[VIDEO] Burki, detonatory i pasy szahida. Tak zareklamował się pewien kebab z Sanoka!

Bar Kebab w Sanoku będzie wkrótce obchodził swoje pierwsze urodziny. Dla każdej firmy to doniosła data, więc nic dziwnego, że właściciele przygotowali huczne święto i atrakcje dla klientów. Swoje pomysły postanowili jednak zareklamować w sposób, który nie każdemu się spodobał…

Właściciele baru kebab umieścili w serwisie YouTube zaledwie 18 sekundową zapowiedź urodzin swojego lokalu. Jednak ten krótki filmik wystarczył by wywołać odpowiedni oddźwięk. Występuje w nim dwóch mężczyzn w burkach, obwiązanych „pasami szahida”, stworzonymi ze sznurków i butelek sosów.

 

 

ZOBACZ TEŻ: [FOTO] Oto najgorsze dania na wynos w HISTORII. Po tym co zobaczysz stracisz apetyt!

 

Siemanko! Chcielibyśmy was zaprosić na wielkie urodziny Baru Kebab. Mamy dla was przygotowane super konkursy, obserwujcie nasz profil na Facebooku, tam naprawdę się będzie działo

 

Trzeba przyznać, że z marketingowego punktu widzenia na pewno udało się właścicielom baru uzyskać wielki rozgłos, bowiem o ich krótkim filmiku rozpisują się już media ogólnopolskie. Nie dziwi więc, że pomysłodawcy kują żelazo póki gorące i na Facebook pojawiło się odpowiednie wydarzenie i zdjęcia promujące…

 

 

A do Was trafia taki typ reklamy? Śmiesznie, z przymrużeniem oka, czy może oburzająco? Dajcie znać, co myślicie!

kebsa

[WIDEO] Jak zobaczysz ten filmik, to nigdy nie tkniesz „kebsa”. Tak powstaje mięso do popularnego przysmaku Polaków!

W Internecie codziennie można znaleźć wiele obrzydliwych rzeczy. Jedną z nich jest filmik o tym jak powstaje mięso do kebaba. Słowa, że nigdy więcej już nie tkniesz tego przysmaku nie są powiedziane na wyrost. Gdy patrzy się na to w jakich warunkach pracują ludzie oraz jak wygląda mięso do popularnego „kebsa”, to aż zbiera na wymioty. Obejrzyjcie i sami odpowiedzcie sobie na pytanie, czy warto się tym żywić.

Jeżeli tak ma wyglądać linia produkcji mięsa do kebaba, to my na prawdę podziękujemy. Ciężko stwierdzić, dlaczego jesteśmy żywieni takim świństwem. Strach to dać zwierzęciu, co dopiero człowiekowi. Z resztą zobaczcie sami… Ja nigdy już nie tknę „kebsa”.

ZOBACZ:Krwawa tragedia w Szczytnej. Dzieci słyszały jak umiera ich matka!

źródło fot. i wideo: youtube.com

kurier

Do łódzkiego kebaba mięso przywiózł… kurier. Lokal natychmiast został skontrolowany!

Do dziwnej sytuacji doszło w jednym z kebabów w Łodzi. Kurier zauważył, że jedna z paczek uległa zniszczeniu. Postanowili to sprawdzić. W przesyłce miały być głośniki. Okazało się jednak, że było w niej… 30 kilogramów mięsa. Nadawca bardzo prosił o dyskrecję a paczkę odebrał pracownik restauracji.

Paczka się rozdarła, gdy kurier ją niósł – donosi „Express Ilustrowany”. Wtedy kurier zauważył, że wcale nie wystają z niej głośniki, tylko mięso. Od razu postanowił zadzwonić do nadawcy, ponieważ w Polsce nie wolno wysyłać w paczce jedzenia, które może się zepsuć w ciągu 7 dni. Odbiorcą był lokal gastronomiczny z dzielnicy Bałuty. Powiadomiono Stację Sanitarno-Epidemiologiczną w Łodzi. Natychmiast udaliśmy się do wskazanej restauracji. Na miejscu stwierdziliśmy obecność zgłoszonej przesyłki. Było to około 30 kilogramów baraniny. Nie miała ona właściwego listu przewozowego ani dowodu uboju – powiedziała w rozmowie z Radiem Eska Aleksandra Pawlicka, kierownik oddziału higieny żywności łódzkiego sanepidu. Właściciel miał się tłumaczyć tym, że mięso zamówił na własny użytek. Podczas kontroli nie wykryto więcej uchybień.

 

ZOBACZ:[WIDEO] Nawaleni jak bombowce udali się na spacer z dzieckiem. Cud, że nie skończyło się tragicznie!

 

Wierzycie właścicielowi? Baranina puszczona kurierem brzmi na prawdę paradoksalnie… Ciężko powiedzieć, co miało się z nią stać w przyszłości.

źródło: o2.pl, Express Ilustrowany, Radio Eska

fot. pixabay.com

krowy na kebaba

Po tym już nie tkniesz kebaba. Szokujący wynik dziennikarskiego śledztwa w ubojni

O tym, że produkty trafiające do polskich fastfoodów nie zawsze są dobrej jakości, wie każdy. Do tej pory jednak nikt nikogo nie złapał za rękę na tak wielkim nielegalnym procederze. Raczej wpadali poszczególni przedsiębiorcy. Tymczasem dziennikarze Superwizjera TVN udokumentowali, że mięso, które trafia do niejednego kebaba często nie nadaje się do spożycia.

Jeden z dziennikarzy Superwizjera zatrudnił się w ubojni. Było to przedsiębiorstwo zatrudniające kilkadziesiąt osób. Spodziewał się, że natknie się tam na dowody potwierdzające ubój chorych krów, których mięso nie powinno nigdy trafić do spożycia.

 

ZOBACZ: Pompowali w żywe krowy wodę – makabryczna praktyka w rzeźniach!

 

Dziennikarz trafił początkowo na rozbiór mięsa. Jednak odkrył też cuchnące i dziwnie powykrawane zwierzęce tusze, które pozostawiła po sobie nocna zmiana. Jedna z pracownic przyznała wprost, że takie mięso idzie do kebabów. Wykrojono z niego ropnie i inne chore tkanki pozostawiając to, co teoretycznie nadaje się do spożycia.

 

Po porodzie na przykład, wiesz, albo nogę złamała. Złamie nogę, to ci już się nie nadaje do chowu, nie? A musisz ją opie****ić, bo co z nią zrobisz? Ale już handlarze dają taniej, bo jest uszkodzona. Dla siebie tego nie biję, bo nie nadaje się. Ale dla zakładu normalnie. Tak, dla zakładu to same pieniądze są[…] Coś w szynce miała, jakiś ropień, nie ropień, bo wycięte jest. Dzisiaj to takich nie ma, mało jest. A nieraz jest dużo

 

– opowiada do ukrytej kamery jeden z pracowników.

Po dwóch tygodniach pracy bez umowy dziennikarz trafił na nocną zmianę – na ubój krów. Wszystkie krowy, które zostały przywiezione były leżące – nie poruszały się same z powodu chorób. Nie powinny więc w ogóle trafić do ubojni.

 

Materiał nagrany z ukrytej kamery pokazuje bardzo brutalne i nieludzkie traktowanie chory krów. Ale poza tym warto pamiętać nie tylko o cierpieniu zwierząt, ale o tym, że zagrażające zdrowiu i życiu mięso trafia później do nieświadomych konsumentów. Cały reportaż zostanie wyemitowany we wtorek o 23:30.

 

wprost.pl/ foto: screenshot/youtube.com/superwizjer tvn