bazarach

Nie kupuj parówek na bazarach. Zjedzenie ich, może poważnie zaszkodzić twojemu zdrowiu!

Internet obiegły informacje, że na bazarach można kupić parówki marki własnej Lidla, produkowane przez Indykpol oraz ten sam produkt, wytwarzany przez firmę Animex. Najdziwniejsze w tym wszystkim, jest to, że obydwa koncerny nie wiedzą, jak tam trafiły.

Na warszawskich bazarach, można kupić Berlinki, Morliny i parówki z Lidla. Rzecznicy Indykpolu i Animexu, są zdezorientowani, gdyż nie wiedzą, jak ich produkty trafiły na lewy rynek. Zadziwiającym jest też fakt, że za 200-gramowe opakowanie, zapłacimy… 30 groszy.  Czasami sprzedaż końcówek partii pełnowartościowego towaru i w gwarantowanym terminie przydatności do spożycia może się odbyć po cenach wyprzedażowych – podaje dla Wirtualnej Polski Andrzej Pawełczak – rzecznik prasowy grupy Animex.

 

ZOBACZ:Postanowił naprawić pralkę. Gdy ją rozebrał był w szoku! [FOTO]

 

Hipotez, na temat tego, jak produkt mógł trafić na „lewy” rynek, jest wiele. Te parówki mogą trafić wyłącznie do jednego kupującego, czyli Lidla. W wyniku wpisania błędnego kodu przez pracownika duża partia towaru trafiła do innego odbiorcy – tłumaczy Krystyna Szczepkowska z Indykpolu. Możliwe, że mamy do czynienia z „mafią parówkową”, która znalazła sposób, na wyprowadzenie towaru przeznaczonego do utylizacji. Niech nie zwiedzie nas niska cena, bo oszczędzając i wspierając działania, które nie są zgodne z prawem, możemy poważnie zaszkodzić swojemu zdrowiu.

źródło: portalspozywczy.pl , wp.pl

fot. youtube.com

 

 

mafią

Afera we włoskiej piłce nożnej. Znany klub podejrzany o współpracę z mafią

Włoskie media donoszą, że klub z Turynu od lat współpracował z mafią kalabryjską. Wszystko wskazuje na to, że w aferę zamieszani są najwyżej postawieni działacze.

Juventus nie ma ostatnio najlepszej prasy. Najpierw mówiło się o nim w kontekście podejrzeń o gwałt, którego miał się dopuścić Ronaldo. Teraz jednak sprawa jest dużo poważniejsza i dotyczy nie piłkarzy, a władz klubu. Zespół z Turynu jest podejrzany o to, że przez lata współpracował z mafią.

 

 

 

O tym co dzieje się w Juventusie poinformowano w programie ,,Report” wyemitowanym w telewizji Rai Sport 3. Dziennikarz śledczy Sigfrido Ranucci, który przedstawił szereg interesów łączących klub z ‚Ndranghetą, czyli mafią kalabryjską.

 

 

 

Prezydent Starej Damy Andrea Agnellegi w zamian za spokój na trybunach miał dostarczać członkom grupy przestępczej darmowe bilety oraz tańsze karnety, które następnie sprzedawano po zawyżonych cenach na czarnym rynku.

 

 

 

Ponadto dyrektor generalny klubu Giuseppe Marotta miał być zamieszany w śmierć jednego z członków kibicowskiej grupy ”Drughi”  Raffaela Bucciego, który odpowiedzialne był za jej finanse. Telefon Marotty w związku z podejrzeniami o współpracę z mafią znajdował się na podsłuchu. Jednak dziwnym trafem nie był on monitorowany, akurat przez trzy godziny kiedy w tajemniczych okolicznościach zginął Bucci. Mężczyzna miał rzekomo popełnić samobójstwo.

 

 

 

 

ZOBACZ:Wspaniały gest gwiazdy i jego drużyny. Ocaleni chłopcy odbyli galaktyczny trening [WIDEO]

 

 

 

 

foto facebook / źródło przegladsportowy.pl / sport.radiozet.pl

 

Polaka, śmierć polskiego podróżnika w meksyku

Siostra ujawnia MAKABRYCZNE SZCZEGÓŁY o zabójstwie polskiego podróżnika w Meksyku. Wzięli głowę jako TROFEUM?

