jezioro Roś

TO jezioro ZNIKA na naszych oczach! [FOTO]

Jezioro Roś w Piszu było kiedyś perłą Mazur. Wielkie kąpielisko, piękne krajobrazy były symbolem tego akwenu. Dziś prawie go już nie ma!

 

Urzędnicy planowali budowę ścianki uszczelniającej, lecz na planach się skończyło. Dodatkowo, gorące lato i sucha jesień przyczyniła się do tego, że brzeg jeziora Roś w Piszu na Mazurach cofnęło się o kilkanaście metrów! Pomost, który został na nim wybudowany jest chybioną inwestycją, bo wkrótce bez niego będzie można przejść suchą nogą! Jezioro, które niegdyś było chlubą Mazur dziś straszy!

 

Sprawą tego cofnięcia się jeziora Roś w Piszu zajęli się meteorolodzy z portalu MeteoGroup Polska. Mówią: „Kolejny rok niedoboru opadów odcisnął swe piętno w wielu regionach kraju. Jednym z nich są Mazury, gdzie, przynajmniej we wschodniej części, wiele jezior notuje stany wody znacznie poniżej średniej. Przykładem może być Jezioro Roś, gdzie poziom wody jest o 50 cm niższy od dolnej granicy stanów średnich”. Szacuje się, że od początku listopada woda cofnęła się o prawie 40 metrów!

 

jezioro Roś
Screenshot/FB

 

 

ZOBACZ TEŻ: Ćwiczył biceps, żeby ZATŁUC swojego OJCA na śmierć!

 

To nie jest odosobniony przypadek. Takich miejsc, gdzie woda się cofa jest więcej. Warto tu wspomnieć o jeziorach Ełckim i Rajgrodzkim. W czasie, gdy zmiany klimatyczne dają się we znaki takie przypadki będą na pewno coraz częstsze. Niestety. Jedyne co może uratować jeziora to interwencja człowieka. Mowa tu o budowie nowych urządzeń hydrotechnicznych oraz regulacji Pisy.

 

Źródło: serwis MeteoGroup Polska oraz Wirtualna Polska

woźniaka-staraka

UJAWNIONO prawdziwe powody śmierci Woźniaka-Staraka! „Tego już nie ukryją”

„Super Express” ujawnił, że nie wszystko wiemy o śmierci Piotra Woźniaka-Staraka. Okazuje się, że słynny producent filmowy w trakcie wypadku miał znacznie więcej promili alkoholu we krwi niż mówiono do tej pory.

Wypadek miał miejsce z 17 na 18 sierpnia, kiedy to po zakrapianej alkoholem imprezie 27-letnia kelnerka udała się motorówką do domu w towarzystwie Woźniaka-Staraka. Zaproponował on, że ją odwiezie. W pewnym momencie wykonywał manewr, po którym on oraz Ewa wypadli z łódki. „Super Express” opierając się na słowach biegłych dotarł do informacji, że producent w trakcie wypadku miał 1,5 promila alkoholu we krwi. Jednak według oficjalnego komunikatu Prokuratury Okręgowej w Olsztynie, Piotr Woźniak-Starak miał mieć więcej niż 2 promile.

Badania chemiczne krwi zmarłego wykazały obecność 1,7 promila alkoholu etylowego, zaś badania chemiczne moczu wykazały obecność 2,4 promila alkoholu etylowego – pisze w komunikacie.

 

ZOBACZ:[WIDEO] Prowadziła tramwaj i używała telefonu. Przez to doszło do dramatu!

 

Przypomnijmy, że producent był synem Anny Woźniak i Jerzego Woźniaka, który zarządza słynną Polpharmą. Znalazł się on również w pierwszej szóstce najbogatszych Polaków rankingu „Wprost”. Jego majątek oszacowano na około 6 miliardów złotych. Myślicie, że rzeczywiście to ilość alkoholu i fakt, że mężczyzna podczas wypadku był pijany wpłynęło na to, że zginął? Alkohol nigdy nie idzie w parze z prowadzeniem jakichkolwiek pojazdów mechanicznych.

źródło: nczas.com fot. youtube.com

magnesem, gibner, szukali go na dnie jeziora, modelki

Przez 3 dni szukali go na dnie jeziora. Finał akcji TOTALNIE ZASKOCZYŁ wszystkich!

Ta historia nadaje się na film – piszemy to z całą odpowiedzialnością i pewnością. Tymczasem wydarzyła się naprawdę i co ważniejsze – w Polsce! Gdy nad brzegiem Jeziora Olecko Wielkie na Mazurach odnaleziono ubranie i buty należące do 54-letniego mężczyzny, spodziewano się najgorszego. Strażacy rozpoczęli poszukiwania topielca.

