9-latka uciekła z Korei Północnej. W jej lalce znaleziono coś strasznego

9-latka uciekła z Korei Północnej. W jej lalce znaleziono coś strasznego

 Raju na ziemi zwanego Koreą Północną wciąż uciekają kolejni ludzie. Najpopularniejszą i w zasadzie jedyną możliwą trasą dla uciekinierów jest ta wiodąca przez Chiny. To właśnie tam pewien przemytnik ludzi odkrył coś co go przeraziło w lalce, którą niosła ze sobą jego 9-letnia „klientka”.

9-letnia uciekinierka jeszcze przed przekroczeniem z przemytnikiem granicy z Chinami spotkała na ulicy tajemniczego mężczyznę, który dał jej lalkę zielonej żaby. Powiedział, by przekazała ją mamie. Rodzice dziewczynki już wcześniej zbiegli z Korei, a ich dziecko miało dołączyć do nich po pewnym czasie.

 

ZOBACZ:Makabryczne odkrycie w hotelu: ktoś zamordował gości przy pomocy kuszy?!

 

Lalka zaniepokoiła przemytnika, niestety dla niego, dopiero po chińskiej stronie granicy. Zadzwonił do rodziców dziewczynki, którzy już przebywają w Korei Południowej, by dopytać o podejrzaną zabawkę. Gdy ci powiedzieli, że nic o niej nie wiedzą, postanowił rozerwać lalkę.

 

 

Okazało się, że w środku znajduje się nadajnik GPS! Wszystko wskazuje na to, że Pjongjang postanowił używać najnowszych technologii do śledzenia uciekających obywateli. Zapewne w ten sposób służby Kim Dzong Una chcą poznać nieznane im trasy przerzutu uciekinierów i skuteczniej je zwalczać.

 

TAKĄ trasę pokazał jej GPS! Kobieta wjechała do…

TAKĄ trasę pokazał jej GPS! Kobieta wjechała do…

Kobieta nie znała okolicy, więc zaufała urządzeniu. Szybko jednak pożałowała tej decyzji!

GPS (Global Positioning System) wyznacza trasę i prowadzi nas obraną drogą do wyznaczonego celu. Czasami jednak trzeba w odpowiednim czasie zaufać swojej intuicji i nie dać się ślepo prowadzić przez urządzenie, które jak się okazuje nie zawsze jest wiarygodne.

 

Kanadyjka co prawda miała utrudnioną widoczność, ponieważ podróżowała nocą. Kiepskie warunki pogodowe były wywołane przez gęstą mgłę. 

W związku z tym kobieta nie znając okolicy, wykonywała ślepo wszystkie wskazówki jakie podawał jej GPS. W pewnej chwili zapomniała jednak skręcić w prawo, po czym wjechała samochodem do jeziora.

 

ZOBACZ TEŻ:Słynne ROGALE w znanej sieciówce! Gdzie i kiedy kupisz rogale ŚWIĘTOMARCIŃSKIE?

 

Temperatura wody wynosiła 4 stopni Celsjusza. Ofiara przepłynęła dystans ponad 30 metrów, aby bezpiecznie znaleźć się na brzegu jeziora. Następnie 23-latka dotarła do pobliskiego sklepu, gdzie znalazła pomoc i opowiedziała o tym co się stało.
Poszkodowana na szczęście nie odniosła większych obrażeń. Jej pojazd został wyciągnięty z jeziora.

 

ZOBACZ TEŻ:Niesamowite odkrycie w Chinach. Turystka nagrała rybę z „ludzką twarzą”!

 

GPS wiele razy pokazuje, że nie można opierać się jedynie na wskazówkach urządzenia, ale na własnej trzeźwości umysłu i logicznym myśleniu.

 

 

Źródło:popularne.pl

Źródło zdjęcia:pixabay

Orzeł dostał od Rosjan nadajnik GPS. Teraz muszą płacić fortunę!

Orzeł dostał od Rosjan nadajnik GPS. Teraz muszą płacić fortunę!

Orzeł stepowy to gatunek zagrożony wyginięciem. Rosyjscy badacze chcieli kontrolować lokalizację jednego z ptaków poprzez nadajnik GPS. Nie przewidzieli jednak, że zwierzę zrobi im psikusa! 