Sprawa zabójstwa Krzysztofa Chmielewskiego w Meksyku chyba nabiera powoli spodziewanego rozpędu i zainteresowania ze strony władz miejscowych jak i polskich. Mimo wszystko, wciąż jeszcze wiele jest niejasności. O części z nich opowiedziała siostra Polaka.

 

Okazuje się, że władze lokalne przeprowadziły ekshumacje ciała i pobrały próbki materiału genetycznego, który został już wysłany do Polski. Nie wiadomo jednak, kiedy przyjdzie.

 

Oddałam już swój materiał genetyczny do porównań, ale na wyniki trzeba będzie długo czekać, bo ja i Krzysztof mamy różnych ojców

– powiedziała Izabela Schmidke, siostra Krzysztofa.

 

Pojawiły się też informacje o odnalezieniu głowy naszego rodaka. Przypomnijmy, że kilka dni po odnalezieniu ciała wyszło na jaw, że zostało pozbawione stopy i głowy. To wtedy na poważnie zaczęło się mówić o morderstwie. Wcześniej wydaje się, jakby organy ścigania chciały zatuszować sprawę. Teraz jest to już jedyna badana hipoteza, którą zajmuje się inny prokurator.

 

Podobno znaleziono szczątki głowy. Zdaniem prokuratora sprawcy mogli ją zniszczyć. Ale może wzięli ją sobie jako trofeum?

 

– dodaje pani Izabela w rozmowie z „Super Expressem”.

 

Wszystko to są jednak jedynie dociekania i domysły. Sprawa wciąż nie jest jasno i klarownie wyjaśniana, a polskie organy ścigania wiedzą w zasadzie mniej niż Izabela Schmidke. Kobieta przyznała, że przedstawiciele prokuratury dzwonili do niej, aby dowiedzieć się czegoś nowego!

 

O sprawie pisaliśmy kilkukrotnie – ostatnio przedstawiając wszystkie niejasności związane z zaginięciem Krzysztofa Chmielewskiego [ZOBACZ]. Wygląda jednak na to, że zainteresowanie mediów w Polsce i Meksyku umożliwi rzetelne zbadanie sprawy.

 

wp.pl/ foto: facebook

Szukają łodzi podwodnej Pablo Escobara. Okręt może skrywać NIEWYOBRAŻALNĄ fortunę. Gra idzie o MILIARDY dolarów!

Najpotężniejszy i najokrutniejszy baron narkotykowy w dziejach świata zawdzięcza „drugie życie” serialowi „Narcos”, który stał się prawdziwym hitem na całym świecie. Dla wielu jasnym jest, że znacznej części majątku Escobara nigdy nie odnaleziono. Być może jego część spoczywa we wraku okrętu podwodnego, którym szmuglowano tony kokainy?

 

Dwaj byli agenci CIA, Doug Laux i Ben Smith, twierdzą, że odnaleźli miejsce spoczynku łodzi podwodnej, którą Pablo Escobar używał do przemytu narkotyków z Kolumbii do Puerto Rico. Stamtąd kokaina trafiała dalej, głównie do USA.

 

Na jednostce, poza tonami kokainy ma znajdować się potężny zapas gotówki – nawet 50 miliardów dolarów. Kwota o tyle niewyobrażalna, co prawdopodobna – już w początkach działalności zyski Escobara z handlu kokainą sięgały nawet miliona dolarów dziennie.

 

Kariera Escobara nabierała tempa od lat 70-tych, aż do roku 1993, kiedy został zastrzelony w czasie ucieczki z kolejnej obławy. Inna wersja głosi, że popełnił samobójstwo. Przez kilkanaście lat swojej działalności udało mu się zgromadzić potężną fortunę – zarówno w formie miliardów dolarów gotówki, jak i setek nieruchomości, jachtów, samochodów, samolotów, łodzi,

 

Jak na razie ekspedycja agentów, wspierana przez kanał Discovery natrafiła jedynie na jedną metalową skrzynkę. Jednak poszukiwacze nie poddają się i niepowodzenie zwalają na zmienne prądy morskie, które mogły zmienić wygląd dna i przykryć wrak mułem.

 

Escobar zgromadził tak potężne zasoby pieniężne, że musiał je rozlokować w setkach, jeśli nie tysiącach skrytek na terenie całej Kolumbii. Wiele z nich pozostało nieodkrytych, bo ludzie, którzy je tworzyli trafili do więzień lub zginęli. Na pewno więc część jego skarbów wciąż czeka na swoich odkrywców.