 

Strażaccy płetwonurkowie przeczesywali dno jeziora, podczas gdy policja prowadziła poszukiwania w innych kierunkach – zawsze istniał cień szansy, że mężczyzna wcale nie utonął. I co najlepsze – to ten trop okazał się prawdziwy!

 

Po trzech dniach poszukiwań strażacy nie znaleźli ani śladu zwłok w jeziorze. Tymczasem do policji dotarła informacja, że poszukiwany człowiek znajduje się w… Niemczech! Nie został tam jednak porwany, ani sam nie zamierzał fingować swojej śmierci.

 

54-latek był prawdopodobnie na bardzo dużym życiowym zakręcie. Nieopodal jeziora Olecko Wielkie w akcie desperacji zatrzymał samochód pewnego ełczanina. Poprosił go, aby ten pomógł mu wyprostować życiowe ścieżki. I co ciekawe – nieznajomy zgodził się!

 

Poszukiwany mężczyzna zatrzymał przejeżdżającego przez Olecko ełczanina z prośbą o pomoc w „doprowadzeniu jego życia do porządku”. Nieznajomy nieoczekiwanie wyciągnął do niego pomocną dłoń i postanowił zabrać go ze sobą do Niemiec

 

– napisała policja w komunikacie

 

A ponieważ 54-letni mężczyzna miał bardzo brudną odzież, nieznajomy podarował mu ubrania, które miał przy sobie, a starą garderobę pozostawili nad brzegiem jeziora.

 

Obecnie mężczyzna przebywa w Niemczech, gdzie podjął pracę i prawdopodobnie dochodzi do siebie. Skontaktował się z krewnymi, których poinformował, że nic mu nie jest i zamierza na razie pozostać za zachodnią granicą.

 

Jak widać tym razem skończyło się dobrze. Trzymamy kciuki, żeby ta niesamowita historia była faktycznie początkiem dużej przemiany dla opisywanego przez nas mężczyzny!

 

 

o2.pl/pixabay

 

 

jeziora, motocykliści, ratownicy, rozpoczęcia roku, wypadków, pijana matka, rura, warszawą, łoś, bmw, wypadek, pasażerów, straż, policja, osoby

Warmia i Mazury: 3 osoby zmasakrowane w potwornym wypadku [FOTO]

Do tragicznego wypadku doszło wczoraj na trasie pomiędzy miejscowościami Szestno, a Rydwągi. Na miejscu zginęły 3 osoby.   

Do czołowego zderzenia dwóch aut doszło wczoraj na drodze wojewódzkiej 591 Mrągowo – Kętrzyn, w powiecie Mrągowskim. Z informacji policji wynika, że do wypadku doprowadził kierowca skody podczas manewru wyprzedzania. Zderzył się on z prawidłowo jadącym z naprzeciwka kierowcą peugota. Niestety w wypadku zginęły 3 osoby, dwie z nich podróżowały skodą i jedna peugotem.  

 

 

Tuż po zdarzeniu na miejscu pracowali strażacy oraz policja i prokuratura. Trwają czynności mające na celu ustalanie dokładnej przyczyny oraz okoliczności wypadku. 

 

ZOBACZ: Tragiczny wypadek. Liczba ofiar może przekroczyć 200 osób [wideo 18+]

 

 

Zderzenie aut doprowadziło wczoraj do sporych utrudnień w ruchu. Droga musiała zostać zablokowana. Policja starała się kierować auta na objazd w kierunku Świętej Lipki.

 

foto KWP Olsztyn / źródło warminsko-mazurska.policja.gov.pl / gazetaolsztyńska.pl

niedźwiedzia, niedźwiedź, niedźwiedzica, atak, bieszczady, turysta, góry

W tym rejonie nie widziano NIEDŹWIEDZIA od 100 lat: „Może być potwornie groźny”!

Można napisać, że miś wpadł w odwiedziny na 100-lecie niepodległości Polski, bo ostatni raz w Puszczy Augustowskiej widziano to wielkie zwierzę w 1919 roku właśnie, a więc wtedy gdy nasz kraj dopiero się odradzał. Jednak leśnicy ostrzegają, że może stanowić wielkie zagrożenie.

 

Niedźwiedź najprawdopodobniej pochodzi z Litwy i przez Białoruś przywędrował w okolice Augustowa. O niebezpieczeństwie polskie służby zostały poinformowane przez pograniczników z Białorusi.

 

Kilka dni temu niedźwiedzia widzieli nasi pogranicznicy niedaleko wsi Rudawka. Później zniknął w puszczy, a na jego trop usiłują wpaść leśnicy. Wszystko wskazuje na to, że zwierzę przybyło w te okolice w poszukiwaniu samicy. Okres godowy niedźwiedzi trwa mniej-więcej do końca lipca.

