętane przez widzów szóstego odcinka programu „Rolnik szuka żony” to fakt, że Natalia miała przygotować obiad Sławkowi. Została jednak wyręczona przez jego matkę. Dodatkowo, miała jej pomóc Małgorzata. Niestety, mama rolnika nie pozwoliła im tego zrobić. Smutek pojawił się również u Ewy, która niestety została zmuszona do opuszczenia programu, gdyż Jakub wybrał Anię.

 

ZOBACZ:DRAMAT króla disco polo! Jego syn miał WYPADEK!

 

Adrian postanowił, że na pierwszą randkę najbardziej zasłużyła Ilona. Wybrali się zatem razem na jazdę konno. Dziewczyna nauczyła rolnika dosiadania oraz jazdy. Jego postępy natomiast oceniła wzorowo. Kuba powiedział, że Ewa jest osobą z wartościami, natomiast Ania podoba mu się ze względu na styl rozmowy i ogólny kontakt.

Jak potoczą się losy rolników i uczestniczek programu? Przekonacie się niebawem. Jedno jest pewne, w tym sezonie, jak i w poprzednich nie będzie czasu na nudę!

źródło: se.pl fot. youtube.com

starmach

„To jest ZŁE! To jest OBRZYDLIWE!” – Gorzkie słowa Anny STARMACH na temat…

Ania Starmach dała się poznać jako bardzo sympatyczna i pogodna osoba.

Oczywiście bywa też ostra, gdy w programie MasterChef ocenia potrawy uczestników. Prywatnie jednak Starmach koncentruje się na wychowaniu córeczki i gotowaniu.

Jej wpisy na instagramie zwykle są bardzo ciepłe i sympatyczne lub… pyszne – bo dotyczące przepisów. Jednak ostatni post pokazuje, że Ani puściły nerwy. Co ją tak zdenerwowało? Zobacz TUTAJ

 

fot. instagram.com/anna_starmach/

świeże mięso

[VIDEO] Oprawiał świeże mięso na obiad. Gdy polał je wodą, stało się coś makabrycznego

W naszym kręgu cywilizacyjnym już praktycznie nie mamy z czymś takim do czynienia. Idziemy do mięsnego i kupujemy piękne oprawione filety, karczki, łopatki i inne części ciała zwierząt, które zjemy ze smakiem na obiad. Ale gdzieniegdzie mięso na obiad wciąż trzeba upolować i oprawić samemu. A wtedy potrafią się zdarzyć naprawdę dziwne rzeczy…

Poniższe nagranie powstało najpewniej gdzieś w krajach Ameryki Łacińskiej. Widzimy na nim oprawioną jaszczurkę – z uciętą głową, wypatroszonymi wnętrznościami i zdjętą skórą. Innymi słowy – samo mięso. Jednak gdy mężczyzna oprawiający je polał je wodą z solą stało się coś, co bez reszty przeraziło nagrywającą to kobietę.

 

 

Nagłe konwulsyjne ruchy tuszy wywołały prawdziwe przerażenie u nagrywającej kobiety. Faktycznie wygląda to jak z żywcem wyjęte z horroru. Jak to w ogóle możliwe? 

 

ZOBACZ TEŻ: Grupa Azjatów zrobiła to na Giewoncie. Jak twierdzą w ramach naukowego eksperymentu…

 

Dzieje się tak, ponieważ mięso jest naprawdę bardzo, bardzo świeże. Zapewne jeszcze kilka-kilkanaście minut temu biegło gdzieś po okolicznej dżungli. Przez to nie obumarły w nim jeszcze wszystkie komórki nerwowe, które teraz automatycznie zareagowały na oblanie wodą.

 

Nie jest to też wcale aż tak rzadkie zjawisko jak mogłoby się wydawać – swojskie historie o biegających po podwórku kogutach z obciętymi łbami, to dokładnie ta sama zasada. Niektórzy Azjaci wręcz specjalizują się w podawaniu na talerze jedzenia, które usiłuje „uciec” z talerza”. Trzeba jednak przyznać, że wygląda to dość przerażająco.

bohosiewicz

BOHOSIEWICZ wydała KSIĄŻKĘ kucharską! CENA jest SZOKUJĄCO wysoka, bo wynosi aż…

Aktorka kucharką? A czemu by nie, pomyślała Bohosiewicz i wydała książkę kucharską.

Aktorka Sonia Bohosiewicz wydała właśnie książkę kucharską o wdzięcznym tytule „Leniwa żona”.

Jednak leniwa, czy pracowita to może nie ma wielkiego znaczenia, jak to ile ta książka kosztuje! Otóż za „Leniwą żonę” zapłacimy… <<<CZYTAJ DALEJ>>>

gessler

ZGORSZONA Magda GESSLER! Tym razem zszokowało ją zachowanie KLIENTÓW restauracji, którzy zamiast…

W Kuchennych Rewolucjach Magdę Gessler „gorszy” wiele rzeczy. Tym razem jednak zszokowali ją nie nieudolni restauratorzy, a klienci!