 

 

wprost.pl/foto: wikipedia.com/youtube.com

NARKOMANI W ŻAŁOBIE: udaremniono potężny przemyt KOKAINY! Nie pomógł sprytny sposób transportu!

Służby Kostaryki pochwaliły się, że udało im się skonfiskować ponad 1100 kilogramów kokainy. Kontrabandę odkryto w morzu 70 mil na południe od Golfito w prowincji Puntarenas niedaleko Panamy.

 

Narkotykowi baronowie mieli bardzo sprytny sposób na przetransportowanie kokainy. Została ona umieszczona w 22 workach przywiązanych do boi. Tą zapewne miał zlokalizować i przejąć przemytnik i udać się z nielegalną substancją dalej – najpewniej w kierunku USA.

 

Obszar ten to prawdziwe przemytnicze zagłębie. W ubiegłym tygodniu służby skonfiskowały ponad 700kg kokainy przewożonej w beczkach na kutrze rybackim. Władze Kostaryki poinformowały, że tylko w tym roku przejęły aż 28 ton tego narkotyku!

 

1100 kilogramów odkryte w poniedziałek ma wartość rynkową około 33 milionów dolarów. Jeśli przemnożymy to przez ponad 28 ton narkotyku przejętego łącznie w 2017 roku przez służby Kostaryki, wyjdzie nam kwota astronomiczna – prawie miliard dolarów!

 

To pokazuje jak potężny i prężny jest biznes narkotykowy w Ameryce Środkowej i Południowej. Bo gdy służby konfiskują tonę narkotyków, kilka kolejnych dociera do adresatów.

fakt.pl

MASAKRA NA SALI SĄDOWEJ! Ojciec ofiary obrzucił morderców GRANATAMI! Zrobił to bo… [FOTO]

Zdjęcia pokazują ogromną skalę zniszczeń.

 

Tragedią zakończyła się rozprawa sądowa trzech mężczyzn oskarżonych o morderstwo przed sądem w Nikipolu na Ukrainie. Byli oskarżeni o zabicie dwóch osób w lutym 2016 roku. Od tego czasu proces praktycznie nie ruszył.

 

Zdesperowany ojciec jednej z ofiar, gdy usłyszał o kolejnym odroczeniu sprawy wyjął dwa granaty i rzucił nimi w kierunku oskarżonych. Potężne eksplozje wstrząsnęły pomieszczeniem niszcząc wszystkie meble, sprzęt i masakrując wszystkich obecnych w środku!

 

Wszyscy trzej oskarżeni zostali poważnie ranni. Zginął zamachowiec i jeszcze jedna osoba. 7 kolejnych osób odniosło obrażenia, jednak brak informacji w jakim znajdują się stanie. Większość poszkodowanych to oficerowie służby więziennej, którzy w momencie eksplozji grantów zakuwali oskarżonych w kajdanki.

 

Dlaczego mężczyzna zdecydował się na taki dramatyczny krok? Wygląda na to, że nie liczył na sprawiedliwość przed ukraińskim sądem. Proces przeciągał się, posiedzenie z 30 listopada miało być kolejnym odroczonym, ale i to się nie odbyło, bo na salę nie przybył adwokat oskarżonych. Gdy sąd zdecydował o kolejnym przesunięciu procesu, mężczyzna nie wytrzymał.

 

Z informacji policyjnych wynika, że morderstwo dwóch osób wyglądało jak mafijne porachunki. Nie wiemy kim byli oskarżeni ani ofiary, ale nagranie monitoringu sugeruje zaplanowaną egzekucję – dwa auta zablokowały przejazd samochodu ofiar, a po czym w ich kierunku wystrzelono kilka magazynków z Kałasznikowów.

Wniesienie dwóch granatów na salę sądową i taki finał rozprawy wystawia bardzo złe świadectwo ukraińskiemu wymiarowi sprawiedliwości i procedurom bezpieczeństwa w ukraińskich sądach. A co gorsza, ojciec ofiary skazał na cierpienia kilka postronnych osób, tymczasem może się okazać, że oprawcy jego syna wyliżą się z ran i wywiną sprawiedliwości.