 

Obecnie niedźwiedzie występują w Polsce tylko w Karpatach – Tatrach, Beskidach, oraz Bieszczadach. Na północy Polski wyginęły na przełomie XIX i XX wieku. Jednak jak widać mamy chętnego na ponowne skolonizowanie tamtejszych kniei. Biedny niedźwiedź nie wie jednak, że raczej nie znajdzie tu partnerki. Nie dziwota więc może być bardzo agresywny!

 

wprost.pl/wp.pl

torach, tory, pijany, sen, pociąg, straż, alkomat, wypadek

Szczęście pijanego: zasnął na torach, przejechał po nim pociąg i NIC mu się nie stało. Na koniec ZAWSTYDZIŁ ALKOMAT!

Można by powiedzieć, że nad pijanym opatrzność boska czuwa. Bo jak inaczej wytłumaczyć przypadek 61-letniego mężczyzny, który był tak pijany, że zasnął na torach i nic mu się nie stało? Spokojnie można powiedzieć, że oszukał przeznaczenia i dostał drugie życie!

 

Do tego dziwnego wydarzenia doszło w Prostkach, niewielkiej miejscowości na Mazurach w powiecie ełckim. 61-latek był tak pijany, że gdzie padł – tam zasnął. Traf chciał, że padł na torowisko… Szczęściem dla niego, jego bezwładne ciało ułożyło się idealnie między szynami.

 

Pijak spał tak słodko, że nie obudziło go dudnienie zbliżającego się pociągu, ani trąbienie przerażonego zapewne maszynisty. Ba – nie obudził go nawet przejazd składu centymetry nad jego głową!

 

Obsługa pociągu wezwała na miejsce służby. Pierwsze przyjechały zastępy ochotniczej straży pożarnej. I to dopiero strażacy ochotnicy – po długiej walce – obudzili niczego nieświadomego mężczyznę.

 

Badanie alkomatem wykazało, że 61-latek ma we krwi aż 3,5 promila alkoholu! Po takiej przygodzie i z takim stężeniem etanolu we krwi zdecydowano się zabrać go do szpitala. Gdy alkohol nieco odparował z głowy niedoszłego denata, ten przyznał, że absolutnie nic nie pamięta. Szczęściarz.

 

Niestety, nie podejrzewamy, aby to wydarzenie jakoś wpłynęło na tryb życia mężczyzny. Miejmy jednak nadzieję, że następnym razem będzie bardziej uważał gdzie składa głowę do snu. Kolejny raz kostuchy raczej nie oszuka!

 

radio olsztyn

mogiły, eliksir, hybrydy, archeologów odkrycie wielkie

UNIKATOWE ODKRYCIE archeologów na Mazurach! To pierwsze i jedyne takie znalezisko w Polsce! Ma tylko 10cm i OGROMNĄ WARTOŚĆ!

Do tej pory takie przedmioty znajdowano w Norwegii, Wielkiej Brytanii czy Fryzji. Teraz okazuje się, że docierały również na nasze ziemie, a co za tym idzie – że i tutaj wykonywano szereg precyzyjnych prac, do których były one niezbędne. Odkrycie archeologów pozwoli nieco inaczej spojrzeć na historię tego obszaru.

 

Badania na wczesnośredniowiecznym grodzisku w Pasymiu w województwie warmińsko-mazurskim prowadzili specjaliści z Muzeum Warmii i Mazur i Instytutu Archeologii UW. Zostało ono założone w VII-IX wieku przez Prusów. W palenisku jednego z domostw badacze  natknęli się na bardzo nietypowy nóż.

 

Miał zaledwie 10 centymetrów długości i dwa ostrza różnych długości, które można było stosować zamiennie. Szacuje się, że narzędzie pochodzi z VIII-IX wieku.

 

„Do tej pory na ziemiach polskich nie odkryto podobnego przedmiotu. Poszukiwania analogicznych zabytków doprowadziły nas aż do Wysp Brytyjskich, gdzie noże obrotowe są dość typowe dla tego okresu. Odkryte tam, we Fryzji i w Norwegii egzemplarze są najbardziej podobne do naszego znaleziska”

– opowiedział dr Sławomir Wadyl z UW.

 

Co jest takiego niesamowitego i wyjątkowego w tym przedmiocie, poza faktem, że jak dotąd to jedyny tego typu zabytek na ziemiach polskich? Takie nożyki były bardzo charakterystycznymi przedmiotami dla skrybów! Służyły im zarówno do wycinana pergaminu, znaczenia linii tekstu jak i nanoszenia poprawek poprzez zeskrobywanie błędnych zapisów.

 

Nożyki tego typu służyły także niektórym rzemieślnikom wykonującym precyzyjne prace, np. obrabiających kość, drewno, czy skórę. Do czego konkretnie służył ten egzemplarz – jak na razie nie wiadomo, ale niewątpliwie musiał należeć do kogoś, kto wiedział jak się nim posługiwać.