 

Magda Gessler to nie tylko osoba gotująca, ale przede wszystkim smakosz życia i jedzenia. Na wiele sytuacji reaguje żywiołowo, także jedzenie jest jej wielką pasją.

Dlatego nie jest przesadą stwierdzenie, że zgorszyło ją zachowanie klientów restauracji. Dlaczego?

 

Otóż ludzie ci, w oczekiwaniu na posiłek, zamiast rozmawiać ze sobą, wpatrują się w swoje komórki – wszyscy bez wyjątku!

 

 

Restauratorka napisała:

Jak myslicie po co oni przyszli ?wygral #aifon z zarciem#czy wygra z miłością ??? 

instagram.com/magdagessler_official

Fani pani Magdy także oburzyli się na takie zachowanie:

„Ciekawe co by zrobili bez tych telefonów smutne ze teraz ludzie zamiast ze sobą rozmawiać wolą gapić się w telefon

 

Omg! Tragedia. Ale tak właśnie jest w Azji. Przychodzą całymi rodzinami na szamkę. Mają wspaniałe zastawione stoły począwszy od homarów do szpinaku wodnego. A każdy siedzi z nosem w telefonie. Smutny widok,bo przecież nie ma nic wspanialszego niż wspólne biesiadowanie przy stole:)) pozdrawiam Panią cieplutko🍀🦄🧚🏼‍♀️🌺

 

Oni robia zdjecia dla wszystkich i wszystkiego, a pozniej je udostepniaja… wiem bo pracowalam swego czasu w restauracji gdzie przychodzili non stop i bylo to czasem zabawne, bo robili zdjecia nawet dla pustego stolika zanim usiedli przy nim… za to nigdy nie dziekuja i malo kiedy zwaracaja uwage na kelnera”

 

Tak… być może klienci tej restauracji nie delektowali się posiłkiem, ale na pewno wstawili fotki na facebooka czy instagram! 🙂

 

fot. instagram.com/magdagessler_official

Tak TOLERANCJA odbija się CZKAWKĄ! BIALI nie mogą serwować ETNICZNEGO jedzenia! PRZECZYTAJ gdzie!

W amerykańskim Portland ogłoszono listę – arkusz kalkulacyjny Google Documents – która zawiera około 60 restauracji w okolicy Portland, gdzie serwowana jest kuchnia etniczna – meksykańska, chińska czy indyjska i inne. Lista ma na celu napiętnowanie białych, którzy prowadzą lokale z regionalnym jedzeniem!

 

W arkuszu podano nazwiska ich białych właścicieli i rodzaj kuchni, jaką serwują. Pojawiają się tez informacje, że na przykład: Burmasphere „został założony przez białego mężczyznę, który jadł birmańskie jedzenie w San Francisco„.  Jak mówią inicjatorzy tej akcji, czyli POC [people of color – kolorowi ludzie] .

 

Tu nie chodzi o gotowanie w domu. Chodzi o zysk, własność i bogactwo w białej supremacji.

Te „białe” przedsiębiorstwa utrudniają  POC samodzielne prowadzenie własnego biznesu  poprzez odebranie udziału w rynku z ich próbą zachowania autentyczności lub modyfikowaniem dań do upodobań białych.

Sukces białych restauracji utrwala problemy wymienione powyżej. Jest to cykliczny wzór wymagający zmiany.

 

Nie do końca wiadomo, kto stworzył arkusz poza tym, że to „kilka kolorowych osób”, ale cała akcja jest paradoksalna!

W czasach globalizacji, gdzie kultury mieszają się, nie można zakazać jednej nacji, gotowania dań z kuchni innej nacji. 

 

Jednocześnie, trudno uwierzyć, że ludzie POC, którzy stworzyli listę „zakazanych” restauracji, nie korzystają z amerykańskich produktów! Jeśli jednak chcieliby, by kuchnia etniczna pozostawała tak bardzo hermetyczną sferą, powinni wrócić do swoich rodzimych krajów i mieszkać w skansenach….

 

 

aw, źródło: reason.com, fot. commons.wikimedia.org

Świąteczna PRESJA? Poznaj 5 sposobów, JAK sobie z nią RADZIĆ!

Wielu z nas, dwa razy do roku  – podczas Bożego Narodzenia i Wielkanocy – odczuwa świąteczną presję. Wszystko musi odbywać się w określony sposób i w określonym czasie. Mieszkanie musi być wysprzątane, ciasta upieczone (żadne tam kupne!) do tego wiele innych potraw, a na dodatek panować musi „ciepła, rodzinna” atmosfera, czemu służyć ma obżarstwo, gdyż jak co roku jedzenia przygotowaliśmy za dużo!

 

W efekcie zmagamy się z dużą presją – presją oczekiwań i tego, by by wszystko było idealnie. Dodatkowo, fakt ten jest potęgowany przez social media, w których każdy może wykreować swój wyidealizowany wizerunek. Oglądamy na zdjęciach, jak nasi znajomi spędzają święta – jakie mają piękne dekoracje, jakie wspaniałe potrawy i jak wszyscy są piękni, uśmiechnięci i… czujemy frustrację, bo u nas tak nie jest!