 

o2.pl/foto: screenshots/twitter.com

NARKOMANI W ŻAŁOBIE: w Kolumbii przechwycono REKORDKOWĄ ILOŚĆ KOKAINY!

To co najmniej 360 milionów dolarów straty dla kartelu narkotykowego.

 

Kolumbijskie służby odkryły ogromną ilość kokainy. W dwóch departamentach: Antioquia i Choco, zlokalizowano skrytki z ponad 12 tonami tego narkotyku. Jej wartość na czarnym rynku określono na 360 milionów dolarów!

 

O sukcesie poinformował prezydent Kolumbii Juan Miguel Santos. Jak powiedział, od 40 lat, czyli od momentu rozpoczęcia walki z mafią narkotykową, nie udało się przejąć aż tak wielkiej ilości substancji zakazanych.

 

Prawdopodobnie skonfiskowana kokaina należała do kartelu Clan del Golfo, kierowanego przez najbardziej poszukiwanego przestępcę w Kolumbii, Dairo Antonio Usugę. Śledczy liczą, że niedawne odkrycie pomoże także w odnalezieniu tego groźnego bandyty.

 

Rok 2017 może być rekordowy pod względem ilości przechwytywanych narkotyków. Tylko przez pierwsze 10 miesięcy państwo przejęło 360 ton narkotyków. W całym 2016 roku było to jedynie 317 ton. Z Kolumbii kartele przerzucają narkotyki drogą morską i powietrzną do Ameryki Środkowej i USA.

 

Ilość przejętej kokainy może robić ogromne wrażenie. Jednak jak szacują eksperci w Kolumbii każdego roku produkuje się co najmniej 900 ton tego narkotyku. Wciąż więc bardzo daleka droga do zwalczenia mafii czerpiących krociowe zyski z przemytu substancji zakazanych.

MASA o kandydacie na prezydenta Warszawy: „Był naszym chłopcem na posyłki”!

Były gangster bardzo go chwalił. Tylko czy to powód do dumy?

 

Jarosław Sokołowski ps. „Masa”, najbardziej znany świadek koronny w Polsce zabrał głos na łamach Super Expressu w sprawie zbliżających się wyborów prezydenckich w Warszawie. Jak się okazuje Masa miał w latach 90-tych do czynienia z jednym z kandydatów na fotel włodarza stolicy.

 

W tym czasie Masa zainwestował m.in. w ekskluzywną dyskotekę „Colloseum” w Warszawie. Jej rzecznikiem został młody… Paweł Rabiej!

 

Colloseum nie było klubem dla wszystkich. Spotykała się tam śmietanka Mafii Pruszkowskiej, a ówczesne władze niejednokrotnie usiłowały lokal zamknąć. Do czego więc był potrzebny Rabiej?

 

„Był naszym „załatwiaczem”. Znał się na lataniu do urzędów z pisemkami, żeby nie zamknięto klubu. Trzeba przyznać, że był obrotny, już wtedy jako młody chłopak miał znajomości w urzędach”

 

– tłumaczy Masa. Ale jak dodaje nie miał z nim osobistych kontaktów, bo Rabiej był wówczas „za mały”:

 

„Kiedy my siedzieliśmy w loży, to Rabiej mógł co najwyżej postać przy barze i czekać na „kiwkę”, żeby dokumenty od nas wziąć. Był takim chłopcem na posyłki”

 

Kandydat na prezydenta Warszawy spytany o ten epizod życia nie zaprzecza. Ale też nie ma sobie nic do zarzucenia:

 

„Nie widziałem nic podejrzanego w kilkumiesięcznej pracy dla Colosseum. Zostałem wynajęty przez dyskotekę, aby załagodzić konflikt prawny, bo władze stolicy twierdziły, że Colosseum to samowola budowlana. Co do „Masy” to wiedziałem, że tam bywał, ale ja wolałem się trzymać z daleka od tego typu sytuacji”

 

A jak Masa ocenia dzisiejsze działania posła Nowoczesnej i jego chęć objęcia stanowiska prezydenta Warszawy?

 

„To ku… niepojęte!” – kwituje krótko.

 

Takie rewelacje z pewnością nie pomogą Pawłowi Rabiejowi w kampanii wyborczej. Kto jednak wie, jakie wiadomości mogą wkrótce wypłynąć o innych kandydatach? Zanosi się na gorący i emocjonujący wyścig po fotel prezydenta Warszawy!

 

se.pl