Orzeł stepowy badany przez Rosjan podróżował przez Kazachstan w stronę Syberii. Tak przynajmniej podejrzewali naukowcy, bowiem latem ptak zmienił plany i… powędrował do Iranu! 

 

ZOBACZ TEŻ: Śmierć Piotra WOŹNIAKA-STARAKA. Opublikowali wyniki testów na obecność narkotyków: „Koniec z…”

 

Problem zasadniczy polega na tym, że nadajnik GPS wysyła koordynaty poprzez sieć komórkową, konkretnie – poprzez SMS. Dzieje się to wtedy, gdy tylko nadajnik złapie zasięg. Ponieważ w Kazachstanie orzeł latał nad niezamieszkałymi rejonami, lokalizacje z lata nie wysłały się. Teraz trafił nad pewne wysypisko śmieci w Iranie i nadajnik zaczął masowo wysyłać lokalizacje, które zapisały się przez kilka ostatnich tygodni. 

 

Ming spędziła lato w Kazachstanie poza zasięgiem operatorów telefonii komórkowej. Potem tak szybko poleciała do Iranu, że nie dotarły do nas jej letnie lokalizacje. Teraz zatrzymała się na wysypisku śmieci w Iranie i wysyła nam setki SMS-ów ze swoimi letnimi lokalizacjami

– powiedziała Elena Schneider, z Centrum Rehabilitacji Dzikich Zwierząt w Nowosybirsku, które łącznie prowadzi obserwacje 13 orłów.

 

Tymczasem jeden taki sms to koszt bez mała 49 rubli, czyli około 3zł. To daje dziennie niebotyczne koszty, które raz-dwa wyczerpały roczny budżet projektu. Naukowcy założyli zbiórkę internetową, którą masowo wsparli internauci, dodatkowo sprawa dotarła do operatora sieci komórkowej, który anulował cały dług instytutu. Co więcej, na przyszłość operator MegaFon obiecał specjalną taryfę dla ornitologów!

 

Badacze podkreślają, że nie mogą rezygnować z obserwacji orłów – są uważane za gatunek zagrożony wyginięciem. Obserwacja ich tras i zwyczajów pomoże lepiej je chronić.

Warszawiacy na FERIACH: posłuchał GPS i wybrał najkrótszą trasę. Skończyło się FATALNIE!  

Warszawiacy na FERIACH: posłuchał GPS i wybrał najkrótszą trasę. Skończyło się FATALNIE!  

Pamiętajcie, technologiczne nowinki nie zawsze służą nam tak samo dobrze. Przekonał się o tym mieszkaniec Warszawy, który w ferie odwiedzał Kazimierz Dolny. Przemieszczając się swoim autem postanowił wybrać na GPS trasę „najkrótszą”. Skończyło się fatalnie!

 

Mężczyzna z rodziną postanowili przedostać się z Kazimierza Dolnego do nieodległej Bochotnicy. GPS zaproponował mu trasę biegnącą przez leśny wąwóz. A ten był w całości skuty lodem i zapewne ciężko byłoby poruszać się nim pieszo, a co dopiero autem!

 

Mimo to kierowca był nieustępliwy – twardo jechał przed siebie ufając w nawigację. W pewnym momencie, na podjeździe auto wpadło w poślizg i zaczęło staczać się na dół. Na zalodzonej drodze hamulce nie działały. W pewnym momencie bok auta uderzył o skarpę i samochód dachował.

 

„Auto wpadło w poślizg i sunąc w dół obijało się o skarpy. W pewnym momencie, w wyniku silnego uderzenia o skarpę samochód przewrócił się na dach”

– relacjonuje policja.

 

Na szczęście wypadek nie był aż tak groźny jak wyglądał – wszyscy pasażerowie i kierowca wyszli z auta o własnych siłach. Po badaniach w szpitalu zostali wypisani. Kierowca tłumaczył się, że nie zna tej okolicy i nie wiedział jak wygląda droga, którą proponuje mu GPS. Tym bardziej nie rozumiemy dlaczego mimo to jechał dalej widząc, że jego samochód – i najwyraźniej on sam za kółkiem – sobie nie radzą? Trzeba było wycofać się od razu, gdy tylko asfalt zastąpił lód. Dobrze, że skończyło się tylko na kilku siniakach!