 

Nożyk ten, nie dość, że jedyny na terenie Polski to jest również najstarszy spośród wszelkich znalezionych w regionie – na podobne natrafiono na terenach Białorusi i Estonii, ale te są o co najmniej kilkaset lat młodsze.

 

Wygląda więc na to, że mamy kolejny dowód świadczący o dość dużym wyspecjalizowaniu i zaawansowaniu niektórych ludów żyjących na terenie dzisiejszej Polski.  Dalej trzymamy kciuki za archeologów – zapewne wiele ciekawych rzeczy wciąż tkwi w ziemi!

interia.pl

DEKOMUNIZACJA po Mazursku! Zmienili NAZWĘ ulicy z 22 lipca na… 22 lipca!

W ramach dekomunizacji i ustawy o zakazie propagowania komunizmu, nazwy kojarzące się z PRL’em należy zmienić. I tak też stało się w gminie Kruklanki, gdzie jedna z ulic nosiła nazwę „22 lipca”.

Jak wiemy, 22 lipca w PRL’u obchodzone było Święto Odrodzenia Narodowego upamiętniające ogłoszenie Manifestu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (w rzeczywistości zatwierdzonego przez Stalina). 

 

W związku z tym, także radni gminy Kruklanki podjęli działania na rzecz dekomunizacji, z tym że w wariancie ekonomicznym. Aby zaoszczędzić kosztów i zamieszania zmienili nazwę, na taką samą, jak poprzednio. Bartłomiej Kłoczko, wójt gminy Kruklanki stwierdził:

Od 27 lat nikt tego święta nie obchodzi. Data ta już z niczym się nie kojarzy, szczególnie dla młodego pokolenia.

Zgodnie z tym stanowiskiem, nazwę zmieniono z 22 lipca na 22 lipca, dodatkowo argumentując, że w kościele katolickim jest to także dzień Marii Magdaleny.

 

Tymczasem wojewoda warmińsko – mazurski uchylił uchwałę rady gminy, uzasadniając, że nie można zmienić nazwy 22 lipca na 22 lipca.
Podobno mieszkańcy są niepocieszeni i czekają na przywrócenie starej – nowej nazwy. Nam także podoba się inicjatywa gminy Kruklanki. Dzięki niej słowo „zmiana” nabiera nowego znaczenia!

 

fot. google

Na Mazurach brakuje pracowników!

Przedsiębiorcy z branży hotelarskiej i gastronomicznej nad mazurskimi jeziorami mają kłopot ze znalezieniem pracowników sezonowych. Powody to między innymi niskie płace oraz niechęć bezrobotnych do podjęcia pracy.

Jak informuje Polsat News, na Mazurach trudno jest znaleźć przedsiębiorcę, który przed sezonem turystycznym miałby skompletowaną załogę.

— Jak idę główną ulicą miasteczka, to niemal na każdym sklepie, na każdej knajpie widzę kartkę o poszukiwaniu pracownika. Brak ludzi do pracy to stały temat rozmów między przedsiębiorcami i nikt nie znalazł sposobu na rozwiązanie tej sytuacji – powiedziała Magda Szczygieł z rodzinnej cukierni „U Adama” w Giżycku, która również poszukuje kierowcy i pracowników produkcji. — Ale chętnych do pracy brak, w ogóle nikt nie składa cv. Przychodzą za to regularnie „stemplarze”, czyli ci, co muszą podbić papiery z urzędu pracy, że nie ma dla nich pracy. Najpierw im tłumaczyłam, przekonywałam, a teraz już jak widzę, że oni nie mają ochoty pracować, to przystawiam ten stempel i niech idą – przyznała Szczygieł.

Podobnie jest w Mikołajkach, gdzie bezrobocie na koniec maja wynosiło 19,2 procent.

— Była dziś u mnie dyrektor dużego hotelu i skarżyła się, że ludzie są już tak rozbestwieni, że mówią: „proszę mnie nie zatrudniać, bo ja i tak do pracy nie przyjdę”. Inna pani, matka, powiedziała, że woli mieć zasiłek i pieniądze z Programu „500+”, niż pracować za najniższe wynagrodzenie – powiedział Piotr Jakubowski, burmistrz Mikołajek.

Już ostatnio pisaliśmy o tym, jak plantatorzy truskawek mają problem ze znalezieniem pracowników sezonowych, w związku z tym, że ci wolą dostać pieniądze z Programu 500 Plus. Zniszczone socjalizmem społeczeństwo woli żyć z jałmużny, niż zarobić własne pieniądze.

Zobacz także: Dostali 500+ i nie chcą pracować!

Natalia W.