 

Jak zatem sobie radzić ze świąteczną presją?

 

  1. Dom wysprzątany na błysk i wspaniałe, domowe potrawy? Może dobrze będzie sobie trochę odpuścić? Nie musisz na święta robić generalnych porządków – wystarczy, że będzie czysto. Jeśli chodzi o jedzenie: jeśli nie lubisz lub nie masz czasu gotować, warto skorzystać z gotowych dań czy wypieków, albo umówić się z rodziną, kto co robi. I jeszcze jedno – nie przesadzaj z ilością jedzenia, bo i tak zostanie.
  2. „Ciepła, rodzinna” atmosfera. Choć na co dzień nie zalecamy ucieczki przed problemami, to jednak symboliczna ucieczka może zrobić dużo dobrego. Warto choć raz w życiu wybrać się na świąteczny wyjazd i spędzić ten czas w ośrodku czy hotelu – z dystansu zobaczysz, że święta można przeżywać dużo spokojniej. Jeśli nie możesz wyjechać lub Cię na to nie stać, możesz zaplanować na choćby  jeden dzień świąteczny jakiś wypad turystyczny czy dłuższy spacer – nie spędzaj całego dnia za stołem!
  3. Nic nie jesz! Poczęstuj się jeszcze! – często słyszymy podczas rodzinnych spotkań. Najpierw śniadanie w domu, potem śniadanko u rodziny, obiad, następnie babki i mazurki i wreszcie kolacja. Aby nikogo nie urazić, jesz za dużo, a potem myślisz, że pękniesz i jesteś na siebie zły, że nie potrafiłeś powiedzieć, że już dziękujesz. Cóż… święta to dobra szkoła asertywności. Nie obawiaj się odmówić dokładki i jedz tylko tyle, na ile masz ochotę – to ma być przyjemność!
  4. Wszyscy mają wspaniałe święta, a u mnie tak beznadziejnie. Tak… badania mówią, że social media działają depresyjnie, bo porównujemy się z innymi i z ich wspaniałymi świętami jakie prezentują np. na FB. Dlatego święta to okres szczególnie bolesny dla osób samotnych, lub mających trudności rodzinne czy finansowe. Jak sobie radzić? Pociesz się tym, że ta idealna wizja jest nieprawdziwa! Nie myśl, że jesteś gorszy czy gorsza, a nawet jeśli święta nie są zbyt udane, to przecież wkrótce miną!
  5. Nienawidzę świąt! Czy aby na pewno? Postaraj się spojrzeć pozytywnie na całe to świąteczne szaleństwo. Może to czas by naprawić relacje z rodziną, usiąść przy jednym stole i choćby do święta porozmawiać z sobą naprawdę? Może nie będzie tak źle?

 

ms, fot. pixabay

 

NIE UWIERZYCIE za co to małżeństwo trafiło przed sąd!

Wyrok Sądu Najwyższego zapadł po 10 latach batalii, jaką wytoczyli mieszkańcy bloku w miejscowości Monfalcone na północy Włoch lokatorom z parteru, miłośnikom gotowania. Nękanie sąsiadów zapachem smażenia i gotowania to forma podlegającego karze „molestowania zapachowego” – uznał Sąd Najwyższy Włoch. Po raz pierwszy w tym kraju zapadł wyrok w sprawie kuchennych zapachów.

„Woń smażeniny po raz pierwszy stała się przedmiotem postępowania sądowego i została uznana za przestępstwo.”

 

Z ich mieszkania bardzo często dochodził zapach smażonego tłuszczu oraz mocnych przypraw i dym. Stały się one tak dokuczliwe dla pozostałych mieszkańców domu, że sprawę postanowiono skierować do sądu.

 

Skarżący podkreślili w pozwie, że małżeństwo przy garnkach nie tylko nęka sąsiadów zapachami, ale także hałasami dochodzącymi podczas gotowania. Dodali, że ich mieszkania są do tego stopnia pełne zapachów smażenia i sosów, iż mają wrażenie, że dochodzą one z ich własnej kuchni, a nie z lokalu położonego kilka pięter niżej.

 

Sąd Najwyższy, do którego dotarł ten kuchenny spór, orzekł, że można wydać wyrok skazujący w sprawie dokuczliwych zapachów nie tylko w przypadku zatruwającej powietrze fabryki czy zakładu produkcyjnego, ale także wobec osób gotujących we własnej kuchni. Sędziowie zatwierdzili tym samym wyrok skazujący na grzywnę, wydany w niższej instancji.

 

Miłośnicy gotowania z Monfalcone nie zostaną jednak ukarani, bo sprawa, dotycząca lat 2004-07 została uznana od razu za przedawnioną. Włoska prasa zwraca uwagę, że to orzeczenie może uruchomić lawinę pozwów w sprawie kuchennego sąsiedzkiego „nękania”.
PAP

Niedawno pisaliśmy o innym, równie śmiesznym przypadku, dla odmiany w Wielkiej Brytanii. SPRAWDŹ!