 

o2.pl/policja

Kuriozalna WPADKA amerykańskiej armii: żołnierze przez GŁUPOTĘ ujawnili lokalizacje TAJNYCH BAZ w Iraku, Syrii i Afganistanie! NIE UWIERZYSZ, co zrobili…

Kuriozalna WPADKA amerykańskiej armii: żołnierze przez GŁUPOTĘ ujawnili lokalizacje TAJNYCH BAZ w Iraku, Syrii i Afganistanie! NIE UWIERZYSZ, co zrobili…

Tajne misje i patrole na terytorium wroga – brzmi groźnie i na samą myśl można poczuć ukłucie w brzuchu. Co robią żołnierze przed takim zadaniem? Zapewne sprawdzają sprzęt i czyszczą broń. Co robi amerykański żołnierz? Bawi się smartfonem i włącza aplikację rejestrującą aktywność dla sportowców! To niedorzeczne działanie doprowadziło do niemałego skandalu i kłopotów.

 

Na trop afery wpadnięto po opublikowaniu danych zarejestrowanych przez aplikację Strava – jest to program zbierający dane z GPS i rejestrujący aktywność  fizyczną dla sportowców i amatorów. Mapa interaktywna obrazująca aktywności użytkowników wskazała lokalizacje kilku amerykańskich baz znajdujących się w Iraku, Afganistanie i Syrii. Sprawa jest tym delikatniejsza, że przynajmniej bazy w Syrii są zupełnie nielegalne – przecież nikt wojsk USA nie zapraszał na teren tego państwa!

 

Żołnierze korzystający z aplikacji dali w ten sposób sami informacje o tym gdzie się przemieszczali, jak wygląda rozkład ich tras patrolowych, ćwiczeń, ale też jak najprościej dotrzeć do baz, w których stacjonują! To naraża wszystkich wojskowych znajdujących się w nich na potworne zagrożenie.

 

Tym bardziej, że przez pewien czas dane zebrane przez aplikację były powszechnie dostępne. Pierwszy na ich trop wpadł australijski student. Stąd łatwo się domyślić, że tak samo mogli je prześledzić talibowie z Afganistanu czy bojownicy ISIS z Iraku i Syrii.

 

Armia potraktowała sprawę bardzo poważnie. Dowództwo zapewnia, że zrobi wszystko, aby nie doszło do podobnych idiotycznych błędów w przyszłości. Terroryści już nie raz pokazali, że potrafią używać nowoczesnych technologii  – np. dronów do szybkich i zaskakujących ataków z powietrza. W ten sposób małym kosztem można łatwo zniszczyć naprawdę drogie zabawki najlepszych armii świata. Boleśnie przekonali się o tym Rosjanie. Amerykanie mogą mieć podobny kłopot w przyszłości.

 

o2.pl

Amerykanie chcą zachipować wszystkich ludzi na świecie!

Amerykanie chcą zachipować wszystkich ludzi na świecie!

Przedstawiciele amerykańskiej armii spotkali się z Zoltanem Istvanem, znanym transhumanistą, aby omówić kwestię wszczepiania chipów wszystkim ludziom na Ziemi.

Jak informuje portal interia.pl, absolutna kontrola będzie możliwa dzięki niewielkim odbiornikom GPS, które pod skórą będą mieli wszyscy ludzie na planecie.

Na początku mikrochipy mają zostać sprawdzone na żołnierzach.

— US Navy chce, by pewnego dnia wszyscy żołnierze mieli wbudowane mikrochipy. To ma sens, ponieważ miniaturyzacja technologii wystrzeliła do przodu jak torpeda. Mikrochipy pozwalają na szereg rzeczy – śledzenie, dokonywanie płatności, monitorowanie przepływu krwi i ogólnego stanu zdrowia – a to wszystko będąc całkowicie ukrytymi wewnątrz naszego organizmu. Można sobie wyobrazić, jak trudne byłoby, gdyby na terenie bazy jądrowej znalazł się ktoś z nieautoryzowanym chipem – powiedział Zoltan Instvan.

Zdaniem Istvana nowe technologie mogą dać ludziom nieśmiertelność.

Jest to z pewnością przerażająca wizja kontrolowania ludzi.

Natalia W.